Przegląd | Najlepsze Gry Atari Awards 2018 (Atari 2600)

Atari 2600 kontratakuje! Z okazji trwającego na atariage.com konkursu „Atari Awards 2018” oraz tego, żem atarowiec z krwi i kości (oraz odrobiny sadła i masy piwa…) chciałbym zaprezentować wam nietypowy odcinek mojej dziupli, krótkie shorty. Nie będę omawiał wszystkich produkcji (które można pobrać stąd) ani nie będę omawiał zasad konkursu, które możecie szczegółowo prześledzić w wątku tutaj – dość powiedzieć, że omawiane i oceniane będą tytuły, które w jakiejś formie ukazały się na najstarszą komercyjną konsolę w roku 2018  (jest tu jednak nieścisłość, gdyż część prac jest nam znana z Silly Venture 2017 – ale nie wiem, kiedy były upublicznione wersje „do ściągnięcia”, więc się nie czepiam).

Zapowiedź konkursu – grafika z Atari Age.

Wśród wielu kategorii jest też dość nieoczekiwana – najlepsze opakowanie do gry! Tak, to nie żart – te gry są wciąż wydawane w wersjach kolekcjonerskich. Mi osobiście najbardziej podoba się zawartość opakowania do Zombie Road Kill – naprawdę kawał dobrej roboty, przynajmniej z tego co widać na zdjęciach (materiały we wskazanym powyżej linku). Głosowanie na najlepszy tytuł ma trwać do 18-tego lutego, a całość ma mieć swój finał na żywo 23 lutego na tym kanale – więc moi drodzy, na bogato. Zapraszam wszystkich atarowców do oddania głosów w tym konkursie.

Zawartość pudełka Zombie Road Kill po prostu zabija gracza!

Postanowiłem, że przedstawię wam pięć tytułów, które mi najbardziej się podobały (nie ukrywam, że po szybkim przejrzeniu). Z każdego zrobiłem jeden lub dwa zrzuty ekranowe, całość testowana na emulatorze Stella. Najcięższy kaliber zostawiłem na koniec, więc proszę nie przewijać! Dodam tylko, że do większości gier dodana jest (w linku) instrukcja, więc łatwo się połapać o co w nich chodzi… Czas zacząć.


Sheep It Up!

Co się dzieje tej owieczce?

Jedna z prostszych gier w dzisiejszym zestawieniu. Oprócz prostych odgłosów skoków nie uświadczymy żadnych dźwięków, a jednak… wciąga. Jej prostota jest wprost bajeczna, grafika dość umowna, a jednak wyraźna. Gra na jeden przycisk. A o co chodzi? To proste, pamiętacie Man goes down? Pewnie większość nie kojarzy, ale przypomnę: pierwowzór Downfalla, zresztą powstały także na Atari 2600. Tu zasada jest (prawie) odwrotna: nasza owieczka jest szalona (hmm, Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?P.K. Dick) i postanowiła wspiąć się w niebiosa. Niestety, ogromna skoczność kosztuje ją sporo – bidulka nie potrafi się ruszać na boki z powody zbytniego rozbudowania mięśni nóg… W drodze do stwórcy mają jej pomóc platformy unoszące się na niebie, na które nasza bohaterka śmiało skacze… Jak wysoko potrafisz podskoczyć? Zadanie nie jest łatwe, platformy są ruchome, jeżeli dobrze nie wymierzymy skoku i nie trafimy – pamiętajmy, że nasza owieczka to nie kot i ma tylko jedno życie…

Tak w sumie to można by się zastanowić, czy to jest owca, czy zwykły baran? Tym niemniej gra zasługuje na solidne pomarańczowe światełko retrometru… Dodam jeszcze, że gra jest napisana w Basicu dedykowanym Atari 2600 – Batari Basic. Da się? Da się!

Retrometr


Ballon Trip

Kim ja jestem i gdzie jestem, się zapytuję? Hę?

Gra dość podobna do wcześniej opisywanej, a jakże odmienna. Jesteśmy ludzikiem, który postanowił sobie latać nad oceanem (bo kto mu zabroni)? Sprawa prosta, ale, ale… przecież nie mamy skrzydełek… Mocno machamy rękoma (fire), kierując się w lewo lub prawo. Co to jest? Rekin? REKIN? Do góry, szybko! Nie, a to co? Jakieś gwiazdki do zbierania? Nie, to toksyczne wyziewy, które nas zabijają! Omijajmy je! Uff, balonik… Ten nas nieco odciąży… Czasem niebieski balonik, zatrzymuje na chwilę wiatr.

Gra niestety posiada ubogie dźwięki, ale są tu one wystarczające. Na początku za pomocą joysticka wybieramy poziom trudności i potem startujemy. Naciskanie przycisku to machanie… No właśnie, skrzydłami, rękoma? Tego nie wiem, grunt, że się delikatnie wznosimy, ale najważniejszy jest fakt, iż rozgrywka wciąga. Retrometr na pomarańczowe światełko.

