Magiel | Czy można czuć nostalgię do gier w które się nie grało?

retromagiel, minicyklDzień bez magla dniem straconym drodzy towarzysze! Otwieramy nasz cyrk na gąsienicach, zapraszamy wszystkich przybyłych ludków i zasiadamy wspólnie nad kolejnym tematem jaki wpadł do dziurawej głowy Nacz.Osa. Dziś w menu – Czy można czuć nostalgię do gier w które się nie grało?

RepipRepip: Pod jednym z magli czytelnik tomx1989 zadał ciekawe pytanie: „Czy można czuć nostalgię do gier w które się nie grało?”. Wiadomo, że nikt nie ograł wszystkiego, powodów może być wiele: brak czasu, funduszy, chęci lub po prostu nieznajomość tematu. Szczególnie w latach 80 i 90 nie wszyscy wiedzieli o istnieniu wielu gier i sprzętów bo trzeba było siedzieć w branżowych pismach, łazić po giełdzie i najlepiej mieć dobrego wujka zagranicą. Dziś dostęp do tej ezoterycznej wiedzy jest dość łatwy, postudiuj „internety” przez kilka godzin i już odkrywasz co tam ludzie mieli w domu jak ty srałeś w gacie. Stąd może pojawić się ciekawe zjawisko, zaczynasz tęsknić za czymś czego nie doświadczyłeś, co widziałeś jedynie w gazecie, a dziś nie dość że sobie dokładnie zbadasz temat to jeszcze możesz to kupić!

Czy tak jest u Was? Kupiliście gre/sprzęt bo kiedyś śliniliście się do niej w gazecie, ale nigdy nie mogliście zobaczyć w ruchu? Czy oglądając stare reklamy, pisma wzbudza się w Tobie nostalgia? Czy w takim razie nadrabianie tych braków teraz może ją potęgować tak, że powracasz „tam i wtedy”?

avatar makaveliMakaveli: Nostalgia według mnie jest bezpośrednio skorelowana z psychiką i wspomnieniami. Uważam, że nie można poczuć nostalgii w momencie doświadczania czegoś, z czym nie mamy bezpośrednich wspomnień. Można czuć „klimacik” tamtych czasów, pamiętając na przykład istnienie tego typu gier, ale według mnie bez faktu, że „grałem u brata ciotecznego dwadzieścia lat temu!”, prawdziwej nostalgii się nie uświadczy.shatterhand recenzja pegasus

Moja retrokolekcja głównie opiera się na kupowaniu tytułów, które kiedyś widziałem, ale z tych, czy innych względów nie mogłem w nie zagrać. „Odbijam sobie” dawne czasy, ogrywając różnorakie, czasami kilkudziesięcioletnie gry na najróżniejsze, równie stare platformy.

Nie wiem, jak ma się to do kwestii wracania do starych czasów i nadrabiania, ale na pewno czuję, że „odkreślam” od dawna przekładane na później rzeczy z listy „do zrobienia”. Ma to oczywiście dwie strony medalu – czasami takie gry, które ogrywa się po latach po raz pierwszy dorastają do tego, w jaki sposób je zapamiętaliśmy, a czasami jest zupełnie odwrotnie. Gram sobie w coś, co na przykład widziałem w Neo Plus piętnaście lat temu i stwierdzam stanowczo: „Jezu, ale ta gra jest beznadziejna!”. W takich momentach nie wiadomo zbytnio, czy grać, czy nie grać. Bo jak gra będzie dobra, to rewelacja, ale jak gra nie będzie dorastać do pięt wspomnieniu w naszej pamięci, to lepiej, żeby jako takie wspomnienie pozostała…

Kurna, znowu chyba za mało wypiłem, jak przy ostatniej naszej posiadówie. Znowu wszyscy już na zgonach, a ja dalej siedzę i próbuję zrobić tę zasraną misję z helikopterkiem w Vice City… Wstawać karwasz, wypowiadać się!

Keczup avatarKeczup: Hola, hola jam jest póki co trzeźwy, to się udzielę, hiccup! Również tak jak Mak uważam, że nie można tęsknić za czymś czego się nie doświadczyło. Więc moja odpowiedź brzmi nie. Każdy szpil, którego nie dane było mi niegdyś ograć jest jedynie neutralną białą plamą w mojej świadomości, która mam nadzieję kiedyś zabarwi się na jakiś przyjemny kolor. I pomimo tego, że zdarzyło się na temat jakiegoś tytułu, na który miałem chcice, zasięgnąć informacji, przeczytać jakąś reckę czy pooglądać obrazki, to nie ma bata by „nostalgia mode” miała się załączyć. O, to jest tak jak ze smakami czy zapachami, które poznaliśmy, i które dobrze się nam kojarzą np. z dzieciństwem. Posmakujesz takiego, poniuchasz to od razu ogarnia Cię sentyment.

Daaku avatarDaaku: Nostalgii do gier, w które nigdy nie grałem, nie odczuwam, bo też niespecjalnie mogę, o czym wspomnieli już przedmówcy. Ale już do czasów, gdy te gry miały rację bytu – już jak najbardziej. Ja, na przykład, zazdroszczę tym starszym bykom (również pokroju Repipa i Borsuka, hehe) tego, że mieli styczność z wcześniejszymi sprzętami i grami, w które zagrywali się, kiedy mnie nawet jeszcze w planach nie było – albo miałem latek zaledwie parę. Te wszystkie Montezumy, Pitfalle, Shadow of the Beasty, UFO: Enemy Unknowny, Jagged Alliance’y – na to byłem za młody, ominęły mnie one i żałuję, że po tylu latach ciężko mi jest się w nie wbić. Dla mnie przygoda z graniem tak na dobre zaczęła się dopiero ok. 1999 roku – wcześniej pozostawała tylko prasa albo granie „u kolegi”.Montezumas revenge, Preliminary Monty

Dużą wagę w całym procesie poznawania „tego, co było kiedyś” odgrywa własne samozaparcie i chęć poszerzenia horyzontów. To właśnie dzięki nim, mimo posiadania PSXa oraz peceta z masą aktualnych gier, sporo czasu spędzałem przy emulatorach, poznając kolejne tytuły z bibliotek NESa, SNESa, Game Boya, nawet GBA… I choć odstawały one graficznie (często znacznie) od oprawy, do której przyzwyczaiły mnie aktualne sprzęty, to grając w nie poznawałem ówcześnie stosowane rozwiązania i mechanizmy (np. ekrany haseł, raczkujące 3D czy założenia gatunkowe? „Jak na tle Final Fantasy VII wygląda sześć poprzednich części?„, „Jak do Symphony of the Night ma się NESowy oryginał?” – tego typu dociekania napędzały moją pogoń za wiedzą, która – początkowo realizowana poprzez emulatory – po podjęciu pierwszej pracy przyjęła bardziej materialną formę. Spotkanie po latach z Game Boyem, wstecznie kompatybilny DS Lite ze slotem na gry z Advance’a – co ograłem wcześniej poprzez programik komputerowy starałem się kupować na fizycznym nośniku i ogrywać ponownie, tym razem jak bóg przykazał na macierzystej konsoli. Mogłem dzięki temu nie tylko po części zadośćuczynić za wcześniejsze piracenie i emulowanie, ale także poznać raz ukończone gry na nowo, z poziomu percepcji gracza bardziej doświadczonego.

Trudno mi jednoznacznie określić, czy takie „powroty do przeszłości” mają na dłuższą metę sens. Wcześniej Makaveli wspomniał o zaliczaniu gier z listy „do zrobienia” oraz strachu przed spotkaniem z wyidealizowanymi przez lata tytułami, ja sam ze względu na ogrom posiadanych platform także zwykle nie mam czasu na granie w starocie i w miarę możliwości priorytetyzuję te nowsze. I choć są to faktyczne problemy, to jednak gorąco zachęcałbym do grania w stare gry i nadrabiania tego, co nas ominęło – owszem, niekiedy trudno będzie się nam przestawić na tę pikselozę, niewygodne sterowanie czy brak auto-sejwa, ale zyskamy dzięki temu coś ważnego. Własne, pierwszoosobowe doświadczenie czegoś minionego, wiedzę, dzięki której będziemy w stanie spojrzeć na kolejne generacje gier i sprzętu pod nieco innym kątem. Czego Wam i sobie życzę.

RepipRepip: Nie wiem dokładnie, czy to „nostalgia” bo nie znam się, nie wiem, zarobiony jestem, ale mam „taki uczuć„. Kupuje dziś gry w które nie mogłem zagrać za sztyla z wielu powodów, ale w gazecie się do tego śliniłem (pamiętacie te strony z ogłoszeniami sklepów w np. PSX Fan, czy PSX Extreme? Po okładkach wyobrażałem sobie jak ta gra wygląda) i nie tylko ja tak mam. Nie wiem, czy podczas grania w nie odczuwam nostalgię, ale chłonę klimat tamtych lat. Grając np. w MediEvil 2 jakoś tak mnie strasznie wessało, patrzyłem na te krawędzie grubo ciosane i czułem się jakbym się cofnął w czasie te kilkanaście lat (w M2 wcześniej nie grałem, tylko w M1). Dziwny mam układ z Segą Saturn, jakoś tak właśnie gromadzą mi się te dziwne emocje chęci posiadania tego sprzętu z uwagi na dawne dni, klimat który gdzieś istniał, ale obok mnie bo nigdy nikt na osiedlu nie miał jakiejkolwiek Segi. Do dziś jak bumerang co kwartał nachodzi mnie chęć kupna tego sprzętu, jednak szybko znika po zadaniu sobie prostego pytania „po co!?”. No nie wiem po co, gier na to kilka i do tego nie jakieś wybitne. Sprzęt aż tak tani nie jest, więc co kwartał odsyłam ten pomysł w dal mej świadomości, by po jakimś czasie znów wrócił pod obietnicą przeżycia czasów z połowy lat 90.

MediEvil 2 recenzja PSX

Gdy z Larkiem i Borsukiem testowaliśmy Laurę kilka miesięcy temu też miałem te dziwne uczucie. Grałem na Atari w grę z 2016 roku, a czułem się jakbym siedział na początku lat 90 z kumplami na dywanie i wspólnie ogrywał jakiś tytuł (dźwięk „klikania” joya, wspólne kminienie jak przejść dalej itp.). Zaznaczę, że nigdy nie miałem Ataryny, ale miałem Commodore więc powiedzmy, że pod względem emocji/nostalgii to prawie to samo. Widać granie w Laurę wyrzuciło na wierzch z mej podświadomości jakieś wspomnienia z grania na Commodore, czy Amidze. Trochę to dziwne…

laura atari

Nie wiem, czy da się czuć nostalgię, ale na bank stare gry ogrywane na oryginalnym sprzęcie wzbudzają pewne uczucia i rozsiewają po pokoju woń tamtych lat. Apropo woni… kto się zesrał?!

Keczup avatarKeczup: Co złego to nie ja, ale wąch, wąch… to chyba ta ukraińska berbelówa tak śmierdzi. Kto ją przyniósł, przyznać się huncwoty? Enyłej, motyw z przeglądaniem ogłoszeń w pisemkach doskonale znam, bo sam to praktykowałem, kiedy to pod nosem rodził się dziewiczy wąs i gdzieś już tam ukształtowała się na dobre moja „gierkowa” świadomość. I myślę, że właśnie tutaj prędzej uderza ta cała nostalgia. Do dawnych, starych czasów, kiedy to wszystko nie było aż tak wszechobecne, powiedziałbym, że czasem nawet tajemnicze czy niedostępne lub chwil gdy za totalnego bajtla wchodziło się w ten świat, nierzadko nawet jako bierny player. To także chyba taka tęsknota za czymś utraconym i czymś co już niestety raczej się nie powtórzy. Podobny feeling wyczuwam odnośnie dawnych gier, ale są to tytuły, które już poznałem i ograłem. Jakieś takie ciepło mnie ogarnia, kiedy ponownie się w nie zanurzam. I nawet satysfakcja z zabawy na tym nie cierpi. Gorzej jest niestety w przypadku produkcji, których nie dane mi było nigdy zasmakować, a wpasowują się w me gusta. Nie wiem czy to nie podchodzi pod jakąś chorobę psychiczną, ale napalam się na taki egzemplarz jak na Amarenę, kupuję go po czym… no właśnie nie odpalam wcale albo tylko sprawdzam początek i rzucam na półkę. Tym oto sposobem mam już w kolejce kilka gier do zaliczenia z pierwszym Deus Exem na czele. W końcu się za nie zabiorę, ale dopiero po czasie, gdy jakaś niewidzialna blokada w moim dzbanie puści. Czy to wina właśnie braku jakichkolwiek przyjemnych wspomnień związanych tymi szpilami? Nie wiem, ale chyba pójdę po żyletki, bo cosik się melancholijnie zrobiło.

RepipRepip: Smród i żyletki, niczym w fachowym kryminale się tutaj robi, a to znak by kończyć. Jak zwykle zadaliśmy pytanie na które nie odpowiedzieliśmy, dobra robota! Mak odpalaj maszynę i gonimy towarzystwo!

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox