Recenzja | Galerians

Galerians recenzja PSXAdin, dwa, tri, czetyrie. Kolejne, niby bezładnie ułożone literki układają się w słowa. Słowa w ciąg wyrazów tworząc zdania i nadając im konkretny sens. Czytasz je ze spokojem, w skupieniu. Nic Cię nie rozprasza, nawet tykający zegar w tle, czy kocia ruja melodyjnie dochodząca do Twoich uszu zza okien. Między Tobą, a mną tworzy się więź na drodze czytelnik-autor. Jednostronny, mentalny tunel dzięki, któremu za chwilę, niepostrzeżenie wejdę w głąb Twojego umysłu, a wszelkie kłębiące się w nim myśli staną przede mną otworem. Tak. Widzę i czytam niczym w otwartej księdze. Co to za niewiasta, co tam chowasz pod poduszką? Oj, masz gęste, kudłate myśli. A te pisemka? Dobra, dobra już się nie tłumacz nerwowo. Żartowałem. Niestety żadnych nadprzyrodzonych mocy nie mam, a szkoda (cholera, a zgadzało się! – Nacz.Os. Rep.). Zresztą, któż z nas nie chciałby czytać w cudzych myślach bądź móc przesuwać przedmioty siłą własnej woli? No cóż, w tym wypadku nie pozostaje nam nic innego jak włożyć płytkę do czytnika konsoli i wcielić się w jakąś postać władająca mocami psionicznymi. Taką możliwość daje nam „Galerians”, survival-horror (czy aby na pewno) popełniony przez Polygon Magic. Jak twórcy wybrnęli z tego interesującego tematu? Rzuć okiem na następne akapity. Adin, dwa, tri…

Odległa przyszłość, coś koło roku 2522. Ludzka myśl techniczna na tyle się rozwinęła, iż możliwe jest w warunkach laboratoryjnych, przy użyciu środków farmakologicznych rozwinąć w człowieku zdolności parapsychiczne. Jednym z królików doświadczalnych, jak się okazuje bynajmniej nie ochotnikiem, jest Rion Steiner – młody, szesnastoletni chłopaczek, którego poznajemy właśnie w trakcie aplikacji rzeczonych specyfików. Przypięty pasami do łóżka zaczyna się budzić, gdy do jego umysłu mętnie dochodzi delikatny, dziewczęcy głos wzywający jego imię oraz proszący o ratunek. Nie potrafi jednak rozpoznać do kogo należą błagalne prośby, co więcej nie jest w stanie przypomnieć sobie kim jest, swojej własnej osobowości, swej przeszłości oraz dlaczego do cholery bierze udział w eksperymencie. Wszystkie jego wspomnienia zostały wymazane. Jakaś nadprzyrodzona siła powoli luzuje pasy krępujące ciało Riona oraz klamry założone na jego nadgarstkach tym samym oswabadzając go i jednocześnie Tobie przekazując kontrolę nad bohaterem. Czas dowiedzieć się prawdy.

Galerians recenzja PSX

Mechanika „Galerians” w tym sterowanie postacią jest żywo przeniesiona z serii Resident Evil (trudno nie odnieść tego wrażenia) łącznie z towarzyszącymi jej niedogodnościami. Poruszamy się więc zgodnie ze znanym systemem, gdzie wciśnięcie na d-padzie klawisza wskazującego górę sprawi, iż bohater zrobi kilka kroków w przód, lewo/prawo odpowiada za skręcanie, zaś wduszenie „tyłu” zmusi podopiecznego do powolnego wycofania się (jak ja tego debilnego schematu nienawidzę! – Nacz. Os. Rep.). Wraz z prerenderowanymi tłami tworzącymi lokacje oraz zmianą kąta kamery z chwilą przejścia do innej sekcji danej miejscówki wyłania się jakże lubiany przez graczy obraz wpadania na ściany, przeciwników i ogólna dezorientacja w kierowaniu protagonistą. Co jednak odróżnia ten tytuł od pachnącej zgniłkami gry Capcomu to system walki. Twórcy zrezygnowali tutaj z jakiejkolwiek broni, czy to palnej, czy białej na rzecz nadnaturalnych mocy. Brzmi znajomo? Troszkę tak, w końcu i Aya Brea posiadała podobne zdolności. Jednakże delikatnym powiewem świeżości jest fakt, iż aby aktywować daną moc należy zażyć odpowiedni narkotyk. I to szprycując go sobie prosto w szyję.

Do dyspozycji dano nam trzy rodzaje mocy, przy czym do dwóch z nich dostęp mamy od samego początku. Zielonkawy „Nalcon” pozwala wytworzyć w miarę potężną falę uderzeniową, która albo odrzuci przeciwnika unieruchamiając go na kilka sekund, tym samym dając nam szansę na jego wyminięcie albo przy odpowiedniej mocy po prostu zakończy jego żywot. Drugim smakołykiem jest krwistoczerwony „Red”, który z kolei z pomocą siły umysłu daje możliwość podwyższenia temperatury ciała adwersarza w wyniku czego ten staje w ogniu i trawiony jest przez płomienie. Naturalnie nie wychodzi z tego cało. Aby skorzystać z danej zdolności wystarczy wybrać ją z menu, wcisnąć i przytrzymać R1, poczekać na naładowanie się specjalnego okręgu oraz klepnąć krzyżyk. W zależności od tego w jakim stopniu zapełnimy wskaźnik, tym z mniejszą lub większą siłą uderzy aktualnie wybrany atak. Rozwiązanie samo w sobie sprawdza się dosyć dobrze, jest miłą odskocznią od sprawdzonych i standardowych systemów walki, aczkolwiek z czasem wkrada się delikatna nuda. Związane jest to z wachlowaniem na przemian tych samych, dwóch mocy w związku z czym walka nie jest zbytnio urozmaicona. Co prawda wspomniałem o trzecim narkotyku, ale jest on praktycznie bezużyteczny podczas rozgrywki. Niebieski „D-Felon”, bo o nim mowa, pozwala wytworzyć wokół ofiary specjalne pole dzięki czemu Rion jest w stanie podnieść danego osobnika, ba nawet trzech naraz na wysokość kilku metrów, by po chwili ci z impetem upadli na ziemię. Szczerze powiedziawszy od momentu, gdy stałem się właścicielem tej mocy do końca gry skorzystałem z niej tylko raz i to w obligatoryjnym momencie. W innych przypadkach bezproblemowo i efektywniej spisywał się Red/Nalcon.

Galerians recenzja PSX

Kilku mankamentów nie ustrzegła się także sama mechanika potyczek. Przede wszystkim wskaźnika mocy nie da się naładować w trakcie chodu (syndrom znany z RE?), wobec czego trzeba na chwilę przystanąć, co przy poruszających się nieraz w miarę szybko przeciwnikach, czy wyprowadzanych przez nich atakach (m.in. pociski) naraża nas na utratę energii. Pełne naładowanie paska trwa około dwóch sekund i przy potyczkach jeden na jednego nie ma to dużego znaczenia jednak gdy oponentów jest kilku, walka okazuje się nieraz wrzodem na tyłku. Wyobraź sobie, że jesteś w niewielkim pomieszczeniu z trzema bandziorami rzucającymi jeden po drugim projectile. Koślawe sterowanie utrudnia ich ominięcie, gdy jakimś cudem udaje Ci się zrobić unik, próbujesz naładować wskaźnik jednak w połowie cała robota idzie na marne, gdyż dosięga Cię kolejna seria ataków. Pasek życia potrafi wówczas diametralnie stopnieć. Całe szczęście takich musowych i klaustrofobicznych walk jest niewiele, zaś w normalnych warunkach nawet łatwo jest ominąć oponentów, mimo to wyjątki potrafią sprawnie wyprowadzić z równowagi. Poza tym kuleje autocelowanie, które samoistnie aktywuje się gdy wciśniemy R1. Jeśli tuż przed wduszeniem klawisza adwersarz się przemieści, istnieje duża szansa, że Rion ustawi się względem niego bokiem (czego skorygować się nie da bez ponownego ładowania) i wyprowadzony atak pójdzie w eter.

Dla takiego młokosa jak Rion wstrzykiwanie sobie dragów czy innych marihuan to nie pierwszyzna, toteż w międzyczasie dla odmiany lubi sobie wszamać także tablety. Te w głównej mierze poprawiają własności samej postaci. Prócz standardowej kapsułki, która regeneruje zdrowie (żółta) zawsze zapełniając cały jej pasek, możemy także poszerzyć zakres wskaźnika mocy, jednocześnie zwiększyć zadawane obrażenia. Wystarczy łyknąć zieloną pigułkę („Skip”), by zwiększyć poziom o jeden, który utrzymuje się tak długo, dopóki nasza energia nie spadnie poniżej połowy. Potyczki wówczas stają się ciut łatwiejsze, jednak wydłuża się przy tym nieznacznie czas na naładowanie energii. Z ciekawym elementem gameplay’u związane są właściwości dwóch pozostałych do wykorzystania pigułek. Przez cały czas trwania zabawy kiedy to używamy mocy bądź otrzymujemy obrażenia ładuje się specjalny pasek „AP”. Gdy cała jego powierzchnia się zapełni i zacznie dynamicznie mrugać, po wciśnięciu R1 bohater wejdzie w tzw. stan „Short” (coś a’la typowy „Rage Mode” ), który sprawia, iż każdy przeciwnik znajdujący się w pobliżu protagonisty kończy żywot poprzez eksplozję głowy. Jest jednak pewien haczyk, gdyż w tym stanie Rion potrafi jedynie wolno człapać zaś jego energia bezustannie maleje, dlatego też warto mieć w kieszeni pigułkę zwaną „Delmetor” przywracającą normalny stan. Fajne? Jasne, że tak, ale tej umiejętności właściwie nie ma gdzie wykorzystać. Dla jednego czy tam dwóch oponentów nie opłaca się z niej korzystać, poza tym zanim bohater dotrze do następnej lokacji masz duże prawdopodobieństwo, że pozbędziesz się jednej kapsułki przywracającej życie. Samo przemieszczanie się w tym stanie jest katorgą. Sytuacji gdzie naprawdę ta opcja się przydaje jest niewiele (nie działa przeciw bossom, poza jednym wyjątkiem), a gdy akurat jest potrzebna okazuje się, że musisz poczekać, aż będzie aktywna. Co prawa istnieje kapsułka, która automatycznie zapełnia pasek „AP” („Appolinar”), ale przez całą grę napotkałem ich porażającą liczbę… jednej sztuki.

Galerians recenzja PSX

Ostatnią mocą jaką posiada nasz podopieczny jest swoiste jasnowidzenie, które w dużej mierze wykorzystywane jest przy rozwiązywaniu zagadek. Chociaż w gruncie rzeczy nie nazwałbym ich tak. Te nie są jakieś wygórowane i zazwyczaj sprowadzają się do znalezienia jakiegoś przedmiotu w pokoju A i użycia go w pokoju B, ot jak choćby kuriozalne poszukiwanie klamki z drzwi do jadalni, którą naturalnie znajdziesz w domowym barku. Przecież wszystkie klamki się tam znajdują. Jeśli nastawiałeś się na jakieś logiczne puzzle, zapomnij o nich. Łatwo jednak przeoczyć konkretne przedmioty (podobnie jak narkotyki), gdyż ich obecność nie jest wskazywana przez charakterystyczne pobłyski, czy temu podobne zabiegi. W sukurs przychodzi skanowanie obiektów, które użyte np. na zablokowanych drzwiach czy innym problemie spowoduje ukazanie się obrazka z dokładną lokacją, gdzie należy szukać klucza. Proste? Aż nadto. Niemniej jest to świetna zabawa tym bardziej, że nieraz tej umiejętności możesz użyć na zwykłych przedmiotach i uzyskać retrospekcyjne, klimatyczne slajdy z przeszłości Riona uzupełniające historię, która swoją drogą jest niczego sobie.

Fabularnie „Galerians” trzyma dobry, zadowalający poziom i jest najmocniejszym punktem gry. Bardzo lubię różnego rodzaju wizje przyszłości, dlatego tutaj panowie odpowiedzialni na produkt mile mnie połechtali wrzucając na tapetę sfiksowaną sztuczną inteligencję, która olała Trzy Prawa Robotyki i z posłusznego „urządzonka” zapragnęła stać się Bogiem i stwórcą. Wszystko to oblane w cyberpunkowej atmosferze, aczkolwiek odniosłem wrażenie, iż za mało znalazło się tutaj elementów, także otoczenia charakterystycznych dla tego nurtu. Niemniej za design sztucznej inteligencji będącej żeńskim, „androidopodobnym” bytem wraz walorami płci przeciwnej należy się uznanie. Widok na swój sposób jest przerażający.

Niestety to jeden z nielicznych elementów, które potrafią w jakiś sposób zjeżyć włosy na ciele. „Galerians” reprezentuje raczej drugą ligę i zostaje daleko w tyle za tuzami gatunku. Trudno tutaj wyczuć jakąkolwiek atmosferę grozy i niepokoju, również przygrywająca z rzadka w tle muzyka nie wpasowuje się zbytnio w realia survival-horroru. Zabrakło nawet szerszego wykorzystania jump-scenek. Mimo, iż niewątpliwie jest to tani zabieg mający wywołać zaskoczenie, tutaj ich ilość zamyka się w liczbie dwóch. I to następujących jedna po drugiej. Na nerwowe obgryzanie paznokci spowodowane deficytem wkładów narkotycznych (każda moc ma swój pasek obrazujący ile jeszcze pozostało jej do wykorzystania) nie masz co liczyć, gdyż ich ilość jest nadmierna. Śmiało możesz zatem korzystać ze zdolności, a gdy zabraknie „amunicji” wystarczy dokładniej powęszyć, by zapełnić sakwę. Z czasem zabraknie Ci nawet miejsca. Rozsądek należy jednak zachować przy kolekcjonowaniu „Delmetora” i czasem warto poświęcić na jego rzecz energię, czy inna tabletkę. Ilość tych kapsuł jest znacznie mniejsza od pozostałych, dlatego jej brak w trakcie walki z bossem może okazać się zgubny. Wzbudzające niepokój obrazki oczywiście także się znalazły jednak ich ilość jest niewielka i jak by tego było mało, najbardziej skondensowana w jednym etapie. Z czasem przyjdzie Ci zwiedzić podmiejski hotel, którego goście jeden po drugim są mordowani. Widok zakrwawionego recepcjonisty, ekwilibrystycznie wciśniętego w zlewozmywak, czy sekciarza o twarzy Jezusa, który również skończył na krzyżu, buduje gęsty klimacik. Chciałbym więcej.

Galerians recenzja PSX

Oprawa audiowizualna „Galerians” jak na gatunkowo tego typu grę trzyma naprawdę dobry poziom. Prerenderowane tła wykonane są ładnie z wieloma szczegółami i należycie odzwierciedlają zwiedzane lokacje. Szarobury, surowy i sterylny szpital z rzadka pokryty gdzieniegdzie jakimiś zaciekami, czy utrzymany w rdzawych kolorach hotel dodają swoje trzy grosze do klimatu. Podobać się mogą także efekty wizualne jak choćby płomienie czy wyładowania elektryczne wokół Riona, gdy ten znajdzie się w stanie „Short”. Przyczepić się można natomiast do animacji bohatera. O ile w trakcie biegu jest ona dosyć naturalna, tak w trakcie normalnego spaceru przypomina chód robota. Na uwagę ponadto zasługują scenki przerywnikowe FMV, które trzymają wysoki poziom. Zabrakło natomiast jakiejś animacji pomiędzy danymi lokacjami w ramach wczytywania danych, gdyż oglądanie po raz n-ty napisu „Galerians” troszkę irytuje. Ścieżka audio choć uboga w melodie, posiada zgrabnie dobrane efekty dźwiękowe. Dobrze oddano odgłosy czy to kroków w zależności od podłoża po którym kroczymy, czy to dźwięków towarzyszących potyczkom jak choćby soczyste brzmienie eksplodującej głowy oponenta. Voice-acting jest w miarę naturalny i nie trąci jakąś rażącą sztucznością.

„Galerians” nie jest grą doskonałą, nie jest nawet grą bardzo dobrą. To tytuł dobry i tylko dobry, wprowadzający do gatunku kilka nowości, które niestety albo nie zostały należycie wykorzystane albo zostały obarczone pewnymi niedociągnięciami. Trudno przez to czerpać w pełni satysfakcję z samej gry, chwilami zabawa wydaje się nużąca oraz drętwa i jak najszybciej chce się dobrnąć do końca przygody. Zresztą nie jest to wcale taka trudna sprawa, gdyż ukończenie czekających na Ciebie czterech (!) poziomów zajmuje za pierwszym razem trzy-cztery godziny. Jak na grę wydaną na trzech krążkach to ciut za mało. Co zajmuje tyle miejsca? Ano spora ilość filmików FMV. Po ukończeniu gry twórcy zaserwowali małe udogodnienie i rozpoczynając ponownie zabawę aktywowany masz na starcie stan „Short”, przy którym możesz biegać. Przecież możliwość truchtania mając do dyspozycji supermoc powinna być dostępna od samego początku. „Galerians” posiada swój własny pomysł na siebie, na pewno nie ma sensu jej rozpatrywać jako klonu Resident Evil (choć ta troszkę z niej czerpie) zaś najjaśniejszymi punktami są fabuła i klimat, jednak to za mało, by ustawić się w tym samym rzędzie co nadgniłe zombiaczki. Na pewno nie zaszkodzi spróbować.

RetrometrY

Redaktor. Ulubione gatunki: przede wszystkim przygodowe/akcji z głównym nastawieniem na survival-horror. Poza tym wsio prócz niemal wszelakich rpgów (tutaj wyjątek stanowi action rpg), symulatorów i strategii. Lubię odpocząć przy wciągającej platformówce. Posiadane platformy: PSP, PS2, PS3, C64, PC