Retrometr


Pacman 2600 8K

Pacman jak żywy! Dużo lepszy od oryginału na Atari 2600.

Mówią, że klasyka nigdy się nie starzeje. Coś w tym jest – pamiętając oryginalne wydanie PUCK-MANa (przemianowanego szybko na PAC-MANa) na konsolę 2600 nie spodziewałem się, że po latach otrzymam nową wersję, która jest bardzo bliska oryginałowi. Duszki wyglądają jak duszki, zachowują się jak duszki, a wisienki, truskawki i inne przysmaki są wyraźne i na swoim miejscu. W dodatku przygrywa nam rozpoznawalna muzyka, a wszystko zachowuje się jak należy. Szkoda tylko, że Pac Man zjada kreski a nie kropki, ale i tak ta wersja daje radę w 100%.  Wszystko zamknięte w 8kB cartridgu (wersja WIP póki co), śmiało daję zielone światełko.

Retrometr


Aardvark (demo)

Trudne jest życie mrówkojada – namęczy się biedak w trakcie posiłków…

Życie mrówkojada jest dosyć ciężkie – każdy to widzi. Nie dość, że trzeba znaleźć mrowisko, nie dość, że trzeba złapać długim, plączącym się językiem pełzające w nim mrówki, to jeszcze atakują nas wstrętne dżdżownice! Ależ one są paskudne w smaku i trujące – nie jedzmy ich! Powiedzcie sami, czy to nie ironia losu – łapię końcem języka mrówki i je wcinam z apetytem, ale kiedy jakaś mnie ugryzie w jego środek – staję się nagle otępiały i obolały? Dobrze, że na spodzie mrowiska są dwie królowe – ich zjedzenie (mniam) powoduje, że na chwilę znikają wszystkie inne insekty z całego kopca i choć przez moment mogę czuć się bezpieczny. No prawie… Panicznie boję się nocy, a słońce tak szybko zachodzi kiedy zajadam robale…

Gra Aardvark jest konwersją dobrze nam znanego tytułu z małego Atari (i o ile kojarzę na Commodore też się ukazał). Muszę przyznać, że zarówno oprawa dźwiękowa, jak i gameplay mocno mnie zaskoczyły na plus. Mimo, że jest to jeszcze demo – muszę przyznać, że gra daje radę w 100% i należy się jej mocne zielone światło…

Retrometr


RoboMechanik

Robbo wiecznie żywy…

Na zakończenie obiecałem mocny akcent, w dodatku… polski. Tak, to prawda! Pozwolę sobie podać jeszcze link do filmiku na Youtube – niestety mój emulator Stella źle zrzuca grafikę z przeplotem (pewnie kwestia ustawień) – i na załączonym obrazku widzimy tylko co drugą linię. Tak, ta gra tworzy w Atari 2600 tryb interlace – co drugą ramkę pokazując linie parzyste i nieparzyste – przez co wydaje się, że gra ma wyższą rozdzielczość.

Napisałem, że to polski akcent, w dodatku wielokrotny gdyż gra jest wariacją znanego i lubianego Robbo, oryginalnie wydanego na Atari XL/XE oraz przeportowanego na wiele innych platform. Zadanie jest proste – zbierz wszystkie śrubki z planszy i dostań się do statku aby polecieć dalej… Jak by nie było – polska gra wszechczasów! A teraz clue wpisu – grę na Atari 2600 stworzył – Krzysztof „KK” Kluczek (brawo ten pan!) – napisał on także Druidarium pokazane na ostatnim Silly Venture. Co ważne, gra jest dynamiczna, szybka oraz posiada klimatyczną muzykę wpadającą w ucho.

Sama rozgrywka od klasycznego Robbo różni się tym, że plansze są jednoekranowe. Zaprezentowana tu wersja nieco różni się od tej zaprezentowanej na party, ale zasadniczo dynamika i sama rozgrywka się nie zmieniła. Na początku możemy sobie wybrać jeden z wielu układów planetarnych, od którego rozpoczynamy przygodę. Całość obsługiwana jest joystickiem i klawiszem Reset – wymuszającym stratę życia w sytuacjach beznadziejnych. Śmiem twierdzić, że grywalność w pełni dorównuje innym wersjom, więc… werdykt może być tylko jeden: medal!

Retrometr


Tytułem małego podsumowania dopiszę, że nie wyczerpałem tematu gier pretendujących do nagrody. Kilka innych mi się jeszcze podobało (miłośnikom czarnego humoru polecam Plague), jednak uznałem, że szybki przegląd może Was tylko zachęcić do ściągnięcia paczki z grami, zajrzenia do środka i własnej oceny. Wbrew obiegowej opinii Atari 2600 ma się dobrze i wiele dobrych tytułów wychodzi na ten sprzęcik. A dzięki emulatorom każdy może spróbować odrobiny historii (choć preferuję grę na oryginale). Szczerze polecam.

Autor: Paweł „Sikor” Sikorski