Recenzja | ISS Pro Evolution 2 (PSX)

Bez względu na osiągnięcia naszych piłkarzy, futbol jest grą, wzbudzającą w kraju nad Wisłą największe emocje. Poza tym to jeden z najbardziej medialnych sportów, o czym świadczą absolutnie horrendalne zarobki niektórych grajków. Nie piszę tego z przekąsem ani zawiścią, ponieważ sama odliczam czas czekając na kolejne mecze kadry/Ligi Mistrzów/Premier League. Jak wiadomo, popyt rodzi podaż, w związku z czym skubnąć kawałek tego ciasta pragną też twórcy gier. Obecnie, patrząc zupełnie stereotypowo, fani gier piłkarskich dzielą się na zwolenników FIFY oraz PESa. O ile obie serie są mi bardzo bliskie, tak pragnę dzisiaj zaprezentować absolutnego giganta doby PSX-a, który totalnie zmiatał konkurencję – ISS Pro Evolution 2.

Believe in your dreams

No właśnie, ekran Sony, potem logo PSX. Pojawia się motywujące intro z hasłem Believe in your dreams. Następnie pojawia się tytuł gry oraz lektor, który poważnym, trochę skomputeryzowanym głosem odczytuje „Ajeses pro iwoluszyn tu„. Już wiadomo, że będzie moc! Do wyboru mamy kilka trybów gry, w tym mecze towarzyskie, ligę, tryb pucharowy, trening oraz to, co według mnie sprawdziło się najlepiej, Master League. Zaczynając jednak od początku, warto zauważyć, że mamy całkiem sporo dostępnych drużyn, zarówno narodowych, jak i (pseudo)klubowych. Każda z nich oznaczona jest gwiazdkami, które mają nam wskazać na umiejętności futbolistów. Możemy sami dokonać selekcji lub pozwolić, by zrobił to za nas mechanizm – fajna sprawa, szczególnie grając z żywym przeciwnikiem, wtedy można udowodnić, że zwyciężyliśmy dzięki naszym umiejętnościom, a nie ekipie naszpikowanej samymi asami ;). Po tej jakże trudnej decyzji przechodzimy do kolejnego okienka, w którym wybieramy opcje odnośnie do naszego sparingu. O ile poziom trudności i czas spotkania bezpośrednio wpływają na grę, tak piłka, pogoda, pora dnia lub stadion stanowią zaledwie kosmetykę. Jeżeli pojedynek był wyjątkowo zacięty, można go było rozwiązać serią karniaczków.

Kolejne dwa tryby opiszę razem, gdyż chyba nie ma co poświęcać im zbyt wiele miejsca. Jeśli wybierzemy ligę, sięgamy po jedną z drużyn narodowych i uczestniczymy w czymś na wzór mistrzostw. Wybieramy innych uczestników lub ich losujemy, następnie po prostu rozgrywamy mecze, możemy też analizować statystyki oraz sprawdzać inne wyniki. Na wstępie zaznaczamy, czy mamy wystarczająco dużo czasu i chęci na rozegranie całego sezonu, czy może wystarczy połowa. Puchar pozwala nam stworzyć rozgrywki, tu już mocno wlatuje nasza inwencja twórcza. Istnieje kilka szablonów, ale też twórcy dają nam wolną amerykankę. Można korzystać z narodowych reprezentacji oraz wspomnianych wybitnych klubów, takich jak choćby Madrid, Firenze czy Milano. O ile nazwy jeszcze sporo nam mówią, tak już herby wyglądają jakby zostały podpylone z zajęć plastycznych w klasach I-III, a konkretnie ze słabszej graficznie grupy.

ISS Pro Evolution 2 (PSX)

Kiedy Djorkaeff łapie się pod boki, wiedz, że coś się dzieje

Czas jednak przejść do hitu, który zabierał najwięcej czasu i wprowadzał najwięcej emocji (biorę odpowiedzialność za to, że może to być wyłącznie moja opinia) – Master League! Wybieramy któryś z klubów, gdzie występują zupełnie wymyśleni zawodnicy (ewentualnie znani dla tych, których starzy są fanatykami futbolu) i pod naszą wodzą mają z drugiej dywizji dostać się do pierwszej i tam zatriumfować. Oczywiście, nie musimy cały czas kierować poczynaniami tych leszczów – kiedy zdobywamy punkty, będące odpowiednikiem waluty, możemy kupować gwiazdy rywali lub tworzyć własnych zawodników z wymaksowanymi statystykami. Punkty otrzymujemy po remisach i zwycięstwach. Każdy gracz posiada określoną liczbę, za którą można go nabyć, jednak zawsze jest to transakcja wymienna. Oprócz wydania puntów oddajemy też jednego z naszych zawodników. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć ekipę, w których overall zawodników wynosić będzie 99 (właściwie to 19). Warto przy tym podkreślić, że niekoniecznie będzie to odczuwalne grając na poziomie najwyższym, gdyż wówczas rywale, bez względu na jakość ich grajków, potrafią nas niemiłosiernie kiwać i strzelać bramy „stadiony świata”. Poziom normal (na easy się nie da, w końcu to zbyt kozacka liga) również stawia poprzeczkę bardzo wysoko, więc trzeba się nastawić na dostawanie w kuper, szczególnie wówczas, gdy najmniej się tego spodziewamy. Wybiłam piłkę po niemal stuprocentowej akcji, super! Otóż nie, gdyż mój heroiczny obrońca stoi przy napastniku w czasie rzutu rożnego, ale zamiast skoczyć i wybić futbolówkę, obserwuje jej lot do bramki. Wspaniale! Wierzę, że jest mu przykro, ale niesmak pozostał. Dalej, wysyłam w bój szybkiego napadziora, a wtem rusza ku niemu obrońca, który jest za nim. Statystyki ma słabsze, ale i tak go dogania i delikatnym dygnięciem zabiera piłkę. Kolejny mecz i kolejna melisa, inaczej się nie da. Owszem, zwycięstwa smakują absolutnie wyjątkowo, ale by się do nich dokaraskać, trzeba sporo potrenować. Przede wszystkim kciuk, gdyż X wciskać będziecie niemal do krwi.

ISS Pro Evolution 2 (PSX)

Jeśli nie znasz tych zawodników, proszę, nie nazywaj się fanem futbolu

Jak wygląda sama gra? Zasad tłumaczyć nie muszę, cytując klasyka, piłka jest jedna a bramki dwie. Tyle tylko, że ISS jak każda inna gra piłkarska ma swoją konkretną specyfikę. Pamiętać należy, że gra powstała w 2001 roku. W tamtym czasie absolutnie miażdżyła. Mamy ogromną swobodę w doborze taktyki, nie tylko decydując się na jeden systemów, ale też w ustawieniu wybranych zawodników. Czasem uda się wykreować całkiem ładną dla oka akcję. Możemy nie tylko podawać do innych zawodników, co samo w sobie irytuje, gdyż adresat podania nie ruszy na krok, nawet jeśli piłka się ledwo toczy, ale też kreować podania na dobieg lub loby. Dryblingi jako takie nie istnieją, raczej sami musimy minąć zawodnika, wyprzedzić go, a już najlepiej stanąć w miejscu, odwrócić się i wtedy jakoś rozgrywać. Z kolei odbieranie piłki jest często problemowe. Wślizgi bywają spóźnione, co skutkuje wejściem w nogi, turlaniem się rywala i kartką, co najmniej żółtą. Pod przyciskiem X kryje się z reguły próba mniej inwazyjnego odbioru piłki. Tutaj prym wiedzie główny składnik naszego narodowego tańca, poloneza. Zawodnik wykonuje dygnięcie nogą, dzięki czemu wybija piłkę. Jeżeli dzieje się to niedaleko autu, istnieje niemal 90% pewność, że piłka wyleci za linię i nikt jej nie zdąży sięgnąć. Nieco irytujące w ofensywie jest skuteczne strzelanie. W dużej mierze o jakości strzału decyduje nasze ustawienie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać to sensowne, ale nie do końca się sprawdza. Jeśli idziemy sam na sam z bramkarzem i jesteśmy naprzeciwko golkipera, rzadko się zdarza, by nasz napadzior strzelił. Najczęściej uderzy w centrum bramki. Za to stając pod pewnym kątem możemy liczyć na całkiem efektowne trafienie, którym później będziemy mogli zachwycać się na powtórkach.

Dużo dobrych słów należy się swego rodzaju realizmowi. Po kartkowanych faulach oraz groźnych strzałach możemy obejrzeć powtórkę tych akcji. Z kolei zdobycie gola zostało zdecydowanie bardziej uhonorowane – tym razem graczowi pozwolono obejrzeć replay w taki sposób, jaki sobie życzy, ze zbliżeniami, zmianą kamery a także dynamiczną muzyką (proponuję odsłuchać, daje kopa!). Nasi zawodnicy reagują na to, co dzieje się na boisku. Kiedy gracz otrzymuje kartkę, podpiera się pod boki, przy czerwonej często pada na kolana, łapiąc się za głowę – to pokazuje, jak bardzo nasze gwiazdy zaangażowane są w spotkanie. Podobnie w przypadku zdobycia czy utraty gola, obserwujemy cieszynki, podbiegających graczy lub cały zespół załamany stratą. Panowie z Konami pragną w nas wyzwolić ducha walki i zwycięstwa, ponieważ przy remisie, bez względu na nasze miejsce w tabeli, reakcja drużyny jest identyczna jak w przypadku przegranej.

Zidane z tonsurą

Wśród opcji pojawia się także możliwość edycji i tworzenia zawodników. Sygnalizowałam to nieco wcześniej, ale warto zwrócić uwagę, że edytor jest stosunkowo szczegółowy, zwłaszcza odnośnie do statystyk, które można przypisać graczowi. Decydujemy o jego wzroście i posturze, co widać nie tylko w tabelkach, ale i na boisku. Co prawda wiek nie ma znaczenia, gdyż to jeszcze nie czas, gdy zawodnicy starzeją się wraz z upływającymi sezonami. Konami, nie mając licencji na prawdziwe nazwiska zawodników oraz nazwy klubów, stworzyło sobie dzięki temu pewien fortel. Oczywiście teraz jest łatwiej, bo wychodzą od razu pełne łatki z edytowanymi danymi, niemniej cierpliwy gracz może sobie pozmieniać nazwiska na takie, jakie być powinny. Co prawda zdarzają się prawdziwe, ale to zdecydowanie wyjątki. Tak więc ścigamy się z Ze Ruberto, Roberto Corlosem czy Moriantesem.

Trudno ocenić grafikę, ponieważ przeskok, jaki nastąpił w grach piłkarskich, jest przeogromny. Sylwetki piłkarzy wzbudzają raczej uśmiech politowania, fryzury na Duke`a również. Za to twórcy postarali się o wiele animacji samych strzałów, czasem nasi strzelają z przewrotki, innym razem skaczą do szczupaka, czasem miną się z piłką, potkną. O realizmie już było, ale należy takie rzeczy podkreślić, zwłaszcza że z grafiką ściśle się łączy. Naprawdę nieźle wyglądają efekty pogodowe i murawa. Gra w deszczu to jest coś! Dobrze sprawdzają się powtórki, kiedy naprawdę mamy duże pole manewru i możemy oglądać akcję z każdej strony, pod każdym kątem (próbowałam!). Menusy i tabelki to nadal pierwsza liga, modne wówczas melodyjki napędzały na walkę. Wydaje mi się, że dawne soundtracki, kiedy Konami nie korzystało z gotowych licencji, brzmiały lepiej.

ISS Pro Evolution 2 (PSX)

Stadion Latającego Dysku, to jest to!

Niewątpliwie ISS położył solidne fundamenty pod to, by jego potomek PES rokrocznie prowadził ostry bój z FIFĄ o miano króla futbolu. Bez względu na krytykę, którą nieraz wylewają i fani, i recenzenci, pojedynek tych gigantów porównać można do walki Ronaldo i Messiego. Podobnie jak w przypadku tych wybitnych piłkarzy, tak i tutaj o sympatiach decydują raczej względy subiektywne, ponieważ nie ma uczciwej miary, której można byłoby użyć. Zdecydowanie mamy do czynienia z grą, która swego czasu była absolutnym fenomenem. O jej wysokiej jakości świadczy choćby fakt, że motywuje do walki. Przy pisaniu tego tekstu siadłam do Master League na poziomie normal, żeby przypomnieć sobie, jak to onegdaj było. Choć moi rywale potrafili mnie dogonić, gdy miałam kilka metrów zapasu, choć moi zawodnicy podawali w przestrzeń lub aut, choć każda świetnie zapowiadająca się akcja kończyła się na bramkarzu, choć po kilku godzinach dostawałam wręcz pierdolca, cały czas czułam niedosyt! Wiem, że wcześniej trochę ponarzekałam, ale w końcu nie chodzi li tylko o uwzględnienie sitz in Leben konkretnej produkcji, ale ocenienie, jak prezentuje się teraz. A choć wygląda teraz, z perspektywy czasu, średnio i wkurza, gra się cudownie. Osoby żyjące w toksycznych związkach z radością sięgną, uzależnia!

Retrometr

Ciekawostki:

  • w wersji japońskiej gra seria nosi tytuł Winning Eleven
  • w tej samej wersji możliwe jest rozgrywanie meczów drużyn U-23
  • zasadniczo istnieje ograniczona ilość slotów na stworzonych zawodników. Można jednak ich usuwać po zakupie w trybie Master League. Nadal będą w naszym teamie, ale nie będą zajmowali niepotrzebnie miejsca gdzie indziej
O Prezesowa 31 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.