Mega Recenzja | Final Fantasy IX (PSX)

Dziś opowiem wam bajkę, bajkę o księżniczce, rycerzach i smokach. I choć główny trzon opowieści na to by właśnie wskazywał, nie będzie sztampowo. Pora na baśń jakiej nigdy nie zapomnicie…

Było to w dawnych czasach, gdy nasz Kontynent Mgieł wciąż był wart swej nazwy i rzeczywiście był pokryty mgłą. Mgłą pochodzącą z samego środka ziemi transportowanej przez olbrzymie drzewo życia Lifa Tree. W tych czasach niepokój towarzyszył wszystkim, najczęściej z powodu dzikich bestii szalejących po lasach i górach. To właśnie wszechobecna mgła była przyczyną tego nieobliczalnego zachowania stworów. Piesza droga nie była zatem bezpieczna, ale nauczono się wykorzystywać tą specyficzną materię unoszącą się w powietrzu. Okazało się, że inżynierowie z Lindblum ujarzmili jej ukrytą moc i zmusili ją do napędzania ich powietrznych statków. Otwarły się bramy nowych możliwości: bezpieczne i szybsze podróże, rozwój handlu, a także… sposób prowadzenia wojny.

wielofunkcyjne statki powietrzne zasilane „Mgłą” wynalezione w Lindblum zrewolucjonizowały życie na kontynencie

Jest jedna szczególna powieść o tamtych czasach którą przekazujemy sobie z pokolenia na pokolenie, bo choć jej książkowa wersja zasila każdą bibliotekę w kraju, to najlepiej ją po prostu opowiedzieć lub przedstawić w formie sztuki teatralnej. Ta opowieść to oczywiście Final Fantasy IX. Nazywam się Slitzkin IX i jestem właścicielem fili sieci Mognet, przez którą od pradawnych czasów przechodzą wszystkie korespondencje Moogli na kontynencie. Mój pradziad Slitzkin I Łazik zasłużył się nie tylko w historii poczty, ale również przyszło mu żyć w czasach gdy dzieje się historia FFIX. Jako obserwator podróżujący po całym świecie miał możliwość śledzenia poczynań drużyny przez cały okres tych zdarzeń i po wszystkim spisał tą historię dla potomnych. Początkowo jedynie Moogle miały możliwość jej przeczytania. Mój dziadek Slitzkin VII z Nibelheim udostępnił ją jednak szerszej publiczności, która skazana była do tej pory jedynie na ogólnikowe i encyklopedyczne zapiski z tych czasów. Od tej pory pojawiło się wiele jej adaptacji, a różne formy przekazu prześcigają się w ujarzmieniu jej esencji przy jednoczesnym zadziwieniu coraz to nowymi formami. Jedną z takich form i ja postanowiłem wam dziś opisać.

I have a favor I wish to ask of you… I wish to be kidnapped right away

Czymże jest zatem historia pt. Final Fantasy IX? To barwna gawęda o dziejach w których piekło wojny łączy się z pięknem baśniowych krain, ale nade wszystko jest to opowieść o niezłomności i pogodzie ducha, które tworzą sens życia. A zaczęło się niewinnie… od spektaklu I want to be your canary wystawianego w Alexandrii przez trupę teatralną Tantalus. Podstęp ukryty za tym sławnym dramatem w stylu Szekspira był następujący: podczas odgrywania sztuki, gdy wszystkie oczy zwrócą się w stronę sceny jeden z aktorów (Zidane) miał za zadanie uprowadzić księżniczkę Garnet, problem w tym, że dowódca straży miał na nią baczenie… księżniczki w opałach, zamki i rycerze, tak, to schemat wielu baśni, ale tej długo nie zapomnicie. Tutaj sztuka teatralna odgrywana w murach Alexandrii to jedynie preludium do wielowątkowej przygody, pełnej akcji, zadumy, humoru i tajemniczości wykraczającej poza schematy tradycyjnej kliszy.

dbałość o detale i klimat miejscówek jest godny uznania

IX część odcina się od poprzednich, które były osadzone w futurystycznych czasach, starały się być bardziej mroczne i poważne. IX jest inna właśnie pod tym względem, że wraca do korzeni, do baśni. Jest kolorowa, pełna życia, pełna zróżnicowanych ras, czasem mocno przerysowanych, ale osobliwych. Zachęca do eksploracji, wiele miejscowości i zdarzeń działy się poza główną osią fabularną i czekają na odkrycie na własną rękę. Z jednej strony mamy średniowieczne miasto i zamek Alexandrii, z drugiej steampunkowe i rozbudowane Lindblum, gdzieś na boku stoi fantastyczna Cleyra schowana za parawanem wiecznego tornada pośrodku pustyni, czyniąc z niej miejsce tajemnicze i mistyczne. Opuszczone ruiny dawnych cywilizacji w których wciąż pulsuje silna magia takie jak Oeilvert, czy totalnie odludne osady z niemal sielskim klimatem jak wioska Dali.

To be forgotten is worse than death

Jeśli chodzi o przedstawienie świata to jest on piękny nie tylko za sprawą malowniczych lokacji, on po prostu graficznie jest jednym z najlepiej dopracowanych tytułów na PSX. Pamięta ktoś historię Chrono Cross? Dla mnie to ta sama półka. Piękne, szczegółowe prerenderowane tła z gatunku tych „ale kiedyś Panie to było!” prawie godzina filmów przerywnikowych zrywających papę z dachu, dynamiczna praca kamery z efektownymi najazdami w trakcie walki, zero zacięć, niemal nieodczuwalne wczytywanie co przy tak dużym świecie robi wrażenie. Gdy odtwarzałem tą historię na moim PSOne ten wesoło ją młócił często przy tym rzężąc, ale nigdy się nie zająkiwał czy zawiesił.

obrona Alexandrii, jedna z tych scen której nigdy nie zapomnisz

Jest wiele momentów w tej historii, które zapadną ci w pamięci, będą w niej zalegać już do końca twych dni. Nie żartuję, takie momenty jak obrona Alexandrii, bitwa powietrzna przed Memorią, pojedynki z Black Waltzami, wędrówka Gargantem… nie, nie żartuję, to zostaje w głowie na zawsze. Piękna baśń z rycerzami i księżniczką to zbyt miałkie porównanie w stosunku do tego co otrzymujemy. Wielu pisarzy fantasy odpada w przedbiegach przy tej różnorodności, wielowątkowości i ciągłej chęci parcia wciąż i wciąż dalej. Zwykłe opowiedzenie historii to ok 45 godzin, a więc nie w kij dmuchał, a po napisach końcowych miałem tylko jedno uczucie… chciałem zacząć od nowa i grać dalej, wiedziałem że nadal będę zauroczony. Wysłuchanie historii Final Fantasy IX w całej jej rozciągłości z dodatkowymi scenariuszami to przynajmniej 75 godzin, masa czasu.

A true man never gives up in a fight!

Trzeba było walczyć w tamtych czasach, te różnorodne miejscowości były w końcu zainfekowane lub otoczone mgłą, rzadko zdarzały się oazy spokoju. Walka odbywała się na starych zasadach ATB (Active Time Battle), każdy niczym w partii szachów planował swój ruch po czym oczekiwał ruchu przeciwnika. Była to jednak dynamiczna walka toteż nie było mowy o przerwach i dżentelmeńskich gestach, wymiana uprzejmości żelazem i magią trwała cały czas. Walczyło na raz w drużynie czterech śmiałków, w przednim szeregu oczywiście wojownicy jak rycerz Stainer obkuty żelazem, zwinny złodziejaszek Zidane, płatny zabójca Amarant, czy wojownicza Freya balansująca pomiędzy szeregami, atakująca włócznią jak i używająca smoczych umiejętności. Z tyłu rządził niepodzielnie czarny mag Vivi, jego ofensywne czary zawsze bombardowały przeciwników, wspierała go Eiko i Garnet, ostatni summonerzy z wymarłego rodu. Potrafiły przyzywać pradawne Eidolony, dzięki czemu na ziemię zstąpił Bahamut, Leviatan, czy Ifrit by wgnieść w ziemię wrogów. Summonerki miały także inną zaletę, były białymi magami, mogły zatem skutecznie leczyć, wskrzeszać i chronić resztę. Była/był jeszcze niebieski mag Quina… ale zapiski o „tym” nie pozwalają nam zbyt wiele wyjaśnić, postać ta zostaje zagadką, a to co wiemy wydaje się być niewiarygodne.

ATB + 4 wyspecjalizowane postacie i ograniczone umiejętności dają taktyczny sznyt przy kreowaniu drużyny

Jak widać każdy ze śmiałków miał swoją profesję, co również jest nawiązaniem do tradycji. To nie czasy dla ludzi renesansu gdzie każdy mógł być każdym po odpowiedniej dawce materii lub GF’a. Złodziej kradł, mag czarował, a wojownik przyjmował na klatę najwięcej obrażeń, czyli wszystko po staremu wg. sprawdzonej receptury. Wszystko nabierało dodatkowego rozwarstwienia, gdy zagłębimy się w system rozwoju postaci i ich Umiejętności (Ability). Każda postać miała swój zestaw oraz określony czas gdy je otrzyma, długie stosowanie broni/pancerza z daną umiejętnością powoduje, że ta postać „uczy” się skilla i może już go stosować bez pomocy rynsztunku. Tu jednak dalej się rozwija taktyka budowania drużyny. Umiejętności aktywne nie są nieskończone, każda wymaga odpowiedniej liczby Ability Points, więc czasem trzeba z czegoś zrezygnować na rzecz czegoś innego. I tak wojownicy chętnie korzystają z Auto-Haste, dzięki czemu mają na stałe przyśpieszenie ruchów, Vivi z kolei może mieć Return Magic, po czym odda przeciwnikowi poza swoją kolejką każdym czarem którym sam dostanie. Możliwości jest mnóstwo, czasem trzeba je zmienić specjalnie w jakiejś lokacji, by dostosować się do przeciwników (np. uodpornić się na jakiś perfidny status).

ryzykować w tym momencie nie warto, ale zapamiętać to miejsce trzeba by za chwilę wrócić na Grand Dragony

Te wszystkie niuanse powodowały, że mamy wiele możliwości budowy drużyny, każdy może opowiadać tą historię i jednocześnie opowiadać ją inaczej. Lubujący siłowe rozwiązania mogą iść ofensywnym wariantem np. Zidane-Steiner-Vivi-Freya. Bardziej asekuracyjni i nie lubiący expić dodają do swej drużyny białego maga by mógł ratować w razie potrzeby. Poziom trudności jest mocno wyważony i przy dobrym doborze taktyki nie powinien sprawiać żadnych trudności. Są też możliwości podbudowania swych wojowników na duchu dla bardziej otrzaskanych w tej historii. Opowiadam często o wariancie w którym już na pierwszych etapach wędrówki nasi bohaterowie udają się na łowy na smoki (Grand Dragon). Trudne to zadanie, bo wymaga szeregu przygotowań i szczęścia, ale szybko można zyskać bardzo dużo, toteż dla ludzi opowiadającymi wielokrotnie tą historię jest to obowiązkowy scenariusz.

Vivi w transie sieje spustoszenie w szeregach wroga czarną magią

Jedyny aspekt walki jaki jest dyskusyjny to Trance, jest to specjalna forma postaci w którą się zmienia po otrzymaniu zbyt wielkiej ilości obrażeń. We wcześniejszych Finalach, np. VII gdzie zwano to „Limitami” można było taki atak zostawić i zużyć na trudniejszym przeciwniku. W FFIX Trance odpala się automatycznie po napełnieniu wskaźnika przez co czasem jest „zużyty” na przypadkowym przeciwniku, który nie jest w ogóle wymagający, a boss który jest nieco dalej będzie już musiał być zwalczany bez tego szału bitewnego. Każda postać ma swój własny Trance, który pozwala jej na kompletnie odmienne ataki. Vivi w transie potrafi użyć 2x czaru w jednej swojej rundzie co jest bardzo przydatne, ale już np. Steiner nie posiada żadnej umiejętności specjalnej, jednakże podczas transu siła jego ataków fizycznych zwiększa się bardzo znacząco. Znów musisz podjąć decyzję, który trance bardziej odpowiada twojemu stylowi gry.

In the end, it boils down to two simple choices. Either you do or you don’t.

Jak na porządną opowieść RPG przystało jest również masa scenariuszy pobocznych na dziesiątki godzin. Oczywiście to tylko opcja dla chętnych, ale atrakcji jest tu ogrom. Są one również bardzo zróżnicowane, zaczynając od takich eksploracyjnych jak zbieranie monet Stellazzio poukrywanych po świecie (wymieniamy je za fanty) i pomoc w sieci Mognet (Kupo!). Jest jedno „permanentne” zadanie, które możemy wykonywać cały czas i które może nas mocno pochłonąć, to kolekcjonowanie kart i gra nimi w Tetra Master. Karty są poukrywane w skrzyniach, zostawiają je przeciwnicy, ale przede wszystkim te najlepsze należy wygrać w grze Tetra Master z mieszkańcami lub na turnieju karcianym w mieście Treno. Kiedy i gdzie gramy? Właściwie zawsze i wszędzie jeśli mamy ochotę, wystarczy tylko podejść do kogoś i naciskając wyzwiemy chętnego na partyjkę (jeśli oczywiście sam jest graczem). Opis zasad gry sobie daruję, ale wiedźcie że znów mamy wiele możliwości, zbieranie kart wciąga, a emocje są duże, bo przegrany traci karty (jedna wybrana przez przeciwnika lub w przypadku perfecta, wszystkie karty gracza na stole!). Ja osobiście zebrałem swego czasu wszystkie karty i nie zgadzam się z obiegową opinią, że karcianka w FFVIII jest lepsza.

Tetra Master, karcianka + kolekcjonowanie kart, uwaga wciąga!

Kolejnym olbrzymim wyzwaniem pod względem budowy i czasochłonności jest zabawa z ikonicznymi dla serii Chocobo. W czasach gdy dzieje się owa historia wciąż były te wierzchowce hodowane, choć ich zastosowanie było już tylko symboliczne, statki powietrzne zrobiły swoje. Scenariusz Chocobo składa się z kilku etapów, po pierwsze musimy zlokalizować kilka lasków chocobo rozsianych po całym świecie, po drugie w tych laskach za pomocą gry „zimno-ciepło” odkopać naszym kurakiem starożytne chocography. Potem z tym chocographem wskakujemy na kuraka na mapie świata i widząc malutki wycinek mapy musimy znaleźć i odkopać skarb (Kweeeh!). Skrzyń z rozmaitościami jest mnóstwo, nasz kurak z czasem też ewoluuje przez co będzie pływać, wspinać się po górach czy latać co da coraz większe możliwości poszukiwań. Ten quest doprowadzi ciebie do kolejnego, do walki z Ozmą. Tradycją jest, że w finalach występuje zawsze opcjonalny boss, który po prostu masakruje naszą drużynę jeśli bardzo mocno nie przygotowaliśmy się do walki, nie inaczej jest w dziewiątej odsłonie. Ozma w porównaniu do Emeralda, Rubego i Omegi (czyli śmietanki bossów FF z PSX’a) ma stosunkowo małe statystyki, ale to wynika ze specyfiki FFIX, jest jednak z nich wszystkich najbardziej kapryśna i chaotyczna co jest jej urokiem. Czasem potrafisz ją pokonać po uprzednim przygotowaniu a czasem… nic ci to nie da bo po prostu wyskoczy ze zbyt mocnym łańcuszkiem perfidnych ataków. Tak czy owak, jej pokonanie daje masę satysfakcji, ale jak wszystkie bardziej rozbudowane zadania poboczne droga do niej jest czasochłonna i opcjonalna.

Melodies of life

A muzyka? Podobnie jak pojedyncze sceny muzyka zwala z nóg w tym spectaklu, jej melodia automatycznie uruchomi w twym mózgu szereg procesów nostalgiczno-relaksacyjno-przygodowych, nie znacie takiego terminu? Cóż, widać nie mieliście styczności z produkcjami Squaresoftu do tej pory. Od podrywających melodii w trakcie walki (Battle Theme) przez senne utwory towarzyszące wędrówce po bezdrożach (Crossing Those Hills), po motywujące i klimatyczne, doskonale zespolone z odgrywaną sceną takie jak kultowy już You’re not alone. Najbardziej jednak zapadnie Tobie w pamięć motyw przewodni, który towarzyszyć będzie każdej rozpoczynającej się przygodzie w twym domu, ta delikatnie stylizowana na średniowiecze melodia przywołuje we mnie mnóstwo wspomnień za każdym razem gdy ją słyszę. A to wszystko dzięki jednemu człowiekowi, geniuszowi który komponował dla trupy Squaresoft w latach ich świetności, Mistrzowi Nobuo Uematsu. Chętnie podzieliłbym się z Wami tymi utworami, ale w Lindblum wprowadzono ostatnio traktat ACTA 2.0 i chyba niestety nie mogę (w Mognecie nie mamy działu prawnego). No nic, TwojaTuba czeka na was do samodzielnego odkrycia tych melodii, bo w końcu nie wszystko musi być podane na tacy. 

My allegiance to you remains the same, if not stronger.

Co tu dużo gadać, historia Final Fantasy IX jest jedną z najlepszych jakie miałem okazję poznać. Właściwie każdy aspekt mi się podoba, system gra i buczy pozwalając na masę kombinowania, ale jednocześnie nie ma wyśrubowanego poziomu trudności. Scenariusze poboczne? Zróżnicowane, ogromne i wciągające. Można przechodzić kilka razy i zawsze sobie nieco urozmaicać grę doborem postaci, taktyką i zadaniami (choć wiadomo, nie jest to poziom możliwości na miarę np. pierwszego Fallouta, to wciąż liniowy jrpg). Baśniowe klimaty chwytają za serducho, choć czasem mocno poza ten temat wykraczamy, jest wiele scen które młóci jądra, do tego końcowy przekaz jest bardzo motywujący i budujący. Technikalia to majstersztyk sztuki ery PSX’a, te lokacje, barwy, ale przede wszystkim ilość, jakość i reżyseria filmików. Jest rok 2019, a ja wciąż byłem wgnieciony w fotel podczas obrony Alexandrii i nie tylko. A muzyka Mistrza Nobuo Uematsu jest genialna, tu jednak nie ma niespodzianek, Mistrz udowadniał wielokrotnie że jest nie z tej ziemi.

jak już pisałem… bajka

Co kilka lat wracam do tej baśni, co kilka lat zostawiam w tym świecie dziesiątki godzin i co kilka lat przy napisach końcowych wiem jedno… ja tu znów wrócę. Czasem tracę 75 godzin na zrobienie wszystkiego, a czasem 45 na „po prostu przejście”, ale zawsze jestem zadowolony i doskonale wiem, że nie jestem w tym osamotniony. Nie jest to gra pełna hardcore’u, wykładów filozoficznych, setek postaci, czy systemu potrzebującego podręcznika, nie jest… nie jest jej to potrzebne, bo to co robi robi świetnie. Nie musi być tytułem dla wąskiego grona growych zakapiorów, to opowieść dla wszystkich i dlatego polecam ją wszystkim.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation (PSX)/2019

3 słowa do gracza: Przepiękna baśń z wieloma momentami zapadającymi w pamięć, grywalnym systemem walki i rozwoju drużyny, okraszona niesamowitą muzyką i jak na szaraka cudowną grafiką, która się nie starzeje. Jedna z lepszych gier w jakie grałem w życiu


Ciekawostki:

» w grze jest masa zadań pobocznych i mikro scenek, ja w recenzji wymieniłem tylko te największe, ale jest jedno szczególne o którym warto wspomnieć w ciekawostkach. Otóż w 2013 roku, 13 lat po premierze gry odkryto kolejny side quest! Nic wielkiego, może „ktoś kiedyś” go odkrył, ale oficjalnie w internetach zawrzało dopiero w 2013 roku, wcześniej nie widniał w żadnym poradniku. Zadanie możliwe jest dopiero do wykonania na 4 płycie i właściwie niewiele daje, polega na rozmowie w odpowiednim momencie w bazie grupy Tantalus w Lindblum. Członkowie grupy zaczynają siebie szukać i po kolei ktoś z nich znika, na końcu kryjówka jest pusta i dostajesz Protect Ring.

» podczas odgrywania roli w spektaklu I want to be your canary Zidane wypowiada słowa „No cloud no squall shall hinder us„. Jest to bardzo fajna gra słów, ponieważ Cloud to główny bohater FFVII, a Squall FFVIII. Co ciekawe w oryginalnej japońskiej wersji brzmi to zupełnie inaczej i nie ma żadnych nawiązań, to „nasi” tłumacze wpadli na taką świetną zagrywkę. Nie jest to jedyne nawiązanie do poprzednich Finali np. podczas chodzenia po Lindblum, gdy wejdziesz do zbrojowni na ścianie będą wisieć długie i szerokie miecze. Zidane powie: „pamiętam gościa ze szpiczastymi włosami, który takie miecze nosił” to oczywiście nawiązanie do Clouda.

» dostępna jest odświeżona wersja Finala IX na wszystkie współczesne platformy (PS4, PC, Switch, Xone, mobile). Z plusów można wymienić lepszą grafikę postaci, ale niestety tła tak pięknie robiące robotę na PSX’ie w nowych szatach są strasznie rozmyte. Zdarzają się czasem zwiechy, menu jest też trochę „androidowe”. Są do włączenia opcjonalnie cheaty jak przyśpieszenie gry, 9999 demage przy ataku, asysta przy walce, czy save travel. Nie wiem po co te cheaty, moim zdaniem psują radość z gry, ale widać ludzie tego chcieli (Zdun pamiętamy [*]).

» po premierze odświeżonej wersji SquareEnix opublikowało na tubie specjalnie przygotowany wywiad z czterema twórcami i posłuchać trochę o tym co działo się za kulisami m.in. przy tworzeniu sceny w której leci „You’re not alone

» gdy już jesteśmy przy materiałach zza kulis. Kilka lat temu opublikowano wiele grafik koncepcyjnych i renderów dot. lokacji i postaci, są one rewelacyjne i warto na nie rzucić okiem, chyba najlepiej przedstawiony zbiór znajdziecie tutaj.

» mało kto o tym wie, a jeszcze mniej ludzi to stosuje, ale FFIX miał opcję gry w co-op’ie przy jednym ekranie! Drugi gracz mógł się uaktywnić tylko w walce i miał przypisane sobie dwie postacie, drugie dwie miał inny gracz, tak samo było w np. Valkyrie Profile 2: Silmeria na PS2.

» Finala IX przechodziłem w 2019 roku w ciekawych okolicznościach. Po premierze gry na Switch sporo starych fanów pobrało tytuł i zaczęło łupać na nowo. Dałem się wkręcić i dzięki chatowi na discordzie „przechodziliśmy grę razem”. Ekipa w składzie Gomlin, Zdun, Plabo, Mroku i ja co chwila zdawała relację: jaki masz już level? Gdzie jesteś? Taktyka na smoki? Gonię cie! O kurde obrona Alexandrii pozamiatała! Te i wiele innych komentarzy latały non stop. Pierwszy FFIX skończył Zdun na Switch, ale skubaniec zagrał nieczysto stosując cheat z przyśpieszeniem. Drugi na mecie zameldowałem się ja grając jak bogowie przykazali na PSX, Gomlin grający na Switch w końcówce „poszedł expić” i do dziś go nie widać, a Mroku i Plabo ponoć też kiedyś dobiją do mety ;). Wielkie dzięki chłopaki za fajne szarpanie razem. Nadol pamiętaj, na jesień jesteśmy umówieni na Vagrant Story!


Poniżej chciałbym zachęcić do załączników do tej opowieści, będzie to historia zebrana przez mojego pradziada Slitzkina II Gomlina, który po latach odszukał jednego z kamratów drużyny tworzącej tą historię i spisał jego zeznania.

Także klikamy w cyferkę 2 i czytamy dalej o tej pięknej grze z zupełnie innej perspektywy! Nawet postacie trzecioplanowe mają w FFIX coś do powiedzenia (uwaga na drobne spoilery! Od tego momentu wchodzisz na własną odpowiedzianość)

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox