Recenzja | Darkstone (PC, PSX)

Kiedy w 1996 na rynku ukazała się pierwsza część Diablo było to wydarzenie przełomowe. Gra okazała się ogromnym sukcesem i zdefinowała na długie lata kto rozdaje karty w gatunku hack n slash. Blizzard wszedł do pierwszej ligi dzięki temu tytułowi. W okolicach 1999 roku gracze z niecierpliwością wyczekiwali nadejścia szumnie zapowiadanej kontynuacji, czyli Diablo 2. Jednak w tym roku pojawił się jeszcze jeden zawodnik wagi ciężkiej. Mowa o Darkstone, grze stworzonej przez francuskie studio Delphine Software. Grze, która miała do zaoferowania naprawdę wiele, a w mrokach dziejów jakby pominiętej, zapomnianej przez większość, a mile wspominanej jedynie przez wąskie grono retro maniaków.

Draak powrócił

Nasza przygoda rozpoczynia się w niewielkim miasteczku w krainie Uma. Przybywamy tam, aby położyć kres egzystencji Lorda Draaka, który pod postacią smoka sprowadził terror i zniszczenie na okoliczne tereny. W tym celu musimy zgromadzić siedem kryształów, a te otrzymamy za wykonywanie zleconych nam zadań.

Przed rozpoczęciem właściwej gry stajemy przed wyborem klasy postaci i tego, czy chcemy grać samotnie, czy w duecie. Tak jest, mamy możliwość stworzenia dwuosobowej ekipy złożonej z różnych albo i tych samych klas (bo czemu by nie pograć dwoma magami). Do wyboru mamy realnie 4 klasy – Wojownik, Łotrzyk, Kleryk oraz Mag. Klasy te występują z rozróżnieniem na obie płcie z niewielkimi różnicami w umiejętnościach np. Wiedźma potrafi zmieniać się w Wilkołaka, czego nie potrafi jej męski odpowiednik. Każdą z klas definiuje również główna statystyka, czyli w przypadku Wojownika będzie to siła, Maga – inteligencja itd. Statystyki główne są kluczowe dla zdobywania nowego i potężniejszego ekwipunku, ponieważ to one pozwalają zakładać przedmioty. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Mag biegał w ciężkiej zbroi płytowej, ale warto wziąć pod uwagę to, że złe rozdysponowanie punktów może się zakończyć dużymi problemami w końcowej fazie gry. Grając w duecie istnieje możliwość wskrzeszenia martwego kompana stosowną umiejętnością, która dostępna jest wyłącznie w tym trybie.

W głuszę

Postać wybrana, więc możemy rozpocząć naprawianie świata. Wprowadzenie w świat gry i rozmieszczenie kluczowych postaci w miasteczku odbywa się poprzez swoisty tour z przewodnikiem, gdzie strażnik po kolei prowadzi nas do sklepikarzy, nauczycieli itd. Dzięki temu nie zostajemy rzuceni na pastwę losu i samo wejście jest płynne oraz nie wywołuje uczucia zagubienia. Na liście powitalnej znajdziemy kowala, który sprzedaje oręż i zbroje – podzielone bardzo wygodnie, bo wg klas postaci, dalej odwiedzimy wróżkę (identyfikuje przedmioty), sprzedawcę prowiantu, bankiera, maga oraz na samym końcu nauczyciela. U tego ostatniego zakupimy umiejętności, które pozwolą rozwinąć naszego bohatera. Umiejętności jest całe zatrzęsienie, ponieważ oprócz ogólnych, takich jak mistrzostwo w walce wręcz, uzyskujemy również dostęp do zdolności klasowych np. szybsza regeneracja many, przemiana w wilkołaka, czy usuwanie klątw ze znalezionych przedmiotów. Umiejętności mają kilka poziomów zaawansowania i dostęp do kolejnych uzyskujemy wraz z rozwojem postaci.

Oprócz umiejętności podczas gry natkniemy się również na specjalne podesty zawierające księgi czarów. Zaklęć w grze jest spora ilość, od standardowej kuli ognia zaczynając, a na leczeniu, osłabieniu wroga, czy teleportacji kończąc. Czary można wzmaniać poprzez przeczytanie tej samej księgi kolejny raz, ale wymaga to większego poziomu inteligencji.

Miasteczko stanowi jeszcze jedną istotną funkcję podczas naszych wojaży. Jest swoistym hubem zadań pobocznych. I tutaj przedstawię coś, co jest naprawdę ciekawym rozwiązaniem ze strony twórców – zadania same nas odnajdują. Jak w realnym życiu – mieszkańcy przychodzą do nas ze swoimi problemami i nie musimy biegać jak wariat oraz przeszukiwać każdego skrawka mapy w poszukiwaniu osoby z wykrzyknikiem nad głową. Dziwi mnie, że to rozwiązanie nie stało się standardem w grach niebędących sandboxami, bo działa naprawdę bardzo dobrze. Questy poboczne zazwyczaj koncentrują się na odnalezieniu jakiegoś zaginionego artefaktu lub zabiciu potężnego stwora w lochu. Zadania główne z kolei znajdujemy na terenach zewnętrznych i w ich przypadku trzeba się trochę nabiegać. Dialogi dotyczące zleceń możemy sobie odtworzyć z pomocą specjalnego przycisku, co jest przydatne, gdy chcemy ponownie zidentyfikować zleceniodawcę.

Za rozwiązanie miasteczkowych problemów otrzymujemy nagrodę w złocie, które warto jak najszybciej ulokować na naszym koncie w banku. Dlaczego? Bo złoto nie ma osobnej szufladki w inwentarzu. Zabiera miejsce, a miejsce jest cholernym problemem w Darsktone. Mikstury je zabierają, zwoje je zabierają, prowiant itd. Wystarczy chwila i już nie jesteśmy w stanie podnieść niczego więcej. Powroty do miasta są bardzo częste, bo pojemności nijak się nie da rozbudować. Przedmioty questowe też do najmniejszych nie należą. Jedynym plusem jest fakt, że można je składować na ziemi w mieście i one nie znikają, nawet po załadowaniu zapisu gry (rozwiązanie ala Resident Evil 0). Dlatego warto je sobie chomikować np. w pobliżu portalu miejskiego, a zbędny szrot sprzedawać, bo to jest główne źródło dochodu.

Warto również wspomnieć, że każde rozpoczęcie gry od nowa jest inne. Spowodowane jest to losowym generatorem zadań oraz terenu mapy. Dzięki temu kolejne przejście cechuje się zupełnie innym doświadczeniem. Trzeba również uważać przy samym wypełnianiu zadań, bo niektóre istotne przedmioty można zużyć lub sprzedać, co uniemożliwi zakończenie questa i konieczność rozpoczęcia całej zabawy od nowa (zdarzyła mi się taka sytuacja).

Na każdym z obszarów zewnętrznych znajdziemy dwa lochy do eksploracji. Jest to główny teatr działań w Darkstone. Przeważnie mają one 4 poziomy i kończą się walką z bossem. Swoimi projektami są one całkiem zróżnicowane – od standardowych katakumb najeżonych nieumarłymi, poprzez jaskinie geotermiczne, a na zalanych ruinach kończąc. Oprócz wrogów i pułapek, natkniemy się w nich także na proste zagadki logiczne, wymagające ustawienia czegoś w odpowiedniej kolejności, znalezieniu ukrytego przejścia itd. Darkstone posiada również odpowiednik wyższych poziomów trudności znany z diabelskiej serii Blizzarda. Kolejne z nich są odblokowywane wraz z osiągnięciem odpowiedniego poziomu doświadczenia, a postać możemy wyeksportować na któryś z nich w dowolnym momencie. Wyższe poziomy charakteryzują się większą odpornością i obrażeniami zadawanymi przez potwory oraz wysokopoziomowym ekwipunkiem dostępnym od samego startu.

Troll!

Gry z gatunku action rpg stoją swoim bestiariuszem. Darkstone jest bardzo bogaty pod tym względem. Mamy tutaj typowy przekrój gatunku fantasy – gobliny, szkielety, trolle, pająki, skorpiony, widma, golemy itd., ale pojawiają się również przeciwnicy rzadziej widywani np. amazonki. Muszę przyznać, że po 20 latach od premiery modele przeciwników nadal robią wrażenie, są ładnie animowane i giną w zróżnicowany sposób – dekapitacja orka albo rozgniecenie toksycznego pająka.

Walka odbywa się w sposób automatyczny, wystarczy kliknąć na przeciwniku, a bohater sam zacznie wykonywać ataki, które można dodatkowo wspierać magią ofensywną bądź defensywną. Podczas starć w lochach warto wykorzystywać ukształtowanie terenu, bo nie ma nic gorszego niż otoczenie przez grupę wrogów. Czasami ustawienie się w wąskim przejściu i wyciąganie stworów pojedynczo jest jedyną sensowną strategią. W podziemiach musimy również zwracać uwagę na pasek staminy, który trzeba odnawiać znajdowanym/kupionym prowiantem, co jest ciekawym utrudnieniem. Podoba mi się również przywiązanie do detali. Przykładowo wejście w truchło ubitego przeciwnika sprawia, że znaczymy podłoże krwawymi śladami przez jakiś czas. Mała rzecz, a cieszy oko.

Technikalia

Darkstone jest grą typu hack n slash widzianą w rzucie izometrycznym, ale z możliwością obrotu kamery o 360 stopni oraz dowolnym jej przybliżaniem i oddalaniem. Ujęcia kamery można zmieniać np. na dynamiczną, która sama zmieni swoje położenie w zależności od ruchu postaci. Da się także włączyć tryb widoku „z góry”, który jest bardzo przydatny szczególnie w lochach. Graficznie tytuł dał radę dość dobrze oprzeć się upływowi czasu, głównie dzięki zastosowaniu lekko bajkowej grafiki. Nie jest to mrok znany z Diablo, ale zaliczę to na plus, bo mroczna i demoniczna otoczka niezbyt tutaj pasuje. To czym szczególnie lśni Darkstone, to kapitalna ścieżka dźwiękowa. Utwory muzyczne są po prostu piękne i zapadają w pamięć na długo. Czapki z głów przed kompozytorem (tutaj próbka).

Tytuł nie został przetłumaczony na język polski i występuje wyłącznie w wersji angielskiej. Gra została wydana na PC oraz pierwsze Playstation. W roku 2014 ukazała się odświeżona wersja na urządzenia z Androidem oraz iOS, w której palce maczał twórca oryginału. Wszystkim fanom hack n slash, czy action rpg mogę spokojnie rekomendować Darkstone. Nie jest to zwykły klon Diablo, ale gra, która dokłada do gatunku sporo od siebie. Jest to bardzo grywalny tytuł, a dzięki częstym promocjom w sklepach z cyfrowymi wersjami gier można go wyrwać za grosze.

Retrometr

Recenzja w oparciu o wersję PC

Inne artykuły:

Recenzja Konkursowa | Pipe Mania 3D / Pipe Dreams ... Długo zastanawiałem się jaką grę i na jaką platformę brać na warsztat. W końcu zdecydowałem się na kultowego PSX’a. Początkowo chciałem pójść na łatwi...
Akta retronagazie.eu | Płaskie koksy, czyli podróż... Dziś zawitamy na wirtualną pakerhalę i podpatrzymy jak najlepsi zawodnicy płaskiego świata 2D postanowili wejść na salony trzeciego wymiaru. Podcza...
Recenzja | Alien Hominid Seria Metal Slug odniosła w kręgach miłośników gier run’n’gun spory sukces. Dynamiczna rozgrywka, wartka akcja i ciekawe lokacje to wszystko, czego po...
Redaktor i główny czaromiotacz. Ulubione gatunki: Wbrew pozorom nie ograniczam się tylko do RPG. Posiadane platformy: PS4, N3DS, WiiU, PC