Gracz Czyta | Książki do Grania: Escape Book, Dziennik 29

escapebook i dziennik29

Lubię czytać. Czytanie to jeden z moich ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu. Czasu, którego w życiu dorosłego człowieka z rodziną, jakby coraz mniej. Lubię również od czasu do czasu zagrać w jakąś grę – taką mało angażującą, bardziej rozrywkową. Można by mnie nazwać „niedzielnym graczem”. Ale to też zajmuje czas. A tego wiadomo, że zawsze mamy mało. A co, jeśliby spróbować połączyć te dwa sposoby umilania czasu razem? Okazuje się, że można. Już dawno temu wymyślono gry paragrafowe – czyli takie, w których posuwaliśmy na przód fabułę, decydując o tym, które fragmenty czytać będziemy kolejne (wybierając numer paragrafu). Jednocześnie przy tym uzupełniając ekwipunek i rozbudowując swoją postać. Pamiętny jest dla mnie (prawdopodobnie również i dla wielu z Was) genialny Dreszcz, który najpierw został opublikowany w czasopiśmie Razem – i tam się z nim spotkałem po raz pierwszy – a potem wydany w postaci zeszytu z pamiętną zieloną okładką.

Oj mój egzemplarz też tak wyglądał, zużyty, pogięty, potarmoszony – to była fantastyczna gra!

Miałem ten zeszyt i spędzałem godziny na przemierzaniu korytarzy Podziemi, z kartką, kostką i ołówkiem w ręce. Niestety nie ukończyłem nigdy tej gry, a to dlatego, że miałem wersję z błędem (jak chyba większość posiadaczy tej gry), który uniemożliwiał jej zakończenie. Jako ciekawostkę muszę tu podać fakt, o którym nie wiedziałem, że istnieją komputerowe wersje tej gry. Co ciekawe, jedna z wersji na Atari, zrobiona jest przez naszego zacnego profesora Larka. Ten człowiek jest dla mnie ciągle zagadką, co chwila odnajduję jakieś kolejne produkcje firmowane logo ArSoft. Larku, czy ta gra jest skończona? Bo w sieci znalazłem tylko plik z informacją, że jest to wersja demo.

Dreszcz w wersji Atari, logo ArSoft Corporation. Larku! Rządzisz!

Ale nie na temat Dreszcza przecież będę tu pisał, bo o nim wiele już artykułów powstało. Aktualnie na rynku znaleźć można również nowe wydania gier paragrafowych – na przykład w postaci komiksów. Zmierzyłem się do tej pory z dwoma, które razem z moim synem rozpracowywaliśmy na którychś wakacjach. I o ile „Cztery śledztwa Sherlocka Holmesa” udało nam się rozwiązać, to druga, którą podjęliśmy, czyli „Piraci: Klątwa wyspy Shukanet” pokonała nas i nie rozwiązaliśmy zagadki wyspy. Wydawnictwo Foxgames wydało kilka takich komiksów i według mnie stanowią one ciekawą formę rozrywki, którą można zafundować siebie i dziecku, by wspólnie umilić sobie czas. Oprócz takich paragrafowych pozycji, napotkałem również inne rozwiązania. I o dwóch takich książkach dzisiaj chciałbym Wam kilka słów napisać.


..:: Escape Book ::..

Autor: Ivan Tapia

Wydawnictwo: Czarna Owca

Pierwsza pozycja w tym zestawieniu. Kupiłem ją kiedyś przypadkiem, na Śląskich Targach Książki w Katowicach. Przy okazji innych książkowych zakupów, miałem po prostu możliwość w promocyjnej cenie dołożyć do zestawu tą książkę. A jako że kilka razy bawiłem się w pokojach Escape Room, stwierdziłem, że może to być ciekawe doświadczenie, by zmierzyć się z zagadkami w pozycji „kanapowej”. Długo się za tą książkę zabierałem, ale ostatecznie po kilku tygodniach leżenia na półce sięgnąłem po nią. Książka, gra, opowiada historię dziennikarki o imieniu Kandela, uwięzionej w labiryncie, gdy poszukiwała dowodów na działalność przestępczą pewnego klubu. W książce to my wcielamy się w bohaterkę i razem z nią popychamy fabułę do przodu, jednocześnie rozwiązując zagadki.

Żółto-czarna kolorystyka książki – przypomina trochę taśmy policyjne. Zagadki – różne i różniste, okrągłe i kuliste…

W przypadku tej książki mamy do czynienia z motywem fabularnym. Przejście do kolejnej części fabuły, możliwe jest tylko po rozwiązaniu zagadki (oczywiście można przeczytać książkę i bez rozwiązywania zagadek, ale wtedy cała zabawa traci sens). Każda zagadka poprzedzona jest fragmentem „powieści” nawiązującym do poprzednich wydarzeń i przygotowującym do dalszych oraz nawiązującym do zagadki, która pojawi się na następnych stronach. Na rozwiązanie całej zagadki i „ucieczkę” z labiryntu, mamy wirtualną godzinę – po prostu tak skonstruowana jest książka, że z kolejnymi rozdziałami informuje nas, ile „czasu” zostało bohaterce na wyjście z labiryntu (jest to nawiązanie do klasycznych Escape Roomów, w których również na wyjście mamy określony czas). Sama fabuła nie jest najwyższych lotów i skonstruowana jest według mnie bardzo prosto. Zagadki wplecione w fabułę również są różne. Jedne są proste inne trudniejsze, ale każdą da się rozwiązać po krótszym lub dłuższym zastanowieniu i przejrzeniu wskazówek we fragmencie poprzedzającym.

Jak się tak przyjrzeć wzorkom po lewej stronie, to… zaczyna się coś wyłaniać… to rozwiązanie zagadki :)

Początkowo książka mnie wciągnęła i przegryzałem się przez tekst i rozwiązywałem zagadki z ołówkiem w ręce. Ale gdzieś w połowie, zacząłem się już męczyć i nie przynosiła mi radości ta lektura. Dotarłem oczywiście do końca i rozwiązałem zagadkę, ale ostatnie fragmenty już czytałem praktycznie na siłę, po to by skończyć. Ostatecznie mogę książkę ocenić na żółte światełko, choć bardziej w kierunku czerwonego. Wydaje mi się, że trochę zmarnowany potencjał – bo można było z tego tytułu wyciągnąć więcej, wtedy zabawa byłaby dużo fajniejsza i dałbym mocniejszą ocenę – gdyby wszystkie tego typu książki miały mieć taką jakość to wolałbym jednak pozostać przy prawdziwych Escape Roomach. Aczkolwiek tego się nie dowiem, jeśli nie sięgnę po kolejną, przy czym tym razem pójdę już do biblioteki, a nie będę wydawał na nią swoich pieniędzy. Widzę, że w księgarniach dostępne są podobne książki przygotowane na podstawie świata Minceraft. Nie znam tych tytułów, a do tego Minecraft nie jest moją bajką, więc… pozostaje Wam sprawdzić samemu – jeśli lubicie to uniwersum.

Retrometr


..:: Dziennik 29 ::..

Autor: Dimitris Chassapakis

Wydawnictwo: FoxGames

Druga pozycja w tym zestawieniu pojawiła się u nas po urodzinach mojego syna. Jedna z koleżanek zaproszonych na przyjęcie, przyniosła mu ją w prezencie. Kiedy minął szał cieszenia się pozostałymi prezentami, przyszła kolej również i na ten. Igor zaczął wertować książkę i przyszedł z nią do mnie, abym mu ją wyjaśnił i pomógł zrozumieć i rozpocząć zabawę. Na początku dostajemy tylko krótki zarys fabuły – informację o tym, że ekipa naukowców, prowadząca wykopaliska mające na celu rozwiązanie zagadki obcej cywilizacji, zniknęła. Naszym zadaniem jest rozwiązanie tajemnicy zniknięcia ekipy i aby tego dokonać potrzebujemy rozwiązać zestaw kilkudziesięciu zagadek. W przypadku tej pozycji, nie ma motywu fabularnego i tekstu do czytania. Zagadki umieszczone na kolejnych stronach mają różną formę – od prostych zagadek matematyczny, przez skojarzeniowe, labiryntowe a kończąc na takich, które nadawałyby się do testów IQ czy Mensy.

Tu QR kod, tu miejsce na wpisanie klucza, tu miejsce na zagadkę i rozwiązanie, ale czasem na stronie jest jeszcze coś co trzeba zauważyć, by się posunąć do przodu… trzeba wnikliwym być.

Do rozwiązania zagadek przyda się kartka i ołówek i… dużo wolnego czasu oraz pomyślunku. W książce, na każdej kartce z zagadką, przygotowane są miejsca na prowadzenie rozwiązania, dodatkowo z tyłu jest również miejsce na notatki. Początkowo myślałem, że nie będziemy jednak pisać po książce i wykorzystamy osobną kartkę, ale ostatecznie po kilku zadaniach stwierdziliśmy, że dużo większa frajda będzie, kiedy kolejne kartki będą zapisywane naszymi rozwiązaniami, tym bardziej, że niektóre zagadki wymagałyby przerysowania, a to byłoby zbyt skomplikowane. Aby grać w tą książkę, konieczne jest również posiadanie przy sobie dostępu do internetu. W naszym przypadku korzystaliśmy z przeglądarki w telefonie, jednak jedna z zagadek zmusiła nas do włączenia komputera, ponieważ na stronie internetowej, która była częścią zagadki, był plik dźwiękowy, który nie chciał się odtworzyć na telefonie. Dodatkową zaletą korzystania z telefonu jest to, że mamy dostęp do kamerki i czytnika kodów QR – autorzy bardzo uprościli powrót do rozwiązywania zagadek, kiedy odłożymy książkę na chwilę. Do każdej zagadki, przypisany jest kod QR, którego zeskanowanie przenosi nas na odpowiednią podstronę strony internetowej, specjalnie przygotowaną dla tej pozycji. Na stronie tej wprowadzamy odpowiedzi dla każdej zagadki – strona jest prosta, zwiera tylko pole tekstowe do wprowadzenia rozwiązania i dodatkowe dwa przyciski – jeden, dzięki któremu uzyskujemy podpowiedź, gdybyśmy mieli problem z rozwiązaniem (podpowiedź naprowadza, ale nie zawsze w sposób jasny i prosty) a drugi, pod którym poznajemy rozwiązanie wraz z wyjaśnieniem. Przyznam, że kilka razy musieliśmy skorzystać z podpowiedzi a dwa razy posiłkowaliśmy się przyciskiem odsłaniającym rozwiązanie (pewnie gdybym grał sam, to bym nie skorzystał, ale niecierpliwość dziecka wymusiła takie rozwiązanie).

Ja skądś kojarzę tego gościa, który się pojawił po zaciemnieniu odpowiednich fragmentów… a Wy kojarzycie?

Zagadki w książce trzeba rozwiązywać po kolei, ponieważ rozwiązanie odkrywa nam klucz, który jest potrzebny w jednej z kolejnych zagadek – bez kluczy nie da się po prostu znaleźć rozwiązania zagadki. Jak wspomniałem, zagadki są różne, a im dalej, tym łatwiej nam jest je rozwiązywać – i bynajmniej nie dlatego, że są łatwiejsze (choć niektóre są), ale dlatego, że zaczynamy się przyzwyczajać do tego, w jaki sposób autorzy kombinują i jak my powinniśmy kombinować. Książkę pokonywaliśmy przez kilka dni – czasem paręnaście minut a czasem pół godziny lub więcej. Sumując czas, mogło wyjść około 2-3 godzin intensywnego myślenia i grania, co według mnie jest wynikiem dobrym i czasem bardzo dobrze spędzonym. Mieliśmy przy tej książce dużo frajdy i o ile niektóre zagadki musiałem rozwiązywać sam, o tyle w wielu Igor bardzo szybko wpadał na rozwiązania. Porównując tą książkę do poprzedniej (a także innych paragrafówek) muszę powiedzieć, że jest wykonana bardzo ciekawie i sprawiła mi dużą radość i bardzo fajnie zrelaksowała. Śmiało mogę dać zielone światełko i polecić lubiącym łamigłówki.

Retrometr


..:: Poczytane ::..

Z powodu panującej obecnie sytuacji na świecie, mamy więcej czasu i spędzamy go wspólnie z rodziną, więc tym bardziej można go spożytkować na taką wspólną, interaktywną lekturę. Śmiało mogę polecić tą formę gier – jako ciekawa odskocznia od wirtualnych światów ogrywanych na wszelkiego rodzaju ekranach (telefonów, tabletów, monitorów, czy telewizorów). Ja jestem zadowolony z tak spędzonego czasu i obecnie na liście zakupowej pojawiły się kolejne dwie pozycje książek-gier. Pierwsza to „Dziennik 29 Przebudzenie”, ciekaw jestem bardzo kolejnych losów badaczy i tego, czy w tej części fabuła będzie bardziej spójna. Druga to „Dziennik Wyprawa 1907”, która jest zrealizowana w formie dziennika pokładowego i zapowiada się równie ciekawie. Książki zamówione, więc czekam na dostawę i ogranie, a później pokuszę się znowu o krótkie zrecenzowanie tych pozycji. Czytajcie, grajcie i spędzajcie czas razem – a niedługo to wszystko co dzieje się dokoła nas się skończy i znowu wrócimy do normalności, choć już w całkiem innym świecie – miejmy nadzieję takim, w którym nie będziemy tak gnali do przodu i będziemy mieli więcej czasu na refleksję i poświęcanie się rodzinie i bliskim. Zdrowia Wam i sobie życzę!

Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200, Atari 65xe oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...