Recenzja | It Takes Two (PS4, PS5, PC, Xone, XSX)

Borsuk kolejny raz kręcąc lajfy zaprosił mnie by wspólnie pograć. Do tej pory raczej się ścigaliśmy (HotShot Racing, Horizon Chase Turbo), ale tym razem mieliśmy współpracować! Tytuł Game of the Year 2021 niewiele mi mówił, jestem retro dziadem, doba assasynów, fif i innych forz mnie omija szerokim łukiem, ale It Takes Two zapowiadał się inaczej, miał w sobie jakiś pierwiastek gier wybitnych, nie miałem oporów by zagrać w coś nowego na PS4.

Ta gra została stworzona pod co-opa, nie da się grać samemu, czy to na kanapie, czy to przez sieć musisz mieć partnera do gry. Nie ma zbyt wiele takich tytułów, które od początku były tworzone pod ścisłą kooperację (nie chodzi mi o jakieś wspólne strzelanie czy eksplorowanie). Wydaje się że w ostatnich latach było ich jeszcze mniej, tym bardziej że seria LEGO zaczęła zjadać własny ogon, a następcy z takim przytupem na komercyjnym rewirze nie widać. Mimo to jest nadzieja! Szwedzka ekipa Hazelight Studios zdaje się specjalizować w takich perełkach, robiąc gry stricte kooperacyjne i idąc pod prąd. Ich debiut to A Way Out, który był również „co-op only”, należy pamiętać że wcześniej jeszcze pod inną egidą założyciele studia stworzyli Brothers: A Tale of Two Sons, przy którym Borsuk i Larek się wzruszali. Mamy więc twórców nietuzinkowych, którzy wokół tego tematu krążą od lat – współdziałanie, niebanalna stylistyka, tematyka, emocje. To sztukateria, to nie jest masówka, oni są ambitni, ukierunkowani i w końcu możemy chyba mówić, że doceniani. Teraz ich sytuacja się zapewne mocno poprawiła, ale należy wspomnieć że kasę na ten projekt wyciągnęło EA. Tak, te pazerne i niedobre EA, od czasów EA BiG nie zrobili niczego lepszego ;).

tutaj każda nawet najmniejsza scenka jest zrealizowana jakby był to pełnoprawny film animowany, a Dr Hakim rządzi!

Wracajmy do tematu, w co się tu szpila? Mamy dość dorosłą fabułę, w której rodzice młodej dziewczyny planują rozwód. Nie jest wesoło, kłótnie, pretensje, a w środku dziecko które myśli że to jego wina i chciałoby by rodzice się pogodzili. Nie chcę opisywać fabuły, wiele gra by straciła gdybyście za dużo wiedzieli, ja o grze nie wiedziałem nic i odkrywanie wszystkiego wzmacniało imersję. Co można powiedzieć, to to że my będziemy wspomnianymi rodzicami, ale zmienionymi w kukiełki. W tej formie będzie chciał naprawić relacje naszej pary mega ekscentryczny Dr Hakim. Zapamiętajcie sobie tą postać, jedna z najbardziej charyzmatycznych w historii gier! Humor w tej grze dzięki niemu również wybija się na tle innych pozycji.

My z Adamem graliśmy po staroświecku – pierdząc wspólnie w kanapę, a to oznacza że graliśmy na split screenie. Od razu mówię, że o ile czasem nasi widzowie mówili  że się im akcja nieco miesza, tak z punktu widzenia gracza macie cały czas kontrolę i orientację we wszystkim. Nie mamy na sztywno splita horyzontalnego czy wertykalnego, w zależności od akcji mamy taki jaki jest najbardziej odpowiedni, a jak się da to nie ma splita w ogóle i gramy na jednej planszy. Nie robili tej gry żółtodzioby, mają świetne wyczucie jak prowadzić akcję. Jako para szmacianek wędrujemy po całym domu i okolicach, i w każdym obszarze zmieniają się całkowicie warunki gry. Zmieniają się nie tylko widoczki, zmieniają się nasze umiejętności, narzędzia, a nawet gameplay! I w tym wszystkim trzeba przyznać, że nie tylko split screen super działa, ale również sterowanie. Momentami robisz cuda na kiju! Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak szybko ile dziwnych rzeczy będziesz musiał robić, a jednocześnie wchodzić w interakcję z drugim graczem, a sterowaniem się przejmować nie będziesz! Wszystko wchodzi w palce samo, cudo!

wieża zegarowa, to trzeba przeżyć, ilość bodźców pod koniec poziomu wprawia w osłupienie

Zmiana gameplayu odbywa się w sposób naturalny. Przez większą część gry mamy platformera, ale to zadziwiające jak twórcy potrafią z pary kukiełek zrobić godzinną przeprawę w stylu Gears of War, po czym masz pojedynek żywcem wyjęty z Street Fightera i kończysz na godzinnej sekcji gry logicznej. I to wszystko się trzyma kupy! Zaraz potem pojawi się Guntlet, czy akcje jak u Kratosa z God of War (odkurzacz zostaje zmasakrowany!), PoP: Piaski Czasu… czego tu nie ma! Momentami w poziomie w zegarze nie ogarniałem co się dzieje, tyle dobra na mnie spadło że nie wiedziałem czy się zachwycać i stać w miejscu, czy grać jak poparzony prąc do przodu w te spektakularne akcje. Ilość bodźców przeciążyła mi system! Przechodziliśmy tego szpila ok. 13 godzin i nie czułem zmęczenia. 13 godzin jak na grę akcji to nie jest wcale mało, w tym czasie można łatwo przeholować i zacząć nużyć gracza schematami. W It Takes Two schematów nie ma, różnorodność trwa od początku do końca i nie popuści.

każdy świat to nowa przygoda i sposoby na kooperację, tutaj macie nasze wejście do ogrodu i poznawanie nowych technik

Za różnorodnością idzie również oprawa graficzna, choć nie jest to wysokobudżetowy szpil z otwartym terenem wielkości Polski, tylko korytarzowa staro szkolna produkcja to czuć tutaj moc. Przede wszystkim jest pomysłowo  i różnorodnie, tak jak i gameplay tak i oprawa się potrafi dostosować. Misternie wykonano miasteczka z zabawkami i wnętrze zegara. Podobała mi się też śnieżna kraina, czy ogródek, jedynie „kosmos” był jakiś taki bez polotu.

Ta gra jest czymś więcej niż zbiorem algorytmów, ciągiem kodu, elektroniczną rozrywką. To wszystko jest zbyt płytkie, nie godzi się nazwać It Takes Two inaczej niż dziełem. Z jednej strony misterny gameplay: wielowymiarowy, dynamiczny, zaskakujący, intensywny a jednocześnie intuicyjny i lekki. Inną stroną jest stylistyka i jej piękno detali, budowanie atmosfery, zabawa konwencją. No i ten pierwiastek geniuszu: fabuła, dialogi, postacie, wzbudzanie w graczu złożonych emocji, raz się śmiejesz, raz dumasz, a na końcu nawet płakać się chce. Emocje wchodzą na scenę i pozostawiają widza w pewnym zawieszeniu, razem z Adamem nieraz patrzyliśmy po sobie, co ja widziałem? Widziałeś jakie akcje? A innym razem po prostu nikt nic nie gadał, wszelki komentarz był nieodpowiedni. Nieodpowiednie byłoby również szukanie minusów, nie ma ich, nie licz na to, takie monolity zdarzają się tylko kilka razy na całą generację konsol, diament bez skaz. Brakuje takich gier dla dorosłych. Tak, dla dorosłych i dojrzałych graczy. Nie chodzi tu o horrory i brutalne strzelaniny, którym łatwo wygenerować PEGI 18+, wystarczy zmyślna dekapitacja albo dildo w formie broni. Nie. Dorosła gra nie musi mieć jakiejkolwiek krwi i przemocy, możliwe że dorosłe gry właśnie ich nie powinny mieć. Ile genialnych filmów i książek się bez tego obyło, a są stawiane za wzór, pora by i gry miały takie dzieła.

Retrometr


TRZY GROSZE BORSUKA

Cholernie ważna to gra, naprawdę, bez ściemniania! Bardzo grywalna to gra, nie kłamię, bez szemrania! Piękna to giereczka, nie zmyślam, śliczniutka! Świeża i smaczna niczym pieczywo odebrane od piekarza z rana samiuśkiego, masłem posmarowane (za 9,50 curwa!), szczególnie gdy spożywane z fajowym kolegą... Chociaż lepiej smakować It Takes Two z koleżanką, a może i żoną, szczególnie gdy się nam w związku zbytnio nie układa… O tym jednak dalej, teraz czas na najfajniejsze rzeczy, takie fajniuśkie i mocno fajowe! Ilość różnorodnych mechanik zawartych w It Takes Two spokojnie starczyłaby na kilka (naście?) innych gier, gdzie pewnie byłyby one wałkowane do porzygania, a tutaj są one co chwila zmieniane. Na pewno nie zdążymy się nimi znudzić, powiem więcej – wielokrotnie nie zdążymy się nawet nimi zachwycić, a już do akcji wkraczają kolejne fajowe umiejętności naszych bohaterów, które są szczególnie przydatne we wspólnym pokonywaniu przeszkód. W trakcie naszej przygody (przygoda przez duże P!, znaczy się wielkie fest, wręcz jebitne!) – co świat dostajemy zupełnie nowe zdolności: strzelanie gwoździami (druga postać może się na nich bujać), magnesy przyciągające i odpychające bohaterów, zmiana wielkości postaci, zabawy grawitacją, a w samych poziomach pojawiają się także elementy przerywnikowe, także bardzo rozrywkowe: jazda na żabach, pływanie, ucieczki przed kretami, latanie, wspinaczki, ostra jazda po szynach, skoki, zagadki logiczne, zakrzywianie czasu… Kurde bele, jejciu Felek – ile tego jest to człowiek nie zliczy! Tu nie ma miejsca na nudę, o nie! Najlepsza gra do kooperacji w historii elektronicznej rozrywki? Myślę, że tak.

Początek przygody. Kochani, zmniejszyliśmy Repipa i Borsuka!

A co jeszcze mi się spodobało? Świetne sterowanie, ładnie podzielony ekran, wszystko jest tu czytelne pomimo tego, że nieraz dużo się tu dzieje, wręcz wyprawia, to chaos tu nie występuje… Bardzo dobrą robotę robią różnorodne, jajcarskie i efektowne walki z bossami (walka z odkurzaczem miażdży jaja i jajniki!), mnóstwo easter eggów nawiązujących do innych gier i filmów, ale przede wszystkim… Przede wszystkim opowieść, mądra, życiowa, o rozpadzie związku naszego zminiaturyzowanego małżeństwa, o zaniedbywaniu pasji, o niezrozumieniu własnych dzieci… Smutno nieraz jest i pięknie zarazem w serduszku się robi, co więcej – wzruszające i wstrząsające sceny oglądamy, o których istnieniu nie mieliśmy wcześniej pojęcia… Jasny gwint, zabicie, co ja gadam – brutalne zamordowanie ulubionej zabawki naszego dziecka poraża graczy… Heh, widzów na youtubcu też poraziło… Arcydzieło! Jakieś wady – no może ta przygoda była trochę zbyt łatwa dla takich hardkorów jak ja i repip, ale z drugiej strony opcjonalna, wysoka wieża w zimowej planszy to prawdziwe wyzwanie, które napsuło nam krwi! Uparliśmy się jednak i ją zdobyliśmy! Co ja będę wam tu więcej pitolił, w zalewie tasiemcowego ścierwa sandboxowego i braku oryginalności gier AAA – It Takes Two lśni jak najprawdziwszy diament. Wybitna gra pozostająca w pamięci na długo po jej skończeniu. Zasłużony tytuł najlepszej gry roku i basta!

Retrometr

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64 i wszystko co wyzwala adrenalinę! Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, DC, Xbox