Legendy Salonów Gier | Contra / Gryzor (Arcade, NES, Commodore 64)

W dzisiejszym odcinku legend wystąpią prawdziwi twardziele kina akcji. Najtwardsi z twardych! Arnie, Sly i Monty! Gruuuuuby szajs! A na poważnie to zaprezentuję wam dzisiaj krótkie wspomnienia z dwóch ulubionych gier mojej młodości. Po pierwsze – z wypełnionego nieustanną wymianą ognia Gryzora, a po drugie z kultowej Contry! To jedna gra jest? No co wy gadacie? Pamiętacie lata 80-te lub początek 90-tych? W takim razie musicie znać tych gagatków poniżej! Komandosów Billa i Lance’a, tfu co ja gadam, niezniszczanych Arnolda i Sylvestra…


Arnie i Sly. Sly i Arnie. Od zawsze odwieczni rywale, których przygodami jarali się wszyscy. Młodzi i starzy bez wyjątku! Kiedy jeden z nich w w trakcie swojej misji zabił kilka setek żołnierzy nieprzyjaciela, drugi pobijał go o kolejne sto trupów. Kiedy Sly obijał nadludzi w bokserskim ringu, Arnie nie chcąc być gorszym – obijał kosmicznego drapieżnika w dżungli!  Jeden na konnej przejażdżce spacyfikował radziecki czołg, a później za pomocą niego uziemił wojskowy helikopter, drugi przenosił się w czasie i złomował cyborgi z przyszłości! Jeden uczył mamuśkę strzelać, drugi zachodził w ciąże… Rany Boskie… Kozaki przez duże K i Rywalizacja przez duże R! Jeżeli któryś z nich był waszym faworytem w młodości – polecam przypomnieć sobie powyższym zdjęciem ich największe chwile chwały…

Arnie i Sly to ewidentne inspiracje dla herosów z Contry. Ty strzelaj, ja zapalę!

Nie myślcie jednak, że byli samolubni i zażarta rywalizacja między nimi zaślepiła ich na wieki… Kiedy Ziemia i Ludzkość były zagrożone otrzymali oni wezwanie do walki od japońskich developerów z Konami. Wtedy odrzucili w niepamięć utarczki z przeszłości, gdyż tylko razem mogli pokonać przerażających Najeźdźców z Kosmosu! Wiem, wiem, że dla niepoznaki twórcy w Contrze nazwali ich Bill i Lance, ale to wszystko dlatego, aby uniknąć ewentualnych pozwów sądowych. Jeden rzut oka na screen tytułowy Contry / Gryzora w wydaniu automatowym i już wiemy, że pod nic nikomu niemówiącymi pseudonimami – ukrywają się jednak nasi ulubieńcy! Dla pewności popatrzcie także na postery tej gry na różne systemy. Nie sposób pomylić tych jegomości z kimkolwiek… Zaraz, zaraz, ale o co chodziło w tej kontrze i kto kogo gryzł?

Organizacja Czerwony Sokół tylko z pozoru przypominała zwykła grupę watażków przejmujących kontrolę nad archipelagiem wysp koło Nowej Zelandii. Konflikt jakich wiele bywało w ówczesnym świecie. Prawda jednak była bardziej brutalna. To wszystko była przykrywka dla potajemnej inwazji krwiożerczej i niszczycielskiej rasy Obcych! Satelity walczącego o dobro ludzkości ugrupowania zwanego CONTRA szybko wykryły niezidentyfikowane obiekty latające przemierzające tamtejszą przestrzeń powietrzną, zaś nagłe i brutalne mordy na ludności cywilnej – tylko przyśpieszyły kontratak naszych wojaków. To co z początku miało być zwykłym spacerem po dżungli, przerodziło się w nieustanną walkę naszych dzielnych komandosów z koszmarami wyrwanymi z głowy Pana Gigera! Arnie i Sly stanęli przed najtrudniejszą z możliwych prób. Na ich barkach spoczęła egzystencja całej naszej rasy i tylko od ich umiejętnej współpracy zależało, czy ludzkość przetrwa…


CONTRA / GRYZOR

AUTOMATY ARCADE – KONAMI (1987)

Parę plakatów: u góry dwa z wersji automatowej, ten z Oceanu z konwersji na kompy, na dole po prawej chyba nieoficjalny. Arnie i Sly jak w mordę strzelił!

W dzieciństwie zagrywałem się na maksa w trzy wersje Contry. Salonowego Gryzora (jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to Contra), który był niemożebnie trudny, ale cholernie rajcowny! Możliwość strzelania w każdym z ośmiu kierunków wychylenia gałki, połączona ze świetnymi i różnorodnymi broniami, nieustanną akcją, kapitalnie zrobionymi i trudnymi bossami – powodowała że wieczorami nie mogłem zasnąć tylko myślałem o tej grze! Do tego oczywiście kooperacja, intuicyjne sterowanie, zróżnicowane etapy i krajobrazy, poziomy korytarzowe w nowatorskim wtedy ujęciu TPP i wiadomo było jedno – narodził się nowy król gatunku platformowych strzelanin! A raczej ustanowił nowy gatunek gier, powielany później przez naśladowców pokroju Metal Slug’a, czy Turricana. Z przyjacielem Michałem młóciliśmy w Gryzora na Dworcu PKP w Sosno City, ale gra wydawała nam się wtedy nie do przejścia, nigdy jej wówczas nie ukończyliśmy, jednakże patrzyliśmy (z otwartymi na oścież japami), jak pewien gagatek dochodził do jej końca. Nie zapomnę jak pierwszy raz zobaczyliśmy w tej grze alienopodobnych kosmitów – był to dla nas szok! Konami pojechało wówczas grubo po bandzie, zawarło w jednym tytule Arnolda, Sylwka i Obcych. Kto by się przejmował prawami autorskimi? Nikt, takie czasy… Jedno trzeba im dodać – ta rewolucja i rewelacja praktycznie się nie zestarzała, ciągle gra się w Gryzora / Contrę z wypiekami na twarzy, jeżeli ma się do tej gry sentyment… Chociaż…

Gryzor aka Contra na automaty arcade. To pierwsza wersja jaką ujrzałem na oczy. Szczęka na podłodze…

Ideał wspaniałej gry z dzieciństwa kultywowałem w sobie przez wiele następnych lat, aż do niedawna, kiedy to nabyłem Contra Anniversary Collection na Playstation 4. Przy okazji to bardzo polecam tę składankę różnistych gier z tej serii (Contra Arcade, Contra NES, Contra Famicom, Super Contra Arcade, Super C NES, Operation C GB, Contra III The Alien Wars SNES, Contra Hard Corps SMD, plus wersje Probotector dwóch ostatnich tytułów) – naprawdę fachowy zestaw biegania ze spluwami! Co się niestety okazało, kiedy po latach próbowałem przejść Gryzora na jednym kredycie? Niby wszystko jest tu na miejscu, to dalej grywalna produkcja, nawet lepsza graficznie od wersji na NES’a, jednakże jest tu kilka aspektów, które bardzo negatywnie wpływają na jego odbiór. Po pierwsze – niesamowite spowolnienia rozgrywki w przypadki większej ilości obiektów na ekranie (pocisków, przeciwników itp.). Naprawdę gra potrafi wtedy straszliwe zwolnić (było tak niestety na oryginalnej maszynie arcade), nieraz kurdelebele wygląda to niczym pieprzony pokaz slajdów! A później nagle przyspiesza niesamowicie i okazuje się, że nie zdążymy przeskoczyć jakiegoś zabłąkanego pocisku! I dupa zbita, znaczy się idziemy do piachu… Drugim wkurzającym aspektem tej wersji są anemiczne skoki naszych herosów, po prostu nasi bohaterowie są więksi niźli na NES’ie, wolniej pląsają w powietrzu i przez to zdecydowanie trudniej przeskakiwać koszące nas wystrzały, czy biegnących na nas żołnierzy.

Borsuk przechodzi Contrę / Gryzora Arcade z jedną kontynuacją. Ciągle dobry szpil, ale jednak zawód.

Szczególnie irytuje też trudność w omijaniu zbierania niechcianych przez nas broni, szczególnie w etapach z widoku TPP. Miałeś kultową „eSkę”, czyli rozpylacz i bierzesz „eFkę”, czyli kręciołki i co? Jajco, chłoooopie, już po tobie… Dynamika wersji automatowej Contry to ślimak w porównaniu z gepardem znanym z NES / Famicom. Dodatkowo wiadomo, że etapów jest tutaj mniej i są one krótsze (ostatni poziom arcade został w wersji na 8-bitowe Nintendo rozbudowany i podzielony na etapy: zima, kolczatki z wózkami, ognie i baza Obcych), kolory są bardziej wyprane i po prostu pomimo wielkiej nostalgii oraz faktu rewolucyjności tej wersji (była po prostu pierwsza) nie mogę jej przyznać większej oceny niźli żółte światło w retrometrze.

