Recenzja | Bridge Strike (Amiga)

Chyba nie ma nikogo, kto rozpoczynał swoją przygodę z grami komputerowymi na początku lat dziewięćdziesiątych i nie znałby gry River Raid. Wydana przez Activision w 1982 roku gra na konsolę Atari 2600 zawładnęła światem graczy. Wydano ją następnie również na inne systemy – komputer Atari, C64, ZX Spectrum, MSX i inne. Amigowcy nie doczekali się swojej wersji i mogli jedynie zazdrośnie spoglądać na monitory swoich kolegów, którzy latali samolotem nad rzeką i niszcząc wrogie jednostki oraz mosty i uzupełniając paliwo na tankowcach przechodzili do kolejnych etapów i ustanawiali kolejne rekordy. W końcu przyszedł czas jednak i dla amigowców, aby mogli poczuć się jak to jest być pilotem takiego samolotu i urządzić sobie rajd nad rzeką. Grupa Project R3D po kilku latach pracy w końcu wydała długo oczekiwany remake tej gry – Bridge Strike. Mieliśmy możliwość jako jedni z nielicznych ogrywać pełną wersję tej gry i jako pierwsi w internetach prezentujemy jej recenzję.

..::Pilot czasu znowu rusza na ratunek::..

Siedział na tarasie swojej hacjendy znajdującej się nad brzegiem Oceanu Indyjskiego. Patrzył w stronę zachodzącego słońca, gdzie widać było jeszcze dymy dogasających pożarów wywołanych rozbitymi samolotami, które spadały z nieba w trakcie jego ostatniej misji. Trzymając w ręce szklaneczkę torfowej whisky, w której wolniutko rozpuszczały się kostki lodu rozcieńczając ten zacny alkohol, rozmyślał o tym, że najwyższy czas odpocząć, a być może i udać się na zasłużoną emeryturę. Liczba misji, które wykonał, wystarczyłaby, aby obdzielić kilku żołnierzy, a liczba różnego typu pojazdów, które zniszczył podczas tych misji jest siedmiocyfrowa. Chyba tylko z nudów (ale może też ciut z chęci podrasowania swojego ego) sięgnął po swojego smartfona, zalogował się do swojego banku, aby ponownie spojrzeć na stan konta i obliczyć na jak długo może mu wystarczyć suma, którą tam zaoszczędził.

– Sześćset milionów dolarów… tak, to może wystarczyć na dość długo… – wyszeptał i pomyślał, że nie będzie już musiał tułać się po żadnych misjach. Wystarczy na tych kilka lat, które zostały mu do końca życia. A może nawet odpali trochę jako datek na jakiś dom opieki dla starszych osób? Miał nadzieję, że nigdy nie będzie musiał korzystać z takiego przybytku i że dożyje swojego końca w swoim apartamencie. W tym momencie pomyślał o swoich kolegach – Larrym i Borskoviczu – którzy już od kilku lat są kuracjuszami w domu seniora „Upadły Cyc Ataryny” gdzieś na drugim końcu wybrzeża. Kiedy to ostatni raz się z nimi widział? Kiedy mógł razem z nimi pierś w pierś stanąć przy bufecie i wychylić stakańca podłej gorzały? Nie pamiętał… musiało zatem to być dawno temu.

Na taki domek trzeba trochę pracować – no może nie aż tak ciężko i tak długo, patrząc na jego rozmiary, ale… wypocząć się tam pewnie da :)

– No cóż – zamyślił się – nie wszyscy mogą cieszyć się pełnym zdrowiem do końca swoich dni. Oczywiście wiedział, że wpływ na to ma nie tylko tryb życia, ale także stan konta, który pozwala na regenerację narządów wewnętrznych. Niestety chłopaki wiele lat temu wybrali inną ścieżkę kariery i zamiast podejmować się trudnych i dobrze opłacanych misji brali tylko te łatwiejsze, nierzadko nudne. Pamiętał jedną z nich, w której wybrali się na unicestwienie obcych w jakimś Zapizdowie.

Ksenobzdury – pomyślał – pewnie obiecali im darmową wódkę przez następne dwa lata, więc się połasili i pobiegli strzelać do tych potworów. Ani to przyjemne, ani opłacalne, ale nie będę mówił innym jak zarabiać na życie. Z drugiej strony, lepiej, żeby te intratne zajęcia wpadały do mnie a nie do innych… – uśmiechnął się szelmowsko.

Wtem zadzwonił telefon, a na ekranie pojawiła się nazwa dzwoniącego – FIRMA.

– Heh, pewnie dzwonią z podziękowaniami, albo przeprosinami, że pomylili się w przelewie. Nie chce mi się z nikim gadać, ale tu akurat zrobię wyjątek. Zbyt wiele im zawdzięczał, aby móc ich zignorować. – Tak, te pokaźne sumki, które mu przelewają po każdej misji, nauczyły go szanować tak ważne osobistości. – Halo?

– Tego…, ten…, przepraszam Pilocie Czasu, że przeszkadzam w ten piękny wieczór, ale… może zechciałbyś ruszyć szanowne cztery litery i zjawić się w kwaterze głównej na małą pogawędkę?

– Pogięło was? Dopiero co wróciłem z misji i jeszcze nie zaleczyłem odcisków na rękach. Siedzę i zastanawiam się nad dalszym życiem…

– Możemy ci pomóc w tych rozmyślaniach, przyjedź i pokażemy ci jakie są opcje – a raczej jakich nie ma…

– Lepiej, żeby było to coś ważnego… – syknął i odstawił szklaneczkę na stolik. Zebrał się, wsiadł do samochodu i już po 20 minutach siedział naprzeciw Generała, który trzęsącym się głosem mówił o wrogich jednostkach zbierających się na terenie całego kraju i przygotowujących się do ataku.

Generał nie dość, że się trząsł ze strachu to jeszcze przy okazji niezbyt dobrze mówił po angielsku*… ale dobrze płacił

– Niestety – zaczął Generał – zwycięstwo, które odniosłeś ostatnim razem było tylko pozorne. Wygrałeś bitwę, ale nie wojnę. Wróg ma jeszcze duże oddziały, które właśnie zdecydował użyć przeciwko nam…

– Ale jak to? Przecież zmiotłem wszystko co mieli? Byłem nawet w kosmosie i rozniosłem w pył ich statki kosmiczne, które ściągnęli z innych planet!

– Widać użyli jakiejś technologii, która pozwoliła im zasymulować rozpadanie się statków, abyś myślał, że ich pokonałeś, a jednocześnie sklonowali je w większej liczbie i nadciągają ponownie.

– Bez sensu. Nie chcę się w to już mieszać, chcę wypocząć. Są inni, którzy mogą się tym zająć, ja chcę odetchnąć i w spokoju porozmyślać o mojej kobiecie…

– Jak możesz mówić o spokoju, kiedy tu nadciągają siły wroga i pewna zagłada? Harce ci w głowie a losy naszej planety mogą być przesądzone… – zagrzmiał Generał – poza tym jacy inni? Wiesz dobrze, że tych co by poradzili temu zadaniu już nie ma, zostałeś tylko ty…

– No a te dwa grzdyle – Larry i Borskovicz? Ich wyślijcie, przecież czasem dają radę kogoś ubić. Zamontujecie w samolocie uchwyt na wózek inwalidzki Borskovicza i jakoś w dwójkę sobie poradzą…

– No wiesz – podniósł brwi Generał – może by i dali radę, ale po ostatnich wydarzeniach nie jesteśmy w stanie im zaufać na tyle, aby zostawić ich samych. Trzymamy ich w dobrze chronionym miejscu i dajemy trzy razy dziennie pigułki na uspokojenie. Żeby siedzieli w spokoju i naciskali cycka…

– Że niby co?

– A nie wiesz… Po ostatniej misji, na którą ich wysłaliśmy, wrócili tacy wynudzeni, że postanowili uciec z ośrodka i jakoś odreagować. Znaleźliśmy ich w pobliskim burdelu…

Każdy chciał się pochwalić, że zna Larrego i Borskovicza, nie dziwne więc, że jakaś pracownica przybytku spod czerwonej latarni umieściła zdjęcia z imprezki na swoim profilu na Facebooku

– Hehehe, każdy by chciał się jakoś rozerwać po takich nudach… Burdelu powiadasz…? Po co tam pojechali? Przecież wiadomo, że nie mogą…

– Użyli laski Larrego…

– Auć… Dobra, to znaczy, że nie za bardzo mam wybór? Jak nie skopię zadków tym skurkowańcom, to i tak nie będę mógł sobie odpocząć? No chyba, że na drugim świecie?

– Lepiej bym tego nie ujął. Jeśli jednak ci się powiedzie, w co raczej nie wątpię, to czeka cię niezła nagroda. Nie mówię tutaj o pieniądzach, bo na ich brak raczej nie narzekasz. Mamy specjalną agentkę, wyszkoloną w Azji, która zaoferowała, że odda ci się na miesiąc. Nie znajdziesz lepszej kobiety na całym globie, będziesz mógł… a zresztą, szczegóły wyjaśni ci Lula, kiedy już wrócisz z misji – to rzekłszy skinął w kierunku weneckiego lustra, za którym znajdował się pokój, a w nim na biurku siedziała zamyślona kobieta.

Kiedy włączono światło i Pilot Czasu spojrzał przez szkło, aż się zakrztusił…

– Ekhe, khe, khe… co to za misja i jaki pojazd mam do dyspozycji? – wykrztusił.

Wiele kobiet już widział i posiadł w swoim życiu, ale urokowi Luli nie mógł się oprzeć, dla niej poleciałby nawet do piekła.

Generał uśmiechnął się tylko. Wiedział, że teraz to już kwestia kilku minut, aby przygotować Pilota do misji. Podał mu do ręki kartkę papieru, na której znajdowały się rozkazy, a sam rozpoczął odprawę.

– Byłeś już na podobnej misji kilkadziesiąt lat temu. Oddziały wroga ponownie kumulują się na brzegach kanionu, którego korytem płynie rzeka. Na końcu rzeki znajduje się baza, w której zorganizowało się ich centrum dowodzenia oraz umieszczony jest superkomputer kontrolujący wszystkie wrogie jednostki. Podejrzewamy, że zniszczenie tego komputera, rozwiąże nasz problem raz na zawsze. Z tego co donosi nasz wywiad, baza umieszczona jest w jednym z mostów, których na rzece są dziesiątki. Wróg nie spał również i zdążył wyposażyć się w supernowoczesne radary, zdolne wykryć nasze pojazdy w promieniu kilkuset kilometrów. Jedyny sposób uniknięcia wykrycia, to przelot korytem kanionu – odkryliśmy, że ich radary nie są w stanie wykryć pojazdów, które poruszają się poniżej ich poziomu. Masz zatem do dyspozycji najnowszy samolot, który wyposażyliśmy w pokładową produkcję rakiet powietrze-powietrze i powietrze-ziemia. Niestety, nie spodziewaliśmy się, że tak szybko ponownie zaatakują i nie zdążyliśmy wyposażyć samolotu w napęd jądrowy bądź przynajmniej pokładową rafinerię… Zatem problem paliwa rozwiązujemy w inny sposób. Kanionem, którym przyjdzie ci lecieć płyną również nasze lotniskowce, na których możesz uzupełnić wachę. Są nieco unowocześnione, więc nie musisz lądować, wystarczy, że przelecisz nad nimi, a wstrzykną do twojego zbiornika odpowiednią mieszankę – im wolniej będziesz przelatywał, tym więcej uda im się uzupełnić. Pamiętaj o tym. Wtedy dałeś radę tym skurkowańcom, więc teraz powinno Ci pójść równie dobrze – w tobie nasza jedyna nadzieja. Leć ku chwale i pokonaj ich!

– Rozkaz, Generale – wykrzyknął Pilot Czasu i wybiegł a po 10 minutach siedział już w samolocie i grzał silniki na pasie startowym. – Wygląda na to, że muszę ponownie uratować ten świat przed zagładą – pomyślał, a przed jego oczami przemknął obraz rozpalonej Luli.. – Oby mi się udało – uśmiechnął się i wystartował…

Dziękują Ci już na początku – pewnie dlatego, że myślą, że nie dasz rady. Zaskocz ich!

..::Jak to się zaczęło i co to ten Bridge Strike?::..

Na ten tytuł brać amigowa czekała jakiś czas. Pierwsze grafiki zapowiadające tą grę, pojawiły się na portalu PPA na początku 2016 roku, kiedy to Koyot – twórca grafiki w Bridge Strike – pokazał w jednym z wątków kilka grafik przedstawiających kanion z rzeką. Ówcześnie projekt miał roboczą nazwę Piggy Ride i od razu wzbudził sensację wśród forumowiczów, którzy porównywali go (całkowicie słusznie) do River Raida i dopingowali oraz czasem krytykowali Koyota, który sukcesywnie pracował nad grafiką do gry.

Jedna z pierwszych grafik prezentujących roboczą wersję gry – wtedy jeszcze Piggy Ride. Jak bardzo ewoluowała grafika możecie się przekonać uruchamiając grę (albo patrząc na dalsze zrzuty)

W końcu stało się realne, że w grafiki zostanie tchnięte życie, a odpowiedzialny za zakodowanie gry miał być ponownie juen. Duet ten (znany pod nazwą Project R3D) stworzył już wcześniej jedną grę – Tanks Fury (wideorecenzję tej gry możecie zobaczyć na kanale arhn.eu) – więc zapowiadało się, że i tym razem efekt będzie odpowiedni. Juen pisze kod w assemblerze, więc malkontenci nie mogli narzekać, że powstaje kolejne „dzieło” w Amosie czy Backobne :) Chłopaki ostro zabrali się do pracy i już po pół roku pokazali pierwsze grywalne demo/wersję w kategorii Gra na RetroKomp Load Error. Wywalczyli tam bardzo dobre, drugie miejsce. Przez następne miesiące juen co jakiś czas aktualizował status i informował o postępach, a następnie projekt na chwilę został zawieszony. Głośne nawoływania amigowców spragnionych swojego River Raida spowodowały, że ponownie siadł do klawiatury i kontynuował prace, aby zwieńczyć dzieło.

Każda kolejna wersja grafiki gry była coraz bardziej rozbudowana i dokładniejsza i zawierała więcej szczegółów

Po kilku miesiącach stało się jasne, że koniec prac jest bliski – juen zaczął jeździć na różne zloty i party z dyskietką, na której była dostępna wersja grywalna i dokonywał testów na graczach, którzy pierwszy raz mieli możliwość sterować myśliwcem lecącym nad kanionem. Na początku tego roku juen zapowiedział, że jest już w ostatniej fazie produkcji i poprawia ostatnie błędy i pojawił się na SACP w Siemianowicach z wersją Alfa, którą przetestował Borsuk i swoje odczucia opisał w relacji z tego party. Z relacji Borsuka wynikało, że gra cieszyła się dużą popularnością wśród partowiczów, którzy chętnie ją testowali (a juen skrzętnie notował uwagi i wynalezione przez nich bugi). Ostatecznie również i Borsuk się do niej dorwał – i szybko spisał co udało mu się odczuć.

Ucieszył nas zatem fakt, że autorzy zdecydowali się udostępnić nam wersję Alfa gry, abyśmy mogli napisać jej recenzję jeszcze przed oficjalnym wydaniem. Zatem jako pierwsi (a raczej tylko ja, nie licząc pewnie betatesterów) mogliśmy dopaść ten tytuł i uruchomić na Amidze i poczuć jak to jest zagrać w ten niedostępny przez prawie czterdzieści lat tytuł – w odświeżonej wersji :)

Zrzut z gry – bydlasty samolot nie jest do zniszczenia, ale powoduje zamieszanie na ekranie. Tutaj lecimy o zmierzchu, więc kolory trochę przyciemnione

Cóż można powiedzieć o samej grze – ponad to czego można by się domyślić, czy dowiedzieć się z krótkiej relacji Borsuka albo z tej fabularyzowanej historyjki na początku? Gra jest odświeżeniem klasyka, który praktycznie każdy zna. Do samej gry wprowadza nas klimatyczne i ładnie opracowane intro – ot siły wroga ponownie nas zaatakowały i potrzeba bohatera, który uratuje nas od zagłady. Bohater do dyspozycji dostaje samolot (w kilku egzemplarzach, które może wykorzystać kiedy się rozbije) i nieskończoną liczbę rakiet służących do unicestwiania, próbujących mu przeszkodzić, jednostek oraz co najważniejsze, mostów, które oddzielają kolejne etapy gry. Podczas wystrzeliwania rakiet obowiązuje podobna zasada jak w oryginale – pociskami można sterować w trakcie lotu, co należy skrzętnie wykorzystywać, aby dosięgnąć niektórych przeciwników, którzy chowają się za rogiem, lub strategicznie manewrować rakietami wystrzelonymi wcześniej.

Oprócz wrogich jednostek, za zniszczenie których otrzymujemy punkty, można również niszczyć elementy otoczenia – skały, radary, samochody, również uzyskując za nie punkty. Trzeba uważać, bo wszystko chce nas zniszczyć – oczywiście oprócz wybrzeży wąwozu (uwaga, czasem można wlecieć w ślepą uliczkę) uważać trzeba na przelatujące samoloty, helikoptery, pływające łodzie (nawet podwodne), czołgi, miny magnetyczne, strzelających żołnierzy, a w dalszych etapach nawet… nie, tej tajemnicy nie zdradzę :) Pierwsza osoba, która napisze w komentarzu co takiego czyha na nas w dalszych etapach, otrzyma ode mnie nagrodę – jedenasty numer czasopisma KAPlus. Żeby nie było tak łatwo, to nasz samolot co jakiś czas trzeba dotankować – przelatując nad lotniskowcem. Kiedy poziom paliwa spada do poziomu krytycznego, pojawia się sygnalizacja w postaci mrugającej kontrolki i należy się szybko rozejrzeć za lotniskowcem. Gdy sytuacja robi się beznadziejna, czasem warto skorzystać z pomocy trąby powietrznej pojawiającej się co jakiś czas – po zetknięciu z nią, samolot zaczyna przyspieszać, robić beczkę (nie da się nim wtedy sterować) i szybko przelatywać do przodu unikając zniszczenia. Czasem w ten sposób uda się dolecieć do lotniskowca i uzupełnić brakujące paliwo. Ciekawe urozmaicenie, którego nie było w oryginalnej wersji gry. Żeby jednak nie było za trudno ukończyć grę, gdyby liczba samolotów, które mamy do dyspozycji początkowo była za mała, to mamy możliwość uzyskania dodatkowego życia. Kiedy zobaczymy na wodzie rozbitka, należy przelecieć nad nim wolno (odchylając joy do tyłu zwalniamy samolot) – zebrany rozbitek powoduje zwiększenie licznika samolotów.

Tym razem w zimowej aurze i w ciągu dnia – wodospady widoczne na ekranie robią duże wrażenie, kiedy są animowane

..::Technikalia, czyli grafikalia, muzykalia… i zbliżamy się do końca::..

To co się przede wszystkim rzuca w oczy to oczywiście grafika, która znacząco odbiega od oryginału – nie jest to jednokolorowy niebieski pas rzeki ciągnący się wśród jednokolorowych zielonych pasów nabrzeża. Koyot zrobił tutaj ogromnie dobrą robotę i bardzo ładnie wypikselował otoczenie, wśród którego przyjdzie nam się zmagać z wrogiem. Linia nabrzeża jest bardzo zróżnicowana, rzeka jest urozmaicona i animowana, wodospady na rzece bardzo ładnie oddają dynamikę rzeki. Całe otoczenie jest bardzo dobrze dopracowane w najmniejszych szczegółach, skały wąwozu, kamyki na płytkim nabrzeżu, roślinki, domki, małe pojazdy – po prostu piksel perfect. Nie ma co tutaj opisywać każdego elementu otoczenia, bo jest tego bardzo dużo i nie chcę zanudzać a także odbierać przyjemności z dostrzegania tych małych detali, nad którymi Koyot tak pracował.

Oczywiście w grze dobra grafika powinna iść w parze z dobrą mechaniką, aby tytuł był grywalny. Na tym polu również nie można mieć powodu do narzekań. Juen zrobił tutaj również bardzo dobrą robotę i pięknie wszystko wprawił w ruch. Gra ma świetną dynamikę, wrogie jednostki żwawo nas atakują, całe otoczenie jest dobrze animowane a efekt ten podkreślają różne ruchome elementy otoczenia. Wszystko praktycznie się rusza a dodatkowe smaczki w postaci przelatujących ptaków, ruchomych elementów przyrody na ziemi, czy ogromnego samolotu bombowego przelatującego od czasu do czasu i trzęsącego całym ekranem jeszcze bardziej powodują uśmiech na twarzy i podziw dla kunsztu programisty. Warto dodać, że to wszystko wprawione jest w ruch i działa już na dowolnej Amidze wyposażonej w 2MB pamięci (1MB Chip i 1MB Fast) i procesor taktowany 14MHz. Gra uruchomi się również na Amidze 500 wyposażonej w odpowiednią ilość pamięci, ale będzie działać wolno, więc może nie dawać tak dużej frajdy. Jakby tego było mało, autorzy dorzucili jeszcze urozmaicenie w postaci zmiennej pory dnia oraz pór roku, a także warunków pogodowych! Także przyjdzie nam przelatywać nad otoczeniem w przyciemnionej wieczorowej porze, nad terenami miejskimi czy zimowej aurze. Jeśli pojawi się burza to uważajcie na burzowe chmury, bo te są dla samolotu niszczące!

Tereny miejskie o zmierzchu – tu już pojawiają się duże helikoptery – spektrum wrogich jednostek jest bardzo szerokie w tej grze

Autorzy wzięli sobie chyba do serca komentarze, dotyczące braku muzyki, które gracze umieszczali na temat ich poprzedniej produkcji. W Bridge Strike oprócz odgłosów wystrzeliwanych rakiet, niszczonych wrogich jednostek czy mostów, towarzyszy nam cały czas muzyka. Tempo muzyki jest dość wysokie, co jedynie potęguje odczucia z gry i podkręca nieco adrenalinkę. Zarówno efekty dźwiękowe jak i muzyka stoją na wysokim poziomie i absolutnie nie przeszkadzają w grze. Ja akurat nie jestem fanem takiego ciężkiego brzmienia, ale w tym przypadku cel, który miała na cale muzyka, został osiągnięty i nie chciałem wyłączać muzyki, aby czerpać przyjemność z gry. Doomer odpowiedzialny za efekty dźwiękowe i Simone JMD odpowiedzialny za muzykę zrobili to bardzo dobrze i gra przez to zyskuje dodatkowe punkty.

Jedyne czego mi brakło tutaj to płynnego zakończenia gry – nawiązanie do tego faktu znajdziecie w epilogu historyjki Pilota Czasu na końcu tego artykułu. Po prostu po zniszczeniu bodajże 43-ego mostu (niestety nie wiem, którego dokładnie, bo nie zwróciłem uwagi na licznik) ekran gaśnie błyskawicznie i słychać tylko muzyczkę, w oczekiwaniu na doładowanie się zakończenia gry. Zasugerowałem juenowi, aby zakończenie było ciut inne, ja na przykład spodziewałbym się przelotu nad rozbitym mostem w obszar, na którym kanion by się rozszerzał, zniknęły by siły wroga, uspokoiła się muzyczka a na ekranie pojawił by się jakiś tekst informujący o zakończeniu misji i gratulacjach. Z informacji, które przekazał mi juen wynika, że takie zakończenie wymagałoby przerobienia silnika gry, aby mógł takie coś obsłużyć a podejrzewam, że chciał już wypuścić grę, więc nie chciał zmieniać tego na ostatnią chwilę (pewnie wymagałoby to kolejnych tygodni pracy i testów). Być może w kolejnej wersji autorzy dodają zmodyfikowane zakończenie? Nie jest to jednak coś co mogłoby znacząco obniżyć ocenę gry :)

Końcowe etapy gry i kolejne urozmaicenia w grafice otoczenia. Pod ikonką Pac-Mana ukryłem rozwiązanie zagadki, którą zadałem w tekście – 11-ty numer KAPlus czeka

W dniu, w którym kończę pisać tą recenzję, juen (którego firma jednocześnie jest wydawcą tej gry) wysłał fizyczną wersję do dystrybutora A2, gdzie można dokonać zakupu. Od razu rozpoczęły się zapisy na zakup tytułu w wersji fizycznej (wersja elektroniczna będzie podobno udostępniona za darmo na Aminecie, choć forumowicze namawiają autorów i dystrybutora, aby wersję elektroniczną również udostępnić odpłatnie) i ludzie zaczęli oczekiwać na dostawę i podkręcać atmosferę na forum. Oczywiście wydawca stanął ponownie na wysokości zadania, i tak jak w przypadku wydania Tanks Furry, tak i tutaj w wersji fizycznej, oprócz samych nośników z grą, pojawiają się ciekawe dodatki w postaci naklejek, plakatu, czy drukowanej kolorowej instrukcji. Samo pudełko z grą również prezentuje się bardzo ładnie, więc będzie to nie lada gratka dla kolekcjonerów, aby w 2019 roku nabyć grę na ponadtrzydziestoletni komputer.

Takie pudełko może stanąć na półce za parędziesiąt złociszy – gratka dla kolekcjonerów oraz podziw, że w dobie Steama można wydać pudełko z grą :)

..::Pilot Czasu znowu triumfuje::..

Kiedy zdetonował jeden z kolejnych mostów, zrobiło mu się ciemno przed oczami… czerń oblała go z każdej strony i nie wiedział co się dzieje. Nagle otoczenie umilkło i słyszał już tylko szum wiatru obijającego się o owiewki jego myśliwca. Nie wiedział gdzie leci i czy będzie w stanie wylądować. Pierwszy raz w swoim życiu poczuł strach podczas misji. Szybko skalkulował wszystkie opcje i najrozsądniejszym co mu się wydawało było… Tak… wyszukał przycisk katapulty i nacisnął go powoli. Poczuł świst zrywanej kabiny a następnie szum wiatru, kiedy leciał w fotelu i szarpnęło nim, kiedy otwierał się spadochron. Nadal wokół było ciemno jakby ktoś rozlał atrament. Mdlejąc usłyszał jak Generał mówi, że centrum dowodzenia wroga zostało zniszczone i wrogie siły zaczęły się wycofywać…

Ocknął się w swoim salonie siedząc w fotelu i trzymając w ręce szklaneczkę torfowej whisky. Bolała go głowa, potrząsnął nią, aby sprawdzić czy to rzeczywisty ból i czy jeszcze żyje. Zastanowił się, czy to co przed kilkoma chwilami widział, czuł i w czym brał udział, to była jawa czy może mu się śniło? Próbował w jakikolwiek sposób zorientować się w sytuacji i określić co jest prawdą a co nie. Jeśli to wszystko było prawdziwe, to powinien teraz siedzieć w objęciach ponętnej Luli i zasłużenie odpoczywać. Jego pozycja nie była zła – przecież siedział w bezpiecznym miejscu i nawet w niezłym stanie. Ale przecież nie miał pewności co się wydarzyło. Musiał wymyślić sposób, który pozwoliłby mu potwierdzić, co się wydarzyło. Wziął do ręki telefon i zastanowił się chwilę… Mógłby zadzwonić do Generała, albo do FIRMY, ale pewnie to by nadszarpnęło ich zaufanie do niego. Musiał zrobić to w inny sposób. O! Tak! Mimo, że Larry i Borskovicz byli aktualnie utrzymywani z dala od społeczeństwa, to jednak byli nadal agentami, a FIRMA zapewnia, że każdy jest na bieżąco ze wszystkimi wiadomościami. Nie rozmawiał z nimi od wielu lat, ale w kwestiach ważnych wiedział, że może im zaufać. Byli do tego szkoleni, by w trudnych sytuacjach móc na siebie liczyć, a ta sytuacja była dla niego trudna. Wybrał numer i wsłuchał się w sygnał połączenia…

– Ha… ha…. ha….lo…..lo….lo….. cyc, cyc, ha, cyc, lo, halo – usłyszał w słuchawce znajomy, acz jakiś dziwny, głos śmiejącego się Larrego.

– Larry? To ty?

– Hehe, ekh, he, huuuuh… no jasne, że ja… a na czyjego komórasa niby dzwonisz…… hop, cyc, siup, cyc, łup…. – odpowiedział, wciąż śmiejąc się Larry.

– Mógłbyś się uspokoić? Najadłeś się sera, czy może paliliście z Borskoviczem jakąś marihuaninę? Brzmisz jakoś dziwnie, jakbyś sapał, a do tego te ciągłe śmiechy…

– Nie no…. Hehehe, jestem czysty, zresztą Borskovicz też. Wiesz, że nie tykamy tego szajsu, tylko naturalna gorzała i kobiety… Ale mów, co Cię sprowadza stary ramolu po tylu latach? Czemu przeszkadzasz nam w tym wymarzonym centrum odosobnienia?

– Będę się streszczał. Czy w ostatnich dniach FIRMA wysłała mnie na jakąś misję? Czy uratowałem świat? Czy dostaliście jakieś informacje w tej sprawie?

– Cyc, dup, cyc, hop, cyc, siuuuuup, cyc, łup. Ba dum tsssssssss – usłyszał a zaraz po tym dźwięk jakby upadającej słuchawki telefonu na ziemię, odgłosy chrapania i dialog nieznanych osób.

 – No, na chwilę będzie spokój, chyba się zmęczyli. Chodź, Johannes, zawieźmy ich do łóżek…

– Ehhhh, Helga, stare to, a głupie to. Siedzą całymi dniami i miętolą jakiegoś sztucznego cyca wlepiając gały w telewizor w skaczącego przez słupki kurdupla.

– Musieli coś grubego przeskrobać, skoro ich tu wpakowali. Ale widać jacyś ważni, skoro zapewniają im rozrywki tego rodzaju.

– A może sami spróbujemy pognieść tego cyca, Helga? Te twoje już jakieś takie nie za jędrne…

Rozłączył się. Wiedział, że z tamtej strony słuchawki nie ma na razie nikogo, kto mógłby mu wyjaśnić co się z nim działo. Musi się skupić i przypomnieć sobie bieg wydarzeń. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk telefonu oznajmiający nadejście wiadomości: „Zastanawiasz się czy to było prawdą? Musieliśmy skasować ci pamięć, abyś nie zdradził wrogowi jak dokonałeś jego zagłady i aby nie mogli tego sposobu użyć przeciwko nam. Niestety przy okazji ucierpiało wszystko co wydarzyło się również po tym. Nie martw się – mamy zarejestrowane to co działo się przez ten miesiąc, który spędziłeś z Lulą… płyty DVD z nagraniami dostaniesz po kolejnej udanej misji. Miłego dnia.” Skrzywił się. Choć wiedział co musiało się tam dziać, nawet bez oglądania płyt mógł sobie to wyobrazić, to jednak był ciekaw jak wyglądała Lula bez ubrań. Z zadumy wyrwał go dźwięk kolejnej wiadomości. Przesunął palcem po ekranie smartfona i przeczytał: „Bank Activision: Uznanie na rachunku – 50 000 000, stan konta po operacji: 650 027 396” – przynajmniej to musi go pocieszyć. Wychylił zawartość szklaneczki, mlasnął, i zasnął.

Podsumowując – gra jest bardzo dobrą pozycją i bardzo cieszy fakt, że jest dziełem polskich autorów. Gdyby ta gra wyszła w latach świetności Amigi, kiedy to amigowi gracze czekali na swoją wersję River Raida, to możliwe, że autorzy do dzisiaj odcinaliby kupony z jej sukcesu. Aż dziwię się, że wtedy nikt nie podjął rękawicy i nie wyprodukował takiego tytułu, skoro nad grami pracowały całe studia, a tutaj kilka osób było w stanie wyprodukować tak grywalną pozycję. Być może dla niektórych jest to tylko ładny River Raid (cytując tutaj komentarz Larka pod lutowymi zapowiedziami), ale dla niektórych będzie to długo oczekiwany River Raid a dla fanów tej gry, którzy marzyli by mieć ją w wersji amigowej – spełnienie marzeń z dzieciństwa. I tak, dla jednych będzie to pewnie gra, która nie wzbudzi w nich emocji, ale dla innych będzie tytułem, który da wiele zabawy. Jeśli wziąć pod uwagę, że na niejednym zlocie czy spotkaniu rodzinnym, kolegów, integracyjnym, ciągle urządzane są turnieje w lataniu nad kanionem – to można się spodziewać, że od teraz będą to turnieje w Bridge Strike. Życzę autorom, aby tytuł stał się popularny i sprzedał w dużej liczbie kopii! Czekamy zatem na kolejną pozycję ze stajni Project R3D – co tym razem wezmą na warsztat? Pewnie nie dadzą nam długo czekać i już niedługo się pojawią nowe zapowiedzi. Ode mnie zielone światełko na retrometrze, gdyby nie brak płynnego zakończenia – byłby medal. Ale niech to będzie motywator do wypuszczenia wersji 1.1, w której to zostanie poprawione :)

Retrometr

Krótki komentarz – grać, trenować, robić turnieje, cieszyć się, że takie gierki są produkowane przez Polaków :)

P.S. Gra nie jest łatwa, więc aby ukończyć grę na czas i móc zdążyć napisać recenzję po jej ukończeniu, uciekłem się do sztuczki z graniem na emulatorze i zapisywaniem stanu. Ciekawe kto pierwszy nagra longplaya z ukończenia gry a kto pierwszy zrobi to na jednej blaszcze? I czemu będzie to Borsuk?

P.S.2 Ad * w podpisie zdjęcia – już po napisaniu tego tekstu, w którym zwróciłem uwagę na drobne niedociągnięcia językowe (zwracał na nie również uwagę mailman na forum PPA), juen podesłał mi informację, że przerabiają intro i poprawiają teksty. To jest profesjonalizm :)

Ciekawostka – przygotowując recenzję, natrafiłem na filmik na YouTube z oryginalnej wersji gry, który przedstawia najszybsze ukończenie tej gry (czyli osiągnięcie miliona punktów). Nie jest to film z gry, w którą gra człowiek, bo jest wspierane przez automat – autor filmu napisał program w Javie, który w każdej sekcji analizował miliony możliwych ścieżek przelotu samolotu i z nich wybierał najlepszą, która dawała najwyższy możliwy wynik. 90% gry przechodzi zatem automat, pozostałe 10% autor projektu grał, ucząc w ten sposób automat, w jaki sposób należy grać w grę. Obejrzyjcie jak to wygląda.

Zrzuty ekranu z gry Bridge Strike wykonane zostały przeze mnie podczas ogrywania gry na emulatorze. Zdjęcie agentki Luli (gdyby kolega pytał) pochodzi z internetu i jest zrzutem z gry Wet: The Sexy Empire. Zdjęcie Larryego i Borskovicza z lokalu uciech pochodzi z internetu i jest zrzutem z gry o Larrym Lafferze.

Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200 oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...