Recenzja | Dave Mirra Freestyle BMX 2

Po latach Dejw powrócił większy i mocniejszy niż dawniej by pokazać wszystkim klasę, tylko rowerek miał wciąż mały… nic to, liczy się skill a tego mu przecież nie brakowało, co już udowodnił. Wsiadamy na rower i jedziemy na rampy sprawdzić jak się ma druga odsłona tej serii.

 

„I’m alive and still kickin”

Pierwsza część jego przygód nieco namieszała w hegemoni produktów spod skrzydeł Activision. Rywal zza miedzy Mat Hoffman przebierał mocniej nóżkami na pedałach, gdy widział że debiut poszedł całkiem nieźle. Wariaci z Z-Axis pod portfelem ciekawego wydawcy jakim było Acclaim nie składali broni tylko jechali na tym wózku dalej chcąc utrzeć nosa grubym rybom. Po raz kolejny mamy do czynienia z grą w klimatach sportów-extreme w sosie arcade, która będzie nastawiona na wykonywanie tricków i zadań. Te gry mają swój określony klimat za co się je kocha lub nienawidzi. Dejw należał do tych, którym na nich zależało, a wręcz ich kręciło, dzięki czemu mamy kolejny krążek z masą grywalnego skakania, kombinowania i manipulowania koniecznego do ukończenia wyzwań przed nami stawianymi. Spotkałem się z Dejwem by pogadać o grze, ten od razu włączył swojego GameCube i zasiedliśmy do gry przy browarku.

Gatunek ten ma kilka żelaznych zasad, jedną z nich jest oddanie do dyspozycji gracza całej areny zaprojektowanej w każdym szczególe i przystosowanej do łączenia w łańcuchy tricków… jest jednak jeden haczyk. Po tej arenie nie możesz sobie hasać ile dusza zapragnie, bo na wykonanie zadania masz 3 minuty, po tym czasie przejazd się kończy i możesz zacząć próbować na nowo. „Spokojnie, raz wykonane zadanie jest zapisywane i nie trzeba go powtarzać” – uspokoił mnie Dejw. I to jest cały urok oraz magia tych gier którą ciężko zrozumieć jeżeli w nie się nie grało. Masz tu te 3 minuty, zamkniętą arenę, ale jesteś całkowicie wolny! Jakimś sposobem udało się w tych grach mimo sporych ograniczeń wykształcić poczucie wolności. Masz do zrobienia 10,000 punktów, ale gdzie? A co mnie to, masz zrobić! Sam sobie wybierz gdzie i jak! Kombinuj chłopie, zobacz gdzie wygodnie robi ci się combo, jakie tricki ci najlepiej wychodzą, jaki styl jazdy ci najbardziej odpowiada. Potem gdy już masz swój styl wyrobiony po prostu płyniesz jak ryba w wodzie, bez ograniczeń będziesz robić co ci się podoba, a mijający czas to tylko wyznacznik zmiany kawałka na trackliście.

„Tearing it back unveiling me
Taking a step back so I can breathe”

Mądre decyzje, od tego należy zacząć. Ktoś wsłuchał się w opinie graczy i w pierwszej kolejności postanowił naprawić to co nie zagrało w jedynce. „Aaa stary tak trułeś dupę w recenzji o te turnieje że ci odpuściliśmy” tja jasne, bał się opiniotwórczości retronagazie i spadku akcji na giełdzie. Głównym mankamentem dla mnie było mało aren zadaniowych, które były też zbyt przyziemne (po prostu nudne) do tego dano zbyt dużo turniejów. I już pierwsza plansza (Woodward Camp) w DMF BMX2 pokazuje Tobie, że lekcje odrobiono, Dejw i Z-Axis już na wstępie krzyczą „Siema chłopie! Patrz co teraz dla Ciebie mamy! Kopara opada co? A zaraz będzie lepiej!”. Otóż pierwsza arena jest… połączeniem trzech plansz z jedynki! Mają rozmach! A to tylko wstęp by się oswoić z systemem na czymś co gracz zna. Potem rozmiar zostaje zachowany, ale różnorodność jest większa i oczywiście nie wraca się już do poprzednika tylko wskakuje we wciąż nowe scenerie. Narzekałem opisując pierwotną część, że zadania są przyziemne, areny płaskie i brakuje mi tam szaleństw. Tutaj w końcu się tego doczekałem, w końcu nie stara się Dejw być próbą symulacji i idzie po bandzie w arcade.

Będziemy robić tricki w kanionie pełnym skalnych ostańców, szkieletów dinozaurów (wybijemy t-rexowi zębiska, a na żebrach urządzimy half-pipe) unikając kolejki górniczej (lub grindować na jej torowisku). Innym razem wjedziemy w park rozrywki z masą zjeżdżalni, niecek i huśtawek, gdzie zjazd manualem po 200 metrowej ślizgawce jest fenomenalny, bawimy się jak dzieciak na placu zabaw. Tylko dwie plansze były moim zdaniem zaledwie „fajne” (Swamp Trails i HWY 47 Cloverleaf), ale cała reszta robiła wrażenie. Skakanie po dachach w Wenecji, czy zabawy na wysokości na parkingu lotniska dawały masę frajdy. Te levele są spore, gram na oryginalnym sprzęcie, a nie emulatorze, więc niestety nie zobrazuje tego screenem, ale gdy w Devil’s Peak wjechałem na najwyższy szczyt i widziałem panoramę tego misternie wydrążonego skateparku to zgodnie z sugestią Dejwa „kopara opadła”.

„I’m alive I told you
I’m awake swallowing you”

Zadania są kategoryzowane, w pierwszej kolejności musisz zdobyć szacunek na dzielni i osiągnąć określoną ilość punktów w trakcie przejazdu, dopiero potem ekipa da ci wytyczne. „Jak w życiu, nie posmarujesz, nie jedziesz” – kurde Dejw, nie wcinaj się w mój akapit! Pierwszy stopień wtajemniczenia po zdobyciu szacunku to Amateur Challenges, 4 questy na rozgrzewkę w stylu: rozwal 3 skrzynie, przeskocz płot, zrób trick nad samochodem. „To tak byś poznał nowe podwórko” rzucił mi Dejw. Jedne z tych czterech zadań musisz pobrać od innego rowerzysty (BMXiarza? Brzmi dziwnie, co ty na to Dejw?) znajdując go gdzieś na planszy. Fajny element z tym szukaniem questów. Potem mamy 4 Pro Challenges, znów kombinacja 3+1 wyzwań, ale tym razem z podniesioną poprzeczką. W nagrodę za ich wyczyszczenie dostajemy możliwość grania na kolejnej arenie, ale możemy zostać jeszcze na chwilkę na tej którą znamy bo mamy teraz dostęp do Hardcore Challenges. Znów  3+1 i znów trudniej! Potem pozostaje Insane Challenge, jedno, koronne zadanie które da ci jakiś profesjonalny jeździec BMX’a.

Tu zadania w odróżnieniu od jedynki są efektowne i ciekawe, trochę odklejone od rzeczywistości, no bo przeskoczenie pomiędzy zacumowanymi w porcie statkami transportowymi, czy skok z drugiego piętra w określone miejsce robiąc po drodze double backflipa nie jest czymś normalnym. Ale hej! Po to mamy gry by robić takie akcje! To wszystko wciąga i pożera nasz czas niemiłosiernie. Grałem i grałem nie mając pojęcia że już dawno naraziłem się na tryb „zombie” w robocie na drugi dzień.

Co mi się w tym podobało to to, że robiąc zadanie czasem odblokujesz coś i w odróżnieniu od serii THPS tutaj już gra zapisze, że ten element jest otwarty i już zawsze będzie dostępny. W THPS pewne rzeczy trzeba było za każdym przejazdem otwierać. Przykładowo w tej grze w Wenecji wypompujemy z jednego kanału wodę i już na stałe otrzymamy nowy half-pipe. Z kolei na lotnisku możemy otworzyć drzwi hangaru, a w nim znajdziemy dodatkowy skatepark! Jedna rzecz mnie jedynie martwi z tymi zadaniami, szczególnie w tych trudniejszych, dosłownie kilku. Wydaje mi się, że nie wszystko zostało tu dobrze zbalansowane i przetestowane, bo kilka zadań moim zdaniem polega bardziej na farcie niż na skillu. Do tego wolno (zbyt wolno) dostajemy dostęp do lepszych rowerów, długo będziemy jechać na tych słabszych. Odechciało mi się, gdy widziałem, że musiałbym z godzinę robić jeden quest by móc go w końcu zrobić gdy mi dopisze szczęście i trafię ze skokiem. Opędzlowałem wszystkie AmateurPro Challenges, zdecydowaną większość Hardcore Challenges i kilka Insane Challenge, ale nie chciało mi się robić 100% z w/w powodów.

Ej stary co tak smucisz, weź lepiej im powiedz ile tych zadań jest, wspomnij też o turniejach co specjalnie dla Ciebie je zmieniliśmy!” – Dejw nie odpuszczał, no dobra, niech mu będzie. Turnieje to dla mnie w tych grach zawsze mniej miła część bo ich po prostu nie lubię – odbębnij dwa pod rząd idealne przejazdy w których wykorzystując całą arenę i nie przewracając się natrzepiesz masę punktów. Ja tam wole zadania, turnieje lekko mnie nużą, dlatego też w Dave Mirra Freestyle BMX 2 spodobało mi się jak oni do tego podeszli. Otórz turniej jest na każdej planszy, ale jest jakby opcją dodatkową, możesz go rozegrać, ale nie musisz. Teraz przejdziemy do wyliczanki, by zobrazować Wam ile jest zadań i ile tu jest rzeczy do zrobienia bo Dejw mnie już szturcha łokciem. Bazując na tym co już akapit wcześniej napisałem o tych wszystkich challenges, turniejach i mając 10 sporych plansz na uwadze, rachunek jest taki: 1+4+4+4+1+1×10 = 150 wyzwań do pokonania! Imponujący wynik Dejw, gratuluję! Rachunek odnosi się do wersji z Xboxa i GameCube, dlaczego nie na PS2 dowiecie się z ciekawostek.

Dave Mirra Freestyle BMX 2

Z-Axis się już na okładce gry chwali swoim innowacyjnym S.I.K systemem, który pozwala zrobić ponad 1500 tricków (w jedynce 1300), ale to tylko bełkot marketingowy. „Bo jesteś prostak i amator, który pewnie nie wie o co chodzi„, Dejw uspokój dupsko, już wyjaśniam! Chodzi o to, że twórcy dość sprytnie zmodyfikowali znany i lubiany system z serii THPS. Jednym przyciskiem robimy grindy, drugim tricki, trzecim skaczemy, a czwarty odpowiada za modyfikatory. To właśnie te modyfikatory odróżniają Dave Mirra BMX od reszty. Wykonując trick i dołączając szybko do niego modyfikator+kierunek zmieniamy trick na zupełnie inny. Jak to? A no np. wbijamy modyfikator który dodaje „no handed” czyli puszczamy kierownice lub „one footer” czyli jedna noga odchodzi od roweru w czasie trwania tricku. Co ciekawe można też te modyfikatory dodać do manuala, więc jest grubo. Manual? No właśnie, jakoś trudno mi pisać recenzję takiej gry i jednocześnie zachować umiar i pisać ją tak by każdy zrozumiał. Manual jest trickiem pośrednim który wprowadzono np. w legendarnym THPS2, łączy on w combo inne tricki poprzez jechanie na jednym kole przez co możemy podjechać z jednej rampy na drugą lub na jakiś gzyms. Pozwala to na efektowne łańcuchy, które dają masę punktów, a dodając modyfikator zwiększamy jeszcze bardziej punktację.

„Hear the silence about to break”

Ok, zagalopowaliśmy się bo pewnie po akapicie o systemie część osób odpadła. Nie zrażamy się jednak i razem z moim kompanem otwieramy kolejne piwko, tym razem jednak kręcimy też pokrętłem głośności. Będzie o ścieżce dźwiękowej i o tym dlaczego jest zajebista, zanim do tego dojdziemy łypnij okiem na tracklistę:

  • Rage Against The Machine – Wake Up
  • Ozzy Osbourne/Black Sabbath – Paranoid
  • Sublime – Doin Time
  • Sum 41 – Makes No Difference
  • The Cult – She Sells Sanctuary
  • Tribe Called Quest – Buggin’ Out
  • Methods of Mayhem – Hypocritical
  • Godsmack – Awake
  • Fenix TX – All My Fault
  • Gang Starr – Moment of Truth

Jak widać jest mocno, charakterystyczny dla tych gier mix metalu, rocka, punka i rapsów został zachowany. Acclaim łożące kasę na Z-Axis i ich Dave Mirra Freestyle BMX to nie EA pakujące banknoty w EA Big i ich serię SSX, to również nie Activision ze szmalcem dla Neversoftu i serii Tony Hawk’s Pro Skater, ale nie dali za wygraną (swoją drogą smutne jest to, że Z-Axis, EA Big i Neversoft gremialnie i solidarnie gryzą dziś glebę, aż smutno się robi gdy się dożyło czasów w których najwięksi kozacy w dziejach gatunku zostali zamknięci bez żalu przez panów w garniturach). Jest skromnie ilościowo bo to „tylko” 10 kawałków, ale są dobrane perfekcyjnie. Aż po tym wszystkim namówiłem ekipę i w 2019 zobaczycie nas na płycie w Krakowie podczas koncertu Godsmack, do tego Wrocław i Turisas + Korpiklaani oraz Chorzów i Rammstein. Będzie jazda! „Stary wracaj na ziemię bo odleciałeś! Już nie pijesz! Ty tu recenzje piszesz czy jakiś pamiętnik!? Weź lepiej powiedz chłopakom coś o grafice„, spoko Dejw, już się robi (ahhh będzie grubo).Dave Mirra Freestyle BMX 2

Grafika jaka jest każdy widzi, jest bardzo dobrze i w sumie to ja nie mam do czego się doczepić. Spoko jest również animacja zawodnika, ale już na PSX chłopaki się do tego elementu przyłożyli. Parę razy zaimponowało mi to, że zahaczyłem łokciem o jakąś krawędź co nie pozostało bez wpływu na tor jazdy, a jak jechałem szybciej to się wywaliłem na prostej drodze przez to. Jako że jesteś zachęcany do robienia masy tricków po całej planszy to naturalne jest że czasem się zatniesz w jakiejś ścianie, czy coś w ten deseń. W takiej grze jest to nie do uniknięcia i kilka razy mi się zdarzyło, nie mam o to pretensji, tego nie da się idealnie zrobić. No i wiesz, masz 3 minuty na przejazd, co za problem włączyć rundkę na nowo, dla mnie żaden.

„And by the way, I hope you’re satisfied”

Dobra my z Dejwem będziemy kończyć bo pewnie i tak zbyt wielu z Was nie jest już dziś zainteresowana tym wymarłym gatunkiem. Ja ze swojej strony napiszę, że uwielbiam takie gry, dają mi sporo satysfakcji, zawsze jest coś dobrego do posłuchania i sprawiają że czuję się młodszy o kilka lat ;). Ja pomimo tego że nie zrobiłem 100% to i tak spędziłem tutaj kilkanaście godzin, więc jest co robić. Ta gra ociera się o medal, nie przyznaję go tylko dlatego że te kilka zadań jest moim zdaniem źle zbalansowanych i progres rozwoju postaci jest sztucznie hamowany przez bardzo powolne otrzymywanie lepszych BMXów. Spokojnie, Z-Axis stworzyło potem coś lepszego, większego i godnego medalu, o tym jednak pogadamy mam nadzieję jeszcze przy innej okazji. A na tu i teraz napiszę, że Dave Mirra Freestyle BMX 2 na tej generacji konsol jest zaraz za podium najlepszych z najlepszych, czyli THPS3, SSX3 i Aggressive Inline, a to coś znaczy i miejsce to nie byle jakie, dla fanów gatunku to must play i nie szukaj wymówki, kup i graj.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: GameCube /2018

3 słowa do gracza: Poprawiono masę rzeczy w stosunku do jedynki, dodano masę fajnych aren i mamy z tego powodu masę zabawy! Fani gatunku muszą zagrać, ale najlepiej na Xboxie lub GameCube


Ciekawostki:

» Dave Mirra miał ksywkę Miracle Boy, wygrywał przez wiele lat z rzędu kolejne zawody X-Games (zdobywał nagrody w każdych zawodach od 1995 do 2009 roku!), opracował wiele tricków, posiadał też własną linię BMXów wyczynowych. Niestety w 2016 roku strzałem w łeb odebrał sobie życie. Ciekawy film poświęcony jego pamięci możecie zobaczyć tutaj

» ledwie kilka miesięcy dzieli czas premiery wersji na PS2, od tych na GameCube i Xboxa, ale przez ten czas zmieniło się wiele. Wersja z czarnuli ma o dwie areny mniej, wypadła Wenecja i Greenville. Jest to duży minus, bo te poziomy są udane i jeśli ktoś ma możliwość to śmiało niech oleje pudełko z logiem PlayStation 2.

» z serii „Dave Mirra” stacjonarnie wyszły 3 gry. O pierwszych dwóch możecie przeczytać w recenzji, trzecią która wyszła na Wii i PSP  z tytułem Dave Mirra BMX Challenge należy traktować jako spinoff. Interesująca jest jednak historia za tytułem BMX XXX, czyli gra o BMX’ach z gołymi laskami na siodełku.BMX XXX

Acclaim będąc na skraju bankructwa łapało się brzytwy (np. kampanii reklamowej drugiego Shadowmana) i widząc, że trzeci tytuł z serii nie będzie ani dobry, ani dochodowy postanowili wspomóc słupki sprzedaży. Golizna się sprzedaje – tak im się przynajmniej wydawało, problem w tym, że Dave dowiedział się o wszystkim jeszcze przed premierą i poszedł prosto do sądu bo nie chciał być kojarzony z grą o striptizerkach na BMXach. Ostatecznie gra wyszła, ale nie miała nic wspólnego z Davem Mirrą choć początkowo w kuluarach właśnie jego nazwiskiem starano się ją promować, sąd jednak skutecznie to wybił Acclaim z głowy. Samo BMX XXX nie uratowało wydawcy przed bankructwem, a efekt cycków też nic nie zdziałał bo na większości rynków zostały one po prostu ocenzurowane

  • cytaty pochodzą z kawałka Godsmack – Awake

Do posłuchania w trakcie lektury:

Godsmack – Awake

Tribe Called Quest – Buggin’ Out

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox