Film | Uncharted

Nie tak dawno prezentowałam w bingo moje przygody z pierwszą częścią przygód Nathana Drake’a, bohaterem kultowej już serii Uncharted, kiedy to podczas nawalanki z rywalami przyszła mi w sukurs koleżanka tegoż, Elena. Sama jeszcze aż tak nie wciągnęłam się w przygody złodziejaszka, mam za sobą dopiero pierwszą część, jednak gdy usłyszałam, że powstaje film, news ten od razu przykuł moją uwagę. Choć kinomanką nie jestem, lubię wszystko, co giereczkowe, dlatego postanowiłam wybrać się nań do kina, gdy tylko zadebiutuje. Nawet zaproponowałam koleżance z pracy, byśmy pojechały na to z jej klasą, by zaoszczędzić na bilecie :p. Jako że wyjazd do końca nie był pewny, koniec końców obejrzałam film 1,5 razy, raz w pojedynkę, a raz z dzieciakami z VII klasy. Poniżej prezentuję całościowe wrażenia.

Siadam wygodnie w kinie, kitram w plecaku lewe jedzenie, by nie wydawać równowartości biletu i zaczynamy! Reżyser wykorzystuje dość znany i popularny zabieg zaprezentowania sceny z dalszej części filmu, kiedy to nasz główny bohater (w tej roli Tom Holland) jedną ręką trzyma się zwisającej z samolotu paczki. Następnie zgrabnie omija strzelających do niego niemilców, przeskakuje z paczki na paczkę w drodze do samolotu. Akcja jest bardzo szybka i dynamiczna, dlatego też autorzy się nie certolą z widzem i serwują scenę, w której zbliżający się ku otworowi Nathan zostaje potrącony przez samochód (nie tylko motocykle są wszędzie, ale i piesi). Po tej solidnej dawce adrenaliny cofamy się do czasów dzieciństwa głównego bohatera.

Jak się okazuje, nasz Drake wychowuje się wraz z bratem, Samem, w domu dziecka prowadzonym przez siostry zakonne. Rodzeństwo zwiedza muzeum w poszukiwaniu jakiś kąsków, które mogłoby zwędzić. Ich uwagę przykuwa wyeksponowana w centrum mapa. Młody Nathan zachwyca się, że dokumentuje ona podróż Magellana. Chłopcy zwracają uwagę, że celem podróży była nie tyle eksploracja nowych lądów czy zdobycie popularności pierwszego, który opłynie cały świat, a złoto. Zgodnie z legendą skarb był ukryty, a zdobycie go umożliwiały dwa krzyże, tworzące razem klucz – miało to zapobiec późniejszym kłótniom i próbom podzielenia się zdobyczą wśród dwunastoosobowej ekipy. Marzenia nie trwają długo, ponieważ gdy tylko złodziejaszki dobierają się do mapy, wybucha alarm i obu chłopców zwija policja. Jako że nie był to pierwszy taki wybryk, starszy zostaje wydalony z sierocińca. Z obawy przed spędzeniem życia w pace, Sam żegna się z Nathanem, ofiarowuje mu pierścień i obiecuje, że do niego wróci.

Znów zaliczamy skok czasowy. Nathan pracuje jako barman i przy okazji okrada swoich klientów. Świadkiem tego jest znany z gry Sully (Mark Wahlberg). Proponuje chłopakowi współpracę. Drake początkowo nie jest zainteresowany, ale gdy odkrywa, że sam został okradziony, postanawia wybrać się do mężczyzny, odzyskać swoją zdobycz i wrócić do codziennego serwowania drinków i brania napiwków zgodnie z własnym uznaniem. Gdy dociera pod wskazany adres, okazuje się, że Sullivan posiada mapę, przez którą przed laty wpadli bracia. Zachwycony Nathan szybko się otrząsa i chce wrócić do domu, ale dowiaduje się, że jego rozmówca zna Sama. To ostatecznie przekonuje go do tego, by wspólnie zdobyć jeden z krzyży (drugi Sully ma posiadać, a przynajmniej tak twierdzi) i odkryć złoto. Oczywiście nasz protagonista nie tylko pragnie szybkiego wzbogacenia się, chce także złapać trop brata, który regularnie wysyła mu pocztówki, ale nic poza tym. Sama relacja między Nathanem a jego bratem wprowadza ckliwe elementy do filmu.

Tak właśnie rozpoczyna się przygoda naszego Nathana. Jego głównym antagonistą jest przedstawiciel rodu Moncada (Antonio Banderas), który także pragnie dostać się do skarbu. Jak uważa, ten skarb mu się zwyczajnie należy. Generalnie twórcy serwują nam pewną komedię pomyłek, gdzie główni bohaterowie: Nathan, Victor i Chloe (Sophia Ali) na okrągło ze sobą współpracują, ale też się okradają, gdyż w istocie każde z nich ma swój własny interes i niekoniecznie chce się dzielić z innymi. Nathan ma klucz? Sekundę potem musi już ruszać w pościg, gdyż Chloe mu go zabrała. Zajęło jej to jakieś mrugnięcie okiem, ale kto by się tam przejmował. Tutaj docieramy do miejsca, w którym należy zaznaczyć, że film jest czymś w rodzaju prequelu gry. Nie uświadczymy tutaj Eleny, choć na pewnych portalach w opisie funkcjonuje, sam Drake jest jeszcze młodzieniaszkiem i choć już posiada umiejętność zwisania z przepaści na jednej ręce, sporo nauki przed nim. Trudno też na tym etapie nazwać go bawidamkiem, jakim nam się jawi z serii znanej z konsol PlayStation. Raczej sprawia wrażenie odpowiednika żeńskiej „słodkiej idiotki”. Żuje balonówę i często daje się robić w trąbę, koniec końców jednak z tarapatów wychodzi obronną ręką – żaden to spoiler, spodziewaliście się tego.

Uncharted jest filmem akcji z elementami komediowymi. Nie spodziewajmy się tutaj jakiegoś realizmu czy logiki. Bohaterowie łatwo są w stanie wykaraskać się z problemów, znajdują rozwiązania tam, gdzie inni nie mogli ich znaleźć przez wieki, ale umówmy się – chyba właśnie po to wybraliśmy się na coś takiego do kina. Najbardziej absurdalnych scen nie będę przedstawiać, gdyż mają miejsce pod koniec i byłoby to poważnym spoilerem, ale od razu zaznaczam, że Izaak Newton przewraca się w grobie. Dla fanów kina to niemal jak zbrodnia, ale dwukrotnie byłam na wersji z dubbingiem. Choć sama też nie jestem jej fanką, uważam że z wyjątkiem Nathana każdy głos był względnie pasujący. Możliwe, że podczas seansu z napisami nie zadziałałby aż tak komizm jednej z postaci. Przydupas Moncady był Szkotem i przez to bardzo bełkotał, co śmieszyło publikę (głównie młodszą, ale jednak).

Gra aktorska wypada bardzo dobrze. Mam wrażenie, że faktycznie aktorzy przypominają postaci znane nam z gry, ze strojem Drake’a na czele. Sama fabuła wydaje się również ciekawa, ale mimo wszystko jest nieco przeciągnięta. Gdyby film był krótszy o jakieś 20 minut, nie straciłby wiele. Duży plus za miejscówki. Nie tylko zwiedzimy Barcelonę, ale ruszymy na podbój odległych na mapie wysp. Całość prezentuje się naprawdę nieźle. Na mnie jednak największe wrażenie robiły zamknięte przestrzenie. Podobała mi się część z podziemiami kościoła, choć wątek jest mega oklepany. Nawet te olbrzymie pajęczyny i miejsca na pochodnie, które mają wskazywać na to, że światło tam nigdy nie dotrze. Mimo wszystko oczekiwałam jednak nieco więcej akcji w samych tych miejscówkach. W tej sytuacji wyglądało to tak, jakby bohaterowie rozwiązywali zagadki jak po sznurku.

Przyznaję, nie jestem jakąś specjalistką od serii Uncharted, ale brakowało mi bardzo jakiś jasnych easter eggów, puszczenia oka do widza. Owszem, fabułę gry potraktowano więcej niż luźno, jednak można było sobie pozwolić na odrobinę fantazji. Można też było skorzystać z większej ilości znanych postaci. Brak Eleny można darować, jeśli przypomnimy sobie, że mamy do czynienia z prequelem, ale mimo wszystko, mógł się chociaż przewinąć jakiś czarny charakter z serii. Z pewnością momentami film udawał komedię familijną, ale nasz Drake posiadał naprawdę pokaźny arsenał broni, co także nie zostało wykorzystane. Z kolei same zagadki wydawały się być stworzone z myślą o protagoniście, bo nad każdą myślał maksymalnie 12 godzin (chyba najbardziej mnie rozwalił moment, gdy odczytywał ważną wiadomość z pocztówek od brata).

Sama mam mieszane uczucia po obejrzeniu filmu. Żarty były suche, ale też nie spodziewałam się zrywania boków na filmie akcji opartym na grze. Moim uczniom bardzo się podobał. Chłopcy byli zainteresowani akcją i historią, dziewczyny Tomem Hollandem, ale generalnie każdy z kina wyszedł zadowolony. Nie wiem, czy to dlatego, że obejrzałam film dwa razy (za drugim już nieco drzemałam, stąd to 1,5 ze wstępu), ale choć nie jest pozbawiony wad, podobał mi się bardziej niż Free Guy. Takie delikatne zielone na zachętę. Zakończenie filmu było otwarte, a scenka po napisach pozwala nam myśleć, że jeśli produkcja się zwróci, dostaniemy kolejną część. Choć nie byłam fanką Eleny w grze, ta historia aż się o nią prosi! Pozostaje mieć nadzieję, że faktycznie dalsze losy słynnego złodzieja podobnie jak te ukazane w grze, będą z części na część coraz lepsze.

Retrometr

O Prezesowa 48 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.