Recenzja | Amped 2 (Xbox)

Tutaj znów raport z wirtualnego stoku, SSX nie ma, ale też jest zajebiście.

Podczas grania w pierwszą część Amped miałem mocno mieszane odczucia. Z jednej strony dostałem piękną i rozbudowaną grę nastawioną na wolność wyboru ze strony gracza, z drugiej zaś otrzymałem szpila dla HC wariatów który wymaga niemalże masterowania by go ukończyć. Jaka będzie dwójka? Już teraz mogę Wam napisać że serię Amped jednocześnie i kocham i nienawidzę…

Czym jest ta seria? Jest mocnym przeciwstawieniem się całemu subgatunkowi gier snowboardowych, które w większości stawiają na rozrywkę w stylu arcade, ścigamy się, robimy zawrotne ewolucje, a w tle dzieje się masa rzeczy jak wybuchy, spadające drzewa czy ścigające nas lawiny. Amped to coś zupełnie innego, tutaj otrzymujesz realistyczne stoki, z wyciągiem narciarskim, innymi snowboardzistami, lekko dzikimi odstępami na poboczu na którym robisz swoje tricki i tyle. Brzmi mało spektakularnie i nawet nieco nudno, ale w tym cały urok Amped, że tak właśnie nie jest! Choć wszystko tu jest nastawione na robienie ewolucji, nie ma wyścigu, nie ma jakichś zadań typu przewróć 5 koksowników, a jednak prostymi zabiegami udało się uatrakcyjnić tą grę i zachęcić do wielu godzin zjazdu po stoku.

atrakcyjność 10/10 i to bez fajerwerków

Skoro już o tym mowa zobaczmy sobie co możemy zrobić, w wielkim skrócie bo już w recenzji jedynki o tym pisałem: High Score – klasyk, osiągnij na stoku określoną ilość punktów nieistotne jak; Media – zdobądź określoną ilość punktów podczas przejazdu, ale liczą się tylko punkty zdobyte w wyznaczonych miejscach z czerwoną ikonką; Sponsor – każdy sponsor będzie chciał innego rodzaju tricków, musisz zatem zjechać ze stoku robiąc dokładnie takie tricki jakie lubi, dzięki czemu będziesz nabijać pasek „Amped”, musisz ukończyć przejazd mając go nabity na full; Pro – jeden z kilku pro snowboardzistów rzuci ci wyzwanie, musisz jechać za nim i w tym samym miejscu co on zrobić trick o większej punktacji. Nowością jest Photoshoot, gdzie masz malutki wycinek trasy i kilka(naście) stref do przejechania pod okiem fotoreportera. Nie można się wywalić, nie można pominąć żadnego „ringa” i trzeba nabić określoną ilość punktów. Przypadł mi do gustu ten nowy zestaw, choć czasem zadania były wymagające wielu powtórzeń by wyszedł ten idealny trick godny okładki magazynu.

Photoshoot i „obiektywy” które musisz zaliczyć, w tle Nowa Zelandia. Tak, jedziemy aż na sam dół!

Istotne w grze są postępy w rankingu snowboardzistów, zaczynasz jako nikt na 250 pozycji i musisz się piąć w górę. W dwójce jest mocniejsza otoczka profesjonalnego świata tego sportu, mamy wywiady z zawodnikami, szefami firm z odzieżą, fotografami i to takimi z pierwszych stron gazet, mocno się wkręcono tutaj w ten temat co z pewnością było na plus dla fanów tej dyscypliny. Ranking po którym się pniesz jest jednak przekleństwem serii, nie jest łatwo zdobywać kolejne punkty w drabince, przykładowo przedostatni turniej wymaga 110 pozycji i jest to już dość sporo roboty by to osiągnąć. A ostatni turniej? Finał? No cóż… skubaniec wymaga 8 pozycji w WR! Pomiędzy tym, a przedostatnim turniejem są tylko dwie plansze (a łącznie w grze jest 14), gdzie nie nabijesz zbyt wiele punktów, jakie wnioski? Znowu do cholery wymaga się od ciebie byś wymasterował ten długi i wymagający tytuł by go po prostu przejść. Nie ma zróżnicowania, nie ma wolności wyboru na zasadzie easy to learn hard to master, tutaj tylko ten drugi człon obowiązuje. To naprawdę trudne do zaakceptowania w grze tak pięknej i swobodnej w swej formie, dającej wolność na stoku jak nikt inny. Co z tego że masz wolność, jak koniec końców musisz i tak zrobić wszystko łącznie z Pro wyzwaniami, które są cholernie trudne. Mając 16 godzin na liczniku nawet nie byłem zakwalifikowany do ostatniego turnieju. Podzielę się moimi spostrzeżeniami i może pomogę komuś jeśli zacznie grać w A2:


