CV gracza | Czarny Ivo

czarny Ivo cv graczaDawno, dawno temu, kiedy świat był jeszcze młody i niewinny, narodził się Czarny Ivo. Dzieci biegały wtedy beztrosko po dworze malując kredą po chodnikach, grając w kapsle, czy czyniąc z trzepaków narzędzia nieskończonych możliwości, w kontekście uciech i zabaw.

 
 

Uczestniczył w tym wszystkim i nasz bohater, ale pewnego dnia coś się zmieniło. Niczym blok skalny w Odysei Kosmicznej 2001, w jego domu pojawił się Pegasus. Nie była to, jeśli pamięć nie myli, żadna okazja. Po prostu, któregoś dnia wrócił ze szkoły, a on już tam stał. Magiczny sprzęt, który przekazywał na ekran telewizora rozpikselowany obraz opowiadający historie o uprowadzonych księżniczkach, złowieszczych potworach, paskudnych kosmitach, dzielnych szeryfach, a nawet hydraulikach. A na losy tych wszystkich postaci miał wpływ on sam. Dzierżąc pada w dłoni zaczął brać czynny udział w heroicznych czynach. Tylko od niego zależało, czy obroni ludzkość przed złym najeźdźcą, a wybranka jego serca złoży na jego policzku dziękczynnego buziaka. Świat się zmienił. Od kiedy wcisnął legendarny kartridż „168 in 1” w elektryczny pysk Pegaza i rozbrzmiała melodyjka menu głównego (która później okazała się być muzyczką wyciągniętą z innej gry o tytule Booby Kids), Czarny Ivo wiedział, że gry już na zawsze staną się nieodzownym elementem jego życia.

Lata 90’te to okres mojego dzieciństwa. Biegało się wtedy po dworze, uskuteczniało różne zabawy, oglądało filmy na VHS’ie (w moim przypadku szczególnie te z Jean Claude van Damme’em), kupowało zabawki G.I.Joe i TMNT, ale też ostro ciorało na Pegasusie. Co jakiś czas dostawało się od rodziców nową gierkę, wymieniało na jakąś z kolegą, wypożyczało na parę dni ze sklepów, czy po prostu patrzyło się jak ktoś gra, gdy nieprzewidziana była kanapowa (czy raczej dywanowa) kooperacja lub ktoś po prostu tak dobrze grał, że nie chciało mu się wcinać – no chyba, że skusił „ej daj spróbować!„. Dopatrywałbym się tutaj zalążka internetowych „lets playów”, które moim zdaniem wypaczyły ideę i przybrały patologiczne kształty.

To Pegasus, przede wszystkim, ukształtował mnie jako gracza i pewnie dlatego dziś preferuję proste gierki z wartką akcją, stawiające wymagania zręcznościowe. To wtedy poznałem nieśmiertelną, legendarną Contrę, w którą regularnie gram do dziś, serię Megamana, Tanki (Battle City), Battletoadsy i całą masę produkcji opartych na popularnych wtedy animacjach – Duck Tales, Teenage Mutant Ninja Turtles, Darkwing Duck, Tiny Toons, G.I. Joe i wiele innych. Za dzieciaka wręcz myślałem, że to coś naturalnego, że w przyrodzie muszą jednocześnie istnieć seriale, zabawki i gry z danym bohaterem. Najlepsze, że to były naprawdę świetne szpile i idealne uzupełnienie przygód widzianych w telewizji.

czarny Ivo cv gracza

Oryginały spotykają piratów

Pamiętam, że gry stanowiły wówczas naprawdę ważny element mojego życia. Podczas każdego z wyjazdów w góry, czy nad morze z rodzicami obowiązkowym codziennym postojem były wozy drzymały. Prosiło się tatę o parę drobnych i wtedy on miał czas na odpoczynek i piwko, a ja szybko pozbywałem się moniaków w paszczach automatów. Gdy monety się skończyły to i tak dobrze było jeszcze trochę zostać, by popatrzeć jak inni grają. To była magia, niczym patrzenie w szklane kule pełne przygód.

Po Pegasusie miałem krótki romans z Amigą 500. Podejrzewam, że jakiś koleś chciał się jej po prostu pozbyć za grosze, bo jej czas mijał, a że to już był „komputer” tata chętniej mi go nabył. Na przyjaciółce totalnie rozwaliła mnie grafika. Toż to ja miałem pod dachem swojego domu idealną automatową wersję Street Fightera 2! Do tego zawładnęły mną tak genialne gierki jak Another World, Ruff n Tumble czy Settlers 2. W ogóle osadnicy byli chyba pierwszą strategią z jaką miałem kontakt i muszę przyznać, że całkiem mi podszedł ten gatunek, ale nie żebym jakoś specjalnie o niego zabiegał. Amiga jednak szybko poszła do piwnicy gdzie spoczywa do dziś, a jej miejsce zajął sprzęt nie z tego świata – PlayStation.

Ależ to był przeskok jakości z dwóch do 3 wymiarów. Załączone do konsoli demo, gdzie można było obracać modelem dinozaura, było zwiastunem, że czasy się zmieniły. Ten bydlasty gad wyglądał jak żywcem wyjęty z Parku Jurajskiego. Same gry to już istna bajka. Crash Bandicoot, Spyro, Gex, Mortal Kombat Trilogy, Street Fighter Alpha i gra, w którą byłem 4 lata za młody by grać – Resident Evil 2. To był wesoły okres w podstawówce, bo tak jak każdy na początku okresu nauki miał Pegasusa, tak pod koniec szkoły miał PlayStation, a że Verbamity miały się dobrze, dostęp do gier był szeroki i powszechny. Z tym, że ja akurat grałem na oryginałach, bo kampania antypiracka skutecznie wystraszyła mnie, że może się uszkodzić konsola, a moi rodzice nie mogliby pozwolić sobie na kupno kolejnej – nie ryzykowałem. Nie byłem osamotniony w legalnym graniu, bo mój dobry kolega, z którym gram do dziś również odrzucił pirackie dobra. Mieliśmy umowę między sobą, że nie dublujemy kupionych gier, tak żeby można było się wymieniać. Trzeba było niektóre produkcje wcześnie zaklepywać, żeby mieć pierwszeństwo. Jemu przypadł Crash 2 i 3 oraz Tekken 3, ja natomiast miałem między innymi Gexa, Dead or Alive oraz Resident Evil 2 i 3 – seria którą obydwaj pokochaliśmy. Do dziś jak jest okazja to razem gramy w kolejne odsłony, lecz od części szóstej postawiliśmy na niej krzyżyk i wątpię, by nadchodząca „siódemka” miała coś zmienić. Wracając do RE2 to nigdy nie zapomnę pierwszego zetknięcia z lickerem, czy starć z tyrantem w płaszczu. Dla 12-latków to był naprawdę horror i pamiętam, że podczas jednego z posiedzeń, sokiem czy wodą, zamoczyliśmy koledze całe łóżko skacząc spazmatycznie ze strachu.  Zapomniałem dodać, że był to też okres, w którym zacząłem czytać prasę branżową. Ja skupiłem się na Neo plus, kolega na PSX Extreme. W wakacje natomiast czytałem chyba wszystkie możliwe czasopisma jakie tylko były na rynku, niektóre chyba powstawały tylko na okres letni, bo często szybko znikały z rynku.

czarny Ivo cv gracza

Prasa branżowa

Po PlayStation przyszła epoka PC i tu zaczął się smutny okres dla konsolowego grania. Przez długie lata konsole przestały dla mnie istnieć. W liceum wszyscy mieli kompy, a prawie nikt nie miał żadnej konsoli. Odkryłem trochę gatunków, które ciężko było uświadczyć na konsolach, w szczególności RTSy. Uwielbiałem StarCrafta i WarCrafta (choć wiem, że te akurat trafiły odpowiednio na N64 i PSX), ale w szczególności zagrywałem się w Diablo 2. Dobre 6 lat ciorałem jak uzależniony zombie w tę jedną grę, z małymi odskoczniami na Baldura, Broken Sword czy Dawn of War. Gdy zakończyła się era Diablo, oddałem swoje życie kolejnemu zjadaczowi czasu – World of WarCraft. Na szczęście tutaj poświęciłem tylko 2 lata życia. W tym czasie mój „kolega od Residenta”, był wierniejszy starej szkole i kupił sobie GameCube’a. Pograliśmy trochę razem w RE Zero i czwórkę. Przyznam, że uznałem wtedy przygody Leona za durne i pozbawione klimatu. Oczywiście były dobre elementy, ale… wypadanie złota z pokonanych „zombie”, spotykanie co jakiś czas sklepikarza i zwiększanie poziomu posiadanej broni? No co to za bzdura? Co to jest Mario, że monety wypadają? Ja się wychowałem na znajdywaniu odpowiednich części żeby wzmocnić shotguna, na zbieraniu różnego rodzaju prochu, żeby specjalną maszynką kombinować z robieniem różnego rodzaju naboi, a tu takie głupoty.

W końcu gdy okres dorastania dawno przeminął, człowiek poszedł na studia, do serca zaczęła pukać nostalgia. Dowiedziałem się o emulatorach i uznałem, że fajnie było by pograć w te wszystkie hity sprzed lat. Zaraz odświeżyłem miłość z Megamanem. Kurde, nie miałem pojęcia, że wyszło aż 6 części! A co to za dziwna Contra? Wow! Była część druga? Kto o tym kiedyś mógł wiedzieć? Zacząłem chłonąć kolejne ROMy, odgrzebywać zapomniane skarby i w pogoni za informacjami trafiłem na Angry Video Game Nerda. Byłem pod wrażeniem jego kolekcji i w sumie nie zdawałem sobie sprawy, że można zbierać takie rzeczy. Gdy szedłem do liceum Allegro dopiero raczkowało, a opowieści, że np. zamiast komórki ludzie dostawali kartofla w pudełku były dość powszechne. No, ale od tego czasu świat poszedł do przodu, postanowiłem dać szansę aukcjom. Dodatkowo cieszył mnie fakt, że ciągle miałem swoje sprzęty. Jakoś moja mama nie była zwolennikiem wyrzucania starych rzeczy i tak zachował się mój pierwszy Pegasus, czy PSX. Zacząłem kupować pierwsze kartridże. Z początku umieszczałem je w pudełku po butach, ale z czasem przybywało ich coraz więcej i zaczęły migrować do szafek, czy w końcu do większych pudeł. Trafiłem też przy okazji na forum.pegasus-gry.com gdzie dowiedziałem się sporo ciekawych rzeczy o samych grach i sprzęcie, a także bzdur „jak należy kolekcjonować”. Fora tematyczne to zawsze miecz obusieczny.

Głód 8 bitów powoli ustępował, ale na jego miejscu zaczął burczeć nowy – głód wszystkiego innego co przegapiłem przez lata. Tak naturalną drogą po Pegasusie i NESie przyszedł czas na SNESa. Przede wszystkim byłem ciekaw kontynuacji moich ulubionych serii, więc szybko zaopatrzyłem się w 16bitową Contrę, Żółwie Ninja i Megamana, ale też nie zabrakło miejsca na nowości jak Donkey Kong Country czy killery w postaci Super Metroida i Zeldy. Za jakiś czas trafiła się okazja tanio nabyć GameCube’a z paroma gierkami. Szybki rekonesans i w moje ręce wpadła fioletowa kostka od Nintendo. Najważniejszym argumentem przy tym zakupie była cała rodzinka ekskluzywnych Residentów (choć jak wiadomo, ostatnio straciły ten przywilej). Strasznie też byłem nagrzany na Ikarugę. Kiedyś kolega pokazał mi na YouTubie filmik prezentujący to „pociskowe piekło” i od razu się zachwyciłem. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ta kosmiczna rzeżnia trafiła na domowe konsole i to właśnie na świeżo zdobytego GaCka. Oprócz tego, gdy już odkryłem piękno serii Zelda, szybko wyposażyłem się w WindWakera i Twilight Princess. Gry wybitne, ale preferuję jednak te klasyczne „2D”. W międzyczasie uzupełniłem nieco braki na PSXa. W końcu miałem swojego Crasha Bandicoota, już nie dzielonego z kolegą! Zawitał do mnie także Spyro, odświeżyłem znajomość z Sir Danielem Fortesque, ale i poznałem kilku nowych bohaterów takich jak Andy z Heart of Darkness czy Alucard z Castelvanii SotN. Wielką gratką też był pistolet świetlny – Gun Con. Zawsze, żałowałem że nie miałem takiego cacka na Pegasusie i nigdy nie ustrzeliłem żadnej kaczki, lecz teraz mogłem rozwalać bandziorów w Time Crisis niczym w salonie gier. Można powiedzieć, że część swoich pragnień spełniłem.

czarny Ivo cv gracza

Po latach, w szufladzie Sega i Nintendo już nie toczą wojen

Następnie, w imię nie rozdzielania rodziny, do wesołej gromadki dołączyło Nintendo 64, ale choć parę gierek wpadło, to jest to dla mnie teren wciąż mało zbadany. Zachwyciłem się i ukończyłem Mario 64, ale Donkey Kong, Banjo Kazoie i Ocarina, choć ruszone, wciąż czekają na lepszy czas. No, ale nie samym Nintendo człowiek żyje i przyszła pora na wielkiego konkurenta – Segę. Jako pierwszy legendarny Dreamcast, ale niestety niewypał, bo trafił mi się egzemplarz z umierającym laserem i nie idzie mu czytanie płyt. Sonic Adventure smutny czeka, aż w makaronie znów zapłonie gorąca salsa. Spróbowałem więc z kartridżami i w domu zawitał MegaDrive (tu na zakup nieświadomie nakręcił mnie jeden z komentujących – Jana84). Świetna rzecz i tylko trochę, moim zdaniem, ustępująca, mimo wszystko, SNESowi. Problem napotkałem dopiero przy kupnie gier (a przynajmniej tych które mnie interesowały), bo stały się już absurdalnie drogie i nie wiele ich u mnie stoi. Co mnie jednak bardzo cieszy udało mi się zdobyć moje ukochane Żółwie Ninja i Rocket Knight Adventures. Później kupiłem okazyjnie PS2, ale podzielił los Dreamcasta i na razie nie che mi się grzebać w ich bebechach. Nie zabrakło też miejsca na nowe gry i tak zagościło u mnie PS3 i N3DS (pierwsza i jedyna konsolka przenośna).

czarny Ivo cv gracza

Stare łączy się z nowym

Okres ostrego kolekcjonowania trwał około 5-6 lat. Nie zebrałem jakiś wielkich ilości gier, bo raczej fundusze mam małe i dziś mój zbiór liczy trochę ponad 200 egzemplarzy. Początkowo każdą nowo zakupioną grę dokładnie ogrywałem. Później, gdy ilości zaczęły przybierać charakter bardziej hurtowy, sprawdzałem tylko czy działają, a jeśli pochodziły ze sprawdzonego źródła, od razu lądowały na półce/w pudle. Zaczęło mi takie podejście trochę doskwierać, bo z czasem zauważyłem, że bardziej zależało mi na samym zbieractwie i polowaniu na białe kruki niż na grach. Uznałem to za snobizm i strasznie płytkie podejście. Zbierać tylko po to, żeby pochwalić się na jakimś forum co wyrwałem na aukcji, napawać się pochlebnymi komentarzami, a potem… pustka i kolejne polowanie z coraz lżejszym portfelem w ręku? Żałosne. Z resztą za co zbierać pochwały? Że coś kupiłem? Takie samo osiągnięcie jakbym kupił ładne kredki na bazarze. Kupowałem coraz mniej i żal mi było nawet małych kwot na kolejne pudełko, no bo znów kupię „na zapas”, bo wiadomo że kiedyś całkiem zabraknie tego towaru, i znów będzie stało i się kurzyło. Dlatego ostatnio zaczynam „domykać” swoje kolekcje. Na każdą z posiadanych platform brakuje mi dosłownie kilku gier, które mam nadzieję kiedyś zdobyć lub pogodzić się z ich brakiem. Choć są też platformy, na które nic nie mam (PS2, DC) czy takie, które dopiero są w planach (Atari 2600, Xbox360, Vectrex) i okres hurtowych paczek pewnie jeszcze wróci. Lecz teraz bardziej skupiam się na kupowaniu gier na PS3 i 3DSa. Zasada jest taka, że po nabyciu gry przechodzę ją i dopóki nie padnie ostatni boss nie kupuję kolejnej. Akurat powyższe combo jest na tyle atrakcyjne, że konsola Sony zaspokaja potrzebę ogrywania produkcji „nowożytnych”, a z kolei ta od Nintendo w produkcje zasilane duchem starej szkoły. Niskie koszty są kolejnym bardzo silnym atutem. Oczywiście nie oznacza to, że w ogóle nie ruszam gier z mojej kolekcji, bo mogłoby to tak zabrzmieć. Jak najbardziej mam swoje piwne soboty z kolegą, który również bardzo lubi retro i konsekwentnie tydzień w tydzień (w miarę możliwości) ogrywamy stare legendy z dupami na dywanie jak za dawnych czasów.

To będzie dość oczywiste stwierdzenie, ale jeśli już kolekcjonujemy gry to lepiej kupić nawet nową grę, po której przejściu będziemy mieli jakieś wspomnienia z nią związane, aż urosną one do rozmiarów bardzo osobistej nostalgii, niż przepłacać za jakiś „uznany” szmelc, o którym w sumie nic nie wiemy. Gry to w ogóle nie tylko heroiczne opowieści ,czy rywalizacja nabijania punktów, to też ludzie, którzy razem z nami w tym uczestniczą. Taki jest mój życiorys gracza. Pozdrawiam wszystkich z odciskami na kciukach!! ;-)

czarny Ivo cv gracza

Mozaika wspomnień

Inne artykuły:

Recenzja | Fighting Force Epoka 2D była bardzo łaskawa dla beat'em up'ów. Takie tytuły jak Punisher, Caddilac's and Dinosaurus, Asterix i wiele innych były wręcz oblegane w sal...
Recenzja | Hellnight „Są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły” – zwykł mawiać Ferdynand Kiepski odnośnie swoich niecodziennych odkryć. Parafrazując tę mąd...
Wyciąg | Apostołowie kontra Herosi – bitwa na hexy... Dlaczego lata 90 były fajne? Dlatego, że na ten okres przypadała zatrważająca ilość tytułów, które odpowiadały za renesans danego gatunku gier wideo. ...
O Czarny Ivo 23 artykuły
Redaktor. Ulubione gatunki: platformówki, przygodówki (akcji), Hack n’ Slash, Mordobicia i wszystko co dobre, czyli nie sportówki. Posiadane platformy: Pegasus, NES, SNES, N64, GC, SMD, PSX, PS3, 3DS do renowacji: PS2, DC i Amiga 500.

26 Comments

  1. Zawsze imponowała mi Twoja kolekcja pegasusowa, nawet przez Ciebie kiedyś myślałem o kupnie tego sprzętu ponownie, bo też ostro na nim ciorałem na młodu. Też prasę grową czytałem dopiero od PSX’a, ale Gex’a odkryłem dopiero w tym roku i jaszczur mną pozamiatał.

    Dobre, zdroworozsądkowe podejście do kolekcjonowania. Ja mam też taki ambitny plan, by gry z mojej listy do kupienia już w 2017 roku obkupić do końca (niewiele brakuje) i dać sobie z tym spokój. Pamiętajcie, w 2017 kończe z kupowaniem nałogowo gierek! Ile z tego wyjdzie to jednak nie wiem, bo to już nałóg, ale będzie to w sumie ok 140 gier, więc chyba i tak bez szaleństw.

    Łączę się w cierpieniu ws. PS2 i DC, ja mam na te maszynki od metra gier (szczególnie PS2, które dobija do 50 sztuk) i mam nadzieję, że niejedno jeszcze nadrobisz

  2. Stary, pozamiatałeś tym wpisem. Moja historia do czasów studiów niemal pokrywa się z Twoją z dwoma wyjątkami – nie poszedłem w kolekcjonowanie oraz coś czego cholernie zazdroszczę – kumpla, z którym dzielisz pasję do dziś.
    Ja z moim ziomkiem, z którym kiedyś grałem całymi dniami na PSX spotykam się co tydzień. Dziś gramy w World of Tanks, ale jego ode mnie różni brak pasji do gier. Kiedyś lubił grać u mnie, ale nigdy nie podniecał się grami tak jak ja (na informację o nowej grze, o nadchodzącej premierze). Czasami nawet wyśmiewał mnie, że gram w gry dla dzieci (Suikoden 2, Legend of Mana). Przez niego chyba nawet zacząłem się wstydzić tego w co gram. Przy każdej możliwej okazji noszę do niego PS2/Wii, żeby trochę ze mną pograł obojętnie w co, aby na dwóch, bo kurwa brakuje mi tego – „jak za starych czasów”. Przestałem do niego nosić moje konsole widząc, że szybko mu się nudzi, brak u niego tej żądzy grania.

    Skok technologiczny odczułem jeszcze bardziej, bo grałem na C64 aż do kupna PSXa. Regularnie chodziłem do kolegów, którzy mieli inne sprzęty (Pegazusy, Amigę500), więc widziałem „conieco”, z czasem więcej grałem u nich niż u siebie. Gdy kupiliśmy PSXa to tak jakby w domu nigdy nie było innej technologii. Każdy to przeżył więc daruję sobie wymienianie listy tytułów, przy których krew pompowała adrenalinę, a od kolegi z nową grą biegłem sprintem do domu. Emulację odkryłem szybko. Jeszcze w końcówce ery panowania PSX nadrobiłem „Chrono Trigger” grając u kuzyna na PC (na emulatorze snesa). Po sprzedaniu PSX’a w naszym domu stanął komputer stacjonarny Duron700, Ge force 2 mx400. Grałem we wszystko co się dało, najwięcej w FPP, ale nie porzuciłem pragnienia posiadania konsoli. Co to za pecetowiec, który kolegom tłumaczy wyższość PS2 nad komputerem? Jestem taki, że muszę w coś grać, tzn. że nawet jak nie mam w co grać, to sobie coś znajdę. Kolega śmiał się ze mnie jak przychodził, że „gram w pixle”, gdy na ekranie komputera zastawał emulator GameBoy Advance’a (Golden Sun, Advance Wars, Castlevanie, Metroid). Żałowałem, że sprzedałem PSXa. Czytałem dalej PSX Extreme wyobrażając sobie te nowe gry, owijając je legendarną jakością. Nie pamiętam od kiedy emuluję PSone, ale robię to do dziś. W zeszłym roku przeszedłem po raz kolejny Spyro, Crasha. Dwa lata wcześniej Residenty. Jestem w połowie Final Fantasy 8, którego save mi padł jak byłem kiedyś na 3 CD… Kiedyś go przejdę:) Szukam gier, których nie miałem, a jak wiadomo ich dostępność w sieci jest na wyciągnięcie ręki. Tak jak sam mówisz, kupowałeś, żeby mieć. Mnie nie byłoby na to stać i emulatory to dla mnie jedyne rozwiązanie. Mając rodzinę i „nierozrzutną żonę” mam bardzo skąpy budżet na moje hobby. PS2 dostałem rok temu i osoba, która mi ją sprezentowała nigdy nie zrozumie jak wielką przyjemność mi sprawiła. Stanęła obok Wii i dziś nadrabiam pominiętą generację. Mam 30 lat i dziś nie wstydzę się powiedzieć, że gram w stare gry. Grałbym w nowe, gdybym miał kasę i tego bardziej się wstydzę, że nie mam. Jednak dumnie i z pasją będę kultywował konsolowe tradycje u mojego syna (obecnie 4-latek), który poznał już „Kreta” (Crasha), Mario, Raymana, Kirby… Sporo przed nim, nawet się nie spodziewa jaki kanon gier mam dla niego przyszykowany :D Nie będę naciskał, ale jak będzie taki jak ja, to też będzie grał na tym, co będzie mu dane… Za X lat nadrobię z nim inną generację ;)

    • Ja mam nieco inaczej, wszyscy moi znajomi grają. Na serio nie znam nikogo kto nie gra (przedział wiekowy znajomych od 26 do 40 lat). Ich kolekcje wciąż rosną, jedni na PC na steam mają od cholery gier, inni zbierają konsole i pudełka (przy Ślepym i Bosuku moja kolekcja to nic, a zobaczyć ją można tu: http://www.retronagazie.eu/wp-content/uploads/2016/08/gameroom.jpg). Jednak mimo tego, że wszyscy gramy to nie gramy razem, no czasem, ale jednak mało kiedy (ostatnio z Borsukiem w Laure larka).

      Czemu? Powodem są planszówki, gdy już się u mnie ekipa spotyka to zasiadamy przy dużym stole i napierdzielamy w Osadników/Potwory/Cyklady/Talismana czy co tam przyniosą z sobą. Mimo uwielbienia dla gier video muszę stwierdzić, że w towarzyskim graniu nie mają szans z dobrą planszą. Przy planszy masz więcej czasu na gadanie, jest większa interakcja, zasiadzie na raz więcej osób i żony też chętnie grają, co w „naszym” wieku jest też ważne.

      • Chyba kogoś innego miałeś na myśli, bo moja kolekcja to twardy dysk i pendrivy :P Prawdą jest, że jak się siedzi obok siebie i gra, to skupienie na grze nie ułatwia rozmowy. Albo się gada, albo się gra.

          • Zorientowałem się po napisaniu komentarza, że musiałeś mieć kogoś na myśli, bo nie mogłeś wiedzieć, że moje SLP wzięło się od RL pseudonimu Ślepy. Instynktownie zareagowałem jakbyś mówił o mnie.

  3. Od razu jak zobaczyłem nagłówek na fejse to wiedziałem że będzie grubo i się nie myliłem bo napisałeś świetny tekst, który na moment przeniósł mnie w tamte czasy. Moja CV tez pewnie znasz, osamotniony miałem Nesa, ale koledzy mieli Pegazy więc klimat ciągłym obracaniem grami z rynku od ruskich nie jest mi obcy, to był całkiem inny kraj niż teraz. Fanie też że miałem jakiś tam wpływ na ciebie w podjęciu zakupu Smd, lecz jak pewnie zauważyłeś ceny potrafią czasem zabić dlatego szczerze polecam ci kardridż z wejściem na karte sd bo szkoda by było żeby takiemu graczowi jak ty umknęło tyle dobrych gier tylko dlatego że są drogie, rozumiem że interesują cię tylko oryginały, ale sam wiesz jaka jest sytuacja. Co twojej kolekcji to strasznie zazdroszczę ci gier na Pegasusa,Nesa i Snesa, ale nie chcę się ładować w kolejne koszty.
    Świetna robota Czarny Ivo, dla mnie jesteś prawdziwym graczem, taki typowy klasyk, 8-bit-platformery i inne bajery, czyli podobnie do mnie.
    pozdro.

    • Dobrze znam Twoją historię i ś.p. Taty, który dzielił z Tobą pasję. Wielkie dzięki za dobre słowo, a i Ty dla mnie jesteś prawdziwym graczem ;-)

  4. Witam.
    Ivo, świetna podróż sentymentalna. Uwielbiam czytać takie wspominki. Widzę, że z niejednego pieca chleb jadłeś – konsole, komputery, „wozy Drzymały”. Fajnie, że gdzieś tam łączysz stare z nowym, nie stronisz od w miarę nowych produkcji, a zarazem czerpiesz garściami z retro-klasyki i nie tylko.
    U mnie Pegaz gościł krótko, wcześniej oczywiście „Rambo Tv Games”. Następnie pod strzechą wylądowała kochana Komoda, z którą przeżyłem najpiękniejsze lata z elektroniczną rozrywką. Gdzieś tam później pożyczona Amiga, aż w końcu (podobnie jak u Ciebie) pod telewizorem wylądował PSX (o mały włos byłby to Saturn). Lata cudownego grania. PS2 znałem z pożyczki raz na jakiś czas, ale dzięki temu ograłem m.in. cudownego FFX. Kolejny etap to kilka lat przy PC (HoM&M 3, Myth, Commandos, H&D, Diablo, Baldurs Gate…). Potem PS3, który służy mi po dziś dzień, a jakiś czas temu także Wii.

    Obecnie jestem na etapie nadrabiania zaległości, ale staram się także nie popaść w zbieractwo bez sensu. Po co zatracać tę frajdę z grania na rzecz chomikowania na „kupce wstydu”. Popieram Twoje podejście obecnie – choć sam czasem wpadam w sidła „okazji” i „tego ostatniego razu” z aukcjami wszelkiej maści. Ważne, by znaleźć złoty środek.

    Pozdrawiam!

    Pozdrawiam!

  5. Zdrówko z biura. Dobra whisky nie jest zła.
    Takie myśli po procentach mi się wstukały w klawiaturę.

    „konsekwentnie tydzień w tydzień (w miarę możliwości) ogrywamy stare legendy z dupami na dywanie jak za dawnych czasów”

    U mnie podobnie ostatnio odbywa się granie w stare hity, tylko że „ogrywamy stare legendy z dupami na dywanie” wygląda nieco inaczej;)
    Naprawdę ogrywam stare HALO i Baldurs Gate 2 z zajebistymi dupami w wersji CO-OP.
    Mam nadzieję, że koleżanki nie obrażą się z takie porównanie.
    Pozdro dla Marty za Halo2 na Legendary i wspólne akcje z…Warthogiem :P

  6. A w temacie wpisu bardziej.
    Nie kupujcie zwykłego PS Slim!
    PS2 tylko wersji w FAT i HDLoader + Pad bezprzewodowy Logiteacha i Dobry TV panorama 28″ w 50Hz.
    Mniód Malina i nie wychodzę z biurowej bazy gracza.

  7. Świetnie, wybitnie, bardzo fajnie i co najważniejsze WRESZCIE!

    Bardzo lubię czytać IVO, szkoda, że tak rzadko…

    Uwielbiam takie wspomnienia i cieszę się, ze się z nami nimi podzieliłeś. Prawdziwy maniak z Ciebie i nie mów, że nie! Do tego kolekcja niczego sobie (mam takiego samego MDRV i SNESA – niemożliwe! Niektóre zdjęcia to normalnie jak z mojej Nory buhehe. A wbijaj Ivo na moją 40tkę razem z Janą – zasługujesz by Cie ugościć bulwami i dżdżownicami!

  8. Myślę że historia każdego z nas w wielu punktach jest tak samo podobna jak w innych różna :) Bardzo fajnie czyta się takie wspominki, przed oczy wracają dawne lata. Co do samego kolekcjonowania to bardzo podoba mi się koncepcja: „Zasada jest taka, że po nabyciu gry przechodzę ją i dopóki nie padnie ostatni boss nie kupuję kolejnej.” Choć co prawda ja swoje zbieractwo growe ograniczam tylko i wyłącznie do gier z serii Star Wars i Metal Gear Solid na wszystkie cztery platformy Sony, to i tak nie ogrywam ich na bieżąco(ostatnio utknąłem na dłużej w Star Wars Bounty Hunter).
    Pomysł na kolejny felieton: „Kolekcjonowanie czy już zbieractwo?!”

  9. Ivo, Czarnulko!

    Sam kiedyś planuję spisać swoje życie gracza (póki nie dorwie mnie uber-boss Alzheimer, no chyba, że wklepię jakiś „czit” by mnie nie widział) zaczynając od czasów pradawnych (tj. początek lat 90, gdzie pierwszy raz dotknąłem joysticka – nie mylić z masturbacją!). Kiedyś. Nie śpieszy mi się. Jak zawsze…

    Niezły zgrywus z Ciebie stary – byłeś 4 lata za młody, by odstrzelić łeb zombiaka i biednego, chorego szczekuna w RE2, ale już słaniającego się oponenta przemielić na sito w MKT to nie miałeś problemu? Pod metro ludzi wrzucałeś? Zwyrodnialec!

    Reszta wspominek równie zacna. Zresztą – ja wspominki graczy uwielbiam :)
    Zainteresowała mnie mozaika wspomnień – o ile repip bądź Ty nie opatentowaliście tego, to coś takiego sam chętnie coś takiego kiedyś stworzę jako podsumowanie swego tekstu. Kiedyś, kiedyś, kiedyś :)

    Trzymaj się.
    Jak chcesz mogę chuchnąć na laser Drima oparami czystego spirytusu – za efekt nie ręczę, jeno informuję…

    • Opatentowany! Ale odsprzedam za 2 driny ;-)
      W sumie potem się kapnąłem, że Mortal Kombat też nie był bajkowy i pastelowy, ale chodziło mi, że ludzie dziś strasznie narzekają, że ojej dzieciaczki kupują gry o wysokiej kategorii wiekowej a rodzice nic z tym nie robią. Ja w wieku 12 lat grałem w gry od 16 i jestem tylko trochę pierdolnięty!

  10. Fenomenalny wpis, ale postanowiłem napisać z innego powodu:
    Może kogoś zainspiruje mój pomysł na kolekcjonowanie. Gram od 3 roku życia, więc leci 25 rok bycia graczem. Do skończenia szkoły przewinęły mi się: Amiga 1200, N64, Pegasus, GCN i kilka pecetów. Tak jak Czarny Ivo wiele czasu poświęciłem emulatorom. Zaczęło się od Pokemonów na GBC i Tekkena na bleem !..później były fantastyczne Zsnes i VBA, na których ograłem mnóstwo tytułów. Minęły lata i dotarło do mnie, że za pracę tych twórców należy im się moja kasa. Od tego czasu staram się kupować w pierwszej kolejności cyfrowe wersje tych gier (na VC, PSN czy nawet Steamie), a jeśli nie ma cyfrówki to wtedy dopiero używane pudełka (bo na nich autorzy nie zarobią).

  11. Wyłapałem (?) mały bląd:

    „Do tego zawładnęły mną tak genialne gierki jak Another World, Ruff n Tumble czy Settlers 2”

    ta ostatnia nigdy na Amigę nie wyszła, pewnie chodziło Ci o pospolitą jedynkę.

    • Pewnie tak właśnie było. Nie mam jak tego sprawdzić, bo Amiga wraz z grami zakopana głęboko w piwnicy i jako dzieciak tak zapamiętałem ten tytuł i nigdy nie zweryfikowałem.
      Czujne oko ;-)

  12. Przyznam, że podczas czytania twojej historii, w pewnym momencie moja dusza rozpadła się na miliardy drobnych kawałeczków rozdarta olbrzymim niefizycznym bólem duszy, moja twarz z kolei zalała się łzami. Nie wiedziałem o niezwykle mrocznym okresie twojego życia, który straciłeś na wątpliwą przyjemność obcowania z pomiotem w postaci zestawu komputerowego z dodatkiem dIABLO, wOWów innych podobnych gatunkowo tortur. Gdybym mógł oddać ci te osiem straconych lat (nawet kosztem własnego życia), zrobiłbym to. Jesteś juńciu, łORKRAFT, sTORKRAFT… Ale musiałeś cierpieć. Chlip, chlip.

    Przyznam, że czasami zastanawiałem się, w czym tkwi sekret twojego bogactwa, które pozwala ci posiadać kapitalną kolekcję na PSXa i SNESa – teraz już wiem. Twoją tajemnicą okazało się… szybkiekupowaniestarychgierek10lattemuzanimtobędzierukewskodrogie.

    Poza tym przeglądając fotki twojej kolekcji, czegoś mi zawsze brakowało, czegoś oczywistego dla statystycznego zbieracza niepotrzebnych ton plastiku, mianowicie gierek na konsolę hegemona. Hegemona, którego stół zawsze stał suto zastawiony, jeśli chodzi o oprogramowanie sprawiające radość. Nie masz nic na Playstation 2!!! Kazuo dowiedziawszy się o tym (sorry, nie mam tajemnic przed moim kolegą/guru z korporacji), posmutniał, spuścił wzrok i polał sobie wykwintnego drinka spoglądając w dal przez szybę drapacza chmur, myślami błądząc wokół tysięcy (bo z pewnością nie milionów) skazańców, którzy nie są w posiadaniu choćby jednej, jedynej kopii gry na (nie lekceważ potęgi!!!) Playstation 2.

    • No cóż sekcja komentarzy również nie była pełna bez Twojego wpisu. Teraz nareszcie komplet! A z moją odpowiedzią wszystko zamknie się w pięknej liczbie 25!
      Kurna właśnie dzwoniłem do Kazuo i przyznał się mi, że to wszystko, co mówisz, to najprawdziwsza prawda. Łkał do słuchawki, a ja nie mogę słuchać płaczu dorosłego mężczyzny. Obiecuję, że jeszcze do końca roku zaopatrzę się w pełni sprawne, śmigające PS2. Zmyję tę plamę na moim honorze. Odkupię winy tego 8 letniego PeCetowego średniowiecza!! Kupię i zagram na PlayStation 2!!!

  13. Oj piekny tekst i wspomnienia wracają. Lata 90 to również moje szczeniece lata. U mnie w domu kiedys w podobny sposób bez okazji pojawiło sie Atari… Albo jego piekny klon (czego do dziś nie udało mi się zweryfikować)
    Okres Ataryny jednak słabo pamiętam. Być może że majac 5 lat nie ekscytowałem się tak bardzo. Będąc już starszym miałem już wiekszy zapał do gier. I tego już nie zapomnę jak pamietnej wigilii Bożego Narodzenia otwieram duży karton wystający na podłodze spod choinki, rozdzieram a tam Pegazus a właściwie jego klon. Przy czym wtedy byłem już tego świadomy – ale nie przeszkadzało mi to w puszczeniu szału radości niczym dzieciaki z filmiku rozpakowywujące N64. Najlepsze jest to, że po 15minutach dzwonek do drzwi a tam mój najlepszy kumpel z identiko pegazusowym klonem pod pachą. Nasi rodzice się zachodzili więc wpadli na pomysł kupienia nam na gwiazdę tego samego, żebyśmy mogli się wymieniać później grami – genialny pomysł starszych. Pieknie wspominam czasy pegaza. Mało tego ze odwiedziliśmy sie z kumplem kazdego razu, gdy któryś miał nowy tytuł i ogolnie każdego weekendu. Mało tego, ojciec to sam zasiadał zemna i potrafił w co trudniejszych grach lepiej wymiatać ode mnie – mega chwile, bo teraz to tylko słyszę że po co gram w te migawki albo że stary koń gra w gry. No cóż zapomniał wół jak cielakiem był heh.
    Żałuję że nie kolekcjonowalem nic bo przez moje ręce przewinęła się chociażby zlota 5…
    Pegazus długo u mnie gościł jak na rynku królował już szarak. I powtórzyła sie historia. Pewnego slonecznego dnia ojciec wychodzi z samochodu z czarną torba a na niej logo psxa – i już nic nie było takie same. Krasze, fajnale, issy, tekkeny… Tłuste lata gracza. Potem marzyła mi sie ps2 ale swojej nie posiadałem juz nigdy tylko pożyczone. W ramach tego czasu pojawił się PC bo klasyka pt „potrzebuje mocnego pc który uciagnie programy do nauki” była silniejsza od „chcę kolejną konsolę” granie na pc, gry z czasopism ale to już nie była ta mogia, chociaż diablo2, wrota baldura itp to też piękne wspomnienia. Potem lata posuchy, zbieranie kasy z kieszonkowego i paru prac dorywczych i samodzielne kupno x360 a następnie XO. Pożyczone ps2 i ps3 też sie przewijaly jako pozyczone od dobrych kumpli. To historia stacjonarek a handheldy to gbc i miłość do pokemonow.Psp i niezniszczalne pata pata pata pon i wiele innych. Obecnie gbc wygrane w konkursie rng Vita i 3ds. Także trochę sie pogralo przez te lata :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*