Film | Free Guy

Jeden z moich ulubionych memów odnosi się do graczy, którzy albo cofają zapis, albo są smutni, jeżeli swoim zachowaniem w grze zranią uczucia jakiegoś NPC-a. No właśnie, ci niegrywalni bohaterowie gier często są na tyle ciekawi i charyzmatyczni, że zapamiętujemy ich lepiej niż naszych protagonistów. Pamiętam, gdy jako dziecko grałam w trzecią część przygód Lary Croft, która w omawianej misji przebywała w swojej rezydencji. Stale podążał za nią jej lokaj, nazywany przez nas „Mu” ze względu na dziwny dźwięk, który z siebie wydawał. Szczytem komizmu mojego i kilkorga rówieśników, z którymi ogrywałam tę partię, było sprowokowanie Mu do wejścia do spiżarni, szybkie minięcie go i zamknięcie w środku. Wbrew pozorom wyrosłam na normalną osobę… Z kolei moim ulubieńcem, który jako pierwszy przychodzi mi do głowy, jest sprzedawca z Resident Evil 4. Takich handlarzy nam dzisiaj potrzeba!

Powyższe historie przypomniały mi się, kiedy obejrzałam zwiastun filmu Free Guy. Zgodnie z zapowiedzią twórców, jest to historia NPC-a z gry online, który pewnego razu niejako wymyka się swojej codzienności i sam staje się postacią przejmującą misje i specyfikację graczy. Choć nie jestem fanką kinematografii, postanowiłam wybrać się do kina i obejrzeć Ryana Reynoldsa w roli bohatera pozycji, której za nic w świecie nie wolno pauzować. Przedstawiam wersję z dubbingiem, ponieważ ta bardziej wpisywała się w mój dość napięty pod koniec wakacji grafik.

Już na samym początku filmu poznajemy naszego głównego bohatera. Guy – w polskiej wersji Facet, ale zostanę przy oryginale – mieszka w bloku, hoduje złotą rybkę i pracuje w banku. Jest uśmiechnięty i sympatyczny. Zawsze przed pracą kupuje kawę, wypija ją i rusza do roboty. Gawędzi sobie przy okazji ze swoim najlepszym kumplem, pełniącym rolę policjanta. Po rozmowie z kilkoma petentami jego bank zastaje zamach. Nie jest to żaden Dom z papieru, ciągnący się przez kilka sezonów, ale szybki napad. Dziko wyglądający ludzie w okularach – zapamiętajcie to, to ważny szczegół – każą wszystkim paść na podłogę, a sami zajmują się demolowaniem przybytku i zgarnianiem pieniędzy. Nasyceni odchodzą, zaś niczym niewzruszony Guy kończy swoją zmianę, wybiera się z ziomeczkiem na plażę, gdzie obaj mają rozmawiać i pałaszować lody o smaku gumy balonowej, ulubiony frykas Guya. Kolejnego dnia wszystko wygląda tak samo, jedynie agresor odwiedzający pracę bankowca się zmienia, ale nadal posiada okulary. Jeżeli narzekacie na rutynę w swoim życiu, zamieńcie się z Guyem.

Jednakże, pewnego dnia dzieje się coś, co diametralnie zmienia życie naszego bohatera. Zauważa on kobietę, w której momentalnie zakochuje się bez pamięci (są jeszcze romantycy wśród NPC-ów). Nieco zgaszony przez swojego kumpla uświadamia sobie, że do niczego między nimi nie dojdzie, jeśli nie uda mu się dołączyć do świata „postaci w okularach”. Aby mieć jakiekolwiek szanse u nieznajomej, przełamuje schemat, w którym zwykł funkcjonować. Podczas napadu rabunkowego stawia się napastnikowi, zabiera mu okulary i dzięki temu sam ma dostęp do questów, zdobywania pieniędzy i apteczek. Początkowo czuje się przytłoczony ilością informacji, jakie otrzymuje, jednak z czasem do nich przywyka i robi wszystko, by móc spotkać się ze swoją ukochaną. Okazuje się, że ma to miejsce wcześniej niż później. Jego wymarzona kobieta zdaje się być zaskoczona zachowaniem Guya, jednak zachęca go do tego, by podnosił swoje statystyki, co ten z chęcią czyni. Gdy wbija odpowiedni level, może z nią stanąć ramię w ramię.

Tymczasem widz odkrywa, że cała historia Guya rozgrywa się w bardzo popularnej grze online. Tyle tylko, że on nie jest kierowanym przez gracza herosem, ale zwykłym NPC, który w nie do końca zrozumiały dla autorów sposób wyszedł poza swój kod i zaczął być postacią zupełnie niezależną. Guy, nazywany odtąd facetem w niebieskiej koszuli, z miejsca podbił serca graczy. Znani streamerzy umieszczają na swoich kanałach YT filmiki z udziałem Guya oraz sami kręcą programy zajmujące się fenomenem tej postaci. Równolegle do nagłego nietypowego zachowania tytułowego herosa, rozgrywa się druga historia. Poznajemy dwójkę bohaterów, tym razem już ze świata realnego, Millie i Keysa. Obydwoje byli rokującymi, małymi programistami i stworzyli własny kod pod większą grę. Jednakże, zostali wykupieni, a ich projekt, mimo wcześniejszych obietnic, zamknięto. Millie jest przekonana, że Antwan, ich szef, skorzystał z ich kodu tworząc swoją własną kasową produkcję. Zachowanie dziewczyny sprawia, że rozchodzą się jej drogi z Keysem, który to pragmatycznie pozostaje na usługach Antwana i do jego zadań należy choćby odkrycie, co tak naprawdę stało się z Guyem, że nagle zaczął żyć własnym życiem, nie tym narzuconym przez twórców. Tymczasem szef wszystkich szefów mniej koncentruje się na poczynaniach Guya i innych bohaterów, gdyż coraz więcej myśli o sequelu i zarobieniu mnóstwa pieniędzy na kontynuacji swego przeboju z zupełnie nowymi NPC-ami. A to oznacza, że z czasem serwery części pierwszej padną na zawsze.

Do gry aktorskiej nie ma się co przyczepić. Czuć było, że te postaci faktycznie pasują do świata, w którym się znajdują. Pierwsze skrzypce grał wspomniany wyżej Reynolds. Zarówno jako niczego nieświadomy NPC, jak i nieco później, kiedy nastąpiła w nim pewna przemiana, zdawał się być niemal skrojony do tego świata. Z postaci pierwszoplanowych zwróciłabym też uwagę na Jodie Comer, odtwórczynię roli Millie. Jednakże, zdecydowanie lepiej wypada jako stworzona przez siebie postać niż jako programistka. Z postaci drugoplanowych warto wyróżnić Lil Rel Howy’era, czyli kumpla Guya. Kojarzy się z tymi sympatycznymi amerykańskimi policjantami z lekkim brzuszkiem i paczką pączków. Najsłabiej w moim odczuciu wypadał Utkarsh Ambudkar, współpracownik i ziomeczek Keysa, Mouser. Miałam wrażenie, że z całej obsady był najbardziej sztuczny i drewniany. Należy się jednak jeszcze kilka zdań historii. Nie chcę zdradzać jej dalszego ciągu w obawie o to, że może mi się wypsnąć jakiś spoiler, ale muszę się do czegoś odnieść ogólnikowo, żeby to, co piszę, było spójne z ostateczną oceną. Twórcy próbowali chwycić kilka srok za ogon, przez co doszło do wielu uproszczeń, zwłaszcza w kluczowym dla głównego bohatera momencie. Choć wątek romansowy, który został dodany, jest wpisany w ciąg logiczny opowieści, jest bardziej naiwny niż w komediach z Adamem Sandlerem. Postać Antwana jest przerysowana do granic możliwości. Do tego miałam także wrażenie, że pierwsza  część filmu wypadała zdecydowanie lepiej. Ostatnie pół godziny mocno się wlecze. Zasadniczo intryga jest już rozwikłana, ale twórcy zdaje się nie mieli pomysłu na zamknięcie wątków. I tutaj chyba największy zawód – sposób, w jaki Antwan postanawia sobie ostatecznie poradzić z problemem Guya. Serio, istniało mało pomysłów, które można by uznać za gorsze.

Sama mam mieszane odczucia po obejrzeniu tego filmu. Wydaje mi się, że wynika to z faktu, iż produkcja – w moim odczuciu – była adresowana do nastolatków 14+. Świat gier online oddany idealnie, odwołania do streamerów, subów i innych bajerów z pewnością przypadły im do gustu. Do tego efekty specjalne były bardzo, nomen omen, efektowne. Zwykle irytuje mnie, gdy w filmach pojawia się sporo wybuchów wyglądających na niebywale sztuczne, jednak tutaj musimy pamiętać, że część akcji rozgrywała się w grze. Tam samochód unikający strzelającego działka i przeskakujący kilka metrów nad przepaścią po wjechaniu na wyrzutnię stworzoną z nieco zniszczonej szosy nie robi na nikim wrażenia. To jeszcze bardziej wzmacniało realizm stworzonego świata. Tymczasem czuję, że mimo wszystko ten film jest jakąś niespełnioną obietnicą. Pomysł świetny, ale zabrakło mu trudnego do zdefiniowania „tego czegoś”. Zaskoczyły mnie bardzo pozytywne opinie krytyków, piszę jednak recenzję jako gracz, nie jako kinoman, dlatego z nieco większą rezerwą i mniejszym entuzjazmem traktuję ten film. Tematyka gier jak widać koresponduje ze wspomnianym medium (taki odwrócony David Cage, robienie filmu o grze, zamiast gry-filmu), ale dało się zrobić to lepiej.

Retrometr

O Prezesowa 36 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.