Sorry Gryzory, ale źle się zestarzeliście…

Retrometr


CONTRA / GRYZOR

COMMODORE 64 – KONAMI (1988)

Konwersja na Komodę mogłaby być lepsza. Nie ukrywajmy, Ocean trochę spartolił robotę. Grało się i tak!

Bardzo zapragnąłem „pogryzorzyć” także w zaciszu domowym i kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem Komody (Commodore 64) oczywiście dorwałem ten tytuł w swoje łapska. Konwersja była średnia do bólu, grafika niewyjściowa (rozpikselizowane fest postacie) i spaprane sterowanie (skakanie spacją, what the chuj?), ale i tak grałem, grałem i grałem. Wiecie, rozumiecie – na bezrybiu i rak ryba. Cieszyłem się w sumie jak dziecko, gdyż na Małym Atari takich gier nie było wcale, ale z perspektywy czasu port na C64 nie przetrwał dobrze próby czasu. Uzbrójcie się w dżoja, który drugim przyciskiem FIRE emuluje spacje i wtedy nawet da się w to grać… Oceny w prasie ta edycja zbierała różne: od bardzo dobrego 86% w kultowym Zzap!, po beznadziejne 1/5 w Your Commodore. Grę można było zrealizować lepiej to fakt i w sumie Ocean nie popisał się tutaj zbytnio…

Da się pograć, prawie żółte światełko, no pomarańczowe…

Retrometr


CONTRA

NES / PEGASUS / FAMICOM – KONAMI (1988)

Adaptacja na NES to chyba najbardziej popularna i najlepsza wersja tej zacnej rozpierduchy! Aż 8 poziomów zamiast 5 na automatach.

Kiedy jednak nastąpił boom na Pegasusa to praktycznie gdzie nie pojechałem do rodzinki – tam stał nasz „rodzimy” klon Famicoma ze sławnym cartridgem „168 in 1” zawierającym Contrę, no i oczywiście Mariana, Ice Climbera, The Goonies i w cholerę innych fajowych szpili. Dopiero wtedy odkryłem prawdziwą nazwę omawianej gry… ależ to była zajebista konwersja! Przegenialny kawałek kodu z kapitalną oprawą graficzną i tonami miodu wylewającymi się z ekranu! Jeden z nielicznych przypadków, w którym adaptacja wielkiego hitu z automatów jest bardziej popularna i chyba nawet lepsza od oryginału. Wersja na NES’a / Pegaza / Famicoma to majstersztyk grywalności, ideał kanapowej kooperacji, zazdrość posiadaczy 8-bitowych komputerów. Sterownie za pomocą pada było jeszcze lepsze niż w salonie gier, zaś chętnych do wspólnej rozpierduchy nigdy nie brakowało. Absolutnie jedna z gier wszech czasów na tą poczciwą konsolkę i ukazanie światu, że niepozorne 8-bitów udźwignie takiego hiciora. Kto chce przeczytać o serii Contra na NES’a to przegląd autorstwa LukegiX znajdzie w TYM MIEJSCU. Ja, żeby nie być samolubnym oddam teraz głos, jednemu z moich zapomnianych kumpli, który nakreśli wam różnicę pomiędzy różnymi wydaniami tej świetnej gry.

Zima, energy zone, hangar i gniazdo kosmitów. Fajowo fest!