PRO TIP

  • pamiętaj że doszły manuale w tej części (butter) i to wykorzystaj! Zrobiłeś ładne combo robiąc grind i zeskakując z niego obrotem? Wyląduj manualem (szybkie góra-dół lub dół-góra analogiem), a następnie podjedź do jakiejś górki i zrób jeszcze graba
  • najszybciej jak to możliwe powinieneś się oswoić w nowym dodatkiem w systemie jakim jest licznik punktów za styl. Owszem, robiąc trick i bez niego zdobędziesz punkty, ale robiąc go i wychylając jedynie delikatnie gałki analoga, bez dobijania go do maxa pod punktacją pojawi się punktacja za styl. Uwierz mi jak dobrze wczujesz się to nie tylko nie popsujesz pada z nerwów wbijając analog do obudowy, ale możesz nawet 3x zwiększyć punktację
  • odpowiednie lądowanie wciąż jest wymagane. Nie tylko dzięki niemu nie wywalisz się (wylądować w Amped wcale nie jest tak łatwo), ale możesz zwiększyć punktację. Ciągnij trick do samego końca, na tyle na ile możesz bo im bliżej ziemi skończysz tym lepsza punktacja, jest to również powiązane z punktem wyżej, czyli stylem. Złe lądowanie nie tylko nie da bonusów, ale i potrafi obniżyć punktację
  • w jedynce mogłeś robić ewolucje (graby, flipy) albo na prawej gałce, albo na klawiszach „kolorowych”, w A2 są już tylko na gałce. A to skok, B to grindy, X aktywuje się przy snowskate i jest wtedy flipem niczym w deskorolce. Y odpowiada za lip tricki

Ciekawa w serii jest sprawa OST. W pierwszej części mieliśmy 227 kawałków, a w drugiej przekroczono liczbę 300 piosenek! Oczywiście nie są to hity z satelity, tylko mało znani twórcy, ale liczba robi wrażenie. Można całymi godzinami nie słyszeć 2x tego samego, do tego w locie płynnie można je zmieniać. Mimo to jakoś zestaw z jedynki mi bardziej pasował i ten z A2 nie urywa dupy. Zmieniasz jednak za pomocą jednego przycisku utwór, możesz sobie wyłączyć jakiś gatunek z obiegu, ustawić losowy wybór, czy po prostu wgrać własną muzykę (świetna opcja w Xboxie).

tylko mi nie mówcie że tu nie jest pięknie

Skoro było o muzyce to w parze zawsze idzie to z opisem grafiki, a ta ZRYWA PAPE Z DACHU! To czysta moc zaklęta w tej gigantycznej konsoli Microsoftu. Wątpię by screeny to oddały, stoki są rozbudowane, mają masę odnóg, zakamarków i dają wiele możliwości. Kurorty zaprojektowane dla profesjonalistów sąsiadują z naturalnym laskiem, małym zboczem, zamarzniętą rzeką i powalonym drzewem. A nad nimi w późniejszych etapach startujesz ze szczytów mając namiastkę prawdziwego szaleństwa, gdy zjeżdżasz ze zbocza góry rzucając się w przepaść i widząc na horyzoncie majaczący wyciąg linowy. Plansza w Nowej Zelandii odbywa się w górach z wiecznym lodem, bardzo stromych pozwalających na skoki z kilkudziesięciu metrów na których nabijasz jednym trickiem nawet 100.000 punktów, szaleństwo!

Do tego pory dnia i nocy, szadź, sztuczne oświetlenie, inni uczestnicy góry, trudno mi wystarczająco to wszystko nachwalić, Nie ma efektów w stylu „ogień z dupy” a jednocześnie jest spektakularnie. Co jest również spektakularne to to, że… nie wiem jak to zrobiono, ale w A2 są jeszcze krótsze, niemal nieistniejące loadingi! Tu ich praktycznie nie zaznasz. Jestem pod wrażeniem.


Amped vs Amped 2

To co, porównamy sobie może obie części? Spędziłem tu tyle godzin, że mogę się pokusić o rzeczową analizę. Z początku się tego nie dostrzega, ale odrobiono wiele lekcji po poprzedniku.

Na przykład mamy w końcu lepszy dostęp do grindów. W jedynce jak nie wskoczyłeś idealnie na rurę/poręcz/krawędź w odpowiednim momencie to nici z tego już tam się nie dostałeś. W dwójce wydaje się to dużo prostsze i częściej grindowałem „na spontanie” co jest na plus. Z systemowych ulepszeń również na plus dwójki są dodatki o których wspomniałem w „pro tip” czyli manuale i stylowe punkty, dodatkowy typ eventów w postaci photoshoot, a jakże, również na plus.

progres, progres i jeszcze raz progres, tylko szkoda że World Ranking zostawiono

Plansze są generalnie ciekawsze również w dwójce. Są bardziej zróżnicowane, fajnie że dodano etapy nocą czy wieczorem co robi dobre wrażenie. Jedynie czego mi brakowało w Amped 2 to kopa w ryj na miarę planszy Altibahn z jedynki, jej dzikość, skala i wszechogarniająca przestrzeń mnie pozamiatała wtedy. W A2 jest niby Nowa Zelandia ze swoimi dziewiczymi i wysokimi krawędziami z których się katapultujemy, jest super, ale to nie to co Altibahn. Pozytywem na korzyść pierwszej odsłony jest też OST, który mi bardziej przypadł do gustu, z A2 nie pamiętam po graniu absolutnie żadnego kawałka.

W dwójce mamy też kilka „ekstra” smaczków poza konkursem, jak np. to, że prócz deski w wybranych miejscach możesz skorzystać z snowskate. Szczerze mówiąc nie wiedziałem co to jest dopóki nie zagrałem w A2. Wychodzi na to że jest to deskorolka z płozą bez zaczepów na buty, dziwne, ale ludzie na tym śmigają. Dzięki temu odblokuje się tobie możliwość robienia flipów w stylu Tony Hawka. Z innych dodatków mamy możliwość za pomocą Xbox Live pogrania online na wybranych zasadach, ale dziś jest to raczej nota historyczna, a przynajmniej tak mi się wydaje. Na premierę pewnie było to coś wielkiego, dziś nie wiem czy społeczność pierwszego Xklocka gra online w klasyki, pewnie tak skoro nawet Dreamcast ma czynne serwery prowadzone przez fanów, ale ja nie zgłębiałem tematu. Będąc przy detalach polecam zajrzeć do instrukcji, jest bardzo fajnie zrobiona.


rok 2003 rokiem snowboardu

W 2003 roku fani gatunku przeżywali istną ekstazę, nieważne jakie konsole obecnej generacji posiadali, otrzymali genialne gry. Nintendo na GrajKostkę wydało 1080° Avalanche, który jest mistrzem jeżeli chodzi o szybkość na stoku, jednocześnie ma najlepiej w historii gier zrealizowane lawiny, które nas gonią pożerając krajobraz dookoła. SSX3, czyli punkt kulminacyjny marki EA Sports BiG, wyszedł na wszystkie 3 platformy dając niesamowitą wolność w podróżowaniu po całej jednej górze o trzech szczytach. Szalenie efektowny, grywalny i zróżnicowany dawał fanom arcade dosłownie wszystko o czym marzyli. No i nasz dzisiejszy Amped 2, moloch z Xboxa, odrzucający festyniarskie efekty na rzecz piękna gór i sportu.

Château de snowboard, rocznik 2003

To był chyba najlepszy rok w tym subgatunku, nigdy wcześniej i później nie wyszło aż tak wiele, tak dobrych gier. Każdą z nich cenię za co innego, każda z nich dała mi dziesiątki godzin frajdy. Niestety potem losy  gatunku się nagle urwały, 1080° nie wyszedł już w ogóle, Amped z tragicznie przyjętą 3 częścią wpadł w otchłań, i nawet taki gigant jak seria SSX zaczęła rozmieniać się na drobne. Wielka szkoda, fotka powyżej obrazuje ostatni przemarsz gigantów po wirtualnym stoku.

zapamiętaj, kable w takich grach to zawsze mega źródło punktów

Co by tu, jakby tu, ten tego no, podsumowanie, hmm… W jedynce odblokowałem ostatni stok po 20 godzinach morderczej walki o każdy metr, w dwójce mimo mojego większego skilla widziałem że 20h jest nierealne. Przy 16h już wiedziałem że by zdobyć te ostatnie zaszczyty mógłbym nawet drugie tyle czasu włożyć. Postęp się niemal zacina, wymaga się zbyt wiele. Ja po 16h widziałem niemal wszystko w tej grze, nabawiłem się w tym śniegu po pachy, zgłębiłem z satysfakcją system i naoglądałem się widoczków. Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść jak mawiał klasyk, więc na 93 pozycji w World Ranking po wygraniu przedostatniego turnieju uznałem grę za skończoną. Skończyłem póki byłem wciąż grą zachwycony i miałem z nią głównie pozytywne doznania. Jestem świadom, że jak ktoś w 2003 roku kupił sobie grę raz na kilka miesięcy i oczekiwał masy godzin to był to dla niego plus.

Amped, czyli trudna miłość

Ta gra jest nawet dziś przepiękna, miejscówki są super! Mimo braku jakiś odjechanych akcji wszystko jest tu cudowne. System jest wymagający, oryginalny i satysfakcjonujący, punkty za styl, manuale i w końcu łatwiejszy dostęp do miejsc z grindami podnoszą doznania na wyższy level. Mimo mojego psioczenia grałem czasem i do 2.00 w nocy bo się tak wciągnąłem. Stary jestem i nie mam czasu ani nerwów by wycisnąć wszystko z Amped 2, ale mimo to wciąż bardzo wysoko go cenię, stąd taki a nie inny retrometr. Jak już na wstępie napisałem serię Amped jednocześnie i kocham i nienawidzę… to nie jest gra dla każdego, dlatego pewnie nie zobaczymy już nigdy tej serii, nad czym ubolewam i jednocześnie się trochę cieszę, taki to już tytuł.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Xbox/2021

3 słowa do gracza: wymagający, ale piękny i rozbudowany tytuł dający masę satysfakcji, okazjonalnie powiązanej z frustracją


Ciekawostki:

» Amped 2 został wydany jako część serii XSN Sports, która działała od 2003 do 2004 roku. Była to ekskluzywna na pierwszego Xboxa seria gier sportowych, która za pomocą Xbox Live tworzyła wirtualne ligi graczy. Można było rywalizować z innymi, tworzyć własne drużyny, ligi itp. Brzmi super i jak ktoś miał zajawkę to pewnie tak było, niestety duża konkurencja na tym polu w postaci EA Sports i 2k Sports sprawiła, że zaledwie rok po premierze usługę i studia zlikwidowano. Jak na czas w którym MS to uruchomił wydaje mi się że była to dość nowatorska koncepcja.

Gry jakie weszły w skład XSN Sports: Amped 2, Links 2004, NBA Inside Drive 2004, NFL Fever 2004, NHL Rivals 2004, Rallisport Challenge 2, Top Spin.

XSN Sports – oryginalny i fajny pomysł, niestety też kosztowny i nierentowny

» gra była tytułem ekskluzywnym na Xbox’a, ale w ramach wstecznej kompatybilności zagracie w nią także na Xboxie 360, niestety nie widzę jej na liście wstecznych gier na XboxieOne i nowej generacji Xbox Series X\S (niech cię szlag MS za te głupie nazwy konsol)

» Amped 2 jest czasem nazywany Dark Soulsem gier snowboardowych i coś w tym jest, jest jednak świr który zrobił speedruna (poniżej 2h!), zwie się Insetik47 i z jego filmów zrobiłem screeny do recenzji

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64 i wszystko co wyzwala adrenalinę! Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, DC, Xbox