Muzyka | Yasunori Mitsuda – Twórczość

Na stronie RnG od jakiegoś czasu pojawiają się teksty z serii „Gracz czyta”. Super sprawa, sama uwielbiam książki, również w tematyce giereczkowej, ale chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze inną kwestię – dźwięk. Praktycznie każda recenzja omawianych przez nas gier poświęca choćby kilka zdań soundtrackowi – czy to powstałemu i skomponowanemu na potrzeby konkretnej produkcji, czy to zbiorowi licencjonowanych kawałków pojawiających się w czasie przechodzenia kolejnych leveli.

Choć wiem, że istnieją strony internetowe zajmujące się wyłącznie muzyką z gier, czy nie warto także i u nas poświęcić tekstów tym, dzięki którym nasze ukochane sceny z gier zapadły nam na dłużej w pamięci i sercu? Na początek chciałabym przedstawić twórczość artysty, który na ten moment jest w moim osobistym top 3 kompozytorów (pozostali może z czasem) muzyki do gier – Yasunoriemu Mitsudzie. Choć tak uczciwie każdej z produkcji Japończyka należałby się osobny wpis, postaram się wybrać trzy sztandarowe kawałki z poszczególnych gier, choć jestem pewna, że macie wśród utworów swoich własnych faworytów – zapraszam do komentowania i dzielenia się dźwiękami! Dodam jeszcze, że żaden ze mnie muzykolog, dlatego nie zaserwuję jakiejś pogłębionej analizy dźwięków, a raczej wolne skojarzenia i subiektywne zestawienie najlepszych w moim odczuciu kawałków.

Yasunori Mitsuda

Mitsuda przyszedł na świat 21 stycznia 1972 roku w Tokuyamie. Zaczął zajmować się muzyką we wczesnym dzieciństwie, już w wieku 5 lat po raz pierwszy ćwiczył grę na pianinie. Przez dłuższy czas poświęcał się jednak innym aktywnościom, zaś do muzykowania powrócił w szkole średniej. Tak naprawdę to nie muzyka z gier stała się dla niego inspiracją, ale dość pokrewna – filmowa. Zdecydował, że zostanie kompozytorem, jednak nie precyzował, co dokładnie będzie komponował. Dzięki temu, że ojciec zakupił mu peceta, miał możliwość tworzenia niewielkich gier komputerowych i podkładania pod nie muzyki, również własnego autorstwa.

Jak to zwykle bywa, przypadki chodzą po ludziach. Kiedy Yasunori przeglądał oferty pracy, trafiła mu się reklama firmy Square, która poszukiwała producenta dźwięku. Choć Japończyk nie był w tym czasie zapalonym fanbojem kwadratowych, postanowił wysłać cefałkę, zaś po rozmowie wstępnej został przyjęty. Przyłożył rękę do udźwiękowienia wielu dużych tytułów, jak choćby Secret of Mana czy Final Fantasy V. Z czasem jednak odkrył, że to go nie satysfakcjonuje, podobnie jak i zarobki, które otrzymywał. Zaryzykował i postawił ultimatum Sakaguchiemu – albo tworzy własną muzykę, albo szuka miejsca gdzie indziej. Genialny twórca gier dokonał kolejnego świetnego manewru, ponieważ zgodził się na warunki Mitsudy. Tak rozpoczęła się świetna kariera kompozytora, który z czasem wprowadził muzykę z gier na zupełnie wyższy poziom niż do tej pory.


CHRONO TRIGGER (SNES)

Pierwszym projektem w nowej roli i jak się później miało okazać, niemal legendarnym, był soundtrack do gry Chrono Trigger. Pierwsza część świetnej dylogii zadebiutowała na konsoli SNES, zaś do dzisiaj konwertowana jest na nowsze maszynki lub ze łzą w oku odtwarzana na starszym sprzęcie bądź emulatorach. Historia ogniskuje się wokół młodzieńca o imieniu Crono, który zafascynowany niewiastą poznaną na festiwalu rusza na poszukiwania, gdy ta zaginęła podczas testowania maszyny do teleportacji w czasie. Tym samym sam wyrusza na niezapomniane przygody, kiedy nie tylko będzie odszukiwał Marię (takie imię nosi dziewoja), ale i ponosił konsekwencje swoich zabaw z czasem. Tuż po uratowaniu kobiety okaże się, że Crono zostaje oskarżony o porwanie, co z kolei skutkuje skazaniem go na śmierć (nikt się tam widać nie certolił). Nie będę zdradzać dalej fabuły, ale z pewnością każdy czytelnik tej strony wie, że reszta jest historią, zaś Chrono Trigger absolutnym klasykiem.

A co z muzyką? Okazała się ona świetnym uzupełnieniem świetnej fabuły i postaci. Poruszają zarówno utwory pojawiające się w czasie rozgrywki jak i motywy przewodnie poszczególnych bohaterów. Na pierwszy rzut na pewno wybija się Frog`s Theme, będące muzyką towarzyszącą eksgiermkowi Glennowi, który uszedł z życiem, lecz został zamieniony w żabę. To dość patetyczny kawałek, kojarzący się z pewnym dostojeństwem, szacunkiem i honorem, mocno kojarzy mi się ze znanym fanom Fajnala Cid`s Theme.

Równie ciekawe, choć zdecydowanie w innym klimacie – spokojniejsze, może wręcz kojące – jest Silent Light. Także przypomina późniejsze utwory z Dziewiątki, ale ma w sobie taki oryginalny, radosny spokój. Dla zupełnego skontrastowania na koniec wspomnę niemal dyskotekowe Fanfare pojawiające się, gdy nasza ekipa wygrywa. Kawałek ten, jak i sporo innych, pojawia się w nieco ulepszonej wersji w niezależnej kontynuacji, Chrono Cross.

Oto i sprawca całego zamieszania – rudowłosy Crono z gry Chrono Trigger


RADICAL DREAMERS (SNES)

Kolejna robota Yasumoriego, tym razem samodzielna. Radical Dreamers to coś w rodzaju visual novel na SNES-a. Historia dotyczy postaci znanych nam z późniejszego Chrono Cross, a mianowicie Serge’a, Kid i Magil. Tytuł ten nigdy nie pojawił się poza granicami Japonii, a szkoda, bo większość jRPG-ów okazywało się sporymi hitami, zaś omawiana gra, nawet prezentując inny gatunek, zyskałaby zwolenników bazując nawet na samej fabule. Stykamy się z dość prostym zabiegiem, kiedy to mały bajtel dostaje w swoje ręce pamiętnik dziadka i czytając go gracz przenosi się lata wstecz. Dziadzio Serge wraz ze wspomnianą ekipą rusza do Viper Mansion, by zdobyć artefakt Frozen Flame (spełnia życzenia jak lampa Aladyna).

Muzyka oddaje w pełni nastrój tego mrocznego Visual Novel

O ile w poprzednim soundtracku mocno było czuć mistrza Uematsu, tak już samodzielny debiut wskazał na pewne muzyczne kierunki, w których zmierzał Mitsuda. Na pewno uwagę i pewne wzruszenie wzbudzi Summer Day, które wbrew nazwie uderza w mocno nostalgiczne struny emocji. Początkowo wolna, zmuszająca do refleksji melodia zdecydowanie przyspiesza, wyraźnie słychać flety. Nie sposób pominąć Under the Moonlight. Muzyka dość mroczna, dosłownie przed oczami ukazuje nam obraz skradających się do budynku ludzi. Uczucie zaszczucia powodują dźwięki przyrody nocą oraz rwane fragmenty melodii. To tutaj też pierwszy raz pojawia się piękne Frozen Flame. Utwór poświęcony artefaktowi podobnie jak pierwszy kawałek jest raczej liryczny, z delikatnymi wokalizami.


FRONT MISSION: GUN HAZARD (SNES)

Kolejny szpil na Super Nintendo. To gra-matka całej serii o tak uwielbianych w Japonii mechach, która jednak znacząco różni się od swoich młodszych krewnych. W omawianym tytule gracz wciela się w kierowcę konkretnego dwunożnego robota i toczy walki w czasie rzeczywistym (w odróżnieniu od innych gier Front Mission). Cała akcja rozgrywa się niedługo przed wydarzeniami z naszego Cyberpunka, w 2064 roku. Zmniejszające się z dnia na dzień zapasy sprawiają, że trzeba coraz mocniej walczyć o zasoby naturalne. Stwarzają więc „Atlas”, czyli windę orbitalną, której cech nie będę tu przybliżać, ponieważ na fizyce się szczególnie nie znam i nawet nie jestem w stanie zweryfikować, na ile znają się scenarzyści, a na ile bajdurzą. W każdym razie rozpoczął się wielki konflikt i oczywiście my się do niego wkręciliśmy.

Na pewno wśród utworów warto wymienić pojawiający się po naszych zwycięstwach Mission Complete. Nie kojarzy się zupełnie z RPG-owymi radosnymi fanfarami i innymi skocznymi melodyjkami. Raczej brzmi nieco enigmatycznie, trochę też pasuje do industrialnego klimatu. Energicznym i motywującym kawałkiem jest z pewnością Naval Fortress. Wraz z kolejnymi dźwiękami czuć zbliżające się niebezpieczeństwo. W sountracku tak poważnej gry znajduje się też utwór wskazujący bardziej na chillout, a jest nim zdecydowanie Notice.

Przed wyruszeniem w drogę należy obrać taktykę


XENOGEARS (PSX)

O ile przy tworzeniu sountracka do Tobala Yasunori był zaledwie jednym z wielu, tak już do tego jRPGa muzykę stworzył sam. Udowodnił tym samym, jak ogromny ma potencjał. Zanim dojdziemy do najlepszych kawałków, standardowo dwa zdania o fabule. Nasz protagonista, Fei Fong Wong, jakkolwiek by to nie brzmiało, przypadkowo niszczy wioskę, w której mieszka. Nie jest to wynikiem jakiejś ułańskiej fantazji młodzieniaszka, ale raczej szerszej intrygi, w którą został zaangażowany, niekoniecznie będąc świadomym konsekwencji. Znów gra o mechach, a przy okazji poruszająca bardzo trudne wątki psychologiczne i religijne. Akcja dzieje się w przyszłości, jednak nietrudno się domyślić uniwersalnego przekazu, który ze sobą niesie.

W kwestii muzyki trudno ograniczyć się do wyróżnienia trzech kawałków, kiedy z zapartym tchem słucha się całej płyty. Na pewno warto sięgnąć po Bonds of Sea and Fire. To poruszający, ale i kojący utwór, przywodzący na myśl pewną baśniowość, jakąś bliżej niezidentyfikowaną tęsknotę. Mocne uderzenie daje Tams, The Man of the Sea. Główny motyw muzyczny uzupełniany jest kilkoma instrumentami, co daje świetny efekt. No i na koniec absolutny władca zestawienia, finałowy One who Bares Fangs at God. Utwór ogromnie przejmujący, niemal mistyczny. Z każdą sekundą rozkręca się coraz bardziej, zaś chór wykonujący wokalizy totalnie miażdży. To piękny, ale i nieco przerażający kawałek, który jest świetnym ukoronowaniem OST.


MARIO PARTY (N64)

Marian jest flagową postacią Nintendo. Swoją karierę zaczynał jako Jumpman ratując swą niewiastę z rąk pewnego małpiszona. Z czasem gry z hydraulikiem, na którego się przebranżowił, gościły na niemal każdej konsoli Japończyków i poszerzały się o coraz to kolejne gatunki – wyścigi, platformówki, zabawy w doktora, nawet RPG! Jak się okazało, nasz wąsaty bohater i towarzysze świetnie nadawali się do imprezowych mini gierek, które składały się na Mario Party.

Z racji tego, że tytuł jest uniwersalny (skierowany do dzieciaków, ale sprawi frajdę także dorosłym), muzyczka raczej dostosowana jest do młodszych odbiorców. Duży radosnych, popierdółkowatych melodyjek, które przywodzą na myśl pozytywne emocje. Jak wygrywać to tylko z Winner, które choć pozbawione fanfar pozwala nam wyobrazić sobie nas na szczycie podium. Z kolei gdy poniesiemy porażkę nie wpadamy we frustrację, szczególnie po usłyszeniu nieco kpiącego, ale nie negatywnego Miss. Na pewno warto wyróżnić także mocno egzotyczne Let`s Limbo!W ogóle kawałki z Mario Party są bardzo krótkie, radosne, mają na celu wywołanie współzawodnictwa i pozytywnej rywalizacji. Wydawać by się mogło, że Mitsuda jest bardziej, hmm… liryczny, jednak w takich radosnych sytuacjach również się odnajduje.

Planszowa impreza towarzyska w Mushroom Kingdom


CHRONO CROSS (PSX)

Już jakiś czas temu na stronce pojawiła się moja recenzja tej cudownej gry, myślę zresztą, że żadnemu szanującemu się fanowi retro nie trzeba jej przedstawiać. Z dziennikarskiego obowiązku, jest to rozszerzona historia znana z Radical Dreamers. Nasz główny bohater, Serge, odkrywa, iż równolegle istnieje drugi wymiar, w którym on sam… nie żyje. Uzyskuje jednak możliwość poruszania się między dwoma czasoprzestrzeniami. Wraz z rozwojem historii fabuła się gmatwa, w końcu wyjaśnia, zaś całość jest absolutnie jednym z największych tytułów na Szaraka i czas najwyższy, by wśród zalewu remasterów ktoś zabrał się za dzieło Square, bo kontynuacji fani się chyba nigdy nie doproszą.

chrono cross retro recenzja

W omówionej recenzji wspominałam też o muzyce, tutaj też przedstawię ze trzy względnie różne kawałki. Na pewno trzeba przesłuchać najlepsze intro ever jakim jest Time`s Scar. Spokojny, relaksujący początek, który po wejściu skrzypiec zmienia się w ognisty utwór, zachęcający do podjęcia przygody Serge`a. Również skrzypcowe, ale zgoła odmienne w swej wymowie, przypominające jakieś epitafium People Imprisoned by Destiny przywołuje poczucie utraconego szczęścia lub bliskiej osoby. Świetne wrażenie sprawiają też utwory z wokalizami. Na pierwszy rzut wysuwa się wykonywane prze chór przy oszczędnym instrumentarium Garden of the gods.


TSUGUNAI: ATONEMENT (PS2)

Ten tytuł będzie zapewne słabo znany w naszym środowisku, ponieważ oficjalnie nigdy nie pojawił się w Europie. Można jednak spróbować po niego sięgnąć, gdyż oprócz Kraju Kwitnącej Wiśni ukazał się także w Ameryce, więc nie musimy się martwić o tonę niezrozumiałych krzaczków. Nasz główny bohater, Reise, chciał się zabawić w Prometeusza i ukraść bogom ważny artefakt. Plan się nie udał, zaś rozwścieczeni panowie świata sprawili, że przestał być compositum duszy i ciała, ale posiadł je z osobna. Dzięki temu (lub przez to, jak kto woli), Reise wciela się w inne postaci i w zależności od tego, kim w tym momencie jest, wypełnia określone questy.

Już od początku mamy ostre uderzenie i świetny Opening kojarzący się mocno z kompozycjami z Chrono Crossa. Następnym wartym polecenia utworem jest Battle with the Devil. Dość mroczny początek z czasem się dynamizuje, przede wszystkim dzięki skrzypcom. To one, nomen omen, grają pierwsze skrzypce w kawałku i ustalają jego rytm, przede wszystkim w refrenie. W dalszych partiach nie brakuje także pewnego dramatyzmu. Na koniec jeszcze dodam Battle – Level 1, występujące w czasie bardziej popierdółkowatych walk. Tu z kolei czuć inspirację serią Front Mission. To, co jest niesamowite u Mitsudy to fakt, że choć jego utwory przypominają inne, które stworzył, równocześnie są bardzo różnorodne. Gość ma styl, ot co!


SHADOW HEARTS (PS2)

Kolejna gra na PS2, do której Mitsuda skomponował muzykę, tym razem jednak wraz z innymi artystami. Shadow Hearts przedstawia nam historię rozgrywającą się kilka lat po fabule Koudelki. Tym razem otrzymujemy dwie grywalne postaci. Yuri, pierwsza z nich, ma za zadanie uratować posiadającą parapsychiczne moce Alice, w którą także przyjdzie nam się wcielić. Nasz młodzieniec posiada podobną umiejętność do głównego bohatera NES-owego Dr Jeckyll & mr. Hide, gdyż po załatwieniu określonej liczby wrogów zmienia się w demona, z kolei po utracie zdrowia psychicznego gość wpada w szał. Zapomniałam dodać, że jak już Yuri odnajdzie Alicyjkę, ich wspólnym zadaniem jest uratowanie świata, coś czego w grach nigdy nie było ;)

W kwestii utworów wygląda to zdecydowanie lepiej. Na pewno należy odsłuchać Imbroglio. Oprócz klasycznych instrumentów występuje tu sporo przedmiotów teoretycznie nie związanych z muzyką. Miarowe uderzenia i coś w rodzaju szmerów nadaje poważny charakter rozgrywce. Na początek również lubiane przez Yasunoriego dzwony. Uwagę przykuwa także Battle Theme. Tym razem nie ma skocznych, napędzających dźwięków. Jest nieco wolniej, przy okazji mroczniej. Pojedyncze uderzenia w dzwon czy struny gitary, głosy w tle – to wszystko powoduje poczucie mroku, zaszczucia. Z kolei bardziej Wschodnie klimaty przywodzi na myśl China Ogre. Cudowne skrzypce i przytłaczający klimat, w sam raz na walkę z bossem!


LEGAIA 2: DUEL SAGA (PS2)

Kolejny RPG ze stajni Square. Fabuła banalna, gdyż wszystko-dający-zapewniający-pokój kryształ ginie, przez co zapanowuje chaos, natomiast do odzyskania go potrzeba jednej osoby. Standardowo pada na nas, w związku z czym ruszamy w bój. Tytuł ekskluzywny na PS2 może się także pochwalić dość długim czasem wymaganym do poznania wszelkich meandrów fabularnych.

Muzyka powstała wraz ze wsparciem Hitoshiego Sakimoto oraz Michiru Oshimy. Wprowadza to pewną różnorodność, nie czuć już tak mocno Mitsudy, co niekoniecznie musi być wadą produkcji. Warto posłuchać harmonijnego i delikatnego To my Hometown, faktycznie posiadającego w sobie pewną nutkę tęsknoty za spokojem i bezpieczeństwem. Dzikie, pełne bębnów i dźwięków, które zwykle towarzyszą naiwnemu przedstawieniu ludzi zamieszkujących Amazonię i inne tego typu miejsca, z okrzykami ludzi, wprowadzają w walkę w utworze Elegy of Battle. Najbardziej jednak podobał mi się równie spokojny, co pierwszy z omówionych, kawałek Wasteland of Faraway Places. Przyjemny, wprowadzający w radosny nastrój.


XENOSAGA: EPISODE I – DER WILLE ZUR MACHT (PS2)

Nieco wcześniej było już o Xenogears, teraz czas na kolejną grę z serii, która fabularnie przenosi nas w czasy sprzed historii poznanej dzięki Playstation. Ruszamy w przyszłość, gdzie oprócz ludzi świat zamieszkują cyborgi i inne ustrojstwa. Trochę w stylu produkcji Kojimy gra dzieli się na akcję oraz oglądanie filmów przerywnikowych. Do tego dochodzi to, co Japończycy lubią najbardziej, czyli wielkie mechy, którymi także będziemy mogli sterować. Generalnie fabuła jest dość zawiła, chyba że ktoś nie ma problemu z poruszaniem się po meandrach futurystycznej twórczości fantastycznej. Jako gracze znajdziemy się w ostrej międzyplanetarnej intrydze i walkach między dwoma kosmicznymi organizacjami.

Najbardziej sztandarowym utworem wydaje się Prologue. Poruszający utwór, który po lekkim rozpoczęciu przybiera nieco intrygujący charakter. Przypadło mi do gustu również fortepianowe i spokojne Warmth. Muzyka w sam raz do eksploracji bezpiecznych wioseczek, która może towarzyszyć charakterystycznym dla jRPGów sucharom w karczmach. Na koniec nie można nie wspomnieć o The Miracle. Utwory skrzypcowe połączone z chórem i uderzeniami dzwonów w tle zawsze przywodzą na myśl jakiegoś epickiego przeciwnika, z którym przyjdzie się mierzyć graczowi.


THE SEVENTH SEAL: THE RESURRECTION OF THE DARK LORD (PC)

Gra oparta na serii powieści, jednak bez tak spektakularnego sukcesu jak nasz rodzinny Wiedźmin. W tym pecetowym RPGu przyjdzie nam żyć w świecie Huho. Maks ważną rolę odgrywają tam żywioły (taki azjatycki Kapitan Planeta :p). Jako że pewien człowiek pragnie wykorzystać je do swoich celów (azjatycki Janusz), przestają one reagować zupełnie, ponieważ zostają zapieczętowane.  Ceavaton, ten zły, ma jeszcze szanse na ponowne ich użycie, gdyż siódma pieczęć pękła i uwolniła żywioły. Oczywiście dzieje się to pierdyliard lat przed rozpoczęciem przez nas gry, również w Huho, Powtarza się problem z pieczęciami, jednak tym razem pomóc może ta dobra, czyli nasza bohaterka Ingeny.

Tak się składa, że akurat ten soundtrack jest mi szczególnie bliski, ponieważ to pierwsza płyta Mitsudy, którą kupiłam. Najmocniej polecam energiczne Confrontation, które bardzo dobrze wprowadza w klimat walki. Dla fanów spokojniejszych brzmień odpowiednie będzie Melody-go-Round, gdyż jest bardzo ciepłe i delikatne. W podobnym tonie utrzymane zostało Hope. To faktycznie utwór, który pozwala odczuć nadzieję na zmianę na lepsze, tak jak w życiu bohaterów.

Rodzina Wesley’ów, wersja alternatywna


GRAFFITI KINGDOM (PS2)

Kolejna giereczka na nieśmiertelną PS2. Całość, zgodnie z tytułem, utrzymana jest w dość artystycznej, ale i humorystycznej konwencji. W fabule pojawia się stara śpiewka w stylu: ktoś uwięził złego demona x lat temu, ale przyszło nam żyć w czasach, kiedy ktoś inny go wypuścił. To teraz pozostaje ciągnąć losy o to, kto go znów wyśle w zaświaty, czy do jakiejś innej pieczęci. Oczywiście jesteśmy to my. Do tego jest to tytuł Pokomonopodobny, ponieważ możemy w nim łapać stworki, również tworzymy własne postaci. Później wysyłamy je, żeby to właśnie one nawalały się z przeciwnikami. Z kolei biorąc się za graffiti korzystamy z magii.

Co tu dużo mówić – w ocenie subiektywnej jest to dla mnie jeden z mniej eksploatowanych soundtracków. Wynika to z faktu, że gra ma mocno popierdółkowaty klimat i odbija się to także w muzyce. Z godnych uwagi utworów wymienię Perfervid Fluid, ze świetną częścią na flecie i smyczkach, radosne, wręcz kowbojskie Hsien Human Palm, od którego bije wioską na kilometr i mam tu na myśli znaczenie bardzo pozytywne. Na koniec jeszcze warto wspomnieć o delikatnym, podobnym do utworów znanych z SaGa Frontier 2, The Boxed Garden. Kawałek, który świetnie sprawdza się jako ending, gdyż jego spokojny rytm zdaje się być zapowiedzią sielskości wprowadzonej dzięki naszym poczynaniom.


10000 BULLETS (PS2)

Tym razem nie mamy do czynienia z kolejnym jRPG-iem lub jego wariacją, ale typową grą akcji! Przejmujemy stery nad pewnym jegomościem o ksywce Crow, który został wynajęty przez mafię do wyeliminowania kogo trzeba. Do tego ma również własny cel – poszukuje zabójcy swojej matki, którą stracił w młodym wieku, a po której odziedziczył moc zatrzymywania czasu. Dzięki niej będzie nam dużo łatwiej w starciach z wszelkimi przeciwnikami.

Mam wrażenie, że to kolejna płyta wnosząca coś nowego do twórczości mistrza. Już Opening bardzo mocno zalatuje jakąś speluną, gdzie unosi się dym papierosowy, a z głośników słychać jazz, na dodatek bardzo dynamiczny. Służą temu przede wszystkim trąbki. Podobne uczucie wzbudza D.O.L.L., choć tutaj zamiast trąbek wybija się fortepian i bębny. Najprzyjemniejsze, a przy okazji najbardziej czarujące, jest wolne Urban Fantasy. Tutaj trąbka ewidentnie gra pierwsze skrzypce.

Max Payne się chowa!


MONSTER KINGDOM: JEWEL SUMMONER (PSP)

Kolejny jRPG na koncie Mitsudy, tym razem exclusive na PSP. Nie mamy tutaj fuzji i koegzystencji ludzi z mechami, ale z potworami. Wszystko było cacy i wspomniane istoty mieszkały blisko siebie, jednak nastąpiła OGROMNA STRASZNA KATASTROFA, monstra zniknęły niczym w 4400, zaś zostały po nich jeno kamienie. Oczywiście nie są to byle jakie kamyczki, ale posiadające ogromną moc. Wokół nich zbierają się ludzie, którzy zaczynają je badać. Okazuje się, że na ludzi zaczynają napadać złe potwory, zaś ci, broniąc się, przywołują kamienie posiadające siłę – tak oto okazuje się, że cała fabuła zawarta została w tytule.

Już pierwszy kawałek, Theme of, sygnalizuje, że będziemy mieć do czynienia z poważną i dynamiczną rozgrywką. Niespieszna z pozoru melodia nabiera tempa i nastraja do walki dzięki użyciu wielu instrumentów, przede wszystkim skrzypiec. Dość mroczne, zalatujące nawet klimatami rodem z survival horrorów jest Emergency Situation. Również słychać skrzypce, ale już zdecydowanie w innych tonacjach. Mało instrumentów, delikatne wokalizy, lepiej nie słuchać nocą. Z kolei najbardziej nastrojowe będzie z pewnością Amalgamy Theme. Nie czuć grozy ani pośpiechu, tak charakterystycznych dla innych utworów z soundtracku.


DEEP LABYRINTH (NDS)

Tytuł jest exclusivem na Nintendo DS (pojawił się wcześniej na telefonach, ale – może to być z punktu widzenia gier stwierdzenie heretyckie – nigdy nie traktowałam ich na równi z konsolami, choć próby były, choćby w przypadku N Gage). Gra jest RPG-iem, mimo początku w stylu horroru klasy B. Nasz bohater Shawn wraz z rodzinką i czworonożnym towarzyszem wyruszają w podróż. Jednakże, opona się przebija, więc wesoła gromadka musi poradzić sobie w inny sposób. Tymczasem pies, nie reagując na nic, rusza w kierunku znajdującego się nieopodal opuszczonego domu. Tutaj fabuła traci już swoją grozę, gdyż dom okazuje się czymś w rodzaju szafy z Narni, ponieważ prowadzi Shawna do zupełnie innego wymiaru, zwanego Viman. Chłopiec musi odnaleźć swoją rodzinę oraz dać oklep komu trzeba.

Moim faworytem z tej gry jest zdecydowanie trzymające w napięciu To the Labyrinth. Choć przypomina kawałki z Chrono Cross, a może właśnie i dlatego, wprowadza słuchacza w baśniowy świat i wzbudza niezidentyfikowaną tęsknotę w sercu. W podobnym tonie utrzymane jest Sword of a Lost Legend. Tu z kolei otrzymujemy dodatkowo fragmenty dynamizujące, co nieco zmienia pierwotny odbiór. Najszybsze, zachęcające do akcji Memory Eather Thetawzbogacone gitarowym riffem, zdaje się kibicować graczowi w podróży Shawna.

Całkiem przyjemny ten labirynt


LUMINOUS ARC (NDS)

Ostatnia w tej części tekstu gra, kolejny hit na wydany na NDS-a, połączenie jRPG-a ze strategią turową. Zasadniczo naszym zadaniem jest zajmowanie się pogawędkami i staczanie pojedynków na izometrycznych planszach. Fabuła koncentruje się wokół walki Kościoła czczącego niejakiego boga Zehaala z różnymi czarownicami i innymi monstrami. Na przestrzeni wieków te istoty zostały niemal wyzerowane. Mamy więc do czynienia z ustrojem teokratycznym z mocnymi zapędami autorytarnymi. Nasi bohaterowie otrzymują zadanie pokonania wszelkich wrogów Kościoła, ale z czasem odkrywają, że zostali zindoktrynowani. Podejmują współpracę z wiedźmami i razem dążą do ostatecznego pokonania Zehaala.

Mitsuda był jednym z kilku kompozytorów ścieżki dźwiękowej do tej gry, raczej skupił się tym razem na ich aranżacji, ale niemal od razu można poznać, co wyszło spod jego palców. Wspomnieć należy piękne i uspokajające nawet najbardziej zszargane nerwy Prelude. Spokój i sielanka uplastycznione przez fortepian wylewają się na słuchacza. Zasadniczo przy innych utworach Yasunori uczestniczył, ale nie można go nazwać samodzielnym twórcą.

Przyznaję, że jakoś sporo czasu mi zeszło na napisanie tego tekstu, choć głównie ze względów technicznych ;). To na razie pierwsza część twórczości artysty, może uda mi się opisać kolejne. A Wy, które kawałki Mitsudy lubicie najbardziej? :)

Screenshoty pochodzą ze stronek: mobygames.com, rpgfan.com, giantbomb.com oraz old-games.ru.
Zdjęcie Mitsudy pochodzi z jego oficjalnej strony internetowej.
O Prezesowa 31 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.