Planszówki | Ticket to Ride, czyli Wsiąść do Pociągu (Europa, Dookoła Świata, Wielkie Jeziora)

Gry planszowe, czyli krótko – planszówki. Ten rodzaj rozrywki jest ze mną od najmłodszych lat. Pamiętam większość gier, z którymi miałem styczność jako kilkulatek a później nastolatek. Wszystkie te pudełka, które miałem w domu i które często z Tatą i braćmi otwieraliśmy, by zanurzyć się w świat gier. To były jeszcze czasy, kiedy nie miałem komputera a i koledzy też ich nie mieli. Zatem tylko w ten sposób można było się oddać rozgrywkom i zamienić się w jakiegoś gwiezdnego kupca, komandosa, czy innego wojownika. Oczywiście wspomnę, że również i prostsze gry (w formie) przewijały się przez nasze ręce – takie jak Chińczyk, Warcaby, Focus czy Eurobiznes. Jednak gry planszowe, właśnie takie z planszą, pionkami, kartami, kośćmi i innymi figurkami, były najfajniejsze – wymagały zapoznania się z, często zawiłą, instrukcją, rozłożenia na stole i spędzenia przy nich dłuższego czasu. Kilka lat temu Borsuk zapodał tutaj recenzję kilku tytułów wydawnictwa Encore. Z jego listy ogrywałem (i posiadałem) na pewno Gwiezdnego Kupca. Niedawno również chłopaki z Loading, nagrali i opublikowali dwa filmy o planszówkach z dawnych lat. Polecam sobie zobaczyć oba odcinki, ponieważ bardzo fajnie tam sobie rozprawiają o tym, w co się w owych czasach grało. Mogę powiedzieć, że większość tytułów, które tam omawiają, przewinęło się przez moje ręce w tamtych czasach i w większość z nich grałem. Miło było sobie przypomnieć te tytuły i posłuchać, że nie tylko ja miałem problemy ze zrozumieniem niektórych zasad.

Polecam obejrzeć film chłopaków z Loading o planszówkach z dawnych lat – znajdziecie u nich jeszcze drugą część, zatem ponad 3 godziny nostalgicznego gadania przed Wami. Oczywiście do 10-cio godzinnych maratonów Larka i Borsuka to im jeszcze daleko, ale każdy kiedyś zaczynał…

..:: Słowem wstępu ::..

Później po zachłyśnięciu się erą komputerów, gry planszowe w moim przypadku poszły w odstawkę. Nie miałem z nimi styczności i poniekąd nawet nie sądziłem, że ktokolwiek chciałby się jeszcze bawić kartami i kartonikami, pionkami czy żetonami, kiedy do dyspozycji mamy wirtualne i kolorowe światy na naszych domowych komputerach a potem konsolach. Po wielu latach jednak zetknąłem się ponownie z planszówkami. Przy jakiejś okazji z moją ówczesną dziewczyną (a obecnie Żoną) zamówiliśmy sobie grę Abalone – nie jest to taka klasyczna planszówka, ponieważ jest bardziej podobna do warcabów, ale przysporzyła nam wiele radości. Od tego czasu zacząłem ponownie interesować się tematem planszówek i odkrywać na nowo ten świat, dowiadując się jak bardzo prężnie się ta branża rozwija i jak dużo jest ludzi, którzy chętnie w gry grają w domach a także na różnego rodzaju zlotach czy imprezach. Sam również zacząłem się spotykać ze znajomymi w celu ogrywania świeżych tytułów, a nawet spróbowałem wersji online – w portalu Board Game Arena. Jednak szybko stwierdziłem, że jeśli chodzi o gry planszowe, to wolę interakcję z żywym człowiekiem i dotykanie pionków czy kart. Od tego czasu (ładnych parę lat) nasza rodzinna kolekcja gier powiększyła się o kilka ciekawych tytułów, które stoją na półce i często po nie sięgamy w wolnym czasie. Zaraziliśmy graniem również naszego syna, Igora, który oprócz tego, że początkowo wprowadził do domu również gry dla niższej kategorii wiekowej, to teraz (kiedy ma już 10 lat) bardzo chętnie gra z nami w bardziej dojrzałe tytuły – i często daje nam nawet łupnia. W związku z zaistniałą obecnie na świecie sytuacją mamy jeszcze więcej czasu i możliwości, aby grać w planszówki. Dla tych, co nie wiedzą, albo będą to czytać za 20 lat, kiedy już nikt o tym nie będzie pamiętał – informacja, że mamy pandemię wirusa, przez którą praktycznie cały świat jest zamknięty w domach – a jeśli nie zamknięty dosłownie, to ograniczony w poruszaniu się do minimum – #zostanwdomu. Ostatnio wpadła nam w ręce gra z dużej serii Ticket To Ride (Wsiąść do pociągu). Jedną z gier tej serii mamy już w domu od wielu lat (mapę Europy w wydaniu polskim) a teraz wypożyczyliśmy z biblioteki edycję podwójną – Dookoła Świata i Wielkie Jeziora. Seria składa się z bardzo wielu gier i dodatków, a ja chciałbym Wam napisać o tych trzech, z którymi mieliśmy styczność.

Nasza mini kolekcja gier, dostępna zawsze i na wyciągnięcie ręki. Nie jest może imponująca, ale wystarczy, by zająć się na kilkanaście dobrych godzin. Macie też swoje kolekcje? Pokażcie w komentarzach.

..:: Wsiadamy do pociągu ::..

Różnice w zasadach są nieznaczne, opiszę je krótko dla każdej z gier. W samej grze (w każdej, w którą graliśmy a podejrzewam, że i w całej serii), chodzi o to, aby nazbierać jak najwięcej punktów – uzyskiwanych za budowanie tras z pociągów (lub statków) łączących miasta na mapie leżącej przed nami. Trasy, które należy wybudować, wybieramy na początku gry spośród wylosowanych kilku kart, a także możemy je dobrać w trakcie gry (kiedy na przykład wybudowaliśmy już wszystkie wcześniejsze nasze trasy i chcemy powiększyć swój dorobek punktowy). Za wybudowane trasy uzyskujemy odpowiednią wartość punktów na koniec rozgrywki (im dłuższa trasa tym więcej punktów), jeśli trasy nie uda się wybudować – odpowiednia wartość punktów jest odejmowana od dorobku gracza. Aby wybudować trasę należy połączyć dwa miasta, wskazane na karcie trasy. Pomiędzy tymi miastami często znajduje się jeszcze kilka innych miejscowości, przez które pociągi (lub statki) muszą przejechać, przy czym ważne są tylko miasta początkowe i końcowe – a miasta pośrednie mogą być dowolne i trasa może być prowadzona dowolnie. Budowanie trasy realizuje się więc kawałkami, łącząc poszczególne etapy, wykładając podczas jednej tury odpowiednią liczbę kart reprezentujących wagoniki pociągu – co odpowiada ułożeniu na mapie plastikowych wagoników z puli dostępnej dla gracza. Za każdy fragment trasy uzyskuje się w trakcie gry odpowiednią liczbę punktów (im dłuższy fragment, tym więcej punktów). Karty muszą być w jednym kolorze, odpowiadającym kolorowi wskazanemu na tym fragmencie na mapie. Aby więc budować trasy, trzeba mieć karty wagoników (lub statków), które dobiera się ze stosu kart, lub kart widocznych umieszczonych obok mapy – dobraną kartę widoczną zastępuje się kolejną kartą ze stosu. Karty są w różnych kolorach, odpowiadających fragmentom tras na mapie. Dodatkowo pojawiają się karty „jokery” – lokomotywy, które pozwalają zastąpić dowolny kolor, a czasem są wymagane do zbudowania fragmentu trasy. Niektóre fragmenty tras na mapie zaznaczone są na szaro – oznacza to, że do ich zbudowania można użyć dowolnego koloru kart (ale zawsze wszystkie w tym samym kolorze).

Wydawnictwo Days of Wonder zawsze dba o to, by ich produkty miały najwyższą jakość – pudełka gier są porządne, duże, standardowe, ale i ciężkie – co zapowiada dobre wykonanie. I takie jest!

W swojej rundzie można więc wykonać jedną z czterech akcji. Dobrać karty, które są nam potrzebne do budowania tras albo wybudować fragment trasy albo dobrać kolejne trasy (i zachować minimum jedną do ułożenia) czy w końcu wybudować peron albo port (w grze ze statkami). Gry, które opisuję są grami dla dwóch do pięciu graczy. W zależności od liczby graczy wprowadzane są małe modyfikacje w budowaniu tras – w rozgrywce dla 2 i 3 graczy, nie można po prostu prowadzić równolegle tras pomiędzy dwoma miastami, nawet jeśli istnieje takie połączenie w postaci dwóch tras. W przypadku gry w większą liczbę osób, taka zagrywka jest dozwolona – po prostu bardzo szybko okazałoby się, że gracze się zablokują i nie byłoby możliwe wybudowanie tras. Po kilku turach, gracze nabierają już wprawy i zaczynają się orientować w zasadach i odpowiednio kombinować – zbierać karty na budowanie fragmentów trasy, budować długie fragmenty i wyprzedzać przeciwników w budowaniu fragmentów, które ich prowadzą do zdobycia trasy, aby zmusić ich do wybrania okrężnej drogi. Gra trwa tak długo, aż któryś z graczy będzie miał bardzo niską liczbę wagoników (oraz statków) przed sobą – wtedy każdy ma szansę dograć jeszcze turę lub dwie i gra się kończy i następuje podliczenie punktów. Całość rozgrywki, w przypadku mniej doświadczonych graczy, zamyka się w 90-150 minutach (z częstym zaglądaniem do instrukcji i przyglądaniem się mapie oraz kartom tras na ręce). W przypadku doświadczonych graczy, znających mapę i trasy – można skończyć po 60-90 minutach. Zatem jest to bardzo dobry kawał rozgrywki, przy którym można spędzić chwilę czasu, wypijając dzbanek herbaty i zjadając całe ciasto. Jeszcze krótko o małych różnicach dla każdej z gier i napiszę Wam jak oceniam te tytuły.

..:: EUROPA ::..

W tej edycji do dyspozycji mamy tylko wagoniki – jest to edycja z pociągami i odbywa się na mapie Europy (chyba dosyć starej, bo nie ma tutaj Polski – wygląda jak mapa spod zaborów, Warszawa jest w Rosji a Gdańsk w Niemczech/Prusach). Niektóre fragmenty tras realizowane są tunelami – w tym przypadku fragment otoczony jest pogrubioną linią i podczas jego budowania należy wyrzucić odpowiednią liczbę kart w jednym kolorze (kolor fragmentu lub dowolny, jeśli tunel jest zaznaczony kolorem szarym) a następnie dociągnąć tyle samo kart ze stosu. Jeśli w dociągniętych są karty koloru, którym budujemy fragment, lub lokomotywy zastępujące dowolny kolor, to należy dołożyć jeszcze tyle samo kart z własnej ręki. Gdy nie mamy tylu kart, nie udaje się zbudować fragmentu, karty wracają do ręki a my tracimy turę.

Mapa Europy po zakończonej rozgrywce,  tutaj Igor grał żółtymi i sromotnie nas pokonał.

Najdłuższy fragment na mapie (premiowany 21 punktami) jest właśnie tunelem składającym się z 8 wagoników – trzeba nazbierać dużo kart, aby się przez niego przebić. Dostępne są również trzy budynki peronów, które można wykorzystać do pominięcie fragmentu trasy, w przypadku, gdy ktoś inny już go zajął i nie możemy w łatwy sposób zbudować trasy, która ten fragment obejmuje. W takim przypadku można na początku lub końcu fragmentu, zbudowanego przez przeciwnika, wybudować peron, który powoduje, że ten fragment zaliczany jest do naszej trasy. Do budowania peronu używamy dowolnego koloru karty (za każdy kolejny peron dokładamy więcej kart – zawsze w tym samym kolorze). Zachowane perony dają nam punkty dodatnie na końcu gry – cztery punkty za każdy zachowany peron. W tej grze mamy również dodatkowy bonus za wybudowanie najdłuższego nieprzerwanego składu pociągu – gracz, który na koniec gry będzie miał najdłuższy pociąg, zdobywa ekstra 10 punktów. Gra kończy się kiedy jednemu z graczy pozostanie na koniec tury 2 lub mniej wagoników – od tego momentu każdy z graczy dogrywa jedną turę i podliczane są punkty.

..:: DOKOŁA ŚWIATA ::..

W tej grze rozgrywka odbywa się na mapie świata. W przypadku tej edycji, oprócz wagoników pociągu, mamy do dyspozycji jeszcze statki, które umożliwiają nam pokonywanie odległości na Morzach i Oceanach. Karty statków mają dodatkową własność, ponieważ niektóre są podwójne – a to oznacza, że ich wyłożenie pozwala dołożyć 2 statki do fragmentu trasy. Tutaj nie ma tuneli, więc nie ma utrudnienia w budowaniu tras.

Mapa świata, obszar rozgrywki dużo większy – ładne wykonanie mapy i kart o raz elementów plastikowych. Przyjemna rozgrywka przy herbatce…

Trasy mogą być łączone – to znaczy część trasy wagonikami a część statkami. Nie ma peronów, które pozwalają wykorzystać fragment przeciwnika, za to są porty. Ich znaczenie jest całkiem inne i należy je wybudować wszystkie w trakcie gry. Jeśli ich nie wybudujemy to na koniec gry otrzymujemy punkty ujemne. Natomiast jeśli je wybudujemy to w zależności od tego, ile tras się kończy/zaczyna w danym porcie – otrzymujemy znaczącą liczbę punktów. 20 – za jeden początek/koniec trasy, 30 za dwa i 40 za trzy lub więcej tras, które zaczynają się lub kończą w tym porcie. Aby wybudować port należy użyć dwóch kart wagonów i dwóch kart statków, wszystkie w tym samym kolorze – przy czym muszą to być karty z oznaczeniem portu (kotwicą). Można wykorzystać również lokomotywy, które zastępują dowolną kartę – aczkolwiek lokomotywa również musi mieć znaczek kotwicy. Nie ma tutaj, jak w Europie, bonusu za najdłuższą trasę. Gra kończy się kiedy jednemu z graczy pozostanie na koniec tury 6 lub mniej wagoników i statków łącznie – od tego momentu każdy z graczy dogrywa dwie tury i podliczane są punkty.

..:: WIELKIE JEZIORA ::..

Gra praktycznie identyczna jak Dokoła Świata. Rozgrywana jest jednak w krainie Wielkich Jezior i mamy dużo tras wodnych, które należy pokonywać statkami. Jedyna różnica pomiędzy wersją Dokoła Świata, to liczba wagoników i statków, które mamy do dyspozycji na początku gry (możemy dobrać o 5 więcej) oraz punktacja za wybudowane porty. Jest to odpowiednio 10, 20 i 30 punktów doliczanych za wybudowane porty na trasach. Można zatem tą planszę stosować zamiennie do Dokoła Świata, kiedy chce się urozmaicenia tras oraz bardziej zielonego koloru mapy.

Ładna zielono-niebieska mapa dla rozgrywek wśród Wielkich Jezior. Solidne wykonanie jak to bywa w grach wydawnictwa Days of Wonder.

..:: Czy warto w to grać? ::..

Myślę, że należy te gry ocenić wspólnie, akurat w tym przypadku. Wszystkie dają tyle samo frajdy. Nawet wyciągnięta po kilku miesiącach przerwy Europa bardzo nam się znowu podobała, a Igor nawet stwierdził, że jemu się podoba najbardziej – oczywiście nie omieszkał przy nam dołożyć i zakończyć rozgrywkę z najwyższą punktacją. Wszystkie gry sprawdzają się bardzo dobrze i jak wspominałem można przy nich spędzić dobre kilkadziesiąt minut dobrze się bawiąc. Myślę, że niezależnie od wieku i doświadczenia z planszówkami, każdy da sobie radę i będzie mu się podobać. Warto spędzić te kilkadziesiąt minut trzymając karty w ręce, patrząc zacięcie na mapę, czy ktoś nie zajmuje Twojego fragmentu i układając plastikowe wagoniki i stateczki na mapie. Ceny tych gier to ok 170 zł za edycję Europa i 300 zł za edycję Dokoła Świata. Inne dodatki również oscylują w okolicach 150 zł. Wydaje się, że zakup jednej edycji jest warty tych pieniędzy, zastanowiłbym się czy warto wydać prawie 300 zł za Dokoła Świata, bo to tak na prawdę ta sama gra tylko na dwóch mapach – chyba już lepiej byłoby kupić jakiś inny dodatek, jeśli zasady byłyby zmienione. My akurat wersję Świat, wypożyczyliśmy z biblioteki, więc nie musieliśmy jej kupować, i wydaje się, że jest to rozsądna decyzja – wiele bibliotek w Polsce ma działy z planszówkami, więc warto poszperać. Aczkolwiek może ktoś nie ma z tym problemu i kupi tą wersję do kolekcji.

Wydawca: Days of Wonder

Liczba graczy: 2-5

Wiek: od 8 lat

Czas gry: 60-150 minut

Retrometr

Na koniec jeszcze raz mogę gry polecić, jak również zachęcić do grania w inne planszówki, bo to angażuje całą rodzinę – a skoro teraz spędzamy więcej czasu w domach, to warto zorganizować czas tak, by wspólnie się czymś zająć. Życzę zatem powodzenia w budowaniu kolejnych tras na mapach różnych kontynentów czy krajów, a także spokoju i wytrwałości w obecnej sytuacji!

Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200, Atari 65xe oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...