Magiel | Gry indie stylizowane na retro – odrodzenie, czy szmelc?

retromagiel, minicyklPo ostatnich ekscesach wracamy w bardziej cywilizowane strony. Dziś temat z zupełnie innej beczki. Będziemy się poruszać po czasach teraźniejszych, choć zakotwiczonych w przeszłości. Gry indie stylizowane na retro – odrodzenie, czy szmelc? Przyjrzyjmy się naszymi kieprawymi oczyma nowej indyczej fali. Kto, co, dlaczego, z kim i czemu tak drogo.

RepipRepip: Indie pierwotnie były grami robionymi przez niezależnych twórców (że niby independent) i wydawanymi gdzieś pokątnie dystrybucją cyfrową, ale z czasem zaczęto nazywać „indie” wszystko co nie ma grafiki godnej produkcji AAA (kij z tym, że wydanej przez duże korporacje). Swoją niszę w tym kotle znaleźli ludzie stylizujący swoje gry na stare produkcje, często odwołujące się gameplay’owo do klasyków z lat 80/90.

Uwaga, bo formułuje pytanie określane przez Sikora jako „pomieszanie z poplątaniem”. Jak wy zapatrujecie się na indyki w sosie retro? Jest to szansa na odrodzenie starych gatunków i rozwiązań, coś na co ludzie grający w latach 80/90 czekali? Czy wręcz przeciwnie, ta uboga grafa i mechanizm ma maskować po prostu brak pomysłu i umiejętności deva, a że jest moda i ludzie kupią, to jest szansa na większy zysk? Gracie w ogóle w takie gry?

Daaku avatarDaaku: Odrodzenie, czy szmelc? Według mnie – w dzisiejszych czasach to drugie, choć początkowy zamysł był zapewne dużo bliższy opcji pierwszej. O ile się nie mylę, pierwszą grą de facto niezależną, czyli „chłop robi grę i wydaje sobie sam”, był BRAID, nad którym pracował Jonathan Blow. Ot, schludna, dwuwymiarowa platformówka, za to z pomysłem na siebie w postaci możliwości cofania czasu, na czym opierało się wiele łamigłówek i sytuacji. Gra była w swoim czasie ewenementem, bo przecież jak to, bez wydania pudełkowego, pięciu języków do wyboru i haraczu dla wydawcy? Pan Blow pokazał, że faktycznie da się tak tworzyć gry, co spowodowało całą lawinę podobnych projektów, tworzonych przez podobnych jemu pasjonatów.indorym1

…ale czy była to reguła? Niestety nie, ale na ten temat rozpiszę się później, jak już pozostali odpowiedzą na pytanie wstępne. Ja jestem na „szmelc”.

MrokuMroku: O ile początkowo byłem nastawiony pozytywnie do zjawiska, bo parę tytułów było naprawdę przednich (Rogue Legacy, Shovel Knight, Meatboy), tak teraz jestem zdecydowanie na nie. Większość pixeli wypluwanych przez twórców niezależnych, to najzwyklejszy szrot, robiony na odwal. Odnoszę wrażenie, że retro – grafika jest stosowana tylko dlatego, że twórcom nie chce się dłużej nad oprawą posiedzieć albo zwyczajnie przekracza to ich zdolności programistyczne. 2/3 z tych neo-retro gierek to badziew, który w starciu z protoplastami dostaje manto w każdym aspekcie. Rzadko kiedy pojawia się tytuł wart zachodu. Podsumowując – w cholerę z tym!

Czarny IvoCzarny Ivo: Ja tak na początek powiem, że jestem za. Chyba nie znam się na nich, aż tak szeroko jak koledzy powyżej, żeby narzekać, ale produkcje w które grałem bardzo mi się podobały. Czasami nie podoba mi się, że gra tylko udaje, że jest retro, a jakoś czuje się w niej… coś sztucznego i naciąganego. Widać, że ktoś tylko naciąga na starą rozpikselowaną grafikę. W sumie nawet nie mogę tu przytoczyć żadnego tytułu, bo jeśli nawet miałem styczność to pewnie pograłem chwilę i olałem. Ogółem jednak to jest to coś naprawdę pięknego. Fez, Limbo, Shovel Knight, Machinarium to są genialne gry. Jedne z lepszych jakie grałem. Bardzo mnie cieszy, że jest dla takich gier miejsce, że się sprzedają i to zachęca ludzi do kreatywności i tworzenia czegoś ambitniejszego w niekoniecznie oprawie 4k, 60fps, oczojebność 100%. Nasze ukochane 8 i 16 bity odeszły, ale dzięki indie wracają z nowymi możliwościami, bo o ile grafika pozostaje pikselowa, o tyle nowoczesne sprzęty zwiększają ich możliwości w rozgrywce. Wiadomo, że trafiają się gówna, ale gówna były i na NESie i na każdej innej konsoli. Jak na 100 gier indie trafią się chociaż dwie jak te powyżej to jestem za. W ogóle takie Axiom Verge to jest dla mnie jeden z powodów dla których kupiłbym PS4/WiiU. Krótko więc, dla mnie odrodzenie Winkindorym2

avatar makaveliMakaveli: Indorów pełno ostatnio na wszelkich konsolach. Jako że PlayStation Plus stało się teraz płatnym online, a nie platformą do czasowej dostępności do hitów platformy (vide PS+ na platformie PS3), okazuje się, że zamiast wielkich gier z PlayStation 4, gracze co miesiąc dostają… gry indie. Niektóre dobre, niektóre gorsze. Psioczenia nie ma końca, ale czy to naprawdę znajduje jakiekolwiek uzasadnienie? Do niedawna jeszcze, oprócz niesamowicie dobrej ekipy deweloperskiej warunkiem koniecznym stworzenia tytułu „must have” była dodatkowo baza finansowa porównywalna z budżetem małego państwa. Ale czy zawsze wodotryski graficzne, niesamowicie dobrze spisana historia i najlepiej udział w produkcji samego Szpicberga, czy innego Kłentinka muszą być wyznacznikiem dobrego szpila? A może warto jednak pobudzić zmysł artystyczny u odbiorcy poprzez łechtanie go takimi drobnymi bodźcami, jak jakiś widoczek, jakiś piękny ambient, przygrywający w tle, czy też po prostu urzekająca oprawa?

Większość z nowych gier retro (mimo, że wyglądają jak zripowane prosto z kartridża od Genesisa, czy innego Mega Drive) prawdopodobnie potrzebowałaby siły obliczeniowej całej naczepy takich starych konsolek, żeby w ogóle działać poprawnie. Jest to po prostu spowodowane zwyczajnie inną architekturą sprzętową i sposobem pisania kodu takiej produkcji. Nie mniej jednak, zdarzają się pewne gry, które przepisane na jedną z retrokonsol (o jednym z takich tytułów kawałek niżej) hulają, aż miło i, co gorsza – gra się w to dobrze!

Oprawa graficzna gierek stylizowanych na retro (mam tu ciągle na myśli różnego rodzaju przygodowe sidescrollery, bo na to jest od kilku lat boom w zakresie retro-indie) zdecydowanie nie świadczy o jakichś brakach kompetencji ekipy z oddziału oprawy graficznej w HQ dewelopera. Mało tego – uważam, że ręczne naszkicowanie jednego z teł w tego typu grach świadczy o prawdziwym kunszcie artystycznym grafika lokacji. Bo przecież Himalajami deweloperki zdecydowanie nie jest wymodelowanie z kloców infrastruktury 3D i nałożenie na nią tekstur wysokiej jakości, najczęściej z przetworzonych zdjęć wykonanych aparatem cyfrowym…indorym3

Co do gier indie – nie gram. Nie mam zazwyczaj czasu na sprawdzanie tego typu gier, bo większość z nich wychodzi w formie cyfrowej dystrybucji na konsolach nowej generacji. Ja lubię mieć pudło na półce. Takie zboczenie z przeszłości. Grałem natomiast w pewną grę, która jakiś rok, albo dwa po premierze na platformie Steam została, dzięki udostępnieniu kodu źródłowego, przeportowana na konsolę… Sega Dreamcast. W skali 1:1. Koleżkom z ekipy udało się nawet przeportować w pełni działające… achievementy ze Steamowskiej wersji. A mowa tutaj o… Völgarr The Viking! Gra jest rewelacyjna. Jest to typowy sidescroller o nieludzkim, powtarzam – nie-ludz-kim poziomie trudności. Zabija nas wszystko, często to, czego nawet nie widać, bo jest poza kadrem. Gra się w to mega przyjemnie, a na poczciwym makarunie działa to, jak marzenie. I, co lepsze – stoi to na licencji freeware! Dla zainteresowanych – pobierać, wypalać i testować! Warto!

Daaku avatarDaaku: A jaki ja mam stosunek do gier indie? Jeżeli są to po prostu kolejne platformówki oparte przeważnie o tylko jedną mechanikę (np. cofanie czasu, przejścia między „wymiarami”, odwracanie grawitacji, manipulowanie ładunkami elektrycznymi +/-, rysowanie ścieżek itd. itp.), to już na wstępie mam je serdecznie gdzieś. Za starych, dobrych czasów SNESa platformówkom nie trzeba była takich ani innych udziwnień, aby masowo kraść serca graczy klimatem, zbalansowanym poziomem trudności czy ustawicznie odblokowanymi możliwościami. Dzisiaj takich Limbo, Rochardów, FEZów, Nihilumbr i Super Meat Boyów jest całe mnóstwo, ale pod względem płynących z gry doświadczeń jest to w zasadzie zawsze to samo żarcie, ale w innym opakowaniu…indorym6

Bardzo lubię za to te indyki, których przedpotopowa oprawa okazuje się tylko środkiem stylistycznym służącym do pokazania graczowi czegoś nowego. Wzorująca się na Minecrafcie Terraria oraz liczni naśladowcy udowodnili, że budownictwo może być naprawdę uzależniające. Dość przehajpowany, ale ciekawy Undertale otworzył graczy na fenomen mało znanej erpegowej serii EarthBound. The Binding of Isaac rozpowszechnił dość zapomniane roguelike’i. A to i tak nie koniec wyliczanki sprawiającej, że na mojej Vicie, pomimo masy gier AAA oraz pudełkowych erpegów, zawsze znajdzie się miejsce na kilka mniejszych tytułów. A nuż ciekawie mnie one zaskoczą?

RetroBorsukRetroBorsuk: Jak najbardziej, nie tylko szansa – ale dla mnie wręcz błogosławieństwo! Wiem, że jestem troszku zjebany, ale dla mnie najlepszą rzeczą jaka spotkała PS4/PS3 i XONE/X360 – to właśnie indyki! Wiele świetnych i zapomnianych gatunków dzięki dystrybucji cyfrowej wróciło do łask i z łezką w oku przypominają starszym graczom ich młodość. Do tego dochodzi mnóstwo naprawdę nowatorskich pomysłów w świecie gier niezależnych, takie artystyczne hity jak FEZ, czy Journey. Oczywiście trafiają się kozaki jak i badziewiaki.

Ja dzielę RETROINDYKI na następujące kategorie:

RETROSTYLIZOWANE OPRAWĄ

(w przypadku gameplayu to jest różnie – niektóre opierają się na staroszkolnej rozgrywce: BroForce, MeatBoy, Axiom Verge (świetny klon Super Metroida) inne wprowadzają wiele nowych rozwiązań: FEZ, czy Super Time Force (wiem cofanie czasu już było, ale w run’n gun?) albo Mercenary Kings – multiplayerowy run’n’gun połączony z action rpg (zbieranie składników, tworzenie broni, questy…), trójwymiarowy dziwny i mierny Proteus, fachowy twin stick shooter połączony z rogalikiem rpg – Bind of Isaac: Rebirth. I wiele innych świetnych, czy kiepskich ROZPIKSELIZOWANYCH HITÓWindorym5

RETROSTYLIZOWANE GAMEPLAYOWO

czyli wszystkie te gatunki o których zapomniała branża na nowych konsolach, a które nie umarły i dzięki indykom mają się świetnie! Z zachowaniem gameplayu z przeszłości, ale w dzisiejszej oprawie (i nie mówię tutaj trójwymiarze) tylko o klasycznych grywalnościowo tytułach.

Marzy Wam się świetny nowy Arkanoid? Polecam SHATTER na PS3. Kapitalna metroidvania w nowej oprawie? Proszę bardzo Dust Elysian Tail czy Insanely Twisted Shadow Planet albo Aquaria. Klasyczna wariacja na temat TurricanaA.R.E.S, inne run n guny? Guns, Gore & Canolli. Shmupy – od cholery plus w Japonii wychodzą cały czas dalsze Dodonpachi, Raideny, Dariusy Bursty. Chodzone strzelanki z widokiem z góry? Świetne są Dead Nation, HellDivers czy najnowszy kapitalny hicior od amigowych mistrzów Housemarque – ALIENATION. A może stęsknieni za chodzonymi mordobiciami? Castle Crashers, Charlie Murder i wile innych. Logiczne gry, które już dawno istnieją głównie na tabletach i fonach, a kiedyś były podstawą 8 i 16 bitowego gamingu? Bejeweled 3, Peggle, nowe Tetrisy… Platformerów 2D od mrowia – urzekający Ori czy kooperacyjny i pomysłowy Chariot lub Black Knight Sword średnia wariacja na temat Ghosts’n Goblins, albo połaczenie platformera z rpg – Child of Light

indorym7NO I REMAKI

nieraz udane nieraz nie. Fajny i zbliżony grywalnościowo do oryginału nowy Gauntlet na PS4, powrót amigowego Panga w Pang Adventures, Bubble Bobble jako Neo Bubble Bobble czy kapitalny remake Oddworld’a. Boulder Dash w nowej edycji z możliwością zmiany grafiki, podobnie R-Type – dodatkowo z możliwością zmiany grafiki z retro na neo w trakcie rozgrywki. Tu także jest tego od przysłowiowego zajebania!

Jak w każdym gatunku – wśród tych wszystkich retroindyków – są pozycje zarówno dobre, mierne jak i wybitne. Tylko trzeba odsiać ziarna od plew. Skoro mam zakupionych cyfrowo w cholerę takich tytułów to powoli je ogrywam.

Pozwolicie, że nieraz rzucę szybkim przeglądem paru fajnych nowych małych gierek retroinspirujacych się przeszłością na Retro Na Gazie. Czy to gameplayowo, czy graficznie. Spodziewajcie się niecyklicznie (zresztą co u mnie jest cyklicznie? hehe) zaproszenia na moją skromną INDYCZĄ RETRO FERMĘ!

Aha – nie wyobrażam sobie, aby ktoś mieniący się RETROMANIAKIEM i wychowany na starych 8 i 16 bitowych sprzętach nie cieszył się z takiego zalewu nowych gier w klimatach ze swojej młodości. Oczywiście wielbiciele super hiper grafy wieszają na indorach psy. Ale ja psy kocham bardziej od wieeelu ludzi…

RepipRepip: Ja na wstępie muszę się przyznać, że niewiele w takie gry gram, ale głównie dlatego, że nie mam nowych konsol, a nie dlatego, że nimi gardzę czy coś. Ivo mi przypomniał o tym jak powstały z zmarłych point n click! Bardzo intryguje mnie Machinarium, kupiłem sobie Deponię, a przeszedłem The Book of Unwritten Tales, która teraz chyba doczekała się kontynuacji. Ostatnio w biedrze widziałem nowego Boulder Dasha za dyszkę – musiałem kupić, nie wiem jeszcze jak się sprawdza w praniu, ale skubańce chwycili mnie za moje serce z pikseli. Borsuk wyposażył mnie też w wspomnianego przez Maka Völgarr The Viking! na DC. Szczerze mówiąc chciałem go tu zjebać bo mi się kompletnie nie podobał, ale skoro Mak mówi że dobry, to zagram kiedyś jeszcze. Przypomniał mi się jeszcze DeathSpank, łooo ludzie jaki fajny szpil, pełen humoru, pastiszu klon Diablo na wesoło. A ten nowy Abe to uuu chciałbym pograć.indorym4

Podejrzewam, że z indykami jest jak z wszystkim – na jednego hiciora przypadają trzy crapy, sztuka polega na tym bym nie grać w te drugie. Bo jak jakiś łamaga ma biznesplan i zebrał kase na portalu crowdfunding’owym to nie znaczy od razu, że gra będzie dobra bo robiona przez samotnego pasjonata. Grafika „retro” może być dla niego ostatnią deską ratunku, inna sprawa, że z pixelartem to co on robi nie ma to nic wspólnego. Z drugiej strony jest to szansa na zrobienie takich gier jak staroszkolne izometryczne rpg, czy wspomniane wcześniej point n click, gdzie wydawca pokręci nosem, bo mało dochodowe, a moda na indie sprawi, że jednak trafią do obiegu należycie dopieszczone.

Dobra ziewa mi się czas kończyć. Mak jako nowy płaci frycowe i rozwozi wszystkich do domu. Nara

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox