Recenzja | Ape Escape P (PSP)

Ape Escape P PSP

Nie ma to jak nie lubić handheldów, ale mimo to grać na nich i to z kablem podłączonym do konsolki… można dostać małpiego rozumu.

Pewnego dnia podczas mojej wizyty w Borsuczej norze właściciel tego przybytku po raz kolejny podrapał się po owłosionym tyłku i rzekł: „a weź se synek te maupy na plejstejszyna przenośnego, ty w te platformersy grasz to se pograsz”. Jak to mawia mój ziomek Ślepy „za darmo to i ocet słodki„, więc ów pudełko z grą na PSP przywłaszczyłem, choć na moim PSP nigdy nie grałem. Jakiś czas później Prezesowa na RnG opisała Ape Escape na PSX, z opisu wynikało że fajna gierka, wspomniała coś o wersji na PSP, trochę popadłem w konsternację i hmmm ty ja mam jakieś maupy na PSP… Jak się okazało stary sierściuch miał nosa, a ja byłem właścicielem odświeżonej wersji Ape Escape oryginalnie wydanej w 1999 roku na PlayStation, a w 2005 roku przeniesionej na kieszonsolkę Sony. Po tak długim nieużywaniu sprzętu miałem zonka bo wybuchła mi bateria, ale po kablu na szczęście też grać można…

nawet nie wiecie czym grozi danie małpie nieodpowiedniej czapeczki!

Dosyć o mnie pora na opis giereczki, zwyczajowo zaczyna się od fabuły, no to przyjrzyjmy się jej. Małpa albinos w cyrku bawi ludzi sztuczkami aż do momentu gdy zakłada hełm zwiększający IQ, potem konstruuje hełm zwiększający je jeszcze bardziej i staje się skurwolem przejmującym maupy z całej okolicy dając im kaski. Co więcej chcą przejąć ziemię, przenoszą się w czasie by zmienić bieg historii i sprawić że będą numero uno w łańcuchu pokarmowym. Brzmi jak Planeta Małp w wydaniu kitajców po wiśni i tak właśnie jest, profesor stojący za hełmem poczuwa się do winy, ale sam dupska nie ruszy, więc to my (Spike) musimy złapać wszystkie małpiszony ganiając je z czasoprzestrzenną siatką po minionych epokach. Kwas wszedł mocno, ale co tam, ważne że gra dzięki temu jest na swój sposób oryginalna.

Stefan goń te maupy wiosłem bo mnie piwo rozlały

No więc tak, łapiemy te małpy nie… gonimy z siatą przez planszę, hyc do saka i po robocie. No nie do końca… każda małpa ma swoją osobowość, różni się zachowaniem, będzie anemiczna lub naspeedowana jak po białym, czujna albo zagapiona, będzie biegać po pokoju jak oszalała lub dorwie gnata i ciebie podziurawi, może nawet wsiąść do czołgu. Wielu małp nie będzie łatwo złapać, potrafią skubańce uciekać, chować się i walczyć w zależności od charakteru. Są też nierzadko poukrywane na planszy i trzeba nieco pokombinować by znaleźć ich kryjówkę. Zabawa w szukanie i pogoń za nimi daje sporo frajdy. Jak je już złapiesz to uzyskasz wpis do dziennika z krótką notatką o niej i ich statystykach. Opisy bywają humorystyczne, dowiedziałem się że jeden małpiszon nie lubi niemieckiego techno ;).

maupa w saku!

Niestety (dla mnie, może dla was nie) gra ma elementy metroidvanii, tzn. że nie da się jej od razu przejść na 100%, trzeba wracać po uzyskaniu odpowiedniej umiejętności. Masz na starcie przy każdej planszy określone ile małp musisz schwytać, zawsze jest ich mniej niż maksymalna ilość naczelnych w ramach levelu. Przykładowo jest łącznie w planszy X aż 11 małp, ale twoje zadanie to złapanie 6, gdy uzyskasz taki wynik automatycznie kończy się plansza i wracasz do laboratorium profesora które pełni rolę łącznika. Oczywiście możesz wybrać ponownie tą samą i próbować schwytać wszystkie tyle tylko, że to strata czasu bo dopiero z biegiem gry uzyskujesz gadżety dzięki którym wiele z nich złapiesz. Jeden taki gadżet dostajesz dopiero po pokonaniu ostatniego bossa co dla mnie było lekkim strzałem w pysk. Nie lubię takich zagrywek, nie miałem wolnej ręki, pierwsze przejście musiałem zrobić „na pałę”, a po napisach końcowych nie miałem już ochoty wracać.

Gadżety, przystańmy tutaj na chwilę bo jest ich kilka i dzięki nim gra nabiera rumieńców. Z początku masz tylko czasoprzestrzenną siatkę do łapania małp, ale z czasem dostaniesz miecz świetlny do ich pałowania, procę do strzelania, hula hop do szybszego biegania, wiosło do wyższego skakania (kręci nim jak śmigłem, nie pytaj dlaczego akurat wiosłem), czy auto RC. Wszystko to przyda się nie tylko do łapania naczelnych, ale i eksploracji oraz drobnych zagadek logicznych. Gadżety uaktywniamy na przyciskach △O☐, w dowolnym momencie możemy, a nawet musimy je zmienić by płynnie śmigać po levelach.

ten jegomość może na takiego nie wygląda, ale ma istny labirynt w bebechach! 

