Recenzja | Dark Summit

Dark Summit recenzja

Człowiek na ogół nie wychodzi za dobrze na tym, gdy miesza ze sobą różne gatunki. Łyskacz popijany piwem nie jest najlepszym pomysłem. A jak to jest z grami?

Dark Summit jest tworem bardzo doświadczonej w temacie kanadyjskiej ekipy Radical Enntertaiment. Mają na swoim koncie serię MTV z szaraka, uznawanej przez wielu za najlepszą deskę śnieżną tamtej generacji. Gry z tego gatunku cechuje przede wszystkim nacisk na wyścig, tym odróżniają się od serii związanych z deskorolkami, BMX’ami itp., gdzie chodzi głównie o wykonywanie zadań i robienie tricków. Panowie w kolejnej grze postawili na bardzo niecodzienne połączenie, fuzję tych dwóch szkół i by dowalić już na maksa wprowadzili jeszcze fabułę.

it’s time to break some rules

Że jak, że co? W takich grach fabuła to zbyteczny dodatek, od kiedy pamiętam ludzie tworzący ten gatunek nawet nie próbowali zbyt specjalnie sobie nią głowę zawracać (ledwie kilka wyjątków bym znalazł (JSR, THUG)). Bo niby po co? Tu chodzi o czysty arcade’owy gameplay, system, muzę i radość z gry. Dark Summit początkowo wyrwało mnie z kapci właśnie tym, że zaskakuje formą i nie popada w utarte schematy. Fabuła to takie konspiracyjne kino klasy B dla nastolatków, ale ma swój urok. Górę Garrick, która to od zawsze była atrakcją dla narciarzy (planowano na niej nawet olimpiadę zimową), w pewnym momencie zaczęto zamykać dla turystów, pojawiła się za to armia, partole, zasieki i wycieki dziwnych substancji. My jako niedający się pomiatać i kontrolować snowboardziści w odróżnieniu od tępych narciarzy będziemy próbować dociec tego, dlaczego się tak dzieje. Dark Summit recenzja

Na początku pisałem o fuzji dwóch szkół. Otóż podobnie jak w innych snowboardach np. Snow Surfers będziemy cały czas zjeżdżać w dół stoku, ale po drodze będziemy wjeżdżać w specjalne miejsca, które odpalą nam zadanie. Zadania są mniej lub bardziej powiązane z fabułą, a tu często przychodzi na myśl seria THPS. W całej grze jest ich 45 i muszę przyznać, że są bardzo zróżnicowane. A to musimy zrobić określoną ilość/punktację konkretnego tricku, a to będziemy brać udział w ucieczce lub pościgu, będziemy musieli znaleźć i rozwalić jakieś obiekty itp. Nawet niczym w 1080 Avalanche będziemy uciekać przed zasuwającą w dół lawiną. Te zadania są super, ale że zjeżdżamy cały czas w dół stoku, a na większość z nich mamy wydzielony jego konkretny odcinek to będziemy często korzystać z restartu misji. Masz w lewym górnym rogu pokazany dystans na którym musisz zadanie wykonać i po przejechaniu wyznaczonego odcinka misja jest niezaliczona. Nie możesz sobie jechać dalej i próbować szczęścia gdzie indziej z tym samym zadaniem bo tam ci pasuje lub będzie łatwiej, DS nie dopuszcza takiego cwaniakowania. Taki sposób prowadzenia akcji o dziwo się sprawdza w praniu, gra dzięki niemu nie jest nudnym sandboxem tylko dynamicznym staroszkolnym arkejdem, nawet jeśli łamie kilka schematów.

the cows are completly normal!

Kolejnym odjechanym punktem programu jest ogólnie pojęty design lokacji. Seria SSX wprowadziła dużo koloru w monotonną biel śnieżnych, górskich zboczy. Dark Summit idzie krok dalej, aż do przesady, często przekraczając granicę pomiędzy pstrokatym stylem, a kiczem. Mamy zbiorniki z jaskrawymi kwasami, które puszczają bąbelki, a na śniegu są wzory nie tylko w popularnym u nas żółtym kolorze. Wojsko naszpikowało górę też wszelakimi industrialnymi konstrukcjami. Mamy sporo rurociągów, rusztowań, porozrzucanych wraków maszyn i pojazdów, nawet wielkie, wybuchowe miny się znajdą. Generalnie mija chwila nim do tego przywykniemy, bo jest to dość dziwny widok, a inaczej nie będzie. Bolączką tej gry jest to, że jak widziałeś jedną trasę, to prawie tak jakbyś widział wszystkie, naprawdę nie różnią się one jakoś diametralnie od siebie i zdecydowanie nie jest to zaleta. Każdy z kilku stoków jest długi i posiada mnóstwo rozgałęzień. Nie dasz rady za pierwszym przejazdem odwiedzić choćby połowę tego co dla Ciebie przygotowano. Sceneria nigdy jednak nie jest jakoś specjalnie inna. Zmienia się częstotliwość pojawiania się elementów, pojedziesz przykładowo na prawo to będzie więcej drzew, na lewo będzie snowpark z mnóstwem rur, potem się drogi łączą i masz mix obu krajobrazów. Bardzo brakuje mi tu również zmiennych warunków pogodowych. Aż prosi się o śnieżycę, poziom nocny… no cokolwiek! Tu mamy cały czas spokojny słoneczny dzień.Dark Summit recenzja

Nie lepiej jest od strony audio. Nie ma licencjonowanych kawałków, ale to mniejszy problem, bo OST jest ogólnie ubogi. Inna muzyka gra podczas wykonywania misji, a inna podczas przemieszczania się po stoku. Gdy już jedziemy z koksem przez zadanie przygrywa nam gitarowa ostra muza pompująca adrenalinę, chyba cały czas jeden i ten sam kawałek, ale fajny. Bieda jest poza zadaniami, tam mamy jakieś ponure, ciche dźwięki pomieszane z zmodulowanymi głosami innych ludzi gadających non stop to samo. Proporcje pomiędzy przebywaniem na stoku, a wykonywaniem misji są mniej więcej 50/50, a co za tym idzie chłoniemy nudną muzę wraz z powtarzalnymi krajobrazami i jako całokształt na dłuższą metę nie jest to fajne. Chyba miało to za zadanie pogłębić klimat tej konspiracji i tajemnicy jaki mamy w fabule, ale efekt końcowy nie jest dobry.

Dark Summit recenzja

Gra zaskoczyła mnie również pod kątem systemu tricków. Z jednej strony mamy standard, jeden przycisk za skok, drugi za grind, trzeci za graby, a czwarty za flipy + kierunkowe za wybór i rotację. Tu jest „normalnie” co nie jest normalne to fizyka. A dokładnie rzecz biorąc fizyka księżycowa, w momencie odpalenia skoku nagle grawitacja przestaje działać prawidłowo. Kręcimy się jak gówno w przeręblu robiąc tricki nieosiągalne dla człowieka w takim natężeniu. Trzeba ten element po prostu zaakceptować, choć to wolne spadanie denerwuje i nie pasuje do gry z dynamiczną akcją, z drugiej jednak strony jest to efektowne. Za punkty z ewolucji kupujemy ciuchy i deski, ciuchy nic nie dają, deski są cztery, a przy tym trzepaniu tricków bardzo szybko zdobywamy punkty. Już na drugim stoku miałem wszystko co można było kupić, potem robisz ewolucje tylko do zadań lub for fun. Da się robić combo typu wyskok+grab+grind+grab, ale mało jest takich miejsc i jak połączysz ze 10 tricków to max.

take it to the mountain

Gra jest nierówna i wymaga przymrużenia oka tu i ówdzie, ale w gruncie rzeczy jest dobra. Największym problemem z nią jest to, że zdecydowanie zbyt szybko odsłania wszystkie karty. Początkowo wkręciłem się okropnie, ale będąc w połowie gry możesz śmiało założyć, że wszystko zrobiłeś, widziałeś i to jest okropnie słabe. Do samego końca wyczekiwałem czegoś spektakularnego, ale nic z tego. Zakończenie fabuły to na sraczu pisząc na kolanie wymyśliłbym ciekawsze. Jedynie sprawę ratuje ostatnie zadanie, które rzeczywiście wymaga od Ciebie zastosowania wszystkich umiejętności jakie nabyłeś i jako jedyne stawia wyzwanie. Jako jedyne, bo gra ogólnie jest krótka i niezbyt wymagająca. W 8 godzin ogolisz ją śmiało na 100%, a idąc na pałę jeszcze szybciej. Zadania nadrabiają za to różnorodnością, po prostu chce się je robić, ale to może dlatego, że podczas nich leci muzyka. Strona a/v o dziwo nie daje rady, kiczowaty design i brak licencjonowanych kawałków jeszcze przejdzie, ale monotonia już nie.Dark Summit recenzja

Szkoda trochę bo Radical jeśli chodzi o ten gatunek stoi mocno z pozycjami w swym portfolio, dodatkowo mix jaki zastosowali działa. Brakło jednak polotu lub kasy w wykonaniu. Ta gra to fajne uzupełnienie serii SSX i THPS, ale uzupełnienie/ciekawostka, nie jest to ich rywal bo to nie ta liga. Gra dla fanów gatunku, którzy tytuły z pierwszej ligi już ograli i szukają dokładki. Jeśli nie będziecie oczekiwali killera tylko solidej pozycji z kilkoma ciekawymi patentami to można zainwestować w tą grę z gatunku „na raz”.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: GameCube /2017

3 słowa do gracza: Jak spodobały Ci się THPS’y i SSX’y to Dark Summit będzie fajnym ich uzupełnieniem, ale jest zbyt monotonny i nieoszlifowany by być czymś więcej.


Ciekawostki:

» w regionie PAL w zależności od kraju są inne okładki. Ha! Zawsze się jakaś ciekawostka znajdzie!

Inne artykuły:

Recenzja | Tim Burton’s The Nightmare Before... Pamiętacie może taki stary, ale jary film Miasteczko Halloween? Ten przeuroczy, wykonany techniką animacji poklatkowej musical "z dreszczykiem" stał s...
Recenzja | The Bugs Bunny Crazy Castle Z Królikiem Bugsem z ery PegasNESa (wybaczcie słowotwórstwo) zapoznałem się przez czysty przypadek. Ot była to kolejna eskapada na halę targową, gdzie...
Recenzja | Spyro 2: Gateway to Glimmer Po sukcesie pierwszego Spyro, goście z Insomniac zaszyli się w swych kazamatach, by dostarczyć na rynek nową produkcję, która będzie bardziej rozbudow...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox

6 Comments

  1. Dobre. Warto podnosić swiadomość mas o tym tytule. Brałbym wersję na xkloca (najlepsza) lub, tak jak Ty, Gamecube (najdroższa, do lansu). Ewentualnie, można skosztować w kupkach allegro-stolcowych, gdzie wyjdzie ze 2-5zł za wersję na PS2.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*