Nora | Powrót Księcia Złodziei i Zbójnika

Nora RetroBorsukaWitajcie ponownie w mojej skromnej Norze! Dzisiaj miał tutaj pojawić się Bryan Adams z piękną balladą z filmu Robin Hood – Książę Złodziei, ale niestety szanowne youtube zablokowało możliwość posłuchania Wam tej piosenki, więc cóż było robić? Uruchomiłem naszego mniej szlacheckiego rodu zbójnika, który jednak tonem brzmienia jest równie znakomity co przytaczany wcześniej Kanadyjczyk. Muzyka z serialu i filmu Janosik jest na tyle ponadczasowa, że idealnie skomponuje się z dzisiejszym wpisem, do tego załączę krótką recenzję gry pod tym samym tytułem na małą atarynkę i będzie pełna sakiewka obu zbójów. Gdyż Robin Hood także zagości dzisiaj w Norze w dwóch wydaniach – labiryntowym Robin of the Wood jak i platformerowym hardkorze – Robin Hood – Legend Quest. W takim razie zaczynamy nowy odcinek ośmiobitowej Nory niezapomnianą muzyką (w międzyczasie skasowaną z yt – Nacz.Os.Rep) z przygód naszego rodzimego zbójnika z niezapomnianego filmu z kapitalną obsadą, który polecam obejrzeć młodszym. Sam Perepeczko (odtwórca roli tytułowej) nadawałby się na nowego Conana bardziej niż ten nowy malajski nabytek… Oczywiście z formy jaką prezentował w Janosiku, a nie w 13 Posterunku…


ROBIN HOOD – LEGEND QUEST

CODEMASTERS (1992)

AUTORZY: BLIŹNIACY OLIVIER / AUSHLEY ROUTLEDGE / DAVID SAUNDERS / ALLISTER BRIMBLE

platformowo – zręcznościowa

(Commodore / NES jako Super Robin Hood)ROBIN HOOD – LEGEND QUEST C64 recenzja

OPIS

Robin Hood – Legend Quest jest konwersją NES-owego Super Robin Hood’a stąd powstałe zamieszanie z ostatniej Nory wyprostuje Wam w trzygroszówce nasz jeden z najbardziej aktywnych użytkowników – Jana, który ogrywał tą grę w oryginale. Ja zadowoliłem się całkiem udaną, ale niebosiężnie trudną konwersją na poczciwego Commodore’a. RH:LQ to jak widzicie po screenach scrollowany platformer ubrany w całkiem ładne graficzne szaty polegający w głównej mierze na przemierzaniu zamków i lochów (dalej nie doszedłem), wymianie uprzejmości czytaj strzały z łuku, ze spotkanymi wojakami Szeryfa z Nottingham, zbieraniu kluczy oraz unikaniu wszelkich niebezpieczeństw. Klucze otwierają nam przejścia, drzwi czy uruchamiają windy niezbędne do zwiedzenia kolejnej części planszy i są one tutaj przysłowiowym niezbędnikiem gracza. Jak widzicie na poniższych screenach oprawa graficzna jest bardzo ładna i zachęca gracza do turystycznej wycieczki po zamczysku i jego okolicach. Wszystko na pierwszy i drugi rzut oka wygląda naprawdę fajnie i nic tylko grać! Tylko ten poziom trudności…

PLUSY

No dobra, powiem to trzeci raz: świetna grafika całej gry wraz z kapitalnie prezentującą się strona tytułową to niezaprzeczalne atuty! Oprawa dźwiękowa, a w szczególności muzyka skomponowana przez jednego z małobitowych mistrzów Aliister’a Brimbl’a także daję radę wkręcić się w małżowinę uszną. Proste zasady rządzące rozgrywkę wydają się również niczego sobie. No właśnie jak na razie same superlatywy, a skoro spojrzycie na oceniaczkę to wiecie, że jednak coś nie do końca zagrało. Przejdźmy więc do minusów.ROBIN HOOD – LEGEND QUEST C64 recenzja

MINUSY

Niestety autorzy chyba nie chcieli aby gracze spokojnie spali po nocach serwując nam jedną z najtrudniejszych gier w jakie grałem w swoim ośmiobitowym żywocie. Paskudne, gdyż najeżone przeszkadzajkami niczym jeż kolcami zamczysko niejednokrotnie wyjdzie zwycięsko z pojedynkiem z dżojstikiem grającego. Wszystkie skoki, uniki trzeba tu wykonywać co do milimetra, ale najgorsze jeszcze przed Wami. Mechanikę schylania to pewnie wymyślił jakiś pijany jegomość po naszych maglach, albo i jeszcze większym spożyciu napojów wyskokowych. Otóż nasz Robin schyla się, ale nie potrafi chodzić w trakcie schylania, tylko bidula musi z rozpędu jeździć kolanami na posadzce! Wykonywanie tej czynności joy’em jest niezwykle trudne i jeszcze do przełknięcia przy mniejszych gzymsach do ominięcia. Przy dłuższych opuszczonych sufitach, kiedy nie uda nam się przejechać na tyłku wymaganego odcinka, jesteśmy cofani do jego początku! Ależ to frustrujące! Czyli piksel perfekcyjne skakanie, strzelanie z łuku oraz skopane schylanie serwują nam straszny poziom trudności! Zbyt straszny nawet dla takiego wyjadacza jak ja…

TRZY GROSZE OD GRACZA (SUPER ROBIN HOOD – NES)

JANA: Mimo, że na swojego Nesa posiadałem naprawdę wiele gier to ich dostępność w naszym kraju była praktycznie zerowa i jedynie lombardy ratowały sytuację, przez co nie miałem takiej swobody w kupowaniu gier co moi koledzy, którzy mieli Pegasusy. Jedna z gier, której nigdy nie posiadałem na Nesa, a cholernie jej zazdrościłem był kardridż Quattro Adventure zwany w moim mieście Srebrną Czwórką. W skład pakietu wchodziły  Boomerang Kid, Linus Spacehead, Trausure Island Dizzy i Super Robin Hood, ogólnie wszystkie gry były bardzo dobre, ale to właśnie Robin Hood był główna atrakcją tej składanki.

Jak wiadomo gry kiedyś potrafiły być naprawdę ciężkie, jednak po wielu godzinach grania, metodą prób i błędów i uczeniu się gry na pamięć człowiek jakoś dawał radę (Battletoads), ale Super Robin Hood to był hardcore wśród hardcorów i pomimo tego, że z kumplem grając na zmianę dochodziliśmy naprawdę daleko to jednak nigdy nie ujrzeliśmy napisów końcowych, a po pewnym czasie stwierdziliśmy, że to jest niewykonalne i dopiero po wielu latach na emulatorze udało mi się tego dokonać, ale ptaszka na liście nie mogę odhaczyć bo robiłem zapisy. O rozgrywce nie będę się rozpisywał bo pewnie Borsuk napisał już wszystko, ale wspomnę chociaż o muzyce, która towarzyszy nam przez całą podróż, a ta trzeba przyznać wypada znakomicie i według mnie jest to czołówka Nesa/Pegasusa, zresztą wszystkie gry od Codemasters wydane na ten sprzęt były pięknie udźwiękowione i miały swoje unikalne brzmienie, że jak człowiek grał to od razu wiedział, że to gra od tej samej firmy. Wiadomo, że lepszym kąskiem na Pegasusa była Złota Piątka, bo miała ciekawsze gry, ale Srebrna Czwórka miała Super Robin Hooda i już dla tej gry opłacało się mieć kardridż.ROBIN HOOD NES recenzja

KIEDYŚ

Próbowałem na premierę gry wiele lat temu pomóc naszemu Robinowi w odnalezieniu swojej legendy, ale ze względu na poziom trudności umierałem zbyt szybko… Gra jednakże mi się podobała.

TERAZ

Teraz widzę jednakże, że bez trainera nie ma tutaj nawet co zaczynać rozgrywki. Chcecie w miarę się dobrze bawić? Wezwijcie trenera i z nim maszerujcie przez lochy – inaczej dupa blada i Robin zbity jak pies…

STEROWANIE

JOY – poruszanie Robinem, FIRE – strzał (wolny), GÓRA i SKOSY – skoki, DÓŁ (po rozpędzie) – wślizg.

ROBIN HOOD – LEGEND QUEST

Ładnie wygląda i gra nam nasz Robin.

Poziom trudności wpuści Was w komin…

Retrometr


ROBIN OF THE WOOD

ODIN COMPUTER GRAPHICS (1985)

AUTORZY: MARC DAWSON / STUART FORTHERINGHAM

labiryntowo – zręcznościowa

(Commodore / Spectrum)ROBIN OF THE WOOD c64 recenzja

OPIS

Robin of the Wood to już całkiem innego rodzaju gra od omawianej powyżej pozycji. Tym razem nasz bohater będzie przemierzał komnatowe labirynty lasu i zamków w grze o zacięciu przygodowo-zręcznościowym. Także w tym przypadku na początku zostajemy uraczeni bardzo ładnym obrazkiem tytułowym oraz od razu wpadająca w ucho i sympatycznie brzmiącą muzyką, co zachęca gracza do przemierzania Lasu Sherwood. Na starcie Robin z Lasu wychwytuje już duże plusy. Sama rozgrywka polega niestety głównie na bieganiu po dosyć rozległym labiryncie drzewnym i walczeniu z rycerzami Szeryfa za pomocą kija. Na początku, gdyż celem naszej gry jest zbieranie jak największej ilości porozrzucanych tu i ówdzie mieszków złota i zanoszenie ich do Wielkiego Enta w jednej z komnat. W zamian za zebrane kosztowności obdarzy on nas później łukiem, mieczem jak i magicznymi strzałami, które niezbędne są do zakończenia omawianej produkcji. W trakcie swojej wędrówki napotkamy też Biskupa na którego cacuszka możemy zapolować jak i Wiedźmę, która w zamian za zebrane zioła pozwoli nam teleportować się w wybrane rejony mapy. No i oczywiście najbardziej śmiercionośne ze wszystkich stworzeń lasu – ostre jak brzytwa malutkie jeże, które potrafią zabrać nam najwięcej energii (serduszka na C64, jelenie rogi na ZX Spectrum). Poważnie, jeże są bardziej niebezpieczne od wojaków! Kiedy zbierzemy już nasz cały ekwipunek od Mądrego Drzewa możemy przystąpić do turnieju i …ROBIN OF THE WOOD c64 recenzja

PLUSY

Grafika i animacja naszego protagonisty robią bardzo dobre wrażenie jak na grę o rozmiarze kilkudziesięciu kilobajtów. Sama grafika w obu wersjach jest zacna, przykuwa oko i buduje piękny, magiczny i baśniowy klimat niczym wyjęty z serialu Robin The Hooded Man. Brawo za to autorom. Walka pomimo swojej prostoty także daje satysfakcję – zarówno machanie kijkiem jak i strzelanie z łuku przysparza radochy grającemu. Jeżeli wiemy o co w grze chodzi będziemy się dobrze bawić, problemem tylko dla niedoświadczonego gracza jest …

MINUSY

Właśnie załapanie – o co tu kaman?! Gra nie daje żadnej podpowiedzi i sam byłem zmuszony poczytać najpierw skany recenzji stareńkiego Zzap’a! (polecam każdemu lekturę skanów starych czasopism – przednia rozrywka) żeby ogarnąć zamysły twórców. Bez tego będziecie błądzić po lesie bez celu i zastanawiać się nad sensem rozgrywki. Autorzy mogli chociaż nakierować na planszy tytułowej mniej ogarniętych (w tym mnie) graczy i oszczędzić im rozczarowania. Dla mnie mały, ale jednak minus. Drugim i to poważnym minusem omawianej gry jest niewątpliwie końcowy turniej czyli jej zakończenie. Turniej to zdecydowanie za dużo powiedziane, dostajemy tylko planszę podsumowującą naszą dotychczasową rozgrywkę i … tyle! Ja pierdziu, ale się zgrzałem! To ja tyle się namęczyłem, żeby zobaczyć to coś? Nieładnie panowie autorzy, nieładnie!

TRZY GROSZE OD GRACZA (WERSJA SPECTRUM)

Marek: przypomniał mi się z dzieciństwa ten magiczny spectrumowy Robin. Wydawał mi się o klasę lepszy od wyżej opisanych. Szybki rzut oka na youtube i faktycznie, wszystko to co zapamiętałem sprzed ~30 lat jest aktualne do dziś – świetna grafika, niełatwy labirynt, magiczny klimat, polowanie na biskupa ;) no i wisienka na torcie – synteza mowy w intrze! Fajna gierka, będzie trzeba ją odkurzyć i spróbować przejść wraz z dziećmi.

ROBIN OF THE WOOD ZX recenzja

KIEDYŚ

Błądziłem z naszym Robinem bez ładu i składu podziwiając widoki i słuchając ładnej muzyczki.

TERAZ

Kiedy wiedziałem już jak grać przyjemność z gry była znacznie większa, tylko to cholerne zakończenie!

STEROWANIE

JOY – poruszanie Robinem, FIRE – uderzenie kijem lub strzał z łuku. W zależności od stanu posiadania.

ROBIN OF THE WOOD

Tytuł prawie bardzo dobry.

Jednak posiadający dwie poważne wady.

Retrometr


JANOSIK

MIRAGE SOFTWARE (1994)

AUTORZY: PAWEŁ I RADOSŁAW MIKOŁAJCZAK / ADAM KAROL

platformowo – zręcznościowa

(Atari)Janosik atari recenzja

No i wracamy do naszego rodzimego zbója, który był kawałem… mięśniaka i przystojniaka swego czasu oraz cwaniaka wypędzającego w pole popleczników murgrabiego i hrabiego w jednym z lepszych polskich seriali lat 70-tych. Tak bardzo zapadł w pamięć młodym widzom tego widowiska, które często było powtarzane w następnych dziesięcioleciach, że w końcu na poczciwej Atarynie doczekał się swojej gry. Tytułowy Janosik, którego bardzo udany ekran początkowy możecie podziwiać powyżej to gra stricte platformowa z minimalnym dodatkiem elementów walecznych, a szkoda bo fajnie sprawiłaby się chodzona bijatyka z naszym zbójnikiem i jego pomagierami w rolach głównych. Pamiętacie jeszcze Pyzdrę i Kwiczoła? Ja pamiętam ich jajcarskie popisy bardzo dobrze, ale wróćmy do gry. W niej ujrzymy tytułowego herosa ładnie przedstawionego w widoku z boku skaczącego dziarsko (z założenia tylko) po platformach i naparzającego ciupagą złych wojaków hrabiego. Jego ukochaną Marynę, którą trzeba uwolnić z lochu poprzez zbieranie wszystkich kosztowności na danym poziomie zobaczycie tylko na końcu (oprócz jej twarzy, która jest widoczna w trakcie rozgrywki). Etapy przedstawione są w formie komnatowej, przemierzane przez  Janosika od lewej do prawej i wypełnione śmiercionośnymi uprzykrzajkami w postaci czaszek czy mięsożernych rosiczek, skaczących ryb lub nawet utopijnej wody zabójczej dla zbója. Śmiało bohaterze wybaw swoją lubą!

Janosik atari recenzja

PLUSY

Oprawa graficzna to niewątpliwy atut rzeczonej produkcji. Od screena tytułowego pięknie pokazującego herosa poprzez grafikę w samej grze, która przyciąga oko. Także muzyka nie pozostaje jej dłużna i zapamiętujemy ją pomimo niewykorzystania filmowego motywu przewodniego. Czyli pod względem oprawy jest co najmniej dobrze! Walka z przeciwnikami także nie należy do trudnych i jest załatwiana poprzez jedno uderzenie siekierą – proste, łatwe i przyjemne. Przejdźmy jednak teraz do rzeczy, które nie zagrały.

MINUSY

Najważniejszy element gry czyli sama platformowość została delikatnie rzecz ujmując po prostu spieprzona poprzez dosyć toporne reagowanie naszego herszta na wychylenia dżoja. W przypadkach kiedy naszą drogę blokuje kamień nie przeskoczymy go, tylko musimy najpierw odejść od niego na odległość umożliwiającą oddanie skoku! Także wszelkie ruchome platformy wymagają od nas dodatkowo  poruszania się po nich co według mnie jest także chybionym pomysłem. A poziom trudności Moi Drodzy potrafi zajść za skórę każdemu i jest zdecydowanie większy niż tarapaty serialowych bohaterów. Przeszkadzajki zostały rozmieszczone perfidnie, każdy skok trzeba wykonać niczym kozica, a nie Janosik i nieraz będziecie przeklinać autorów wniebogłosy. Panowie ładna ta gra, a trudna jak cholera! Zdecydowany minus jak pas startowy, a raczej długi jak ciupaga naszego zbója! Nie ma co podchodzić bez odpowiedniej dozy cierpliwości i stalowych nerwów. Zresztą na screenach zobaczycie licznik żyć oznaczony jakże wysokimi cyframi – nie zwiastuje to niczego dobrego na rozpoczęciu rozgrywki.Janosik atari recenzja

KIEDYŚ

Nigdy wcześniej nie pomagałem naszemu narodowemu herosowi w uratowaniu Maryny.

TERAZ

Przyjemnie oprawione ale bardzo frustrujące i naprawdę nieraz irytujące przygody.

STEROWANIE

JOY – poruszanie Janosikiem, GÓRA i SKOSY – upierdliwe skoki, FIRE – uderzenie ciupagą.

JANOSIK

Ładna, ale cholernie wkurzająca pozycja.

Bycie Janosikiem nie sprawia serialowej frajdy!

Retrometr


Na dzień dzisiejszy to wszystko w mojej Norze. Mam nadzieję, że spodobały się Wam przygody naszych charytatywnych zbójników i nie macie mi za złe umieszczenie w jednym wpisie zarówno Robin Hood’a jak i Janosika, skoro ich motywy działania oraz awantury były jakże do siebie podobne, a ich brygada kompanów równie kolorowa i godna uwagi w obu legendach! Z harnasiowym, sakramenckim pizganiem ciupagą po łepetynie i strzałą w dupie żegnam się z Wami na dziś. Do następnego przeczytania w ośmiobitowej Norze! Zapraszam, chociaż jeszcze sam nie wiem jaki będzie motyw przewodni kolejnego odcinka.

PS. Jednak po kolejnych próbach przejścia Janosika – zaktualizowałem jego ocenę. Pomimo, że Atari is The Best – Janosik to nie jest dobra gra, ani nawet średnia. Wybaczcie moi mili (31.07.2018)

O RetroBorsuk 194 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.