Recenzja | Grand Theft Auto III (PC, PS2, Xbox)

„Gry powodują przemoc / agresję / depresję / hemoroidy / wstaw dowolną chorobę lub problem!” Z tymi zarzutami stykamy się bardzo często i fakt, iż żyjemy w XXI wieku, a zdania te wypowiadają osoby, które nie miały nigdy pada w ręku, niczego nie zmienia. Absolutnie nie chcę bagatelizować problemów, jakie wynikają z nadużywania elektronicznej rozrywki, gdyż jak wiadomo, wszystko w nadmiarze szkodzi. Tymczasem warto powrócić pamięcią do gry będącej kamieniem milowym jakże znanej i kochanej dziś serii, która w swoim czasie wyprzedziła poprzedniczkę o dwie długości. Mowa rzecz jasna o Grand Theft Auto III, pierwszej grze panów Rockstar traktującej nie tylko o sugerowanej w tytule wielkiej kradzieży aut, ale również cichym bądź efektownym pozbywaniu się wrogów, śledzeniu, handlu i tym podobnych bezeceństwach. Mówię o ogromnym przełomie, gdyż obrońców moralności z pewnością poruszył fakt, iż nie obserwujemy już ludzi w rzucie izometrycznym, bez żadnych szczegółów, gdzie krew i zabójstwa nie robią ogromnego wrażenia, tutaj już „wszystko było widać”.

Grand Theft Auto III pojawiło się najpierw na PlayStation 2, zaś z czasem powstały również wersje na peceta, Xboxa i mobilki. Historia, po raz pierwszy w pełnym 3D i z mocno otwartym światem, przedstawiała losy Claude`a (tego dowiadujemy się z innych części, gdyż nasz protagonista niczym bohater Gothica pozostaje bezimienny), który zostaje zdradzony przez ukochaną (w sensie wydania policji, nie znalezienia gościa na boku), po czym zaczyna życie na nowo w Liberty City, gdzie rozpoczyna od małych misji dla mafijnych bossów, a kończy… to się okaże po przejściu gry. Jednym z jego szefów jest choćby Luigi Leone (zbieżność z rodziną Corleone przypadkowa). W każdym razie nie jest to aż tak istotne, ponieważ gameplay zapewnia ogrom możliwości, daje dużo frajdy i jak to zwykle w grach Rockstar bywa, wielokrotnie odpala się tę grę, by tylko postrzelać do przypadkowych ludzi, bawić się cheatami lub nawet jeździć przepisowo po mieście.

„Napisz rozprawkę o wolności powołując się na sztukę współczesną”.

Gracz otrzymał do eksploracji ogromną mapę, na początku gry miejscami niedostępną, dość sprytnie ograniczoną. Dopóki nie osiągniemy pewnych postępów w fabule, nie będziemy mogli przedostać się na drugą część mostu, który został zamknięty przez złe warunki pogodowe. Nasz Claude może jednak bujać się po wielu dzielnicach, korzystać ze swojej kryjówki, gdzie się zregeneruje i zapisze stan gry, kraść jeżdżące po ulicach auta (tytuł zobowiązuje) oraz zaczepiać przechodniów. Nie wszyscy jednak będą pokornie oddawać kasę i pozwolą się lać – wielu postanowi stanąć w szranki z bohaterem. Trzeba liczyć się także z tym, że jeśli jakiemuś gangowi lub mafii zajdziemy za skórę, wszelkie wizyty w ich dzielnicach kończyć się będą zmasowanym atakiem na naszego chłoptasia.

Misje w grze, które zlecali nam poszczególni gangsterzy, były bardzo zróżnicowane. A tu trzeba było kogoś przewieźć, tam zastrzelić, wiele zadań było na czas, gdzie choćby musieliśmy podprowadzić wóz, zamontować w nim bombę i oczekiwać, aż nasz nemezis się w nim wysadzi. Niewątpliwie najbardziej wymagająca była misja ostatnia, jednak szczegółów nie zdradzę, by nikomu nie psuć zabawy. Przyznaję, że kiedy pierwszy raz grałam w tę część, nie udało mi się jej ukończyć. Mimo to spędzałam godziny na różnych innych akcjach: zarabiałam pieniądze jako taksówkarka, transportowałam chorych do szpitala (służba zdrowia prawie jak w Polsce), ale najlepszą rozrywką było wskoczenie na jadące auto i strzelanie do innych wozów. No właśnie – ludzie reagowali na to, co się działo. Jeżeli strzeliliśmy gdzieś, przechodnie zaczynali krzyczeć, kierowcy przyspieszali lub wychodzili z pojazdu. Oczywiście nie umykało to policji. Nasze szarże były monitorowane, im więcej nafikaliśmy, tym więcej gwiazdek, symbolizujących zainteresowanie nami policemanów, pojawiało się na ekranie. Przy osiągnięciu wszystkich otaczały nas całe kordony, łącznie z czołgiem.

Ogromną zaletą gry jest jej udźwiękowienie. Oprócz standardowych odgłosów strzałów, ataków, jazdy autem, mamy też kilka stacji radiowych do wyboru. Tam oprócz odpowiedniej muzyki możemy słuchać również reklam i charakterystycznych programów. Do tego dochodzi to, co absolutnie uwielbiam w tej grze – opcja dodania własnego soundtracku. Może współcześnie nie jest to aż tak rajcujące, ale gdy zaczynałam przygodę z tytułem i wożąc się jakąś drogą furą słuchałam choćby polskiego hip hopu, czuć było dużo większą immersję. Przy kolejnych przejściach decydowałam się na swoisty crossover, gdyż zarzucałam sobie utwory znanych wielu graczom kompozytorów – Mitsusy, Uematsu i Shimomury. Niby można sobie grać i puszczać własne kawałki, ale wtedy nie jest to aż tak połączone, zważywszy na to, że OST często opowiada historię przedstawioną w grach. Do tego dochodzą jeszcze głosy postaci. Claude zasadniczo jest introwertykiem, jednak nasi zleceniodawcy potrafią dobitnie wyrażać swoje zdanie.

Jeden na wszystkich!

No właśnie, bossowie mafii. Każdy z nich wygląda jak w stereotypowych filmach o tej grupie społecznej: gajerek, często jeszcze cygaro oraz sypanie ostrymi tekstami na każdym kroku. Oczywiście również większość ich nazwisk nawiązuje do włoskiego rodowodu, choć znajdzie się także rodzimy element, w postaci Ray`a Machowski (celowo bez odmiany). Część z nich przyjmuje Claude`a w swoich włościach, z innymi spotyka się choćby w miejscu pracy lub nawet… konfesjonale. Pracodawcą nie okazuje się jednak ksiądz, ale Ned Burner, który w takiej formie wydaje swoje zlecenia – a jak wiadomo, dyskrecja jest obowiązkowa, gdyż tajemnica spowiedzi jest ważna :).

Kolejna rzecz, która musi zostać opisana w kontekście tego typu zmagań, to nasz arsenał. W trzeciej odsłonie złodziejaszka bryk pojawia się całkiem sporo pukawek oraz broni białej. Łącznie mamy ponad 10 różnych form ataków. Standardem dla serii jest twarda pięść, która musi nam na początek wystarczyć, wspomagana później znanym z niektórych polskich osiedli bejsbolem (a niby ten sport nie jest u nas popularny). Strzelać możemy pistoletem lub uzi, jednak zadają one nieco słabsze obrażenia niż choćby shotgun, M16. Co warto podkreślić, bronie różnią się na tyle, że właściwie ciężko jest wykonywać wszystkie polecenia wyłącznie jednym wybranym orężem. Mocniejsze pukawki trzeba będzie dłużej przeładowywać, korzystanie ze snajperki też wymaga spokoju i czasu. Do tego dochodzą już ostrzejsze, zapewniające wybuchową rozrywkę, granat lub wyrzutnia rakiet. Pewne bronie zdobędziemy za wykonane misje fabularne, inne za próbę calakowania gry.

A jak już padło o rozwałce, nie można nie wspomnieć o tak charakterystycznym elemencie serii jak kill frenzy – tutaj znany jako rampage. W mieście lewitują niewielkie ikonki z czaszką. Po wejściu w jedną z nich rozpoczyna się poboczna misja. Najczęściej mamy z góry wskazany czas na zabicie konkretnych ludzi/zniszczenie samochodów określonym typem broni. Musimy liczyć się z tym, że jeśli są to gangsterzy, odpowiadać nam będą pięknym za nadobne. Do tego dochodzi policja – dopiero po ukończeniu misji zeruje nam się poziom poszukiwania. Łącznie w grze misji jest 20, zaś każda przybliża nas do osiągnięcia upragnionych 100% przejścia.

Badfellas i wszystko jasne.

Powiem szczerze, że na autach znam się tak, jak pewna kobieta z polskiego kabaretu – bierz czerwony samochód, bo szybki! Stąd też fury jeżdżące po Liberty City nie robią na mnie tak ogromnego wrażenia jak pewnie powinny. Sama starałam się brać właśnie te, którymi najszybciej można było się poruszać. Z dziennikarskiej konieczności powiem jeszcze, że jest ich całkiem sporo, zarówno sportowych, furgonetek, ciężarówek jak i zwykłych osobówek. Najładniejszy wydaje mi się Cheetah, ale w jakieś dokładniejsze specyfikacje nie będę wchodzić, bo zwyczajnie się na tym nie znam. Jednoślady w tej części się jeszcze nie pojawiają, jak to mówią, bunkrów nie ma, ale i tak jest fajnie.

Co jeszcze ciekawego możemy spotkać w mieście? Jest jeden patent, który występuje w każdej części i niezwykle mnie bawi. Żeby nie było, nie sposób, gdy gra jest w 100% realna, zresztą – od czego mamy życie? – ale kojarzycie pewnie najprostszy sposób na zgubienie pościgu? Wjeżdżamy do warsztatu samochodowego, gdzie nasze auto zostaje przemalowane. Choćby policja siedziała nam na ogonie, i tak przestanie nas ścigać. Jedynym zastrzeżeniem jest to, że przez krótki czas nie możemy na ich oczach zrobić nic złego. Wyjątkiem jest także jazda policyjnym autem. Tego samochodu nikt z mechaników nie tknie, więc trzeba się bardzo szybko przesiąść!

Jak to, policeman przeszukuje mnie?

Przyznaję, że jestem wielką fanką serii, choć na przechodzenie ze wszystkimi sekretami nigdy się nie rzuciłam. Co prawda w czwórkę nie grałam, gdyż najpierw miałam za słaby komputer, a później za mocny system, piątka jest poza zasięgiem pod względem technologicznym i fabularnym,tak właśnie trzecia część jest moją ulubioną i stawiam ją jednak nieco wyżej niż Vice City i San Andreas. Możliwe, że decyduje tutaj sentyment, ale i bez tego gra posiada mnóstwo atutów. Należy docenić, jak ogromny przeskok nastąpił miedzy nią a poprzedniczką. Nie ukrywam, że również się w nią zagrywałam, ale nie aż tak. Cały dzień spędzony z GTA i ani jednego podejścia do misji? Zbieranie paczek, szukanie sekretów, dachowanie taksówką, w której był klient? Pomoc w zarobku paniom pracującym w dzielnicy Czerwonych Latarni? Zmienianie lakieru? Dzikie pościgi i ucieczki przed policją? Prowokowanie gangów? To tylko niektóre aktywności, gdzie można spędzić mnóstwo czasu, a wiele z nich mogłoby występować jako osobne gry. My dostajemy to wraz z jedną. Rockstar drogo się ceni, ale w pełni zasłużenie. Ich produkcje wzbudzają kontrowersje, ale to nie na nich budują markę, a na ogromnej grywalności. Myślę, że ocena nikogo nie zdziwi, zaś pewnie większość Czytelników także woziła się po Liberty City z ogromną przyjemnością.

Retrometr


Ciekawostki:

  • na konsoli PSP ukazała się gra GTA: Liberty City Stories. Choć akcja rozgrywała się w tym mieście, gracz otrzymywał zupełnie inną historię i misje.
  • Claude występuje gościnnie w GTA San Andreas. To tam poznajemy jego imię.
  • W grze możemy znaleźć bezdomnych, którzy posiadają koktajle Mołotowa.
  • Większość reklam/firm to albo próba wyśmiana amerykańskich koncernów, albo nawiązanie bezpośrednio do poszczególnych marek, choćby Pepsi oraz Lay`s.
  • Na monitorach w kafejce internetowej znajdują się screeny z poprzednich gier z serii.
  • Wspomniałam wcześniej, że do pewnych miejsc na mapie dostaniemy się dopiero wraz z rozwojem fabuły. Można jednak zrobić to wcześniej, m.in. przeskakując po elementach mostu.

O Prezesowa 35 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.