MUSIEŁ: (ciekawe co u niego słychać, hmm?): Contra to strzelanina, w którą grał chyba każdy szanujący się gracz i nie tylko, ale nie każdy ją ukończył. A to dlatego, że niektórych miejscówek nie dało się przejść za pierwszym podejściem – trzeba było poznać, co gdzie i jak się porusza (tak, piję tu m.in. do ogni ze Stage 6). Jednak wracając do historii, to pierwsza odsłona Contry wydanej przez Konami trafiła w 1987 wpierw na automaty, a rok później na NES-a. Wiedzieliście, że gra posiada fabułę? Jednak w zależności od wersji na różne regiony (Japonia, Ameryka, Europa), różniła się ona niektórymi szczegółami. Tak więc w japońskiej wersji akcja dzieje się w roku 2633 na fikcyjnej wyspie Galuga, niedaleko Nowej Zelandii, wcielamy się w niej w żołnierzy Billa Rizera oraz Lance’a Beana i walczymy przeciwko grupie terrorystycznej Red Falcon, która pomaga w podboju Ziemi kosmitom przybyłym na wyspę. W amerykańskiej edycji rozpierducha dzieje się w czasach teraźniejszych i umiejscowiona jest w Ameryce Środkowej, żołnierze dostali kryptonimy Mad Dog i Scorpion zamiast imion, a Red Falconem został nazwany Obcy z którym walczymy. W europejskiej jeszcze bardziej namieszano: oczywiście na Ziemi lądują wredni kosmici, ale są to najeźdźcy z planety Suna – Durrowie. Gra została przeportowana na wiele urządzeń jak np. C64, ZX Spectrum, X360 czy też Amstrad i w przypadku konwersji nie posiadających kooperacji (głównie mikrokomputery) sterujemy wojakiem zwanym Lance Gryzor.

Takie cuda to tylko na Famicomie! intro, mapa, przerywniki oraz kultowe: GO TO THE CHOPPA!

MUSIEŁ + BORSUK: Na Pegazie / NES’ie / Famicomie sytuacja jest jeszcze bardziej zakręcona, rzekłbym niczym świński ogonek: japońska wersja zawiera intro przedstawiające fabułę gry i proste filmiki przerywnikowe (nasz bohater rozmawia przez krótkofalówkę lub strzela z karabinu), a także mapkę ukazaną pomiędzy etapami niczym w Ghosts’n Goblins. Posiada także animowane tła: w planszy piątej pada nawet śnieg, zaś drzewa wyginają się pod ciężarem wiatru! A w ostatnim etapie, w świecie Obcych – platformy po których chodzimy, lekko się ruszają, jakby żyły, oddychały – trzeba uczciwie przyznać, że ten poziom jest jednocześnie świetny i odpychający. Wspaniały klimacik, Giger byłby dumny! Famicomowa wersja tej gry jest zdecydowanie najlepsza ze wszystkich dostępnych i bez dwóch zdań zasługuje na medal, zresztą jak każda na NES’a z powodu swojej olbrzymiej grywalności i dobrego wyważenia wszystkich elementów rozgrywki. Dużo etapów z bieganiem i skakaniem po platformach, świetny widok zza pleców w planszach TPP, a także emocjonujące i uczciwe pojedynki z bossami. W innych wersjach animowane tła zostały usunięte, ponieważ zabezpieczenia NES’a w przeciwieństwie do Famicoma nie zezwalały na użycie mapperów innych niż te od Nintendo (w wersji japońskiej Contry Konami uzyło Multi Memory Controllera własnej produkcji). W oficjalnej wersji europejskiej (na NES’a), cenzura albo raczej pseudo poprawność polityczna niektórych krajów (nie zabijać ludzików z pikseli!) – spowodowała, że wszystkie ludzkie postacie zastąpiono robotami, a grę nazwano Probotector. Na szczęście na klonach NES’a pojawiła się nieocenzurowana edycja tej gry pod nazwą Contra.

Tutaj Borsuk przechodzi na jednym kredycie dwie Contry! Jak? Na ukos i na wspak! Nie pytać, oglądać!

BORSUK: Dziękuję za pomoc dawno niewidzianemu przeze mnie Musiełowi i od siebie dodam na koniec, że po wielu latach pokonałem demony z dzieciństwa, czyli ukończyłem sławetną nesową (i famicomową też) Contrę na jednym kredycie i o mało co nie zahaczyłem nawet o tak zwany: no death run! Możecie to zobaczyć na filmiku powyżej, w którym stwierdzam bez bicia, że to po prostu jedna z najlepszych 8-bitowych gier w historii elektronicznej rozrywki. Ten szpil jest PRZEZAJEBISTY w każdym aspekcie i naprawdę nieśmiertelny, a beczki, tfu, co ja gadam, jebitne cysterny miodu wylewają się z niego po dziś dzień!

Arnie i Sly dają UBER MEDAL! Retro na Gazie także!

retrometr EA BiG


RZUT OKIEM NA INNE WERSJE

Czy są jeszcze jakieś wersje tego hitu od Konami, w które się zagrywałem? Nie bardzo, życia na wszystko nie starczy, pamiętam jedynie, że w pewnym odcinku Gramy na Gazie LIVE wraz z profesorem Larkiem trochę młóciliśmy w adaptacje Gryzora / Contry na Amstrada i powiem tylko tyle: fajnie wygląda, ale ma fatalne sterowanie i przez to nie jest zbytnio grywalna. Może sterowana za pomocą odpowiedniego kontrolera nabiera rumieńców? Poniżej dla wszystkich zainteresowanych wrzucam filmik prezentujący wszystkie (chyba?) edycje tej rewolucyjnej platformowej strzelanki na najróżniejsze retro systemy. Miłego oglądania i przechodzimy na koniec do kolejnego bohatera tego wpisu niejakiego Diabła, który zachęcony moimi wyczynami w Contrę pobił mój rekord oraz napisał swoje wspomnienia związane z tym kultowym tytułem! Zachęcam do lektury!

Porównanie chyba wszystkich wersji Contry aka Gryzora. Jest i Speccy, i Amstrad, a nawet MSX. Lookajcie i za giwery chwytajcie! Kanal: retrosutra.


DIABEŁ + CONTRA = WSPOMNIENIA + REKORD!

W trakcie moich transmisji live na kanale Retro Borsuk, gdzie przechodziłem Contry na NES, Famicom i Arcade ogłosiłem konkurs na najlepsze wspomnienia oraz najwyższy wynik punktowy w tych grach. Nagrodą główną był oryginalny Szal Contra, który poniżej możecie zobaczyć na szyi mojego kochanego Montka. Najbardziej aktywnym spośród widzów był niejaki Diabeł, który wyśrubował konkretny rekord, a także przysłał nam wyciskające łzy wspomnienia z dzieciństwa. Z tym ostatnim to troszku przesadziłem, więc najlepiej będzie jak sami poczytacie…

Szarik w Contrze? Nie! Szalik z Contry przywdziewa Monty! To nagroda w naszym konkursie. Szalik, nie Montek…

DIABEŁ: Moja przygoda z grą Contra i jednocześnie z kartridżem „168in1” zaczęła się – jak pewnie większości z was – na początku lat 90. Brat za część pieniędzy z komunii zakupił popularnego Pegasusa MT-777DX z tymże cartem, na którym to była wcześniej wspomniana Contra oraz wiele innych tytułów np. Super Mario Bros 2, Lode Runner, Bomberman, Ice Climber, F-1 Race oraz Tetris, w którego moja mama zagrywała się całymi godzinami! Ha, nawet dla ojca się coś znalazło – czyli Pinball. Mniej popularne były gry na pistolet np. Duck Hunt, lub Wild Gunman, ale czasami gdy pozostałe gry były już ograne to i pistolet się podłączyło z ciekawości. Co do samego Pegasusa była to najładniejsza konsolka ze wszystkich jakie do dziś widziałem i chyba najbardziej pancerna – pewnie gdybym po niej przejechał samochodem to nic by jej się nie stało…. Po prostu jej wykonanie przewyższało oryginały! Dotyczy to także padów, które wielokrotnie były wyginane na wszystkie strony, a nawet rzucane i ciągle działały całymi latami. Pierwsze dni po zakupie konsola działała całą dobę, zmieniali się tylko gracze, czyli nasza cała rodzinka. Doszło nawet do tego, że sprawdzaliśmy na planie lekcji – kto pierwszy przyjdzie ze szkoły i zajmie konsolkę. Pegasus był podpięty do jedynego telewizora w domu, także za każdym razem trzeba było niestety wypiąć kabel antenowy i podpiąć konsolę, i tak tysiące razy aż po jakimś czasie gniazdo antenowe się wyrabiało i pojawiało się lekkie śnieżenie i w sumie tak wraz z bratem załatwiliśmy kilka telewizorów.

Koyot i Juen wywiad Amiga

Inny model niż miał nasz czytelnik, ale i tak przywołuje wspomnienia z młodości.

W późniejszym czasie zaczęliśmy korzystać z wypożyczalni kartridży i nieraz nie miałem czym zapłacić przy oddaniu gier – gdyż pieniądze poszły na salony gier arcade, od których byłem po prostu uzależniony, głównie stałem tam oparty o automat i obserwowałem jak inni przechodzą jakiś tytuł. Salon gier musiałem zaliczyć przynajmniej raz dziennie! Po jakimś czasie na bazarach zaczęły pojawiać się żółte podróby famikomowych cartów, które  kupowaliśmy i za dopłatą wymienialiśmy na inny tytuł. Była to loteria bo nigdy nie było wiadomo, czy na takim kartridżu jest to, co na jego naklejce, czy zupełnie inna gra. Samą Contrę mieliśmy już tak opanowaną że robiliśmy trzy zapętlenia na jednym życiu i dalej nie chciało nam się już grać bo troszkę to trwało i przesiadaliśmy się na inną produkcję. Oczywiście najlepiej grało się na dwóch graczy – jeden szedł górą, drugi dołem i czyściło się całą planszę! Ratatata! Szkoda że na składance „168in1” była okrojona wersja Contry, bo zawsze mapka, czy obrazek pomiędzy poziomami to miły dodatek. Pewnego dnia wpadłem na „genialny” pomysł wymiany na bazarze kartridża „168in1” na jakąś żółtą podróbkę i zaskoczyło mnie jak bardzo chętnie sprzedawca zgodził się na taką wymianę. Jakiś czas później Pegasus po wielu latach służby w końcu odmówił posłuszeństwa i miałem dość długą przerwę w graniu, aż do zakupu na bazarze konsolki Terminator i znów zaczęło się tłuczenie w dawne tytuły, jednak to już był schyłek Pegasusa i salonów z automatami arcade, czyli czasów gdzie wszystko cieszyło i jakoś wolnego czasu było więcej… Dzień wydawał się po prostu dłuższy niż dzisiaj i można go było poświęcić na granie, czy inne hobby.

kupka wstyduKartridże z Pegaza pamięta każdy , kto giercował na nim w latach 90-tych!

Siadając do Contry po 25 latach byłem pewny że będzie mi szło niewiele gorzej niż w latach 90, ale problemy pojawiły się już na trzeciej planszy, czyli „Waterfall / Wodospad” gdzie dwa życia straciłem na bossie, czyli wielkim „smoku”, a raczej kosmicznym potworze. Zdałem sobie wtedy sprawę, że nie była to taka prosta gra jak te współczesne. Przed włączeniem Contry byłem przekonany, że jedyne miejsce gdzie mogą być problemy i nastąpi ewentualna strata życia to końcowy boss na 6 planszy (olbrzym rzucający dyskami), jednak pierw trzeba było tam dojść, co nie okazało się wcale łatwe po tylu latach przerwy… Po jakichś 3 godzinach prób udało mi się przejść grę i nawet zapętlić ją dwukrotnie, by ostatecznie zginąć na 5 planszy i zakończyć grę z wynikiem punktowym 1 630 900. Niestety brak skupienia dawał o sobie znać i traciłem nieraz kilka żyć pod rząd. Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że przeszedłem ponownie Contrę po upływie ćwierć wieku! A także fakt, że natrafiłem na YouTube na kanał, dzięki któremu można wrócić do czasów młodości śledząc transmisję live i jest to fajna namiastka czasu spędzanego kiedyś w salonach lub przy Pegasusie. Ha, nawet przy Atari, za którym nigdy nie przepadałem, a tu zobaczyłem, że nie jest ono takie złe jak mi się wydawało za młodu. Wreszcie znalazłem miejsce w sieci, gdzie jeden z drugim się nie wyzywa, ani nie wywyższa, no może poza Larkiem, który ciągle wspomina o Randce w Ciemno i Cerem, który co drugie zdanie mówi, że ma 2 metry wzrostu i że będzie wszystkich w kosza ogrywał :-). Tam jest zawsze wesoło – raz nawet uszkodzili psu ogon i rozwalili meble, także alkoholu bym im nie dawał, ani tym bardziej narkotyków… (DIABEŁ).

Gratulujemy! Rekord Diabła powędrował do naszego Hiscore Alley!


PS. Screeny oraz grafiki pochodzą głównie ze stron: MobyGames, International Arcade Museum, Lemon Amiga, Atari Legend.

O RetroBorsuk 193 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.