Moje Top 10 gier na NESa

top 10 pegasus IvoMoje życie, jako gracz, zaczęło się od otrzymania w wieku około 6-7 lat rodzimego Pegasusa. Lata później przygodę z kolekcjonowaniem również rozpocząłem od niego.

Następnie m.in. przyszedł oryginalny Famicom i NES. Dlatego też, to ta konsola jest mi wyjątkowo bliska, sentymentalna i postanowiłem, że podzielę się moją „topką” ulubionych gier. Nie należy mylić tego zestawienia z grami najlepszymi. Nie będę tu ważył na szalach obiektywizmu, który tytuł jest najcudowniejszy dodając do siebie grafikę, muzykę, rozgrywkę i mnożąc przez niesamowitość. Dlatego np. nie będzie Super Mario Bros 3, bo choć przyznaję, że to gra niesamowicie genialna, to jakoś osobiście mi nie podchodzi. To są gry, do których przede wszystkim bardzo często wracam, uwielbiam i jakbym mógł zabrać na bezludną wyspę 8bitowca Nintendo to obowiązkowo bym je przygarnął pod pachę i nigdy się nie nudził. Jest to też lista bardzo dynamiczna, która często się zmienia. A to wykopię jakąś  nieznaną mi dotąd perełkę lub odkryję coś na nowo. Jednak na dziś przedstawia się tak jak poniżej. Wspomnę tylko jeszcze, że kieruję się zasadą 1 gra na daną markę, choć będą wyjątki. Zaczynamy!

10. Salamander/Life Force

toppeg1Ivo

Jest pewna właściwość w świecie fizyki, o której na pewno nauczali was w szkołach – „Uwielbienie Czarnego Iva do shmup’ów jest odwrotnie proporcjonalne do jego umiejętności gry w nie”. Jak do tej pory żadnego przedstawiciela gatunku nie udało mi się jeszcze pokonać, choć cały czas próbuję i czuję, że to właśnie na tego spin off‚a serii Gradius padnie. Salamander to wg mnie najlepsze co zrobiło Konami w świecie 8bitowych „kosmicznych strzelanek”. Po pierwsze, rzadkość w tym gatunku, kooperacja na dwóch graczy RÓWNOCZEŚNIE. Nie wiem czemu to było nieosiągalne w innych grach, ale tu działa i jest dobrze. Mamy pożyczanie żyć jak w Contrze, mamy wielką rozpierduchę. Po drugie jest bardzo przystępna. Nie jest oczywiście prosta, jak chyba nic w okresie około roku 1990, ale na tle innych pozycji, poziom trudności jest przyzwoity i będę napierał, aż w końcu ustąpi! Bardzo często do niej wracam, jeszcze częściej ginę, polecam!!

9. G.I. Joe: A Real American Hero

toppeg1Ivo2

W latach 90tych miał miejsce rozkwit „animacji akcji”. Byliśmy rozpieszczani He-manem, Żółwiami Ninja, Transformersami, a także „prawdziwymi amerykańskimi bohaterami” żołnierzami G.I. Joe. Szał wokół tych dzielnych żołdaków rozpętał się głównie dzięki wykręconym zabawkom. Każdy z nich to silna indywidualność i własny rodzaj broni i styl walki! A jak się okazało, że można się nimi nie tylko bawić, ale kierować ich przygodami w grze wideo, w życiu małych chłopców nie brakowało już nic więcej do szczęścia. Podczas wykonywania misji mieliśmy do dyspozycji trzech żołnierzy wybranych spośród pięciu. Każdy miał swoje dobre i słabe strony. Np. Snake Eyes był zwinny, wysoko skakał, a taki Rock n’ Roll miał najpotężniejszą giwerę. W trakcie gry zdobywało się różne ulepszenia broni i innych atrybutów. Same misje były podzielone na trzy etapy – dwa czystej akcji i jeden labiryntowy. Trzeba było szukać ukrytych dróg w dosyć zagmatwanej planszy i umieszczać we wskazanym miejscu bomby zegarowe. Po dobrze wykonanej robocie mogliśmy radośnie patrzeć jak baza Cobry wylatuje w powietrze. Jednak co było najbardziej rajcowne, to że kierowaliśmy poczynaniami i zwalczaliśmy postacie, których figurki mieliśmy na wyposażeniu naszego kosza z zabawkami (przynajmniej ja taki miałem). Do dziś bardzo dobra gra i cholernie trudna. Bardzo ją lubię, ale jeszcze nie przeszedłem.

8. Shatterhand

toppeg1Ivo3

Już od lat dzieciństwa zawsze jakoś bardziej ceniłem filmy akcji z naciskiem na walkę, niż na wymianę ognia. Ponad filmy ze Stallone’em i Schwarzeneggerem stawiałem na te z Van Damme’em. I taka jest ta gra. Detektyw Herman gołymi pięściami rozgramia roboty, jeszcze większe roboty, helikoptery, a nawet lite ściany. W razie jakby obydwie ręce miał zajęte, do pomocy przyjdzie mu lewitujący pomocnik, który będzie gładził niedobitków laserami, bumerangami, chakramami itp. Wszystko okraszone świetną, charakterystyczną muzyką od Natsume i dobrą grafiką. W latach świetności Pegasusa zapewne wielu z was mogło ją poznać myśląc, że gracie w Robocopa 3, bo na takim kartridżu wówczas występowała na polskim rynku. Z resztą nie przedłużając zachęcam do recenzji.

7. Battletoads & Double Dragon: The Ultimate Team

toppeg1Ivo4

Przyznam, że z jednej strony nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem braci Lee, a z drugiej strony pierwsze Battletoadsy odrzuciły mnie okrutnym poziomem trudności. Jednak, gdy te dwa tytuły połączyły siły wyszło prawdziwe arcydzieło. W końcu mogliśmy się cieszyć sadzeniem wielkich kopów i nadmuchanych pięści dłużej niż 3 plansze. Tutaj naprawdę czuć siłę każdego ciosu, jak zaciśnięte knykcie miażdżą czaszki i wybijają oponentów na orbitę. Poziom trudności, choć wciąż całkiem wysoki, był dużo przyjaźniejszy graczom, w porównaniu do pierwszej części ropuch. Dodajmy, że w końcu dodano grywalny tryb dla dwóch graczy, który umożliwił mi i koledze, jeszcze w czasach dzieciństwa, kopnięcie dupska Mrocznej Królowej. Główny nacisk położony jest na obijanie mord, ale są też urozmaicenia jak np. latanie statkiem kosmicznym na modłę gry Asteroids. Jeśli chodzi o „technikalia” – grafika to absolutne wyżyny NESowych możliwości, z resztą muzyka tak samo. Niech najlepszą recenzją tego dzieła będzie fakt, że port na NESa, moim zdaniem, jest dużo lepszy niż na konsolki 16bitowe (SNES i SMD).

6. Jackal

toppeg1Ivo5

Ależ ja uwielbiam tę grę! Partyjki w Jackala nie odmawiam nigdy jak kufla piwa! Gramy? Gramy! I zaraz radosne fanfary i zaraz lądujemy swoim jeepem na pustyni, walimi rakietami w czołgi, ostrzeliwujemy piechotę karabinem…z resztą wuj tam z karabinem – rozgniatamy ich kołami, niczym zdrowa dziewczyna orzechy pośladkami! Właściwie chyba jedyna gra jaką znam, gdzie bezpośrednia kolizja z przeciwnikami nie kończy się kontuzją dla gracza. W innych grach mnie wnerwiało, że gram sobie, z założenia, jakimś wielce mężnym bohaterem i byle frajer we mnie wbiegnie i ja tracę życie, ale ja żeby zranić jego muszę strzelać, okładać pięściami. A tu proszę innowacja! Jebut na maskę i jedziemy dalej. Przygody załogi z Szakala to kawał świetnego szpila pełnego wojennego heroizmu. Dodatkową zaletą jest całkiem niski poziom trudności. Kłopoty może dopiero sprawiać ostatni boss, ale gdy już raz go rozpracujemy i pęknie – gwarantuję, że każde podejście do tej pozycji zakończy się wschodem słońca pełnym dumy i satysfakcji.

5. Ninja Gaiden (trylogia)

toppeg1Ivo6

Zamaskowani zabójcy byli niejako ikoną przełomu lat 80tych i 90tych. Nie mogło ich też zabraknąć na domowych konsolach. Rozrzut był spory. Od gierek bardzo prostych jak np. Ninja Hattori Kun po skomplikowanego, przygodowego The Last Ninja. Jednak moim sercem zawładną Ryu Hayabusa wraz z całą swoją serią przygód pod tytułem Ninja Gaiden. Największą zaletą tej platformowej sieczki jest wir akcji, w który jesteśmy rzuceni od samego początku i który nie puszcza nas aż do końca. Wręcz przeciwnie – wciąga nas coraz głębiej na dno zręcznościowego szaleństwa. Ale cała trylogia to nie tylko druzgocący poziom trudności, to też bardzo dopracowana mechanika walki i bardzo czułe sterowanie. Wszelkie skoki i ciachnięcia wychodzą spod naszego pada w mgnieniu oka! Dodajmy jeszcze świetną grafikę (jedna z pierwszych gier z animowanymi wstawkami) i obłędną muzykę, która raz porywa nas do walki, niesie shurikeny, pompuje krew, a z drugiej strony potrafi nadać bardzo mroczny ton – nie zapominajmy, że walczymy z demonami. Z całej trylogii ostatnio najprzychylniejszy jestem części drugiej, ale tu różnie bywa z piedestałem. Dla ludzi, którzy cenią sobie zdrowie psychiczne i nie lubią odcisków na kciukach polecam japońską wersję części trzeciej – Ninja Ryukenden III. Jest ona zdecydowanie bardzo przystępna plus ma nawet system kodów do konkretnych plansz, więc nie ma wymówek! Grać!

4.Batman

toppeg1Ivo7

Mroczny Rycerz! Kolejna kultowa postać w pozycji godnej jej imienia! Od dzieciaka uwielbiam tę grę. Jest dla mnie niesamowicie nostalgiczna (pierwsza jaką kupiłem kolekcjonersko) i po latach to wciąż prawdziwa perełka. Właściwie każdy aspekt gry jest bez wad. Świetna grafika, dynamiczna, pełna akcji rozgrywka z oryginalnym pomysłem na siebie – odbijanie się od ścian, którego naprawdę trzeba się nauczyć, a do tego muzyka. Ach muzyka! Musicie wiedzieć, że mam pewną psychozę powiązaną z NESowymi przygodami Batmana. Za każdym razem gdy wspominam tę grę… ZA KAŻDYM razem, od razu w mojej głowie pojawia się motyw muzyczny z pierwszej planszy. Najpierw heroiczne fanfary, a potem ostre brzmienia gotujące do walki i heroizmu. Z resztą sami posłuchajcie (klik). No i na koniec wisienka na torcie to sam bohater! Wszystko okraszone mrocznym i ciężkim klimatem Gacka i jego Ghotam City. Z resztą na naszej stronie znajduje się już recenzja tego dzieła, zapraszam tu.

3. Teenage Mutant Ninja Turtles III The Manhattan Project

toppeg1Ivo8

Ufff…..już ostatnia trójka. Muszę przyznać, że naprawdę ciężko było mi usadowić na odpowiednich miejscach drabinki kolejność tych Największych. Próbowałem tabelek, diagramów, rzutu monetą, telefonu do wróżki, a nawet wróżenia z fusów, ale w domu miałem tylko herbatę w torebeczkach. Na miejscu trzecim padło na ikonę animacji. Żółwie Ninja razem z Kaczymi Opowieściami to były dwie najważniejsze kreskówki mojego dzieciństwa, a przeniesienia czterech wojowniczych gadów w skorupach udało się Konami bezbłędnie. W tej grze jest wszystko co powinno się w niej znaleźć. Główni bohaterowie? Są! Hordy żołnierzy Klanu Stopy? Są! Wszystkie inne pomniejsze przeszkadzajki znane z serialu? Są! Znani wielcy bossowie? Są! Krang i Shredder? Są! SUPER Shredder? Są!… znaczy jest… a z resztą! Jest wszystko! Długie, wypchane po brzegi atrakcjami poziomy, wykute w grafice wyciskającej ostatnie soki z poczciwego NESa/Pegasusa. Każdy fan gier odnajdzie tu niezmierzone ilości frajdy!

2. Contra

toppeg1Ivo9

Ciężko jest pisać o Legendzie. O przygodach Billego i Lance’a już chyba wszystko zostało powiedziane. Są w pełni rozpoznawalni, są jednym z pierwszych skojarzeń graczy, którzy zaczynali z Pegasusem. Dwóch komandosów niczym Stallone i Schwarzenegger biegną przez dżunglę, rozwalają zastępy wrogów i na końcu ratują świat. Cudowna, przepiękna prostota chwytająca za serce i nie puszczająca przez lata. Idealne sterowanie pozwalające na strzelanie we wszystkich kierunkach, zróżnicowane plansze, wielcy bossowie i perfekcyjny tryb współpracy. Jeden wystawia , drugi strzela, w razie potrzeby, pożyczanie żyć. Ech…„Nie grałeś w Contrę, nie znasz życia” – jak mawiają najstarsi górale.

Honorowe wzmianki (czyli inne gry urywające głowę, ale nie na tyle drapieżnie, żeby znaleźć się na liście, jednak na tyle krwawo, aby o nich wspomnieć): Little Nemo Dream Master, Duck Tales 1 i 2 (z resztą cały Capcom na licencji Disneya), Snake Rattle n Roll, Over Horizon, Castlevania I i III, Micro Machines, New Ghostbusters 2, Wrecking Crew, Goal 3, Little Samson, Pooyan, Punch Out, Super Mario Bros 3.

1. Megaman 2 i Megaman 4

toppeg1Ivo10

Oj długo się zastanawiałem nad tym wyborem. Mimo, że w Contrę grywam zdecydowanie częściej, do tego stopnia, że ukończyłem ją bez skuchy, to jednak niebieski jegomość miał większy wpływ na ukształtowanie mnie jako gracza i jest zawsze dla mnie niesamowitym zastrzykiem nostalgii. Absolutnie genialnym elementem jest dla mnie przejmowanie mocy przeciwnika po jego pokonaniu. Wydało mi się genialne jak byłem szkrabem i wydaje mi się genialne teraz. Pewnie też dlatego tak uwielbiałem serię Soul Reaver. Niebieski gość? Jest. Przejmowanie mocy? Jest. Do tego doszła genialna fabuła i podróże w czasie, ale to już zupełnie inna historia. Wracając do meritum. Czemu akurat te dwie części? Dwójka wydaje się być najbardziej dopracowana. Muzyka, grafika i bossowie to pierwsza klasa. Brakuje tu tylko psa Rush’a do perfekcji, ale to pewnie był celowy zabieg dla bezpieczeństwa kontinuum czasoprzestrzennego. Czwórka natomiast jest pierwszą częścią, którą udało mi się przejść jeszcze za oseska. Przez to mam do niej tak duży sentyment, ale to wciąż świetna pozycja, pomijając aspekty czysto osobiste. Poza tym była to część kompletna – były już pieski, był Eddy, był wślizg i ładowany strzał (i nikt mi nie powie, że to coś złego, tym bardziej, że się to bardzo przyjęło w Megamanie X). Co więcej potrzebne? NIC! Megaman to dla mnie jedna z najlepszych marek po dziś dzień i zawsze będzie mi bardzo bliska.toppeg1Ivo100

To tyle ode mnie, a jak wyglądałaby wasza lista?

O Czarny Ivo 26 artykułów
Redaktor. Ulubione gatunki: platformówki, przygodówki (akcji), hack n’ slash, mordobicia i wszystko co dobre, czyli nie sportówki. Posiadane platformy: Pegasus, NES, SNES, Nintendo 64, GameCube, Switch, Sega Mega Drive, PSX, PS2, PS3, PS4, 3DS i Amiga 500.