Recenzja | Dave Mirra Freestyle BMX

Dave Mirra Freestyle BMX recenzjaDejw Mirra to jeden z najlepszych zawodników robiących ewolucje na BMX’ach. Mało kto jednak wie, że zaczynał na Śląskich hołdach…

Wszyscy w miasteczku dziwili się „po jaki pierun tyn bajtel jeździ na kole po hołdach jak może po drodze„. Od najmłodszych lat szlifował swe umiejętności na trudnym terenie, a wszystko po to by na jego gry mówiono „klony Tony Hawka„, nosz cholera krew Dejwa zalała mocniej niż krupnioka! Dave Mirra Freestyle BMX to właśnie taka walka Dejwa o to by być sobą i odciąć się od formuły Tonego, która zdominowała w tym czasie ten gatunek. Walkę podjął tym bardziej ochoczo, że jego konkurent z Sosnowca Mat Hoffman siedział u Tomka Jastrzębia w kieszeni oddając się w 100% klonowaniu pod skrzydłami Activision.

„Do what you want do what you need the hardcore,
breaking the law the new seed yes they want more”

Trudno się jednak nie odnosić do króla gatunku na desce skoro niemal wszystko go przypomina. Intro to ładnie sklejone urywki prawdziwych zmagań ferajny Dejwa Mirry z podłożoną ostrą rockową muzą. Dalej wybieramy główny tryb i jedziemy z sześcioma kolejnymi planszami zadaniowymi. Same areny są raczej zachowawcze, boją się pojechać ostro z designem i trzymają się realnych miejscówek. Mamy więc podwórko na przedmieściach, jakiś błotnisty offroad na hołdzie, olbrzymie skateparki i… no właściwie to tyle. Na tyle na ile taka gra na szaraku mogła być symulacją na tyle Dave Mirra stara się nią być ze wszystkimi wadami i zaletami tego postanowienia. Wadą jest to, że areny są dość nudne, brak w nich szaleństwa choć czasem jakieś bardziej ciekawe zadanie typu wjedź na dach się znajdzie. Nie jest to jednak dach wieżowca jak w THPS tylko piętrowego baraku, pewnie wspomnienia Dejwa z dzieciństwa, gdy rowerem z jednego chlewika na drugi pod familokiem skakał wzięły tutaj górę. Dla tych, którzy w tamtych czasach chcieli „poważniejszego” potraktowania tematu była to zaleta, dziś chyba niekoniecznie, bo trudno to w 2018 roku nazwać symulacją, a ponadczasową arkejdówką ten tytuł również nie jest. Co jest fajne to animacja naszego rowerzysty, jeśli dziś w grze z psx’a wpadła mi w oko jej implementacja to znaczy, że to cholernie dobrze wykonana robota była. Nasz zawodnik realistycznie się „giba” podczas pedałowania i sprawia wrażenie żywego organizmu, a nie zlepku wielokątów na szynach.

Dave Mirra Freestyle BMX recenzja

A same zadania? Zdobądź odpowiednią ilość punktów, zrób odpowiedni trick w odpowiednim miejscu, zniszcz odpowiednią liczbę odpowiednich obiektów – odpowiedni standard. Tak samo jak wspominałem wcześniej brak tu szaleństw. To łańcuch przyczynowo-skutkowy: areny są płaskie i podobne do siebie to trudno na nich dać jakieś odjechane i zróżnicowane zadania. Jak już pisałem zaczynamy od 6 aren zadaniowych, a w każdej z nich jest 12 zadań do wykonania. Nie są odblokowane od razu, najpierw są cztery amatorskie, potem odblokują się cztery Pro challenges, by na koniec odblokowały się 4 zadania hardcore. Generalnie wydaje się to dużo, choć dużo tu tego samego, ale po 6 planszach następuje 6 turniejów! Nie ukrywam, że turniejów nigdy za specjalnie nie lubiłem, w Tonym były zawsze trzy, które były wmieszane w zadaniowe plansze przez co szło je strawić. U Dejwa jest ten problem, że turnieje to połowa gry w dodatku są jeden po drugim co mi się nie podobało. Jak opanujesz system tricków to po prostu będziesz klepał turniej za turniejem idąc jak przecinak bez większej finezji bo przecież o punkty tu chodzi, więc nie potrzeba tu większej filozofii. Dave Mirra Freestyle BMX recenzja

No to wywołałem do tablicy system tricków. Jest na swój sposób oryginalny i zdaje się sprawdzać w praniu. Z jednej strony to znów standard gatunku – graby i grindy są inne w zależności od kierunkowego przycisku i należy ich jak najwięcej robić kręcąc się wokół własnej osi. Da się robić combo tzn. po wyskoczeniu z rampy i naczesaniu tricków podczas spadania można na kant rampy jeszcze wskoczyć z trickiem, a wyskakując z niego można jeszcze jakiś mały flip zrobić zanim wylądujemy – te akcenty bardzo w takich grach lubię. No dobra niby standard a co w tym wszystkim jest innego? Głównie chodzi mi o wybicie i modyfikatory, które są kluczem do sukcesu, bez ich opanowania nie ozłocisz plansz. Wybicie jest tu o tyle inne, że już pod rampą się ważą jego losy. W THPS i jego klonach chodzi o to by wybić się na jej (rampy) samiuteńkim końcu by zespolić wyskok z końcem gruntu. U Dejwa pod samą rampą należy wdusić skok, ale przytrzymać go do momentu gdy wjedziemy na rampę i będziemy mniej więcej w jej połowie – to tutaj puszczamy i wyskakujemy.

No to teraz modyfikatory, gdzie indziej mnożnik punktów skakał w górę gdy robiliśmy kolejne tricki, u Dejwa też się tak da, ale niewielki jest tego efekt. Tu wchodzą w grę modyfikatory skryte pod jednym przyciskiem, które modyfikują już odpalony trick zmieniając go w coś innego, np. poprzez puszczenie kierownicy co spowoduje dodanie „no handed” do tricku i już mamy więcej punktów. Jak już wspomniałem opanowanie tych dwóch aspektów sprawi, że przez turnieje przelecisz jak przez masło, przez co połowa gry traci na wartości. Będziesz cały czas leciał modyfikatorami połączonymi z „finiszem” tzn. trickiem podczas zeskoku na krawędzi rampy i nie będziesz się musiał specjalnie martwić o wyniki. Owszem trochę minie nim załapiesz jak to wykorzystać i nabierzesz skilla, ale przed turniejami masz 6 leveli zadaniowych na ćwiczenia.

Dave Mirra Freestyle BMX recenzja

Pozwólcie wszyscy trzej czytelnicy, którzy doszli do tego momentu, że pobawię się w opis strefy audio. Grają tutaj głównie cięższe rockowe brzmienia znane z tego typu gier. OST jest ciekawy choć nie wybitny, przede wszystkim spodobał mi się kawałek Cypress Hill – Dust (z którego pochodzą śródtytuły), który poniżej jest do odsłuchania. Gra ma dziwną przypadłość, otóż standardowo przypisany jest jeden kawałek do jednej planszy, przez co grając na niej słuchamy non stop tego samego. Na szczęście da się manualnie samemu zmienić utwór przez co u mnie często leciał w/w Dust. Przypomniała mi się chora sytuacja z Snow Surfers, gdzie twórcy poszli o krok dalej i przypisali jeden kawałek do jednego zawodnika bez możliwości zmiany – tam to był odpał.

„only the strong will survive hoping to keep ’em alive”

Czy zatem udało się Dejwowi w odróżnieniu od Mata nie być klonem Tonego? Starał się bardzo i widać to na każdym kroku, ale koniec końców chyba tym właśnie Dejw jest, klonem THPS, choć z wieloma oryginalnymi akcentami. Mamy tu też te symboliczne 2 minuty na załatwienie potrzeb, Dejw potrafił szybko jeździć, bo przez ciągłe gadanie o jastrzębiu ścigali go po dzielnicy wszyscy gołębiorze. System tricków różni się detalami, zadania są bardziej realne, ale w gruncie rzeczy są podobne, czy to źle? Mi to nie przeszkadza, bardziej przeszkadzała mi głupia decyzja dot. OST, nieciekawe areny i 6 turniejów pod rząd. Grałem na PSX, a więc najbrzydszej wersji nie tak fajnej jak na screenach z PC, czasem animacja mocno chrupała w kilku momentach uniemożliwiając robienie tricków. Ale jakoś graficznie aż tak źle nie było, a animacja rowerzysty robi wrażenie nawet dziś co jest nie lada wyczynem. Grało się fajnie i jak się lubi THPSy to się tu człowiek odnajdzie, reszta graczy niestety w moim mniemaniu powinna omijać tego szpila podobnie jak konkurenta zza miedzy – Hoffmana. Z-Axis stać było na wiele więcej i już na PS2/Xbox/GameCube’a rozwinęli mocniej skrzydła niczym gołębiorze w pogoni za Dejwem, o czym pewnie kiedyś pogaworzymy.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Playstation (PSX)/2018

3 słowa do gracza: Stary dobry szpil z gatunku zadaniowych sportów-extreme, ale jednak bardziej dla fanów niż ciekawskich chcących spróbować czegoś nowego


Ciekawostki:

» Dave Mirra miał ksywkę Miracle Boy, wygrywał przez wiele lat z rzędu kolejne zawody X-Games (zdobywał nagrody w każdych zawodach od 1995 do 2009 roku!), opracował wiele tricków, posiadał też własną linię BMXów wyczynowych. Niestety w 2016 roku strzałem w łeb odebrał sobie życie. Ciekawy film poświęcony jego pamięci możecie zobaczyć tutaj

» Dave Mirra Freestyle BMX wyszedł też z podtytułem Maximum Remix. Była to rozszerzona wersja tej samej gry w której dodano plansze, tricki, postacie… no generalnie wszystkiego więcej tylko w tej samej grze


Do posłuchania w trakcie lektury:

Cypress Hill – Dust

Inne artykuły:

Wywiad z KorinOo | MediEvil: Hero of Gallowmere Dziś chciałbym Was zaprosić do przeczytania pierwszego wywiadu na łamach naszego serwisu. Rzecz dotyczy magicznej gry jaką był MediEvil na szaraka. Sa...
Recenzja | Spyro 2: Gateway to Glimmer Po sukcesie pierwszego Spyro, goście z Insomniac zaszyli się w swych kazamatach, by dostarczyć na rynek nową produkcję, która będzie bardziej rozbudow...
Recenzja | Echo Night Zmęczone słońce powoli zachodziło już za horyzont, a jego ciepły, czerwono-pomarańczowy blask mieszał się z chłodnym błękitem nieboskłonu. Na dziobie ...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox