Recenzja | Cool Boarders 2 (PSX)

Może to nie najbardziej zachęcający wstęp w historii RnG, ale dziś trochę o kroku milowym w historii snowboardu na konsolach.

Zanim jednak przejdę do opisu CB2 wspomnę nieco o poprzedniej części. Pierwsze Cool Boarders wyszło w 1996 roku i było niejako pionierskim tytułem „nowej ery” w gatunku. W tym czasie wszyscy sikali pod siebie na widok 3D, a CB pozwoliło wyskoczyć na stok przy ostrej muzie i szusować do woli. Jednocześnie gra była dość uboga w zawartość, łącznie 5 rynnowych tras, brak multiplayera i ściganie się na stoku… z samym sobą bo nikogo innego tam nie było. Mimo to CB jako pierwszy zawodnik w tym wyścigu osiągnął komercyjny sukces dając podwaliny pod całą serię, którą śmiało można nazwać tasiemcem, jak również pobudzając konkurencyjne obozy do stworzenia własnych snowboardów.

pora wejść w nową erę, 2 część nadrabia zaległości

Po tym krótkim wstępie przejdziemy do drugiej części serii ponieważ pozwoli nam to zobrazować ile dodano w ciągu roku wydając CB2. W 1997 UEP Systems idzie za ciosem szybko wydając kolejną część i dodaje do niej mnóstwo zawartości jednocześnie pozostając wierne swoim założeniom jeżeli chodzi o gameplay.

next round is gonna blow!

Cool Boarders 2 ma kilka trybów rozgrywki, można m.in. robić tricki, czy zjeżdżać po stoku (w tym rywalizować z drugim graczem), ale z dzisiejszego punku widzenia interesuje nas tylko główne danie – Competition. W tym trybie wybieramy się na rywalizację po 9 etapach na których ścigamy się z innymi zawodnikami. Jest 9 etapów, ale to nie znaczy że mamy 9 wyścigów, jest tutaj pewne urozmaicenie. Każdy etap składa się z dwóch części, pierwszą jest część z trickami gdzie to ile na skoczni wytrzepiemy punktów z tricku (i co za tym idzie jaką otrzymamy lokatę) determinuje to z jaką pozycją wejdziemy w drugą fazę. Na drugiej części etapu meldujemy się już na stoku by zacząć wyścig, jednak jak już wspomniałem startujemy często z balastem i kilku/nasto sekundową obsuwą zależnie od naszych poczynań na skoczni. Na stoku w końcu pojawiają się inni zawodnicy, czyli nie jesteśmy już sami jak w poprzedniku (i następcy). Reasumując mamy 9 dwuczęściowych etapów trick/wyścig, łącznie składa się na nie 9 stoków (+1 bonus) + 3 areny do tricków (areny w odróżnieniu od stoków się powtarzają). Po każdym pełnym etapie dostajemy punkty w klasyfikacji generalnej, a save odbywa się co 3 etapy. Skok w porównaniu z pierwszym CB zatem mamy spory jeśli chodzi o zawartość.

faza pierwsza – robienie ewolucji, wpływa na naszą pozycję startową w wyścigu

Po tym rysie historycznym po którym mam nadzieję nie posnęliście mi przed monitorem przejdźmy do mięska, czy tras i wrażeń z jazdy. Aren z trickami pozwólcie że nie opiszę bo nie ma tam co opisywać, po prostu wyskakujesz i robisz ewolucje i koniec. Stoki to jednak co innego, przyznać muszę że są dość długie i dynamiczne, starano się też je urozmaicić. W tle widzimy bitmapę z górskimi widoczkami, zachodzące słońce, a nawet zacina wokół nas śnieg. Mamy mnóstwo rozpadlin z których można wylecieć na zakręcie lub takich które musimy przeskoczyć, pojawi się też czasem jakiś skrót. Mimo wszystko są to konstrukcje „rynnowe”, nie ma tu mowy o swobodnym dobieraniu przejazdu jak np. w wydanym lata później Amped, ale pamiętajmy też że po pierwsze jest rok 1997, a po drugie ekipa UEP specjalizuje się właśnie w takim arcadeowym stylu. Arcade – słowo klucz do zrozumienia fenomenu tej gry w czasie premiery. Na świecie wciąż popularne są salony z prostą, szybką i uzależniającą rozrywką i Cool Boarders 2 wpisuje się w ten nurt. Jest szybko, luzacko, ale i skillowo.

the next curve is a sharp one

Na trasach tekstury są ostre jak brzytwa, a co najważniejsze gra jest mega płynna i nie doczytuje nam przed zawodnikiem tekstur w zauważalny sposób, wszystko chodzi perfekcyjnie. Owszem są też i minusy, widać łączenia tekstur i na białej jezdni widzisz przecinający je czarny pas co szpeci nawet podczas szybkiej jazdy kiedy nie zwracasz tak uwagi na grafikę. Same trasy też nie zawsze są umiejętnie zaprojektowane. Na trasach zauważyłem dwa mankamenty z pozycji gracza, które wydają się kulawe. Pierwsze to jedna trasa w której większość czasu jedziemy przez… las. Cały czas jedziesz na ślepo bo oczywiście „las zasłaniają drzewa” czy jakoś tak, w każdym razie patrzysz na ziemię by dostrzec brązowy konar i na tej podstawie mijasz przeszkody. Drugim dużo częstszym zarzutem wobec tras jest ich sztuczne „poszatkowanie”. Chodzi mi o to że wpieprza się na trasę masę bardzo ostrych zakrętów jeden po drugim sztucznie zawyżając poziom wyzwania. Momentami miałem wrażenie że lecę pionowo w dół na kolejne ściany i muszę mijać je malutkim przesmykiem z boku w pełnym pędzie. Psuje to płynność rozgrywki moim zdaniem i maskuje brak pomysłu na urozmaicenie trasy.

Gdy drzewa zasłaniają las… eee zjazd

Mimo wszystko jedzie się bardzo szybko i sama gra jest satysfakcjonująca. Przez w/w zakręty, często będziemy naciskać odpowiedzialny za wślizgi, ale trasy są na tyle dynamiczne że szybko takie odcinki przebrniemy. Trzeba się dostosować zarówno do nieco kanciastej dziś grafiki, jak i nieco klockowatej animacji i modelu jazdy, ale szybciej przeszedłem do porządku dziennego z takimi naleciałościami czasu tutaj, niż np. w Soul Blade. Poziom trudności jest również uczciwy, często na stoku widziałem że nawet najlepsi w stawce ostro hamowali na zakręcie lub polecieli prosto w przepaść. Ta gra jest może i skillowa, ale mimo to przejście jej nawet dzisiaj nie jest jakimś niemożliwym wyzwaniem dla wąskiego grona dziwaków. Może niecałe 3 godziny zajęło mi pierwsze przejście i to głównie dlatego że z początku nie zajarzyłem systemu tricków (który swoją drogą jest słaby i nie ma sensu o nim pisać), podczas drugiego przejścia czas gry drastycznie spada. Jedno co UEP tutaj dziwacznie rozwiązało (nawet na Dreamcaście to kontynuowali) to odbijanie się od ścian i przeciwników. Jak jedziesz wąskim przesmykiem i walniesz o ścianę to możesz się od nich kilka razy odbić jak piłeczka kauczukowa, od przeciwników też niestety często się odbijałem tracąc pozycję.

Kolejny akapit to kolejny temat, chwila o muzyce. My w Europie otrzymaliśmy inny OST niż amerykanie. U nas mimo gitarowych kawałków mamy też dużo drum & bassu, czy innego transiku (wybaczcie, słaby jestem w gatunkach techno, ale jadę na Mayday to się podszkolę ahah). Mi się to podobało, wprowadziło różnorodność i znałem ten styl również z Snow Surfers na Dreamcasta, czyli późniejszej gry UEP. Amerykanie z kolei mają cały czas ostre gitarowe utwory, które gdy ich teraz posłuchałem wydają mi się zrobione na jedno kopyto, ale pod filmikami na yt z jedną i drugą ścieżką dźwiękową dało się odczuć lekką wojenkę na OST odbiorców obu wersji.

ostre zakręty lubią swoje sąsiedztwo i wymagają szybkich reakcji

Mówiąc wcześniej o arcade miałem na myśli nie tylko styl rozgrywki, ale i luzacki klimat, może trochę na siłę, trochę kiczowaty, ale pasujący mi do tamtej epoki. Mamy komentatora, który na nas non stop wrzeszczy i wykrzykuje krótkie hasła, które macie w śródtytułach. Menusy są jakieś takie bez ładu i składu, tu musisz kliknąć w graffiti, tu w jakiś „koksownik”, a napisy końcowe w dzisiejszych czasach by pewnie nie przeszły przez sito kontrolerów jakości. Tam na jednym ekranie potrafi się pojawić 5 rodzajów czcionek o różnym rozmiarze, twórcy są czasem pokazani w postaci grafik, oczywiście każda z innej parafii, ogólnie jest wesoło i kolorowo co mi się kojarzy z tymi czasami. Owszem, jak już wspomniałem, dziś to krzykliwy kicz i amatorka, ale mi wpływa na nostalgiczne wibracje i kojarzy się z UEP.

let’s see you get some air!

Mimo tego, że w stosunku do jedynki CB2 mocno poszerzyło swą zawartość po ok 5 godzinach grania uznałem, że widziałem już wszystko co chciałem. Podobnie jak we wszystkich grach UEP w jakie grałem nacisk kładziony jest na masterowanie tytułu i podbijanie wyników na stoku, co mogło na premierę jeszcze być ok (choć nie dla wszystkich), ale dziś… raczej niewielu to zainteresuje. Jednak z tych kilku godzin jakie spędziłem na stoku jestem zadowolony, było szybko, intensywnie i grywalnie, choć nieco ubogo. Trasy nie były jakoś super zaprojektowane, ale były bardzo dynamiczne, a gra chodziła bardzo płynnie. System tricków… właściwie do kosza jako całokształt. W Cool Boarders 3 od Idol Minds zmieniło się w tej serii dosłownie wszystko, czasem na lepsze a czasem na gorsze, ale o tym pogadamy przy recenzji CB3.

Cool Boarders 2 to świetna lekcja historii gatunku, po niej wyszły dopiero Steep Slope Slider na Saturna, 1080° Snowboarding na N64, czy MTV Snowboarding na PSX. Czy dziś warto zagrać? Jak ktoś ma PSClassic to nic nie stoi na przeszkodzie, jak ktoś ma PSX’a to sama gra też jakoś droga nie jest, ale mimo wszystko trudno mi ją rekomendować jak ktoś nie czuje tych klimatów. Podczas dyskusji o CB2 na strefiepsx zauważyłem że dziś gra od siebie odbija, a system tricków bez instrukcji jest nie do ogarnięcia (czyli na PSC i emulatoroloro będzie zgrzyt), nie dziwię się, ale jednocześnie dziwię się że ja brnę w takie tytuły jak ratrak w zaspy ;). Jest to tylko i aż gra dla fanów gier snowboardowych chcących poznać historię gatunku. Jedną generację konsol wyżej są dużo lepsze gry z wirtualnym stokiem do oblatania, które również zrecenzowałem i lepiej ich spróbować (SSX3, Amped, 1080 Avalanche, Dark Summit).

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation (PSX)/2019

3 słowa do gracza: Wymagający chwili na oswojenie i dość krótki, ale grywalny szpil w stylu oldschoolowego arcade


Ciekawostki:

» twórca muzyki do wersji Europejskiej Jason Page (aka No Other Medicine) „ujawnił” się na youtube pod OST do CB2. Zakładając że to prawdziwe konto (nie widzę powodów by tak nie było) zdradził, że otrzymał zlecenie na dużo kawałków drum & bass by zamienić te gitarowe z wersji amerykańskiej. Robił po 2/3 utwory na dzień przez dwa tygodnie i efekt tej pracy mamy w OST, które w większości pochodzi od niego (gitarowe kawałki robił kto inny). Przy okazji zaprosił na swój profil na SoundCloud ;)

» z okazji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Japonii (Nagano, 1998) powstał w kolaboracji z Tecmo w formie budy arcade zmodyfikowany CB2 o nazwie Cool Boarders Arcade Jam.

» Cool Boarders 2 jest na liście gier wgranych do PlayStation Classic potocznie nazywanego też PSXmini. Jak wiadomo USA i Europa dostały te same gry i te same regiony tych gier (gry są wszędzie albo w PAL, albo w NTSC, nie ma tak, że USA ma swoje, a my swoje). CB2 na PSClassic jest w wersji PAL, to się pewnie amerykanie zdziwili gdy je usłyszeli ;)

» tutaj w ramach ciekawostki miałem pisać o historii UEP i momencie sprzedania praw do marki Cool Boarders na rzecz Sony, ale gdy dopisywałem kolejne akapity stwierdziłem że ta sprawa zasługuje na odrębny wpis, więc zapraszam do kolejnej KONSOLidacji ;)

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox