Nora | Podróże z Doktorem Borsea’u

Nora RetroBorsukaWitajcie kochani miłośnicy przyrody! W dzisiejszej Norze wyruszycie na bardzo ciekawą i pouczającą podróż przygodowo-naukową ze znanym na całym świecie (pod)morskim podróżnikiem i awanturnikiem Doktorem Borsem Borsea’u i jego (pod)wodnym batyskafem o imieniu Gruba Gienia, napędzanym nostalgicznym paliwem z retropikseli! Wraz ze sławnym wilkiem morskim odwiedzicie między innymi – nowy, nieznany wcześniej człowiekowi, gatunek Pingwinów Polskich zamieszkujący Atariktydę i sprawdzicie dlaczego populacja tegoż gatunku maleje w stopniu zatrważającym! Ponoć bidulki wpadają do przerębli wracając z upojnych, suto zakrapianych imprez… Następnie pomożecie Borsea’u w oczyszczeniu oceanicznego dna z zatruwających wodne środowisko beczek wypełnionych radioaktywnymi chemikaliami w okolicach Rowu Atariańskiego…


 THE GREAT RETURN OF THE PENGUINS

ARSOFT CORPORATION (2014)

AUTORZY: ARKADIUSZ „LAREK” LUBASZKA, MICHAŁ „STRING” RADECKI, ROBERT „SONAR” SZERNIEWICZ, CPT. MISUMARU TENCHI

zręcznościowo – logiczna

(Atari)

larek atari wywiad

Wielki Powrót Pingwinów – Ekran tytułowy + gameplay

OPIS

Witam w dzisiejszym odcinku „Podróży z Doktorem Borsea’u” – w ten dość chłodny poranek przywiało mnie: Bors’a Borseau wraz z moją stareńką podwodna łajbą Grubą Gienką na mroźne wybrzeża Atariktydy! Zapytacie pewnie, po jaką cholerę? Zaobserwowałem tutaj niedawno całkiem nowy, nieznany wcześniej nauce gatunek pingwina! Cicho, cicho, schowajcie się i popatrzcie, ja włączę w tym czasie kamerę. Oooo, tutaj za tymi krzakami będzie dobrze! Tylko uważajcie na przeręble… Widzicie te wielkie samce, zataczające się dziwnie na horyzoncie, ubrane w biało czerwone czapki i szaliki? Hmm mi także wydało się to co najmniej dziwne! – skąd mają ubrania? Powoli, żeby ich nie spłoszyć… Tydzień temu zamontowałem tutaj, w tym oto bałwanie – minikamery, które wyjaśnią nam genezę dziwnych zachowań tych stworzeń! Wstępnie udało mi się ustalić, że ten gatunek pingwinów został wyhodowany przez polski zespół badaczy pod przewodnictwem uznanego w całym świecie nauki – Doktora Larka! Ta krzyżówka Pingwinów Cesarskich z Królewskimi, połączona z genomem polskiego podróżnika-awanturnika charakteryzuje się wielką odpornością na wszelkie szkodliwe dla pingwinów czynniki świata zewnętrznego. Grube fałdy tłuszczu oraz nie przepuszczające chłodu upierzenie chronią je od mrozu i oziębienia organizmu. Dziwna woń alkoholu unosząca się z ich dziobów odstrasza zaś nieliczne tutaj drapieżniki. Dziwi więc tak szybki spadek tutejszej populacji Pingwinów Polskich (nazwanych tak na cześć twórców). Dobra jesteśmy na miejscu. Włączmy kamerę i zobaczmy co się tutaj tak naprawdę wyprawia! Aha – wszystko wydaje się jasne! Genom polskiego podróżnika – awanturnika, który miał wpłynąć zarówno na zwiększenie IQ jak i odwagi naszych milusińskich pingwinów – zamiast błogosławieństwem, stał się ich przekleństwem! Po prostu skurczybyki – chodzą cały czas nabzdryngolone, piją wszystko co ma procenty i … topią się w przeręblach… Dobrze, że mam ze sobą Lodowy Podmuch 2000 – najnowsze cudo techniki prosto z polskiej fabryki – zamraża wybraną przerębel jednym ruchem przepustnicy… Pomóżmy tym biednym stworzeniom i uratujmy ten nowy gatunek od zagłady!

TRZY GROSZE OD AUTORA

ARKADIUSZ „LAREK” LUBASZKA

CEL GRY. Nasze zadanie polega na bezpiecznym doprowadzeniu pingwinków do igloo. Niestety, na drodze tam prowadzącej są liczne przeręble, które uniemożliwiają naszym pingwinkom dotarcie do celu.

ZASADY. Za pomocą dżojstika możemy na chwilę zakryć przerębel – wychylamy joya w odpowiednim kierunku, zgodnym ze strzałką znajdującą się przy otworze. Zakrycie dziury trwa tylko przez chwilę (w miejscu strzałki pojawia się cyferka pokazująca czas do ponownego „otwarcia” przerębla), więc musimy powtarzać czynność odpowiednio często, jak tylko w pobliżu pojawi się nowy pingwinek. Wciskając przycisk FIRE wymusimy wyjście z igloo kolejnego pingwinka. Aby zdążyć przeprowadzić odpowiednią liczbę pingwinów musimy je w ten sposób poganiać, bo one same są raczej leniwe i niechętnie wyruszają w drogę. W świcie pingwinów – jakże by inaczej – po dniu następuje noc… Zwracam też uwagę na fakt, że bezmyślne machanie joyem nie jest mile widziane i takie „cwaniactwo” jest karane skróceniem czasu! Zakrywajmy zatem przeręble tylko wówczas, gdy jest to konieczne do przejścia pingwina.

POLE GRY. Na panelu dolnym mamy w kolejności od lewej strony: numer etapu (jest ich wszystkich szesnaście i pojawiają się, oprócz pierwszego, w losowej kolejności), liczbę pingwinów gotowych do wyjścia z igloo (najczęściej jest ich więcej niż potrzebujemy, aby ukończyć etap), czas (zegar odlicza czas do zera), liczbę pingwinów, które musimy doprowadzić do igloo, aby zaliczyć etap, zdobyte punkty.

KONIEC GRY. Gra zostanie przerwana w chwili, gdy braknie nam czasu bądź utopimy za dużo pingwinów i nie będziemy mieć już możliwości doprowadzenia do igloo wymaganej ich liczby lub po naciśnięciu klawisza ESC.

PLUSY

Wielki Powrót Pingwinów robi dobre wrażenie już po pierwszym odpaleniu tytułu – co w przypadku gier 8-bitowych nie jest sprawą oczywistą. Gra wita gracza bardzo ładnym obrazkiem tytułowym autorstwa sOnar’a oraz przyjemną i wpadającą w ucho muzyczką tytułową skomponowaną przez String’a – starych scenowych wyjadaczy, których do stworzenia tego tytułu skaperował pomysłodawca i główny programista gry – larek. Nie powiem – nastraja to bardzo optymistycznie do dalszej rozgrywki. Po wciśnięciu przycisku FIRE i rozpoczęciu gry okazuje się, że krajobrazy Atariktydy także cieszą nasze zmysły: biało-niebieska kolorystyka zimnej krainy działa kojąco na nasze zmęczone całodniową pracą oczy, domki igloo wyglądają tak przytulnie, że chętnie zamieniłbym na nie swoją wysłużoną norę, zaś maszerujące gęsiego pingwiny idealnie pasowałyby na mój półmisek jak i do starych gier „Elektroniki!” (Pamięta ktoś Wilka i Zająca, albo Nurka i Ośmiornicę? Autor Pingwinów pamięta je bardzo dobrze!) Podsumowując – pod względem oprawy twórcom udało się osiągnąć świetny konsensus pomiędzy graficznym przepychem, a prostotą i czytelnością – czyli jest zgrabnie i powabnie jednocześnie. Aha zapomniałbym o wszelkich dźwiękach, dżinglach, bitach czy jak się zwą te cholerstwa wydobywające się z głośników – robią kapitalną robotę wrzucając do gry świetny feeling prosto z salonów gier! To lubię.

Największą jednak zaletą omawianej dzisiaj nowości bez wątpienia jest nowatorskość rozgrywki! Powiedzcie mi, moi mili – w ilu grach na 8-bitowe sprzęty sterujecie otoczeniem zamiast protagonistami? Fakt, na 16-bitowce wychodziły Lemingi, Troddlery czy inne rozpierzchające się po planszy stworki, które musieliśmy sprowadzać do chałupek – jednak w przypadku najstarszych mikrokomputerów – takich gier było tutaj jak na lekarstwo. Świetnie, że nowe dzieło Arsoft CORPORATION wypełnia tą lukę i za pomocą swojej prostoty wciąga gracza jak odkurzacz! Dodatkowo oprócz dostarczania radochy gra uczy spostrzegawczości, ćwiczy podzielność uwagi w przypadku nadzorowania jednoczesnego przemarszu wielu pingwinków, wymaga także od gracza planowanego działania. Jeżeli jednocześnie wypuścicie cały tabun milusińskich pobawicie się prędzej w wyławiacza topielców niźli ornitologa…pingwiny2

Odpowiednio dobrany poziom trudności powoduje, że dostępnych szesnaście etapów nie skończymy za jednym posiedzeniem, w końcowych planszach naprawdę musimy wykazać się nie lada refleksem, opanowaniem i rozpoznaniem terenu (szczególnie w nocy) aby doprowadzić wszystkich opierzonych obiboków do swoich legowisk. Podpowiem tylko dla nowych graczy, że aby w pełni cieszyć się z gry – musicie włączyć najpierw tryb nauki, obczaić zasady i dopiero wtedy ruszać na ratunek pingwinom.

MINUSY

Nie rzucajcie się w wir rozgrywki bez wspomnianego wyżej samouczka, wtedy gra może Was odrzucić poprzez niezrozumienie w sumie bardzo prościutkich zasad rządzących rozgrywką. Mam też małe zastrzeżenie do wyglądu strzałek obrazujących kierunek wychylenia dżoja potrzebny do zamrożenia przerębli – przydałoby się bardziej widoczne dla gracza oznaczenie zwrotu danego kierunkowskazu. W przypadku plansz nocnych oraz mojego wysłużonego telewizora CRT – strzałki przy bokach ekranu są trudne do rozpoznania i często zdarzało mi się pomylić tutaj „dół” z „prawo”. No i po przejściu całej gry człowiek miałby ochotę na więcej! Stąd moje zapytanie do autora – przewidziane są może jakieś dodatkowe poziomy lub druga część zawierająca takowe?

KIEDYŚ

Gra jest nowością z 2014 roku – mój pierwszy kontakt z rzeczonym tytułem nastąpił dopiero na ostatnim 8 Bit Party Vol.3 (zlocie miłośników retrosprzętów i retrogier), gdzie osobiście poznałem larka, który zaprezentował mi cały swój growy dorobek z naciskiem właśnie na The Great Return of The Penguins, dodatkowo z cierpliwością buddyjskiego mnicha tłumacząc zasady rządzące swoim małym przebojem…

TERAZ

Zaintrygował mnie na tyle, że po powrocie do domu z przyjemnością zasiadłem do ratowania pingwinich tyłków, co okazało się zajęciem zajmującym mi ostatnie dwa weekendy i w sumie około 10 godzin życia! Czyli więcej czasu spędziłem przy Pingwinach niż przy ogrywanym przeze mnie pół roku temu jakimś Call of Duty – niech to będzie dla Was najlepszą rekomendacją! Zanim przejdę do oceny końcowej, może zapytamy autora – czy z perspektywy czasu zmieniłby coś w swoim najnowszym dziecku?

Larek: W tej chwili myślę sobie, że jedynie bym spróbował zwiększyć dynamikę gry na początkowych poziomach. Przy tworzeniu etapów wydawało mi się, że na początku powinny być dość proste, aby gracz miał możliwość zapoznania się z zasadami gry. Teraz wydaje mi się, że na pierwszym etapie pingwiny chodzą jakoś tak ślamazarnie, co może sprawiać wrażenie lekko nudnawej gry ;). Poza tym chyba już nic bym nie zmieniał.

Drogi larku, ode mnie dodam tylko: wcześniej Klony, teraz Pingwiny, aż strach się bać jaki poziom będzie reprezentować Twoje przyszłe opus magnum – Laura. Z niecierpliwością czekam na tą wspaniale zapowiadającą się grę! A w międzyczasie pyknę sobie fajeczkę przy kolejnej partyjce maszerujących pingwinów, co i Wam zalecam.

STEROWANIE

EKRAN TYTUŁOWY: START lub FIRE – rozpoczęcie gry, DŻOJ – wywołanie trybu nauczania (ważne!)

ROZGRYWKA: KIERUNKI DŻOJA – zasypywanie (zamrażanie) dziury, FIRE – wypuszczenie pingwina, SPACJA – pauza, ESC – powrót do ekranu tytułowego.

THE GREAT RETURN OF THE PENGUINS (ATARI XL/XE)

Nowatorska, wymagająca i zabawna nowość na Małe Atari, brawo!

Retrometr

POBIERZ THE GREAT RETURN OF THE PENGUINS DLA ATARI

MAPA ZAWIERAJĄCA WSZYSTKIE POZIOMY GRY


OCEAN DETOX

ZWYCIĘZCA KONKURSU ABBUC (2010)

AUTORZY: MAREK „MAPA” PAVLIK, ADAM „OOZ” POWROŹNIK, ZDENEK „PG” EISENHAMMER, MICHAŁ „MIKER” SZPILOWSKI

logiczno – zręcznościowa

(Atari)oceand3.

OPIS

Jak pewnie pamiętacie z poprzedniego odcinka „Podróży z Doktorem Borsea’u” – uratowaliśmy ostatnio zagrożony wyginięciem gatunek Pingwina Polskiego, lecz to nie koniec niebezpieczeństw jakie czyhają na badacza oceanicznych (i nie tylko) głębin. Wpływamy właśnie na wody Oceanu Spokojnego, w pobliżu Rowu Atariańskiego, na wschód od Archipelagu Wysp Pikselandii. Patrzcie i podziwiajcie… Ależ przepięknie… I właśnie ten wspaniały archipelag za kilkanaście miesięcy może zniknąć z powierzchni naszego globu… Jak to możliwe zapytacie? Oto odpowiedź – schodzimy Grubą Gienką trochę głębiej, abyście mogli dostrzec dno. Czekajcie włączę światła… Zdziwieni? Spodziewaliście się pewnie ujrzeć piękną rafę koralową wypełnioną pływającymi meduzami, wiekowymi i wielkimi żółwiami morskimi czy ławicami ryb migoczącymi odbitym blaskiem słońca… A tu co? Stare, zniszczone, cuchnące i cieknące zielonym szlamem składowisko radioaktywnych odpadów! No kurwa mać! Oj, przepraszam nieletnich widzów, za moje nerwowe poruszenie, ale sami widzicie do czego zdolny jest gatunek ludzki… Zamiast pięknych podwodnych pejzaży, pooglądacie dzisiaj w programie największy podwodny śmietnik… Zaraz, zaraz! A co powiedzielibyście na trochę akcji i atrakcji?! Gruba Gienka pamięta jeszcze czasy II Wojny Światowej, kiedy udawała szpiegowską, miniaturową łódź podwodną… Tym oto przełącznikiem włączamy tryb bojowy i… Jesteście gotowi na porządki? Chcecie przeprowadzić wraz ze mną Odtrucie Oceanu? Jeżeli tak to usiądźcie wygodnie w fotelach, ja zapnę pasy i ruszamy! A raczej płyniemy. Na pohybel zatruwającym własną planetę durniom!oceand2.

Ocean Detox – to dosyć nowa (czymże dla Atari jest sześc lat?), bardzo dobra zręcznościowo-logiczna gra oceaniczna, luźno oparta na stareńkim hicie – Canyon Bomber (1978) z Atari 2600. Podmorską rozgrywkę widzimy w ujęciu z boku, obserwując naszą łódź podwodną przepływającą z lewej strony ekranu do prawej. Uwaga – wcale nie sterujemy naszą pływającą konserwą, co więcej po przepłynięciu całej długości ekranu ulega ona samoczynnemu zanurzeniu o jedną szerokość łodzi – zbliżając się niebezpiecznie do wypełnionego szkodliwymi odpadami dna. Trujące beczki ułożone w kolumny rożnej wielkości to cel naszej gry. Aby przejść do następnej planszy musimy zniszczyć je wszystkie głównie poprzez umiejętne rzucanie min głębinowych oraz strzelanie torpedami. Tak, dobrze myślicie, dziwna gra – nie macie żadnego wpływu na poruszanie się statku podwodnego tylko wystrzeliwujecie w odpowiednim momencie jego uzbrojenie – pamiętając, że możemy wyrzucić tylko jedną minę jednocześnie! Oprócz początkowego arsenału czyli – zwykłych min dostępnych w ilości nieograniczonej (niszczy maksymalnie cztery beczki w pionie) oraz torped wystrzeliwanych przed siebie (niszczy cały rząd baryłek w poziomie) możemy znaleźć także dodatkowe pomocne narzędzia zagłady. Szybkie miny – jak sama nazwa wskazuje są zdecydowanie szybsze od zwykłych, zachowując te same właściwości zbrojne – czyli także niszczą cztery segmenty odpadów. Mega miny – to już kawał porządnego cacka – potrafią skasować całą kolumnę nieczystości jednym ciągiem! Nasz okręt podwodny wyposażony jest początkowo w tarczę, która wystarczy tylko na staranowanie jednej beczki chemikaliów, każde uderzenie w kolejną równoznaczne jest z zatopieniem naszej metalicznej piranii i napisem Game Over. Na szczęście w czasie rozgrywki możemy zdobyć dodatkowe osłony, zwiększające nasze szanse na przeżycie. Oprócz elementów uzbrojenia znajdziemy także pod wodą inne dopalaczewpływające zarówno pozytywnie jak i negatywnie na naszą rozgrywkę: przyśpieszenie i spowolnienie prędkości, obniżenie i podwyższenie głębokości, chwilowe zatrzymanie pływu, premie i kary punktowe. No teraz rozgrywka nabrała rumieńców, no nie? Czyścimy wszystkie radioaktywne paskudztwa na planszy i płyniemy do kolejnej rafy, do kolejnego oceanu by wykonać tą samą czynność. Z każdą kolejną planszą oprócz zmiany głębinowego wystroju – gra przyspiesza, odpadów pojawia się zdecydowanie więcej, zaś my nie nadążamy ze sprzątaniem…

PLUSY

Pomysł na grę jest świetny i nie ukrywajmy, że czesko-polskie (bo takiej produkcji jest gra) podwodne porządki wsysają niczym najlepsze gry logiczno-zręcznościowe pokroju Bust A Move czy Peggle właśnie takich tytułów potrzeba ośmiobitowym maszynom! Natychmiastowych i wciągających jak bagno, a raczej głębiny! Świetna oprawa graficzna będąca między innymi zasługą scenowego mistrza z Atari i C64Ooz’a, także przykuwa uwagę, zaś screeny tytułowy i końcowy zachwycają. Nastrojowa, wpadająca w ucho i najważniejsze – nie przeszkadzająca w rozgrywce muzyczka autorstwa Miker’a to kolejny po grafice – polski, jakże świetny wkład w produkcję tegoż tytułu. Ale i tak najważniejsza pozostaje tutaj wyśmienita grywalność i replayability – czyli chęć ponownego zanurzenia się i próba pobicia swojego dotychczasowego rekordu. Wielkie brawa dla naszych czeskich kolegów (MAPA – programowanie, PG – grafika) za pomysł, realizację oraz nadzorowanie tego projektu. Uwierzcie mi lub nie, Ocean Detox to gra, do której będziecie wracać nieraz, choćby dla jednej partyjki przed snem, obiadem czy wyjściem do pracy…

MINUSY

W tych wszystkich cudach na kilu, autorzy popadając w zachwyt nad swoim dziełem zapomnieli o jednej istotnej rzeczy – o zamieszczeniu jakiejkolwiek informacji o sterowaniu, które samo w sobie jest bajecznie proste, ale potrafi na początku wprawić w zakłopotanie. Otóż pływałem sobie moją łajbą już kilka rozgrywek i zbierałem zarówno szybkie miny jak i mega purchawy – tylko nie wiedziałem jak ich użyć… Za pomocą FIRE wypuszczałem podstawowy rodzaj bomb podwodnych oraz za pomocą kierunku PRAWO – torpedy i tyle… Dopiero zgłębienie tajników internetu pomogło mi rozwiązać tą prostą zagadkę… Więcej szczegółów poczytacie parę akapitów niżej – w sterowaniu…

Kolejnym, także małym minusikiem jest niewielkie zróżnicowanie pod względem wyglądu ikon zbieranych wspomagaczy. Wszystkie wyglądają podobnie, przydałoby się chociaż podzielić je kolorami na pozytywne i negatywne… Zaznaczę, że wszelkie dopałki możemy zbierać za pomocą wystrzeliwanego arsenału, więc często zbierzecie także te niechciane… Celem urozmaicenia wprowadziłbym także więcej rodzajów beczek – na przykład wybuchające tylko w poziomie, bądź obszarowo niszczące wszystko w określonym promieniu. Umożliwiłoby to zastosowanie zapadania się segmentów niczym w grach tetrisopodobnych, ale zostawmy te dywagacje – kto wie, może autorzy w kontynuacji wprowadzą więcej urozmaiceń?oceand1.

KIEDYŚ

To świeżyzna z XXI wieku, więc kiedyś nigdy nie miało miejsca…

TERAZ

Po raz pierwszy o Ocean Detox usłyszałem, kiedy larek w udzielonym nam wywiadzie polecił ten tytuł atarowcom wracającym po latach do swojego ukochanego komputerka. Postanowiłem także sprawdzić w czym ambaras i utonąłem w podwodnych porządkach! A raczej wsiąkłem na dobre. Codziennie rozgrywam parę odprężających partii próbując pobić swój rekord i powiem szczerze – nieprędko mi się to znudzi! Wam także polecam spróbować, a na udowodnienie moich słów przytoczę na koniec opinię autora Wielkiego Powrotu Pingwinów o Odtruciu Oceanu:

Larek: Gra nie najmłodsza, gdyż parę lat na karku już ma, ale jakie wykonanie! Bardzo prosta, bardzo ładna i bardzo grywalna. Jeśli chodzi o zasady gry, to wydaje mi się, że każdy je odkryje w kilka chwil po uruchomieniu. Gra wręcz idealnie nadaje się do odstresowania się po ciężkiej pracy i muszę przyznać, że często korzystam z tej właściwości Ocean Detox :-)

STEROWANIE

FIRE – zwykła mina głębinowa, PRAWO – torpeda, DÓŁ – szybko pędząca bomba podwodna, GÓRA – mega rozpierniczająca purchawa oceaniczna.

OCEAN DETOX (ATARI XL/XE)

Najbardziej wciągający i uzależniający detoks jaki odbyłem…

Retrometr

POBIERZ OCEAN DETOX DLA ATARI


No i to mi się podoba moi drodzy! Pięknie dziś uprzątnęliśmy Archipelag Wysp Pikselandii, chociaż Gruba Gienka zaliczyła parę dziur w pancerzu i przecieka… Cholera, nie wiem czy zdołamy dopłynąć nawet do brzegu… Gdzie teraz moi mili? W jakim kierunku udać ma się w podróż Doktor Borsea’u i jego wysłużona łajba? Na razie popłyniemy przed siebie, prosto w stronę zachodzącego słońca… Jeśli skończy nam się paliwo przynajmniej będzie co podziwiać…

Inne artykuły:

Komoda | Pakiet hitów wczesnego Activision Dziś Activision kojarzy się głównie z mega dochodową serią Call of Duty oraz niechlubnym faktem zeszmacenia Spyro, Crasha i uśmierceniem ojców serii T...
Recenzja Konkursowa | Microprose Soccer Zgodnie z naszą zapowiedzią publikujemy pierwszą recenzję konkursową. Świetnie się składa, że dotyczy ona mojej ulubionej dyscypliny sportowej jaką je...
Nora | Łamanie Dyńki Witam Drodzy Miłośnicy 8-bitówek ponownie w Norze Retroborsuka! Widzę, że po ostatniej wyprawie w głąb podziemnych jaskiń troszkę jesteście zamuleni! ...
O RetroBorsuk 74 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.