Mega Recenzja | Final Fantasy IX (PSX)

 

Witajcie kamraci,

Jakiś czas temu, mój przyjaciel Repip von Stiglitz IX wysłał mi poprzez Mognet wiadomość o tym, iż Moogle zabierają się za pełne spisanie historii Ostatecznej Fantazji. W liście tym zaproponował mi abym dorzucił do tego dzieła kilka słów od siebie. Z racji tego, że chcąc nie chcąc, byłem częścią wspaniałej opowieści, postanowiłem, że dołożę tutaj swoje trzy grosze.

Nazywam się Blank i jestem członkiem teatralnej brygady Tantulus, złodziejskiej brygady – chciałbym zaznaczyć. Nasza grupa jest znana w całym Lindblum, a  jej sława sięga aż po Alexandrię, gdzie również byliśmy zapraszani by wystawiać spektakle. Nasza grupa była liczna, lecz głównymi członkami oprócz mnie byli:  Zidane, Marcus oraz Cinna. Działaliśmy pod dowództwem naszego Bossa: Baku.



Odpowiedni rozdział tej historii rozpoczyna się wraz z zaproszeniem grupy Tantulus do Alexandrii. Było to osobiste zaproszenie królowej Brahne na uroczystość szesnastych urodzin jej pasierbicy: księżniczki Garnet Til Alexandros XVII (tak, królewna Garnet była prawowitą następczynią tronu, zaś królowa Brahne była jej macochą). Bez chwili namysłu spakowaliśmy manatki, wsiedliśmy na nasz teatralny sterowiec Prima Vista i ruszyliśmy przez Kontynentalną Mgłę do Alexandrii. Gdy dotarliśmy do Alexandrii, Baku jak zwykle przed omówieniem planu postanowił przetrenować naszą bojową sprawność. Zidane, Cinna, Marcus i ja urządziliśmy sobie mały sparing z naszym Bossem. Daliśmy mu trochę w kość, chociaż myślę, że dawał nam fory. Po tym Baku przeszedł do omawiania naszego planu. Był bardzo prosty, podczas wystawienia naszej najsłynniejszej sztuki „Chcę być Twoim kanarkiem” wraz z Zidane’m mieliśmy odegrać scenę walki na miecze, po czym w trakcie przedstawienia po kryjomu przedostać się do zamku i porwać księżniczkę.  Nic prostszego!

Spektakl jak i cały plan przebiegał bez zarzutu. Po naszej pokazowej walce z Zidane’m, przedarliśmy się do zamku w celu pojmania królewny. Schwytaliśmy i ogłuszyliśmy żołnierzy służących w alexandryjskiej armii Pluto, po czym ubraliśmy ich zbroję w celach kamuflażu. Będąc w zamku postanowiliśmy się rozdzielić. Ja miałem za zadanie odwrócić uwagę straży, zaś Zidane wyruszył drogą prowadzącą do pokoju Garnet. Ponieważ Mój kompan długo nie wracał, ruszyłem w jego stronę. Gdy go znalazłem minąłem się z biegnącą w przeciwnym kierunku osobą w kapturze. Okazało się, że to była księżniczka, którą ten pajac wypuścił z rąk, komplikując przy tym nasz plan porwania.

Nagadałem mu do słuchu po czym ruszył w pogoń za księżniczką, ja natomiast dalej starałem się odwracać uwagę straży. Na nasze nieszczęście dowódca Pluto zorientował się, że księżniczka zniknęła, po czym wszczęto alarm i wzmożono poszukiwania. Tępy rdzawy dowódca spotkał mnie podczas poszukiwań, jednak nie zorientował się z kim ma do czynienia. By być w centrum wydarzeń przyłączyłem się do niego i razem poszukiwaliśmy „zbiegów”. Cinne, Zidane’a i Garnet znaleźliśmy na pokładzie naszego statku. Ci uciekli przez właz do maszynowni, ja zaś celowo zaklinowałem wejście pokracznie trzepiąc się w przejściu, a blaszany łeb znów się nabrał. Dowódca Pluto nie dawał jednak za wygraną i przedostał się do reszty inną drogą. Pobiegłem za nim i zaczęła się walka. Gdybyście widzieli jego minę, gdy się okazało, że jego żołnierz jest we wrogim obozie – bezcenne! Walka przebiegała bez problemu, nas było trzech – on jeden. Księżniczka zaś czaiła się w ukryciu. W pewnej chwili Rdzawy zadał mi silniejszy cios przez co rozpłatał mi zbroję którą ukradłem. Przez ten cios wypadły mi z kieszeni wszystkie moje oglopy i w tej chwili nasz przeciwnik spanikował.

Dalsza akcja potoczyła się tak szybko i w tak zagmatwany sposób, że nie jestem w stanie tego szczegółowo opisać. Mówiąc krótko: wszyscy poza mną dostali się na scenę, gdzie dalej odbywał się spektakl. Z automatu wszyscy wczuli się w sytuację i odgrywali przedstawienie. Marcus w piękny sposób zadał chybiony cios księżniczce, a ta perfekcyjnie „zagrała” swoją śmierć. Wszyscy byli wzruszeni aż nagle na scenę, nie wiadomo skąd, pojawił się mały Czarny Mag, którego goniła straż. Ponieważ czas uciekał, nie śledziłem dalej wydarzeń i udałem się do naszego Bossa. Na scenie Zidane, Cinna, Marcus oraz tajemniczy Czarny Mag walczyli razem z dowodzącym straży i jego pomagierami

Nie mieliśmy czasu czekać, aż nasi pozbędą się zbędnego balastu ze statku i ruszyliśmy z kopyta.  Statek pełną parą  wyrwał się spod zamku w celu ucieczki. Brahne próbowała nas zatrzymać wysyłając dowodzącemu do pomocy potwora Bombę, którego jedynym celem było wysadzenie się w powietrze by uszkodzić statek. Bomba wybuchła ale jakimś cudem udało nam się wyrwać ze szponów królowej i odlecieliśmy. Niestety nasz lot nie trwał zbyt długo. Statek był zbyt mocno uszkodzony, silnik nie wyrabiał i zaczęliśmy spadać. Wylądowaliśmy w mrocznym lesie i uwierzcie mi, nie chcielibyście w nim rozbijać obozu…



Wylądowaliśmy bardzo awaryjnie. Uszkodzenia statku były ogromne, ale jakimś cudem wszyscy przeżyli… a przynajmniej wszyscy obecni. Po zbadaniu terenu i sprawdzeniu jak czują się pozostali okazało się, że nie ma wśród nas Garnet, Dowódcy Pluto i Czarnego Maga. O ile zardzewiały bufon i mały czarodziej nie byli naszym zmartwieniem, tak nieobecność księżniczki była już dla nas problematyczna.  Poszedłem rozmówić się z Baku, by ustalić dalsze plany i nagle zorientowałem się, że Zidane, który był w naszym tymczasowym obozie zniknął… ech, Zidane… widziałem jego zapał w zamku, widziałem jego spojrzenie na królewnę. Nie musiałem się ani przez chwilę zastanawiać gdzie i za czym… a właściwie za kim popędził w głąb lasu.

Ten złowrogi, demoniczny las był bardzo niebezpieczny. To istna wylęgarnia potworów potrafiących zabić nim ktoś by się zdołał obejrzeć. Zniknięcie Zidane’a mnie niepokoiło, był jednym z nas, a my nie pozostawiamy swoich w potrzebie.  Na szczęście Zidane szybko wrócił wraz z rycerzem i magiem ale bez następczyni tronu. Byli poturbowani. Może i jesteśmy złodziejaszkami, ale jesteśmy też grupą z zasadami i honorem, dlatego też nie pozostawiliśmy tamtych dwóch bez opieki gdy Ci jej wymagali. Zaaplikowałem im potrzebne lekarstwa. Zidane w tym czasie opowiadał mi o niezwykłej furii w jaką wpadł podczas walki ze stworem (który jak się okazało wykonał zadanie lepiej od nas – porwał alexandryjską princessę). Wpadł w jakiś „Trans” i instynktownie potrafił zebrać zgromadzoną w sobie moc i zadać niewyobrażalnie silny atak – to było bardzo ciekawe. Czułem jednak kłopoty. Boss odpuścił pogoń za księżniczką, jego ludzie, wylizanie się z ran i powrócenie do kryjówki w Lidblum miało większe znaczenie niż poszukiwania księżniczki. Zawsze trzymaliśmy się razem i byliśmy posłuszni rozkazom szefa. Jednak nie tym razem…

Zidane pokazał swoją niesubordynację i przeciwstawił się rozkazom Baku. Nie trudno się domyślić, że czym prędzej chciał wyruszyć na pomoc dziewczynie. Ostatecznie Boss ponownie przetestował jednego ze swoich. Po krótkim treningu Zidane miał wolną rękę. Chciałem mu pomóc, lecz ja kieruję się innymi zasadami i nie odwracam się od swoich. Trafiony strzałą amora Zidane zwerbował maga i rycerza, by razem z nim ruszyli na ratunek. Przed wyjściem pogadaliśmy trochę, powiedziałem mu prawdę w oczy, jednak on był zbyt tchórzliwy by stanąć z tą prawdą twarzą w twarz, zasłaniając się ludzkimi pobudkami i dbaniem o innych. Wyruszyli, a ja zacząłem przygotowania do dalszej wyprawy. Wtedy przyszedł do mnie Baku i wręczył mi mapę kontynentu. Cóż, wylądowaliśmy na nieznanych terenach, więc Zidan i reszta mogliby zgubić drogę. Nasz szef to dobry człowiek, zasady zasadami ale rozumie też, że każdy ma prawo podążać własną drogą. Wydał mi polecenie dostarczenia naszemu przyjacielowi mapy a sam udaje się do Lindblum. Ja miałem do niego dołączyć później…

Czym prędzej wyruszyłem więc odszukać Zidana i reszty. Podążając ich śladem natrafiłem na walkę jaką toczyli z ogromnym potworem który więził księżniczkę. Bezzwłocznie przyłączyłem się do potyczki. Kilka mocnych ciosów mieczem oraz magia czarodzieja (który jak się dowiedziałem, miał na imię Vivi) wystarczyły by rozprawić się z bestią. Gdy myśleliśmy, że to koniec kłopotów, te dopiero nadeszły! Po pokonaniu kreatury nagle zaczęła na nas nacierać plaga pająków! Steiner (imię jakie nosił rycerz) zabrał księżniczkę i pędziliśmy co sił w celu opuszczenia lasu. Co jakiś czas kilka pająków przecięło nam drogę ucieczki i zmuszeni byliśmy walczyć w ekspresowym tempie, gdyż na ogonie były już następne! Nagle  las ogarnęła jakaś złowroga magia i wszystko za nami, wraz ze stadem pajęczaków zamieniało się w kamień. Pędziliśmy co sił tym bardziej, że wyjście z lasu było już w zasięgu naszego wzroku. Wtem jeden z pająków dogonił Zidana i wystawił swoje obślizgłe kły by go dorwać. W ostatniej sekundzie zepchnąłem go na bok, kosztem czego sam zostałem złapany. Zidane koniecznie chciał cofnąć się by mnie ratować, lecz to nie miało sensu. Widziałem, że magia zamiany w kamień sięga już mojego ciała. Wiedziałem, że zostało mi już kilka sekund nim ten czar mnie dopadnie, więc czym prędzej wyjąłem zza pasa zwój z mapą i co sił rzuciłem w stronę Zidane’a. Moimi ostatnimi słowami było by się nie martwił i biegł co sił.

Zły czar mnie dorwał i zamienił w kamienny posąg. Miałem tylko nadzieję, że reszta zdążyła i wyrwała się z tej czeluści zła. Ale zaraz? Skoro złowroga magia zamieniła mnie w posąg to jakim cudem ja to Wam teraz opowiadam? No właśnie. Tak jak wspomniałem, bracia z grupy Tantulus nie pozostawiają swoich w potrzebie!

Z opowiadań Marcusa wiem, że wyruszył na poszukiwania mikstury, która zwie się supersoft. Ma ona niezwykłe właściwości, które potrafią odczynić czar zamiany w kamień. Z tego co mi wiadomo to w Alexandrii spotkał księżniczkę i Steinera i razem wybrali się do Treno. Tam w posiadaniu mikstury był nie jaki doktor Tot. Po drodze mieli wiele przygód oraz mrożących krew w żyłach walkale to już materiał wykraczający poza granicę mojej historii, chociaż jest ze mną związany. W każdym bądź razie Marcusowi udało się zdobyć miksturę i wrócił po mnie. Tak oto, dzięki wytrwałości i sile przyjaźni wróciłem do świata żywych!



Gdy tylko zostałem wyswobodzony, dotarły do mnie wiadomości o zasadzce zastawionej na Zidane’a, który właśnie zamierzał wydostać się z Alexandrii. Ustaliliśmy z Marcusem, że nie ma co tracić czasu i trzeba ruszyć na ratunek przyjacielowi!

Zaraz…zaraz ? Dagger?

Heh, no cóż… będąc kamieniem, człowieka wiele rzeczy omija. Potem dowiedziałem się, że Dagger to nowy pseudonim Garnet… Więc wciąż ta sama, no ale wracając:

Gdy przybyliśmy do podziemi Alexandrii, które to łączyły się tunelami z Treno, Zidane i spółka byli już schwytani przez Zorna i Thorna (klauno-podobne pachołki królowej Brahne). W ostatniej chwili wraz z Marcusem zadaliśmy porządny cios w splot obu klaunom, tak że zgięło ich wpół  jak scyzoryk. Zidane wraz z Vivim i Gar… Dagger podążyli dalej a my zostaliśmy by zatrzymać nadciągających wrogów.

Gdy uporaliśmy się z przeciwnikami, ruszyliśmy na miasto. Niedługo potem dostaliśmy informację, że królowa Brahne folguje sobie coraz więcej i wezwała potężnego eidolona (potwór narodzony z kryształu Gai) Atomosa. Brahne ponoć wydobyła eidolony z księżniczki Dagger… ale co? Jak? Dlaczego? To nie na moją głowę, ja jestem prostym złodziejaszkiem, który dobrze włada swoim ostrzem. A i całkiem dobrze mi idzie gra aktorska! Tak czy siak – najbardziej zabolało, że doszczętnie zniszczyła Lidblum, póki co jednak postanowiliśmy zostać w Alexandrii.

W całej tej historii zaczął mieszać niejaki Kuja, który jak się dowiedziałem był wcześniej wspólnikiem Brahne. Dlaczego wcześniej ? A no tak wyszło, że ich interesy się rozeszły…

Ruby (dziewczyna należąca do Tantulus, swoją drogą całkiem całkiem!) postanowiła otworzyć w Alexandrii teatr, a my wyraziliśmy chęć pomocy. Wszystko trochę przystopowało. Po „abdykacji” królowej tron objęła nasza znajoma Garnet. Stała się bardzo służbowa, a Zidane… no cóż był zbyt dumny by się do niej odezwać ale wciąż do niej czuł ogromną miętę, to było widać. Nic tylko przesiadywał biedaczek w karczmie, był bardzo przygnębiony. Cóż pierwsze miłości potrafią być skomplikowane.

Muszę przyznać, że bardzo polubiliśmy małego, niezdarnego maga – Vivi’ego. Był naprawdę w porządku i trzeba przyznać, jak na tak niepozornego malca – bardzo potężny. Pewnego razu nawet zaprosiliśmy go by poszedł z nami na występ Ruby. Czas nam upływał dosyć miło. Często z Marcusem patrolowaliśmy ulice miasta, jak również kręciliśmy się w okolicy zamku. Muszę tutaj wspomnieć o jednej ciekawej sytuacji.

Pewnego razu, gdy byliśmy przy fontannie pałacowej ktoś się zbliżał więc postanowiliśmy się schować i obserwować. To była Beatrix czyli głównodowodząca armii Alexandrii (ale co za ostra sztuka!). Wyglądało na to, że na kogoś czekała. Ja patrzę i nie mogłem się opanować… Idzie Steiner!  Ta zardzewiała konserwa z taką kobietą? Szturchałem Marcusa z niedowierzaniem… Steiner, Ty lowelasie!

Jak się potem okazało, trochę z tym było zamieszania i wyszły niezłe cyrki, ale koniec końców parka miała się ku sobie, nie ma to tamto. Z tego co mi wiadomo, to Zidane w tym czasie wyruszył ze znajomymi do Treno na turniej karciany. Ja się nigdy nie angażowałem w Tetra Master ale wiedziałem, że Zidane jest w tym niezły a taka odskocznia dobrze mu zrobi.

Jak to jednak w życiu bywa – było spokojnie, za spokojnie. Któregoś dnia Alexandrię zaatakował ten cały Kuja. Potężny gość, który również jakoś zdobył moc przyzywania eidolonów i napuścił na Alexandrie Bahamuta.  To w jaki sposób ten potężny, legendarny smok niszczył miasto było nie do opisania. Jednym swym atakiem zmiótł pół miasta z powierzchni ziemi. Garnet wraz z jakąś inną summonerką Eiko (jakiś dzieciak, kurde tyle tych osób, że ciężko mi ogarnąć…) próbowały bronić miasta wzywając Alexandra, niestety nasi polegli w bitwie a Alexandia została doszczętnie zniszczona.



Po wydarzeniach w Alexandrii wraz z chłopakami z Tantulusa i ekipą Zidane’a wyruszyliśmy do Lindblum. My osobiście objęliśmy za cel odbudować naszą kryjówkę, która została zniszczona po ataku Atomosa. Cóż, zniszczenia miasta były nie mniejsze niż w Alexandrii. Jednak spokoju nigdy nie ma za wiele – Zidane wraz z ekipą postanowili wyruszyć w celu odnalezieniu tego zwyrodnialca Kuję, który przyczynił się do tego całego zniszczenia. Cid – regent Lindblum poprosił mnie bym stanął za sterami statku i wyruszył wraz z pozostałymi. Ponieważ nie odmawiam pomocy bliskim a sam Kuja ostro zaszedł mi za skórę, zgodziłem się bez wahania. Nie był to może już mój poziom – Zidane wraz z ekipą przez ten czas nieźle się wyszkolili, ale za to jestem bardzo dobrym sternikiem, zatem wyruszyliśmy.

Ścigaliśmy skurczybyka wędrując okrętem (Niebieski Narciss) do Desert Place – była to swego rodzaju podziemna forteca, gdzie czyhało masę pułapek. Poruszanie się po tym labiryncie było naprawdę skomplikowane a i niejedną zagadkę trzeba było rozwikłać by móc sobie otworzyć dalszą drogę. Następnym celem podróży było Esto Gaza  – święte miejsce, tam widziano Kuję ale musiał dać biednym mnichom nieźle w łapę bo Ci zmylili naszą ekipę podając nieprawdziwe informację. Cóż trzeba było potem go ścigać dalej. Po czasie odezwał się Cid, który poinformował o zbudowaniu sterowca powietrznego Hilda Garde III, który to znacznie ułatwiał podróżowanie po całej Gai. Cóż tutaj moja rola już się kończyła podczas poszukiwań – wróciłem do Lindblum pomóc w odbudowie kryjówki, jednocześnie trzymając mocno kciuki za przyjaciół by dorwali drania i pokrzyżowali mu plany.

Każda historia się kiedyś kończy. Kuja i wszyscy pozostali przeciwnicy zostali ostatecznie pokonani. Wszyscy rozeszli się w swoje strony. My w Tantulusie odbudowaliśmy kryjówkę, jak również statek teatralny. Minął niecały rok od miejsca w którym to wszystko się zaczęło i… dokładnie na siedemnaste urodziny Królowej Alexandrii, Tantulus ponownie wyruszył wystawić najlepszy z możliwych spektakli. Tak, tak! Dobrze myślicie! Oczywiście chodzi o sztukę pt: „Chcę być Twoim kanarkiem”. Na sam koniec przedstawienia przygotowana była prawdziwa bomba… nie nie, nie ten potwór z początku historii… Zamaskowaną postacią w kapturze na samym końcu był… Zidane! Ten sam, który po pokonaniu wszystkich złych zaginął bez śladu.

Królewna oczywiście była wzruszona i wreszcie bez skrępowania tak zakochana od samego początku para wpadła sobie w ramiona. Co potem działo się w zamkowych sypialniach już nie zdradzę bo to już informacje 18+. Wszystko dobrze się skończyło i to już koniec mojej opowieści. Być może nie była ona zbyt porywająca ale to tylko trzy grosze wtrącone przez postać poboczną tej wspaniałej historii, z którą radzę się każdemu zapoznać. Teraz się żegnam i zapraszam do przeżycia całości z najlepszym jRPG’iem jaki powstał.

FF IX gra niesłychana

Baśnią wręcz malowana

Najlepsza ze wszystkich fantazji

Rozkoszuj się nią przy każdej okazji

Daj się porwać do jej świata 

Niech jej historia twój umysł oplata

Niech zagości w Twojej duszy

A na pewno Cię poruszy

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox