Planszówki | Monopoly Gamer: Mario i Mario Kart

Przyznam to szczerze i bez ogródek – planszówki to nie do końca moja bajka. Może dlatego, że jednak wymagają czasu i uwagi, a zwykle moje spotkania ze znajomymi przebiegają nieco inaczej? Może zmienię optykę, kiedy dorobię się rodzinki, w tym prywatnego bajtla? Trudno mi to jednoznacznie ocenić. Pamiętam jednak, że nie zawsze tak było, gdyż w dzieciństwie absolutną grą mojego życia był Eurobiznes. Ależ byłam szczęśliwa, gdy po tygodniach gry z sąsiadem udało nam się z babcią wyhaczyć ten produkt w kiosku za zawrotną cenę oscylującą wokół 20 nowych złotych! Jako typowa incelowa jedynaczka, miałam także opanowaną grę „sama ze sobą”. W każdym razie, po osiągnięciu wieku gimnazjalnego, jakoś mi chęć na grę przeszła, więc wybrakowany egzemplarz trafił na strych, gdzie pewnie leży po dziś dzień.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Odpowiedź jest prosta. Kiedy zobaczyłam dwie gry planszowe o tematyce giereczkowej, nawiązujące do monopolu, którego jakąś wariacją był Eurobiznes, poczułam, że muszę je mieć. Nie myślałam o tym, czy umówię się ze znajomymi na grę, czy kiedyś będę miała okazję zmierzyć się z kimś w nierównej walce kostka vs. człowiek. Po prostu odkryłam, że w najbliższym czasie je nabędę, a że cena jest dość wysoka, zrobię to za pośrednictwem jakiejś stronki aukcyjnej. Faktycznie, udało mi się załapać na sporą przebitkę cenową, choć obawiam się, iż i tak z czasem nabyłabym te dwie gry taniej. O czym mowa (no dobra, to ostatnie pytanie retoryczne)? O dwóch planszówkach z Mario w tytule, czyli Monopoly Gamer oraz Monopoly Gamer Mario Kart.

Plansza w pełnej okazałości

Na początek zajmijmy się „podstawką”, czyli właśnie Monopoly Gamer. W zestawie znajdujemy cztery główne postaci: Mario, Księżniczkę Pech (Picz :p), Yoshi’ego oraz Donkey Konga – przy okazji, figurki prezentują się świetnie. Do tego dochodzi czytelna instrukcja, sama plansza, karty nieruchomości oraz specjalne karty bossów, ponadto dwie kostki, z których jedna odpowiada za wyrzucenie odpowiedniej liczby oczek, zaś druga za odpalenie specjalnych akcji podczas rozgrywki. Walutą w grze są świetnie znane z przygód Mario złote monety, które ten zwykł wybijać choćby poprzez uderzanie głową w różne elementy krajobrazu (nie próbujcie tego w domu!). Jeśli chodzi o jakieś wyjątkowe miejsca na planszy, znajdziemy tam klasyczne „idziesz do więzienia”, ale z nowości pojawiają się thwomp (osoba, która tam stoi zobligowana jest zostawić dwie monety), blok monet (gracz rzuca kostką, ile oczek wyrzuci, tyle monet zbiera), tunel warp pipe (przechodzimy do kolejnej najbliższej rury) oraz super gwiazdka, która pozwala aktywować zdolność naszej postaci, o czym niebawem napiszę.

Chyba najuczciwiej na początku rozgrywki wylosować, który gracz otrzyma jaką postać. Wynika to z faktu, że w moim odczuciu nie do końca zbalansowano ich specjalne możliwości. Owszem, może się okazać, że po prostu rzadko na kostce wyrzuci się użycie tejże umiejętności, jednak wyraźnie da się obrać rolę faworyta, jeżeli sięgnie się po taką, a nie inną figurkę. Według mnie właśnie tytułowy Mario oraz przesympatyczny Yoshi posiadają największe zdolności. Po stanięciu na polu super gwiazdki, w grze na NES-a dającej chwilową nieśmiertelność, Mario wyciąga z banku tyle monet, ile rzuci kostką oraz dodatkowe pięć, Picz pobiera z banku czynsz za każdą nieruchomość, Yoshi zbiera monety znajdujące się na planszy, zaś Donkey Kong kradnie trzy monety swoim rywalom. Z kolei dla każdej postaci, która drugą kostką wyrzuci symbol dający jej tzw. doładowanie, przeznaczone zostały następujące profity. Hydraulik pobiera cztery monety z banku (symbol pieniążków), księżniczka wybiera gracza, który ma upuścić cztery monety w miejscu, w którym stoi (czerwona skorupa), smoczek może wybrać gracza przed sobą lub za sobą i nakazać mu upuścić trzy monety (zielona skorupa), zaś małpiszon po wyrzuceniu symbolu pow znanego z Mario Bros. sprawia, że przeciwnicy upuszczają po dwie monety. Mario na każdym niemal kroku bawi się w gościa zbierającego tacę, przez co dość szybko da się nim zgromadzić spore sumki, pozwalające na większe zakupy.

Kilka dodatkowych kart

Kartom nieruchomości nie trzeba poświęcać więcej czasu, gdyż nie znajduje się na nich nic szczególnego, jednak fajnym elementem będzie walka z bossami. Jako że na planszy nie znajdujemy miejsc pokroju czerwonego czy niebieskiego znaku zapytania, elementy losowe musiały zaistnieć w nieco inny sposób. Otóż nasz bohater może stanąć do walki z bossem. Natrafiamy na nich po kolei, gdyż każdemu przyporządkowana została określona cyfra. Kiedy tylko staniemy na polu START lub je przekroczymy, możemy podjąć walkę. Na początku czeka nas Larry Koopa. By podejść do walki, wpłacamy określoną na karcie bossa sumę monet, po czym mamy za zadanie wyrzucić określoną ilość oczek na kostce, w tym wypadku 3 lub więcej. Im wyższy poziom bossa, tym więcej trzeba wyrzucić. W przypadku Bowsera jedynie wyrzucenie 6 pozwala na zwycięstwo. Jeżeli poniesiemy porażkę, tracimy naszą zaliczkę, a walkę może przejąć inny gracz. Kiedy jednak zwyciężymy, otrzymujemy kartę, za którą też należy nam się określona ilość punktów na koniec gry oraz konkretny bonus: przejęcie najtańszej nieruchomości bez właściciela, otrzymanie dwóch monet od rywali, wykupienie najtańszej nieruchomości innego gracza, wymiana wybranej nieruchomości z innym graczem, podróż na pole „Bezpłatny Parking”, zlicytowanie wybranej nieruchomości, wysłanie dwóch graczy do więzienia i na koniec zebranie wszystkich monet z określonej karty. Jest zatem o co walczyć, szczęście w potyczce z bossem pozwala ostro namieszać na planszy.

Ogólnie uważam grę za całkiem niezłą, choć dostrzegam pewien mankament. Nie wiem, czy to wynik tego, że nie zrozumiałam do końca zasad, co byłoby dziwne, gdyż są w miarę czytelnie przedstawione, jednak mam wrażenie, że łatwo tutaj o bankructwo. Wystarczy, że jedna z postaci kilka razy uruchomi swoją super moc, a my już tracimy z kieszeni wszystko co mieliśmy. Do tego niezbyt czytelne wydaje mi się zgarnianie wspomnianych monet z określonych miejsc na planszy. Jakoś tak łatwo się w tym wszystkim pogubić. Nie do końca też zbalansowani są sami bossowie. Walka z niektórymi z nich kompletnie się nie opłaca. Lepiej by było (to już ustalcie ze znajomymi), gdyby na kupce z kartami bossów znaleźli się oni w kolejności losowej, a nie wskazanej przez określone cyfry.

Na podobnych zasadach opiera się kolejna planszówka związana z Mario, której kanwą są tym razem ścigałki z hydraulikiem. Tak naprawdę zawartość jest niemal identyczna (karty postaci, figurki, karty posiadłości, monety, dochodzi jeszcze bananowy żeton, ponieważ gag z potykaniem się na skórce od banana jest śmieszny na równi z chłopem przebranym za babę), plansza bardzo podobna. Zasady dosłownie są te same, dlatego skupię się na tym, co nowego ta część wprowadza. Bananowy żeton zmusza gracza do stanięcia w miejscu, gdzie on się znajduje (powiedzmy, że ktoś rzucił na kostce 6, a żeton jest na polu 3, i tak musi tu stanąć). W kwestii postaci, ponownie możemy wcielić się w Mario i Picz, zaś oprócz nich mamy możliwość wyboru Luigiego albo Toada. O ile w poprzedniej części dwie postaci wydawały się najlepsze do wyboru, tak tutaj zdecydowanie polecam grać Mario. Znów tytułowy bohater będzie zgarniał kasę przy prawie każdym rzucie kostką. Umiejętności innych postaci są drętwe, warto chyba tylko wspomnieć o Lugimi, który może skorzystać z bananowego żetonu na swojej posiadłości.

Ścigać będziemy się na takiej planszy

Odpowiednikiem kart bossów są tutaj karty wyścigów. Mam wrażenie, że akurat ten element jest jeszcze ciekawszy niż w poprzednio omawianej produkcji. Wiąże się to z faktem, że biorąc udział w wyścigu otrzymamy nagrodę za jedno z trzech pierwszych miejsc, dopiero na wyższych poziomach premiowane są medale srebrny i złoty, zaś przy ostatnim jedynie złotko. W wyścigu mogą brać udział inni gracze, jeśli tylko stać ich na wpisowe. Wówczas każdy rzuca swoją kostką i otrzymuje profity adekwatne do miejsca, które zajmie. Z ciekawszych warto wymienić wysłanie wybranego gracza do więzienia, pobranie z banku tylu monet, ile wyrzucimy na kostce, czy choćby wymuszenie wymiany nieruchomości między dwoma wybranymi graczami. Ta opcja zdecydowanie dynamizuje rozgrywkę i dużo lepiej się sprawdza, kiedy rozgrywa się partię na więcej niż dwie osoby.

Jeżeli chodzi o same walory estetyczne, jeżdżone Mario podoba mi się bardziej. Figurki na pojazdach robią jakby większe wrażenie, poza tym same rysunki wydają się ładniejsze. Wiadomo, to kwestia subiektywna, jednak ta część bardziej zasługuje na uwagę w moim odczuciu. Za to obydwa tytuły posiadają pewną wadę. Twórcy poszli w planszówkowe DLC. Otóż na start po zakupie każdej z gier otrzymujemy cztery postaci, które wymieniłam. Istnieje jednak opcja dokupienia paczki, w której znajdzie się nowa figurka oraz karta postaci. Jest ich całkiem sporo do zebrania. Przy cenie około 100 zł za grę, wydanie niemal 20 zł za figurkę jest rozbojem w biały dzień. Niby nie musimy tego robić, ale sami wiecie :p. Kto nie chciałby wcielić się również w Rosalinę, Bowsera (czarny charakter, niektórzy to lubią!), czy Metal Mario?

Mario w tej grze to niemal god mode

Ogólnie jestem skora polecić obie gry. Nie są szałowe, ot prezentują to, co każde inne Monopoly, jednak możliwość grania w uniwersum Mario na pewno dodaje im rajcowności. Choć edycja Mario Kart jest ciut lepsza, wrzucam tylko jeden oceniaczek, bo nie są to aż tak znaczące zmiany, by wywindowały ją na zieleń. Mocny żółty, ale nic poza tym. Powrócę jeszcze w podsumowaniu do tej kwestii monetarnej, bo naprawdę często nietrudno było się szybko wypunktować, jeśli nie grało się tytułowym bohaterem, zaś bank nie wyrabiał z pożyczkami (opcji Providenta nie ma nawet w DLC). Zatem – jak jesteście fanami Mario i monopolu, bierzcie przy jakiejś promocji, jeśli jednak ta planszówka Was nie przekonuje, obecność Jumpmana vel. Hydraulika tego nie zmieni.

Retrometr

Screeny pochodzą z kanału na YT The Dice Tower.
O Prezesowa 31 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.