Poziomy są zróżnicowane pod wieloma względami, nie tylko ich sztafaż (lodowe krainy, wesołe miasteczko, średniowiecze itp.), ale i budowa. Czasem są to proste i liniowe poziomy, czasem mają sporo eksploracji w pionie, zagadki logiczne, a nawet takie patenty jak poziom w którym trzeba wskoczyć do gardła jakiegoś przerośniętego gada! Większość tego poziomu to jego wnętrzności które są całkiem rozbudowanym labiryntem! Nawet bossowie znajdą sobie tutaj miejsce, nie ma w sumie szczególnie o czym gadać, ale miło że się znaleźli, czasem jakiś opcjonalny duży przeciwnik też będzie hasał po poziomie, nierzadko z niewyżytą małpą na grzbiecie ;). Tutaj moim zdaniem plus, zapewne powiedziałbym o nich więcej, ale niestety z uwagi na elementy metroidvanii wielu z nich nie zwiedziłem do końca bo mi nie pozwolono.

PSP vs PSX

Pierdu pierdu, a jak w ogóle ma się wersja PSP do tej z PSX? No cóż, na szaraku mało w tą gierkę grałem, ale to co sobie przypomnę posiłkując się również youtubem wypada na korzyść pierwszej plejstacji. Zacznijmy od głównego mankamentu – samego PSP. Moim zdaniem nie był to zbyt trafny wybór na port, można było wygrać coś bardziej pasującego do kieszonsolki. Brak drugiego analoga + pierwszy „mocno taki se” w grze 3D potrafi sporo krwi napsuć podczas eksploracji. Z początku przy prostych levelach nie jest to odczuwalne, ale pod koniec gdy trzeba trochę się naskakać idzie dostać małpiego rozumu, powtarzając w kółko jedną sekcję. Niby lewym bumperem lokuje się kamerę w centrum przed bohaterem i jest to ułatwienie, ale daleko tej wersji do wygody. Drugą konsekwencją tego jest mniejsza liczba przycisków funkcyjnych, na PSX na gadżety masz cztery przyciski, na PSP już tylko 3 bo X to skok i jest to znów lekko denerwujące pod koniec gry. Będziesz co chwila dawał start i zmieniał gadżet bo 3 to za mało, wszystko było projektowane pod 4 na raz.

gdyby tak szło podpiąć do tej gry DualShocka ;)

Oczywistym elementem który różni PSX od PSP jest też grafika, ale w sumie nie ma się nad czym rozwodzić. Dla jednych sentyment podpowie że ta z PSX jest lepsza, inni docenią większą wyrazistość PSP, tak czy owak ani jedna wersja nie wyciskała ostatnich potów z docelowej platformy. Jest kolorowo, przejrzyście, momentami może się podobać, czasem wkrada się monotonia, ale generalnie jest ok. Według mnie postacie są lepsze na PSP, a tła na PSX. Muzyka jest też nierówna, czasem fajna spokojna elektronika, a czasem zbyt dziwna, ciężko mi to określić, jakaś taka małpia psychodelia, na plus zaliczam mówione dialogi. Znalazłem też informację że dodatkowe mini gry które odblokujemy w stylu „opcja for fun” są inne w obu wersjach. Jako fan elektronicznego śniegu odpaliłem snowboard i dalej już nic nie odpalałem, odnotujmy jedynie że takie coś jest.

Co my tu zatem mamy w tym małpim cyrku na kołach? Całkiem oryginalnego platformera, który może się podobać, ale głównie na pierwszej PlejStacji. Niestety port na PSP można ominąć, zawodzi na zbyt wielu polach, koniec końców wystawiłem żółty bo jakby nie patrzeć prawie 10h tu spędziłem (ile razy zginąłem przez sterowanie…), ale ten żółty ociera się o czerwony. Humor jest, zachowania małp są świetnie zaprojektowane, gadżety ciekawe, ale pod koniec już gra niczym nie zaskakuje, a sterowanie daje się we znaki. Ja dalej na PSP mogę grać tylko po kablu, kolejne Małpie Ucieczki na szczęście wyszły już na PS2 ;). Mimo narzekań seria mi się spodobała i to właśnie na czarnuli będę kontynuował pogoń za skytymi bananożercami.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PSP/2020

3 słowa do gracza: nieco niefortunny port ze względów budowy PSP, mimo to na tyle grywalny że można sięgnąć po niego… gdy nie masz wersji z PSXa


Ciekawostki:

» wersja z PSX była pierwszą grą na PlayStation która obligatoryjnie wymagała do gry DualShocka z dwoma analogami (tym bardziej dziwi decyzja o porcie na PSP, gdzie jest tylko jeden analog…)

» znów wracamy do wersji z 1999 roku i patrzymy na bardzo fajną reklamę:

» za wielką wodą gra miała nieco ciekawszy tytuł niż to nasze dziwne „P”, została tam wydana jako Ape Escape: On the Loose

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox