Recenzja | Hotshot Racing (PS4, XOne, Switch, PC)

Podczas lektury retro rozmaitości można się u nas również dowiedzieć co tam ciekawego w światku gier indie słychać. Nierzadko pojawiają się tam tytuły inspirowane znaną i szanowaną klasyką. Nie inaczej było z Hotshot Racing, gdy widziałem trailer w zapowiedziach od razu mi się spodobał. „Chwilę” później podczas wizyty w borsuczej norze ogrywaliśmy na live arcade racery, wywiązał się dialog, gospodarz przybytku przypomniał sobie o tej gierce i ruszył do wirtualnego sklepu z grami. Mieliśmy już za chwile pocinać na splicie w w/w Hotshota.

Jak się okazało grę robiło Sumo Digital, tym którym nazwa ta nic nie mówi napiszę, że to ekipa portująca Outrun 2 na konsole, a następnie poskładali do kupy genialnego Outrun 2006 Coast 2 Coast (mi się ta gra mocno podobała, spędziłem z nią mnóstwo godzin). Do tego później ta sama załoga zabrała się za dobrze przyjętą serię Sonic Racing. Mają więc chłopaki we krwi arcade racery i to w stylu Segi, która w latach 90’tych na swych sprzętach rządziła w tym temacie. Wiecie rozumiecie, Manx, Sega Rally, Outrun, Daytona, było w co szarpać w salonach.

Hotshots Racing – pierwsze wrażenia

Nie piszę o tym oczywiście tylko po to żeby się pochwalić że poczytałem co nieco na wikipedii, dorobek Sumo Digital ma olbrzymie przełożenie na opisywaną dziś grę. Czuć tu z daleka klimat starej Segi, szczególnie w/w Outruna, którego mechanika jest niemal żywcem wyjęta i zaimplementowana w Hotshots. Będziemy zatem nie tylko szybko śmigać, ale przede wszystkim robić drifty! Jak najwięcej, jak najdłuższych driftów! Dzięki nim nabijamy pasek turbo, które jest oczywiście kluczowe dla naszego prowadzenia w wyścigu. Turbo w Outrunie nie było, zatem mamy tutaj modyfikację w systemie, myślę że udaną bo specjalnie driftujesz ile się da, bo bez boosta na ostatniej prostej trudno jest wygrać. Musisz zatem połączyć zwinność z lekkim planowaniem, czasem dobrze nabić więcej paska turbo, ale z ostatnim użyciem poczekać na strategiczny moment.

Zapożyczony system to jedno, ale w grze czuć, że była po prostu zszywana niczym Frankenstein z różnych inspiracji tej ekipy. Mechanizm Outruna miesza się ze stylistyką tras na miarę kart racerów. Jest słitaśnie, kolorowo i pstrokato: Crash, Sonic i Mario chętnie popindalają swymi cartami po takich sceneriach. Czy to drift na czerwonym dywanie w środku kasyna, czy przejazd pomiędzy dinozaurami w parku jurajskim, czy oczojebny lunapark, mamy tu wszystko! Pozostaje jednak pytanie, czy aby taka stylistyka ala Speed Freaks w ogóle tu pasuje? To nie cart racer, tu nie ma broni czy skrótów, a tym bardziej skoków. Myślę że potrafi tu być po prostu wszystkiego za dużo i nie na miejscu, mogli się trochę pohamować i zamiast pierdół wkoło pomyśleć trochę nad profilem trasy.

projekty otoczenia są czasami zbyt kolorowe i bajkowe jak na skillowego arcade racera

Trasy… są chyba największą bolączką gry. Nie chodzi mi o wygląd, ten już omówiliśmy, chodzi o to jak są skonstruowane, jak się po nich jeździ. Odniosłem wrażenie że są po prostu byle jakie, takie słowo mi się ciśnie do głowy gdy teraz to analizuję i sobie przypominam. Nie ma ani jakiś super miejsc wykorzystujących wślizgi, ani jakiś wzniesień, technicznych zakrętów, fenomenalnych skoków nad przepaścią, wąskich przesmyków, nic godnego zapamiętania lub masterowania.

Co jest do zapamiętania to ładna grafika. Cell shading w którym pionierstwo też miała Sega ze swym Jet Set Radio (Smilebit). To czy ten design tu pasuje to kwestia gustu, ale sam wygląd jest ładny, autka są fajnie animowane, wszystko wygląda jak kreskówka i chodzi płynnie nawet na split screenie. Są różne postacie i ich wozy do wyboru, autka mają części do zmiany wyglądu itp. Nie wiem po co to w arcade racerze, nam to lotto, nawet nie patrzyliśmy co za części doszły, w takich grach jest to zbędne. Podejrzewam że chodziło o przyciągnięcie również młodszego gracza, takiego który pogra z rodzicem i kolegami. No cóż, znak czasów.

Ja z ojcem nie grałem tylko z kolegą Borsukiem (choć jest 10 lat starszy więc jakaś starszyzna była hehe) i bardzo się napaliliśmy na wspólne przechodzenie turniejów. Stary dobry split screen robi robotę, nawet trochę współpracy mieliśmy spychając konkurentów. Takich gier nigdy dosyć, obok Horizon Chase Turbo jest to nasz drugi tytuł który w tej formule postanowiliśmy ogrywać na live. Niestety jest jedna głupota tutaj, otóż gra zalicza wyniki tylko pierwszego gracza, drugi jest olewany. Widzicie jak dzieciak w końcu pokona ojca, wygra złoto, a tego pucharu gra nie uwidacznia w menu? Smutno pewnie młodemu będzie, głupota straszna. My też musieliśmy się dostosować, jako że ja miałem większe szanse na wygraną to po prostu ja miałem pierwszego pada, Borsuk z drugim padem raz wygrał turniej i… nie zaliczyło. Przeczy to idei wspólnego grania.

Gratulacje! No chyba że jesteś drugim graczem to spadaj

Wspólnie można w dzisiejszych czasach pograć również online, Hotshots oczywiście ma takie opcje. Graliśmy niedługo po premierze, ale nie znaleźliśmy nikogo online do pogrania, trochę słabo. Na usprawiedliwienie muszę powiedzieć, że było w tym czasie rozgrywane euro i był wtorek to może dlatego nie było ruchu na łączach. Jak gracie samemu to są dodatkowe tryby poza klasycznymi turniejami, ale nie mieliśmy na nie ochoty. Takie popierdółkowate minigierki dla zabicia czasu. Są tez wyższe poziomy trudności dla chętnych w turniejach, ale też bez ochoty do tego podeszliśmy (Trasy! Trasy! Jak pisałem nie skłaniają do masterowania, przejedziesz na normal, odhaczasz i jedziesz dalej z innym tytułem!).

Muzyka niby ok ale bez szału, coś tam przygrywa w tle i tyle. Podczas live mamy dźwięk mocno przyciszony by nie robić pogłosów więc by być sprawiedliwym posłuchałem OST na tubie i niestety wnioski takie same – ok, ale bez szału.  Fajnie za to, że komentator w starym stylu coś no stop gada. Drze ryja i sypie sucharami, zawsze lubiłem to w tych grach, nieodłączny element i klimat starego arcade! Zapamiętałem jeden komentarz: „it’s not a bug, it’s a feature!„.  Dobre :)

wymiatamy na splicie, złota wpadają!

Po początkowym entuzjazmie na bazie trailerów i mechaniki rodem z genialnego Outruna 2, na koniec po zakończonej rozgrywce uznaliśmy, że w sumie spodziewaliśmy się czegoś więcej. Co z tego że mechanika jest, jak nie ma tras które by ją wykorzystały, co z tego że jest ładna grafika, jak projekt otoczenia pasuje do systemu jak pięść do nosa. Split screen się sprawdza, ale głupia decyzja o dyskredytacji osiągnięć drugiego gracza to nie team spirit. No i czas gry, jeśli nie masz ziomków online, nie jesteś zainteresowany minigierkami, nie będziesz żyłował poziomu hard to… my wszystkie turnieje na normal ozłociliśmy w luźne 2 godzinki. Czyżby szykowały się płatne DLC, które wycięto z premierowej wersji? Znak czasów.

Retrometr


TRZY GROSZE BORSUKA

Hot Shots Racing to bardzo przyjemne wyścigi, które mogły być wielkim hitem, jednakże próbują złapać zbyt wiele srok za ogon. Autorzy jakby nie mogą się zdecydować – czy tworzą arcade racera dla starych koni zakochanych w Outrunie Coast to Coast, Daytonie USA i innych ścigałkach od SEGI (satysfakcjonujący model jazdy, świetne drifty, tunele aerodynamiczne za przeciwnikami, stylistka niektórych tras i wygląd samochodów), czy może grę dla dzieciaków (oczojebna kolorystyka, kierowcy wyjęci z kreskówek, nitro odpalane raz za razem), a może nawet cart racera? (trasy wyjęte z Parku Jurajskiego, tory w wesołych miasteczkach, atmosfera odpustu i jarmarku). Normalnie poplątanie z pomieszaniem, groch z kapustą, z bananami i żelkami, przyprawiony chili i ruskim kawiorem. Tak ruscy też tu jeżdżą, żeby nie było i w sumie to brakuje tu tylko tras w kosmosie, czy na innych planetach…

popatrzcie, tak wyglądał Outrun C2C kilka generacji wcześniej, jest różnica?

Pierwszy kontakt z tym szpilem jest bardzo pozytywny, mamy wręcz delikatny zachwycik, w oczy rzuca się fajny cell shading, wita nas świetna trasa nad morzem, czuć klimat wyścigówek od SEGI, model jazdy podobny, gra jakby rodem z automatów arcade! Wow, będzie grane, będzie hit! Drugi wyścig – dalej fajnie – tunele przypominają te znane z Ridge Racer, zabawa jest szybka, nietrudna, kolorowa, a nitro chybcikiem ładujemy driftami. Trzeci wyścig i nagle pojawiają się dinozaury, później czynne wulkany, następnie rollercoastery i łańcuchowe karuzele w tle oraz dzieciaki wpieprzające watę cukrową! What the fuck! No może trochę przesadziłem, ale rukwa jego mać, wcale nie! Na dodatek wszyscy bohaterowie (kierowcy) są tu całkiem z dupy wzięci i filmiki gratulacyjne (po wygraniu mistrzostwa) mają tak ciekawe, że usypiamy, albo na nasze lico wpada nawet grymas zażenowania. Hmm, może autorzy chcieli dostarczyć SEGA RACER DLA DZIECI? Najpewniej, bo inaczej tego wytłumaczyć nie sposób… Grywalność jest dobra, uczucie pędu także, split screen też daję radochę, ale brakuje tej grze własnej tożsamości, stylistycznej spójności i za cholerę nie chce mi się do niej wracać. Aha, z muzyki to nie zapamiętałem nic, tak wpadała w ucho…

Podsumowując: Hot Shots Racing to trochę rozczarowanie, ale w promocji (do 20 złotych) warto go kupić i zagrać z dzieciakiem. Ocena: dobra na szynach (żółte światełko jak u Naczelnego), a za spapranie potencjału pała! Jeżeli chcecie kolorowego, świetnie przygrywającego, fest szybkiego racera dla 2 graczy to zainwestujecie lepiej w prześwietne Horizon Chase Turbo!

Retrometr

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox