Publicystyka | Future Racer – o tym jak wciągam paliwo rakietowe, połykam asfalt i słucham electro pląsów

future racer opis

Karczmarzu laser się już kiwa, chlust paliwa wlej do piwa!

Gdy o turbo leszcze się połaszą, zezłomowane wraki straszą.

My się nie boimy, muzę wnet podgłośnimy!

3-2-1 START, pokaż ile jesteś wart!

 

Za młodu grałem w wiele „ścigałek”, czy to wtedy wydający się mi symulacją Gran Turismo 2, rajdowy Colin 2.0, arcadeowy NFS IV: HS z pościgami, czy cart racer w postaci Crash Team Racing. Jednej z gałęzi tego gatunku nigdy specjalnie nie zgłębiałem, były to popularne wtedy future racery.

w oczekiwaniu na prawko

Szczerze mówiąc nigdy future racerów nie lubiłem, a właściwie to nie miałem z nimi do czynienia, bo to byłoby właściwsze określenie. Pierwszy kontakt z gatunkiem miał miejsce na PSX, kiedy to z kumplem Madejem graliśmy 1 vs 1 w Rollcage Stage II na PSX. „Graliśmy” to dużo powiedziane, rollująca klatka to seria z bardzo wymagającym modelem jazdy, który momentami nie jest modelem, bo po prostu spontanicznie potrafi rzucać graczem po torze przy pierwszej lepszej kolizji. Trudno się tutaj gra, szczególnie jak się wcześniej nie lubowało w takich klimatach. Z  Madejem wpisywaliśmy genialny (autentyk!) kod „AAAAAAAA” i wtedy odblokowaliśmy kilka mocniejszych aut i tras. Trasę wybieraliśmy zawsze jedną i tą samą, okręg niczym w NASCAR na którym niewiele trzeba było zakręcać, można było urządzać na niej deathmatch. Takie to moje początki z future racerami.

Recenzja | Rollcage (PSX, PC)

akcje podłoga-ściana-sufit-ściana w rollcage są fajne na filmikach, ale samemu trudno to ogarnąć

Potem znów długo nic, choć pod wpisem o moich zmaganiach z graniem przenośnym Wojt w niezamierzony sposób przypomniał mi o gierce Tiger Electronica pt. „Invaders”, może to się liczy?;). No więc znów długo nic,  aż do dnia zagrania w Jak X na PS2, to moim zdaniem strasznie niedoceniony tytuł, hybryda cart/combat/future racera która zasługuje na więcej uwagi niż otrzymała. Po tym szpilu znów długo długo nic… W sumie to jak teraz sobie to analizuję to dziwne że nigdy nie zgłębiałem tematu, na PS2 dziesiątki jak nie setki godzin spędziłem przy serii Burnout, która może i jest o współczesnych samochodach, ale model jazdy jest szybki, efektowny i diabolo wymagający. Mocno przypomina to, co mamy na ekranie gdy odpalimy przyszłościowe wyścigi, jak dodamy do tego moje zainteresowanie cartracerami to już w ogóle. Może to przez moje sparzenie się na serii Rollcage, ale odbierałem gry typu WipEout jako arcy trudne i zbyt wymagające dla takiego prostego gracza jak ja. Nawet w nie nie grałem, bo pewnie i tak nie dam rady, ale że co… ja nie dam rady!? Potrzymaj mi kanister! Zaczynamy!

Gentlemen start your engines!

Zwykło się zakładać, że świat rozpoczyna futurystyczne ściganie od listopada 1990 roku, kiedy to na SNES w Japonii wyszedł pierwszy F-Zero. Ja rozpocząłem zatem bardzo późno, bo w lutym 2020. Nie ma za tą datą żadnej romantycznej historii, grałem w tym czasie dużo w arcade racery jak Sled Storm, Sega Rally 2, czy Hydro Thunder, „budowałem” po taniości kolekcję na Xboxa, patrzyłem co tam mają za wyścigi i natrafiłem na jakąś potencjalną perełkę o nazwie Quantum Redshift. Jakaś niszówka, która przepadła w gąszczu, ładnie wygląda, mało kosztuje, a co tam, spróbuję.

Quantum Redshift (Xbox)

Quantuma polecam każdemu, choć chyba nikt jak dotąd się nie skusił, drzemie w nim moc mistrzów gatunku

Z początku było trudno, jak się okazało kolejne poziomy trudności to też kolejne poziomy prędkości, a chcesz być coraz szybszy, więc z automatu brniesz w ten cały koncept. Problemem bywało samo ukończenie wyścigu, skubańce złomowali mój pojazd, ale nie dawałem za wygraną choć na każdym kroku płaciłem frycowe. Jak się potem okazało Quantuma stworzyli ludzie odpowiedzialni za pierwsze dwa WipEouty, mistrzowie gatunku, ale i ludzie lubiący wyzwania, lepiej trafić nie mogłem. Mój ślepy traf to gra którą do dziś stawiam bardzo wysoko w drabince tego subgatunku. Bakcyl połknięty, udałem się na zakupy do znanego marketu aukcyjnego i nabyłem drogą kupna furę gier z tego gatunku, cysternę paliwa, rakiety samonaprowadzające i grube na 15 cm płyty pancerne. Byłem gotowy.

Co uwielbiam w tych grach, a co mnie przerażało zanim zacząłem w nich gustować to szybkość i perfekcja. Te gry szczycą się tym że wszystko dzieje się szybko, że na najwyższych poziomach prędkości musisz mieć pamięć mięśniową skoordynowaną ze „zwykłą” pamięcią, bo musisz zająć się tym co na ekranie się dopiero pojawi, reakcja na to co widzisz to za mało. Grą która do dziś mnie fascynuje i która wprowadziła to pojęcie prędkości i perfekcji na wyższy level jest XG3: Extreme G Racing. Zastanawia mnie w jakich warunkach powstawała ta gra, jak ją testowano, jaka była jej wizja, a jaka realizacja. Jest ona jakimś inżynieryjnym geniuszem, konstrukcja tras, muzyka Ministerstwa Dźwięku, mega płynność, prędkość, założenia gry pozwalające na ograniczenie walki do minimum jeśli gracz tak woli, to wszystko nie jest dziełem przypadku. Te poszczególne plany się przenikają, jest w tym jakaś mistyka na linii Ty – XG3 gdy jedziesz na wyższych poziomach, gdy masterujesz time trial, gdy wpadasz w trans. Trudno jest mi to opisać, myślę że ten niepozorny screen z mojej recenzji trochę to oddaje. Jedność, przenikanie i skupienie, jest w tym jakaś wręcz medytacja.

XG3: Extreme G Racing

jedność, przenikanie i skupienie, zen

Potem przyszedł też czas na głębokie zanurzenie, no bo jak, tyle tu piszę o future racerach, a nie ma większego rozdziału o WipEoutach? Jak pewnie wiecie i nimi się zajmuję w mym laboratorium gracza-oblatywacza. To zajmowanie poszło do przodu do tego stopnia, że postanowiłem przejść je wszystkie! Od diabolo trudnych pierwszych części, przez nieudane Fusion na PS2, po renesans na przenośne konsole i piękny koniec serii wśród remasterów w HD u Borsuka na kanapie. Tak, ta seria mam nadzieję już niedługo nie będzie miała przede mną tajemnic, właściwie to chyba tylko Wipeout 64 może mi uciec, ale że są to przerobione trasy w Wipeout 2097 to specjalnie rozpaczać nie będę. Jest w nich wielka historia gier jak w F-Zero, walka z Quantuma, mistycyzm XG3 (głównie chodzi mi tu o tryb Zone) i to co jest i było znakiem rozpoznawczym serii – niesamowity OST.

wipeout series

OST z tych gier obdzieliłby wszystkie cluby w kraju i jeszcze by zostało trochę dobrych kawałków!

Cholera, wyjdzie kolejny akapit wspominkowy i jakieś dziwne wyznanie do pamiętniczka, ale chciałem napomknąć, ze techno-electro-umcyumcy-brzdęki nigdy nie były mi jakoś szczególnie bliskie. Krótki romans w połowie lat 90tych ze Scooterem i koniec, zupełnie inna muzyka mnie jarała… do czasu ogrywania future racerów. Czy to szalony wirtuoz z kablami w głowie Junkie XL zCrusher” w Quantumie, czy to stemplowane przez Ministry of Sound Oceania w XG3, to mi się bardzo podobało, ale w WipEoutach mamy wyższy level. To oni już przed startem pierwszego PlayStation podjęli próby ściągnięcia Prodigy do swoich gier co im w drugiej części się udało (Firestarter!), tracklista do trzeciej części została skompletowana przez DJ Sasha i uraczona jego koronnym kawałkiem Xpander. Prawdziwą przemianę seria wywołała również w Timie Wright, który wcześniej dla Psygnosis robił muzykę, a narodził się na nowo jako CoLD SToRAGE na potrzeby serii i kawałki takie jak Messij, czy Onyx wbijają w glebę. Ta elektroniczna muzyka po prostu do tego gatunku pasuje, nie wyobrażam sobie by było inaczej. W Wipeout Pulse jest taki jeden jakiś „dziwny” kawałek (Aphex Twin – Fenix Funk 5 (Wipeout Mix)), to jakieś chroboty, lekki ambiencik przez którego masz wrażenie że jesteś impulsem elektrycznym lecącym po organizmie androida. Doznania rodem hard sci-fi w wyścigach? Da się!

puste miejsca w hangarze czekają

Zapewne część z Was zorientowała się że jedynie symbolicznie zahaczyłem o jedną z ikon subgatunku, o serię F-Zero. Niestety nie mam wciąż N64, a cena na GameCube jest trochę z dupy, więc „wyścigi pcheł” jak nazwał je @Valooo muszą poczekać. Prócz tego kilka gier zameldowało już się u mnie na półce (G-Surfers), kilka mam na oku (Motorhead), a kilka chętnie zobaczę gdy mi je polecicie w komentarzach, do czego zachęcam ;)

walka i emocje do końca, tym człowiek przyszłości żyje!

Kolejny wpis made by repip, który nie ma większego celu i który się kręci w okół tematu bez żadnych wielkich wynurzeń historyczno-dziennikarskich powiecie. No spoko, ostatnio o Xboxie czy handheldach trochę tak popisałem, podoba mi się ostatnio taka „blogowa” forma, a że jestem Nacz.Osem to mogę ;). A tak na serio to tym wpisem chciałbym Was zachęcić do odpalenia jakiegoś future racera i ustalenie fajnego wyniku na trasie. W HiScore Alley mamy już Wipeout 2097, Wipeout purE, Wipeout Pulse i XG3, jeśli jesteś chętny/chętna na solo to czekam na pasie startowym! Wciągajmy wspólnie paliwo rakietowe, połykajmy asfalt i słuchajmy electro pląsów! Możecie przychodzić pojedynczo albo kupą, wyzywam Was wszystkich! Muhaha!

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox