Magiel | Nasze ulubione świąteczne i zimowe poziomy w grach

Hoł hoł hoł, witamy w świąteczno-zimowym wpisie po świętach w zimie niemal bez śniegu, jest przewrotnie, ale co tam!

Jak to w naszym maglu, będziem gawędzić do kotleta o tym co nas boli i zachwyca, a tym razem wyskakujemy z naszymi ulubionymi poziomami świąteczno-zimowymi. Niemal każda seria gier prędzej czy później musi zahaczyć o zimową scenerię, przeważnie jest to bardzo wdzięczny temat. A jeśli zrobimy z tego jeszcze świąteczny bonus? No to może być ciekawie, o czym nie omieszkamy wspomnieć, do odpowiedzi pierwszy podejdzie…

LukegaX: no trochę było fajowych zimowych mapek w grach – od kultowego śnieżnego poziomu co się zrzucało pingwina w Super Mario 64, po kultową Canadę w Tony Hawku 3 po śnieżne poziomy w Sonicach. Jeżeli chodzi o zimowo świąteczne motywy do definitywnie Jazz Jackrabbit: Holiday Hare, Santa Claus in Trouble, Pen Pen Xmas Olympics, Mega Man Christmas Carol 1 – 3, Elf Elfonsinio 2, Harols hils, no i Happyland X-mas Edition a no i Freezeezy Peak z Banjo-Kazooie

KSH: Moja pierwsza gra z zimą to była Contra na bank, ale która ulubiona? Hmm… chciałbym od siebie dodać coś z zimowych etapów, które bardzo mile wspominam. Jako urodzony w lutym zima towarzyszy mi od początku mojego życia. I coś w tym jest, bo uwielbiam tę porę roku najbardziej ze wszystkich. Nie znoszę gorąca i lata, tylko granie podczas zimy sprawia mi najwięcej frajdy.

Sonic the Hedgehog 3 – Ice Cap Zone rozwala od samego wejścia w etap. Muzyka idealnie wpasowuje się w tą zimową atmosferę, uwielbiam ją do dziś. Jeśli zaś chodzi o sam etap to był mój pierwszy zjazd na snowboardzie w jakiejkolwiek grze nie tylko na Segę, pamiętam jakie to na mnie zrobiło pozytywne wrażenie. Wcześniej Jeż nie wyczyniał takich rzeczy w żadnej innej części. Pamiętam rozwalanie tak zwanych Pinguinatorów, chronienie się przed zamrażaczami. To wszystko sprawia, że owa sfera jest czymś w rodzaju mechanicznego post-apo; klimatem rodem z planety Neptuna. Dla mnie to najbardziej atmosferyczne etapy w Sonicu obok Hydrocity Zone i Marble Garden Zone.
Niebieski Jeż na desce? Ale czad!
W The Smurfs grałem nie tak dawno na Sedze Megadrive. Jest jeden etap gdzie zjeżdżasz na sankach ze szczytu góry nieopodal zamku Gargamela. Przy zjeździe goni Cie Yeti na desce, trzeba wówczas bardzo uważać, żeby nas nie dosięgnął! W ogóle to jakiś szalony wymysł twórców. Jest to jeden z paru etapów specjalnych, gdzie trzeba wykazać się niebywałą umiejętnością uników. Przy tym należy pilnować się ze skoczniami, dzięki którym można przeskoczyć ponad zamarzniętą rzekę. Dobry i trudny ten etap.
Alpine Ski był dla mnie tak zajebisty na arcade, że gdy uczyłem się jeździć na nartach i zjeżdżałem z Chopoka na Słowacji to w mózgu leciała mi muzyczka zapętlona z Alpine Ski! Jarałem się tą grą, nawet próbowałem ją kiedyś zrobić na nowo w programie do tworzenia gier: The Games Factory. Zainspirowany zrobiłem mini gierkę o kolesiu zjeżdżającym na nartach, która niestety nie przetrwała na dysku. Była dokładnie na podobnej zasadzie, tylko bez punktacji, ale w tym samym rzucie izometrycznym. Sam Alpine Ski to bardzo udana pozycja na arcade, polecam jeśli ktoś w to jeszcze nie grał.

Prezesowa: Gry typowo o zimie pewnie nie (jakoś Frostpunk odrzuca mnie klimatem). Pierwsze, co przychodzi mi do głowy to zimowe levele z trylogii Crash, w tym ujeżdżanie miśka, w CTR też trafiały się takie scenerie. Jak się mocniej zastanowię, coś jeszcze dodam

Repip: Crash świąteczny był super, zawsze podobały mi się te lodowe klimaty w nim, w CTR ten moment jak wielki niedźwiedź w lodzie na nas patrzy i nie wiadomo kiedy wyskoczy by nas pożreć albo ten typowo crashowy szelmowski uśmiech zanim „zmiśkował miśka” w Crash 2 i go potem ujeżdżał. Biedny Polar w Warp Roomie potem robił za stojak, skakanie po nim dawało jabłka ;). Jednak z platformerów najbardziej wspominam Gex 3 Deep Cover Gecko – pierwsza plansza w Holiday Broadcasting gdzie bossem jest Santa Claws: lekko skacowany z czerwonymi oczami burczy coś pod nosem i rzuca w nas wybuchowymi worami ;]

crash bandicoot 2 psx

flaberobaderous : Nigdy nie lubiłem plansz zimowych – szaro buro bez polotu i ta cholerna ślizgawka, ale z muzyki zdecydowanie ta z Croca jest warta polecenia:

Borsuk: Najlepsze plansze zimowe były w Rune na PC i juch! Wiking, śnieg po pachy, lodowe pałace, i jebitny topór w głowie górskiego trolla. Przebijcie to!

zima z odcieniem czerwieni… w Rune nie ma lekko

KSH: Faktycznie Rune też był super! Uwielbiałem potem grać przez LAN z kuzynem. Najlepsze było schowanie się za ścianą – czekanie – dekapitacja gracza

LukegaX: o ja cie, no przecież całkiem zapomniałem o prześwietnym Rune, którego ograłem na początku roku – nie dość że świetny to szpil 10/10 to jeszcze ma równie dobre zimowe poziomy

repip: Jak tak w klimacie wiking-zima-PC jesteśmy to przypomniał mi się dodatek do Morrowinda BloodMoon. Po setkach godzin spędzonych z podstawką + tribunal nadszedł czas by zwiedzić zimową wyspę! Jak ja się wtedy tym jarałem, moja karta grafiki skwierczała gdy zamieć śnieżna mnie w podróży lewitacją zastała, lepiej było pod wodą podróżować hehe. Pamiętam super klimat nordycki + wilkołaki, było świetnie.

Sikor: Ja ze swojej strony dodam, że wszystko zależy od tego, jak spojrzymy na święta. Czy na śnieg, czy też na inne okoliczności przyrody, na przykład postać świętego Mikołaja czy innego dziadka Mroza… Tudzież zakupy świąteczne? Ja właśnie spróbuję od tej strony. Już jako dziecko urzekła mnie pewna niszowa produkcja firmy Creative Sparks (czy jak to się tam nazywa). Dlaczego niszowa? No cóż, spójrzcie sami (wersja Atari):

Tu wersja na C64 oraz  ZX Spectrum. Ani grafika nie powala, ani rozgrywka, ale… Darzę tę grę wyjątkowym sentymentem. Oczywiście jak większość gier z okresu trafiła do mnie na jednej z kaset w normalu. Któż nie chciałby się stać w młodości Mikołajem roznoszącym prezenty? A rozgrywka jest zróżnicowana, wbrew pozorom: najpierw musimy pozbierać spadające z nieba prezenty (uwaga na fałszywki), potem wylądować na dachu, przedostać się przez komin (ach, ten parzący dym) i pozostawić prezent pod choinką, ale uwaga – nie mogą nas zobaczyć wszędobylskie dzieciaki! Potem jeszcze dalszy lot i wrzucanie prezentów przez komin… Gdy nam się uda – HURRA! Gramy dalej, ale poziom trudności rośnie. Powiem szczerze, jak porównałem sobie filmiki na YT, to stwierdziłem – że mimo prostoty – grałem chyba w najlepszą wersję (oczywiście tę na Atari). Z dzisiejszego punktu widzenia gra nie jest oszałamiająca, ale ma w sobie to coś, że jako dziecko chciało się do niej wracać.

Czy były inne gry o tematyce świątecznej? Oczywiście, ale ich tytuły jakoś nie zapadły mi tak w pamięć. Z ostatnich lat kojarzę coś o lizaczkach i innych słodyczach (cholernie kolorowa), ale nie mogę sobie w tej chwili przypomnieć tytułu. Była też tekstówka: Christmas Eve, ale mój „ingrisz” jest za słaby, aby dobrze grać w gry „english”, choć w sumie taką gierkę po polsku można by popełnić… Oczywiście, nie byłbym sobą, aby nie wspomnieć o Atari 2600. Jest tam bardzo fajna pozycja bodajże z 2010 roku: Stella Stocking.

Tak tylko wspomnę, dla niewtajemniczonych, że Stella to nazwa kodowa A2600, stąd taka nazwa emulatora. Zawiera ona (gra, nie emulator) kilka mniejszych gierek w sobie, część całkiem przyjemnych. Ciekawostką jest fakt, że gra „Stay Frosty” doczekała się drugiej, bardziej rozbudowanej części. Swoją drogą – na Atari 2600, jest sporo gier o tematyce świątecznej. Na przykład nigdy bym nie przypuszczał, że gruby Mikołaj może tak zasuwać jak w Reindeer Rescue. 

Borsuk: Ostatnio jak grałem w Metal Sluga do Bingo 3 to przypomniał mi on o jednym z najlepszych zimowych etapie. Trzecia plansza, najpierw wspinamy się do góry po ośnieżonych szczytach, unikamy wielkich toczących się kul śniegu i naparzamy ze spluwy, Walka z kapitanem, a później śmigamy w prawo, gdzie czeka nas spotkanie ze świetnym bossem – mobilnym działem z laserem po środku. Jejciu, jak ten etap jest dobrze przemyślany, jest tu nawet podnoszenie wrót poprzez strzały w przycisk, wszystko na swoim miejscu i nieprzekombinowane jak w nowszych częściach Metalowego Ślimaka. Ten etap to majstersztyk level designu, zróżnicowany fest, a zarazem łatwy do oponowania.

Z zimowych etapów to trzeba napisać tutaj o fajnej platformówce Fire & Ice na Amidze, w której to niebieskim kojotem skakaliśmy po platformach i strzelaliśmy (rzucaliśmy) śnieżkami w przeciwników. Gra naprawdę bardzo dobra, chociaż właśnie przez ten zimowy etap nie wszyscy ją docenili odpowiednio. Nie jest tu łatwo, postać się ślizga i zakładam, że wielu amigowców widziało tylko ten etap w tej fajowej grze. Kolejny podwodny bodajże to także nie jest plansza, od której chcielibyśmy zaczynać przygodę w dobrym tytule. Ktoś to źle zaplanował. W pierwszym etapie wiadomo obecne są różnego rodzaju pingwiny, bałwany czy nawet narciarze, których trzeba zamrażać śnieżkami i rozbijać na kawałeczki. Fajne jest to, że jeżeli narciarza zamrozimy w trakcie jazdy to po wyskoczeniu ze skoczni rozbija się ona o podłoże. Małysz nie byłby dumny!

Zimowe etapy to wyznacznik Lemmingów, szczególnie w świątecznych, specjalnych częściach tej serii Xmas Lemmings, czy jak tam się zwały. Podobnie każdy wyścig nie obejdzie się bez zimowych tras, szczególnie wszelkie rajdy. Nie dość, że dupa nam się ślizga na lodzie i śniegu, to jeszcze przeciwnikom to nie doskwiera. Trzeba jednak przyznać, że przeważnie etapy zimowe w racerach należą do najładniejszych. Ach te chojny spowite śniegiem.

Teraz mi się przypomniało, nie z retro beczki, że bardzo przyjemnie się zaskoczyłem, gdy w Gears of War 5 zobaczyłem śnieżne etapy, w sumie po raz pierwszy w tej grze i to była uczta dla oka. Zdecydowanie to najbardziej świeże plansze w całej serii i nawet w zwykłym Full HD wypalały urodą gałki oczne. Kapitalnie śmigało się saniami z latawcem po zamarzniętym jeziorze, jeździło na tyłku z ośnieżonych stoków, czy walczyło z hordą szarańczy przed wielkim zimowym zamkiem, znowu na zamarzniętym jeziorze! A miało to swoje zalety! Wielki boomer podąża za tobą po kruchym lodzie, to granat mu pod nogi i kolega uczy się pływać. Z jednej strony ta zadyma to był mój koszmar na poziomie trudności hardkor (ileż ja tam ponawiałem prób!), z drugiej przepiękny krajobraz plus wykorzystanie zamarzniętej tafli jeziora jako sprzymierzeńca w walce dawało frajdy! A wrzucę może poniżej jakiś filmik z tej zacnej rozpierduchy! A może to była kopalnia, nie zamek, tak kopalnia raczej. Zresztą nieważne, zimowe etapy to było najlepsze co mogło przytrafić się nowym Gearsom. A pustynia w kolejnych rozdziałach? Dajcie spokój, nudno tam i pusto, jak to na pustyni…

Tu znajdziecie jazdę na saniach i wspomnianą jatkę na zamarzniętym jeziorze

KSH: Z nowszych gier mogę wspomnieć jeszcze o Mario & Sonic at the Olympic Winter Games na konsolę Nintendo Wii. Była to moja pierwsza gra odpalona na mojej konsolce. Dlaczego? Wówczas byłem zajarany razem z narzeczoną na przechodzenie Mario & Sonic at the Olympic Games na Nintendo DSa. Spodobało nam się to do tego stopnia, że zacząłem rozważać nad kupnem konsolki Wii, która już wtedy staniała niesamowicie. Kupiłem zatem konsolkę używaną, którą mam do teraz i śmiga jak diabli. Wracając do tej części, jest całkiem sympatyczna. Może nie jest tak dopracowana, jak następca Mario & Sonic at the London 2012 Olympic Games, ale grało się i tak fajnie. Dużo konkurencji zimowych oraz wymyślnych. Klimat spoko, a zarówno Jeż jak i Hydraulik pasowali do tych zimowych igrzysk. Szczególnie cieszył zjazd na snowboardzie, bobsleju, czy też łyżwiarstwo figurowe, curling. Dobra gra dla lubiących sportowe mini-gierki. Polecana przeze mnie tylko na tryb multiplayer.

Borsuk: Wracając do retro, a raczej znowu do Amigi to pamiętam początek Jamesa Ponda II, który też był cały zimowy! Główna plansza, z wyborem późniejszych etapów to uroczy zamek, który owiewał śnieg. No i miła odmiana dla samego Jamesa Ponda, który z niezłej, lecz nużącej podwodnej platformówki awansował na kolorową i naprawdę dobrą grę dla dzieciaków. Pełna bonusów i innych znajdziek, z ciekawym motywem wydłużania naszego herosa. Na Amidze pamiętam TransArcticę, czyli „symulator” zimowego pociągu połączony z grą action adventure od ówczesnych mistrzów ze Silmarils. Nie przeszedłem, ale klimacik miało to zacny!

A moje kochane Atari? Pamiętam dobrze jak z kuzynem Gałasem szarpaliśmy w Polar Pierre, czyli jednoekranowego platformera z możliwością kooperacji autorstwa Rona Rosena (Mr. Robot, Nuclear Nick). Podnieś wszystkie flagi i udaj się do wyjścia, unikaj przerębli, piorunów, przeszkadzajek, skacz i ślizgaj się na brzuchu po lodzie, gdyż wszystkie etapy były tu zimowe. Kiedyś ta gra wydawała mi się fajna, ale dzisiaj jest mocno nieczytelna i w sumie gorsza od flagowych hitów Rona Rosena. Uwaga zawiera też edytor poziomów, co cieszy. Kiedyś hit, dzisiaj średniak., ale zima jest pełną gębą! Gra wyszła także na C64 i tam jest mocno podobna.

Zakończmy temat śniegu w grach wideo moimi ulubionymi automatami arcade. Najlepsze zimą są bałwany, śnieżki, rum do rozgrzania oraz oczywiście braciaki! Jakie rukwa braciaki? Śnieżne Brosy od Toaplanu, które zagościły tez na NESie i 16-bitowych konsolach plus nieoficjalnie na Amidze. To gra z gatunku jednoekranowych platformerów, w których trzeba zniszczyć wszystkich wrogów poprzez rzucanie w nich śnieżkami i toczenie wielkich kul. Fajowe to to w kooperacji i podobne w mechanice i grywalności do mojego ulubionego Tumple Pop, które ogrywaliśmy z Cerem i Larkiem w jednym z odcinków Gramy na Gazie. Ta miodna produkcja doczekała się wielu sequeli, a poniżej możecie zobaczyć ewolucję całej serii. Kiedyś się za nią wezmę na poważnie! Fajny szpil.

Pamiętam jeszcze przyjemne dla oka, wręcz urzekające etapy zimowe w takich hiciorach na Przyjaciółkę jak: Project X (drugi etap, przepiękny i kurewsko trudny!), Cannon Fodder (zdecydowanie najładniejsze plansze plus nasza brygada ślizgała się po lodzie), All Terrain Racing (najpiękniejsze ever chojny pokryte śniegiem w racerze z widokiem z góry), PowerDrive (w tej ścigałce trasy zimowe lekko wkurzały stopniem trudności), a jeszcze śnieg występował w Lotusach, Venus the Flytrap, czy fajowym Chuck Rock II. Zauważyłem pewną prawidłowość w przypadku gier 16 bitowych. Etapy zimowe / śnieżne / lodowe to przeważnie były najładniejsze plansze! W odróżnieniu od pustawych, nudnawych i brzydkich pustynnych leveli…

wspominany przeze mnie etap 2 z Project X, którego przechodziło tylko 10% amigowców… Przepiękny, zważywszy, że to tylko A500 z 1MB RAMU.

A jeszcze do temtu 8-bitowych gier wrócę, bo nie wiem, czy Sikor zdążył napomknąć. Larek ostro napierniczył mi balkoników pod oczami za pomocą śnieżek w trakcie rozgrywki w Spy vs Spy III, które jest całe zimowe! Igła, niedźwiedzie, ogrzewanie się ogniem, wycinanie przerębli w lodzie, poszukiwanie wielkiej rakiety z głowicą jądrowa i oczywiście pojedynki na śnieżki – to jest to co szpiedzy lubią najbardziej. Powiem tak – to chyba najlepsza i najbardziej jajcarska część z serii, najbardziej grywalna i najbardziej przemyślana. A poniżej możecie zobaczyć jak larek załatwia Borsuka na amen!

Wojt: Za oknem biało, śniegu po pachy, sanki, górki, narty, wieczna zmarzlina… a nie… to już nie te czasy. Dawno już tak nie było. Pamiętam te czasy jak było się młodym i się w śniegu bawiło w ogromnych ilościach. I święta były całkiem inne wtedy. Pochodzę z gór, gdzie śniegowy puch zawsze nam sprzyjał. Byłem w stanie z dachu mojego domu zejść bez zeskakiwania do zaspy śnieżnej po tym jak odśnieżałem ten dach. Ach cóż to były za super czasy. No i gry wtedy były świąteczne też, a jakże. Może nie wszystkie świąteczne, ale śnieżne. No… jak tylko prądu nie wyłączyli… bo często wyłączali. I człowiek czasu miał furę – tyle co śniegu za oknem. Bo co było robić. Jak tyle śniegu, że nawet nie dało się czasem z domu wyjść do czasu aż nie odkopali i odśnieżyli nas. Może nie będzie chronologicznie i będzie bez żadnego ładu i składu, ale jakieś tam gry się przez ten czas przewinęły, które śniegowo świątecznie się odznaczyły. Na początek – mało świątecznie, choć to okres taki, że i właśnie ten sport zimowy w dość zaawansowanej formie był – a i czasem jakaś choinka się w tej grze pojawiła. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o człowieku z ościennej do mojej wioski Wisły – Małyszu. Któż nie grał w Małysza? Czyli Deluxe Ski Jump? Któż nie przenosił emocji sprzed telewizora na ekran komputera i sterowaną myszką postać skoczka? No to poskaczmy sobie:

Na Commodore 64 i Amidze brałem też udział w zimowych sportach, które też często kojarzyły mi się ze świętami, bo w tym okresie (i po świętach) najwięcej w TV dawali sportów zimowych. Zatem i na komputerze próbowałem swoich sił w zimowych „grach” w Winter Games. Choć nie powiem, że wolałem sobie pośmigać na prawdziwym stoku na nartach. Nie wszystkie dyscypliny pasowały mi tak samo, chyba najmniej lubiłem jazdę figurową, ale był śnieg i była zima :)

Potem (albo przedtem – zależy jak patrzeć i w jakim miejscu tekstu repip nam to wsadzi) pojawiły się Lemmingi (chyba potem, ale przedtem wspomniał o nich Borsuk – repip;). Te małe stworki spacerowały po różnych krainach, więc w śnieg się też zapuściły. W drugiej odsłonie – Lemmings 2 Tribes, pojawił się już etap śnieżno-świąteczny. Mieliśmy zatem bałwanki i choinki. Ale prawdzimy wystrzał świątecznych lemingów pojawił się w Holiday Lemmings – tu już cała gra była w tematyce świąt, a nasze miłe stworki paradowały sobie w czerwonych ubrankach Świętego Mikołaja. Kto nie lubił tych pociesznych małych postaci? I tego ich „Oh no” kiedy detonowaliśmy je? Wiecie, że jak poszło w czy-de to już mnie nie kręciło, więc nie wiem czy później też doładowali jakieś śnieżne levele.

Jeśli jesteśmy przy małych zwierzątkach, to nie może zabraknąć też robali. Kto nie grał w robale niech pierwszy przysypie się kupką śniegu. Ta gra gościła u nas na wszystkich platformach począwszy od Amigi. Team 17 stworzyło bardzo dobrą markę w postaci Worms, więc nie należy się dziwić, że nasze stwory walczyły między sobą w różnych lokacjach – czy to powstałych już w studio developera, czy to przygotowanych przez fanów tejże gry. W pierwszych częściach widzieliśmy zatem poziom z bałwankiem.

W późniejszej odsłonie – Worms reloaded – dostaliśmy też poziom zimowo-świąteczny. Może kojarzycie jeszcze jakieś inne poziomy ze śniegiem z udziałem tych wesołych robali? Jeśli jesteśmy w rejonie małych postaci, to nie można nie wspomnieć o kultowej grze Sensible Software – mianowicie Cannon Fodder. W pierwszej części mieliśmy kilka etapów zimowych, w których nasi wierni żołnierze zasuwali i rozprawiali się z przeciwnikami, nawet jeżdżąc w zimowych pojazdach (szkoda, że nie dostali do przemieszczania się sań Mikołaja :)). Póżniej pojawiła się specjalna edycja śiąteczna – nie była to pełnoprawna gra, ale taka świąteczna karta pocztowa od Sensible Software – połączenie Cannon Fodder i Sensible Soccer – pod tytułem Cannon Soccer.

repip: łooo ludzie! Zostawiłem ich na chwilę i mi się rozkręcili! Magiel pęka w szwach, a ja mam to teraz edytować? Nic to i tak jeszcze dorzucę swoje 3 grosze, jako że temat zdominowany przez 8 i 16 bit (a co to niby ma być? Jakaś  strona o retro czy co?;) to poopowiadam o czymś nowszym. Pierwsze co mi przyszło do głowy to oczywiście snowboardy, ja gram sporo w takie gry toteż zimę mam cały rok, i to taką prawdziwą, gdzie jest śnieg ;). Przypomniał mi się 1080 Avalanche i fenomenalnie zrealizowane ucieczki przed lawinami, Amped i niewyobrażalnie przytłaczający przestrzenią etap Altibahn, ale chyba nie zdziwię nikogo jak opiszę o SSX3. Tu góra jest bohaterem, doskonale skonstruowane ścieżki przeszywające 3 szczyty, mamy to 30 rodzajów śniegu (bez kitu) zmienne warunki pogodowe, szaleństwo żywiołów, opowie wam o tym DJ Atomika:

Tak jak Borsuk pisał zimowe etapy w rajdówkach są super, zawsze uwielbiałem rajd Szwecji we wszelakich WRC, Norwegia w najnowszym DIRT5 też daje radę! Chciałbym jednak z innej beczki, Donkey Kong Country: Tropical Freeze na WiiU i Switch mają wiele mroźnych leveli do zaoferowania, jest jednak jeden którego szczególnie lubię ze względu na stylistykę (nawiązuje do podobnych poziomów w DKC Returns)

To tyle, dziękuję wszystkim za kolejnego magla, publikujemy po świętach bo jednak są rzeczy ważne i ważniejsze i święta spędziliśmy bez RnG ;). Coś jest w tych zimowych poziomach w grach, moim zdaniem zawsze są to jedne z najlepszych w danej grze, cudownie się prezentują na każdej epoce. A teraz wybaczcie, wracam na stok grać w Amped 2 ;)

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox