Recenzja | Jak II: Renegade

jakIIminiPlatformowe, zręcznościowe gry akcji to jeden z najprzystępniejszych gatunków gier dostępnych na domowych systemach rozrywki elektronicznej. Cieszą oko oprawą graficzną tryskającą feerią barw. Zaskakują nadspodziewanie dobrze zakodowanym interfejsem, który daleki jest od jakichkolwiek niedociągnięć. Przyciągają do siebie bardzo wyrazistymi protagonistami i obfitującymi w fantastyczne wydarzenia historiami. Developerzy w nieustającej gonitwie, próbują zdominować konkurencję starając się stworzyć bohatera, którego publika okrzyknie swoistą „maskotką” platformy. Crash i Spyro w PlayStation, Link i Mario u Nintendo. Sonic na konsolach Segi. Po sukcesach jednej gry, bez dłuższych rozważań zapadają decyzje o produkcji kontynuacji. Pouczony doświadczeniem i latami obcowania z branżą gier wideo stwierdzam, że nie zawsze się to udaje. Przygody fioletowego smoczka Spyro, jak niesamowicie dobre były na konsoli PlayStation, tak po prostu na drugim sprzęcie Sony nie dały rady. Do trzech razy sztuka, można by rzec. Naughty Dog, głodne sukcesu po nie do końca udanych grach PS2 o jamraju Crashu, planuje swój powrót na piedestał wśród platformerów. Płytki z grą Jak & Daxter: the Precursor Legacy, jeszcze ciepłe po tłoczeniu, lądują na półkach sklepów, a „niegrzeczne psiaki” rozpoczynają prace nad sequelem. Czy uda im się zmiażdżyć konkurencję, tworząc nowe, rewelacyjne uniwersum i zapieczętować swoją pozycję na wieki wieków w hali sław twórców system-sellerów?jakii5

Jak II: Renegade jest bezpośrednią kontynuacją wątków, porzuconych w pierwszej części serii. Jak i Daxter, wraz z mędrcem Samosem i jego córką Keirą planują wykorzystać pierścień prekursorów do zbadania nieznanego za pomocą osobliwego pojazdu, co do działania którego nie mają całkowitej pewności. Otwierają wielki portal, który wciąga ich do siebie. Chwilę później, Jak budzi się w dziwnym miejscu. Zostaje natychmiastowo pojmany przez wyglądających na strażników tego miejsca, osobników i osadzony w więzieniu. Dowiaduje się tam, że znalazł się w mieście Haven City, rządzonym żelazną ręką Barona Praxisa. Wspomniany władca wykorzystuje Jaka do swoich niecnych eksperymentów, eksponując go na działanie ciemnego eco. Okazuje się, że Jak, pochłonąwszy ciemne eco, wybudza w sobie bezlitosną bestię, której jedynym celem jest siać zniszczenie. Po dwóch latach spędzonych w pace, Jak zostaje odbity przez swojego kumpla, Daxtera. Praxis, jak widać, nie zalazł za skórę tylko Jakowi. W mieście funkcjonuje podziemny ruch oporu, którego celem jest zdetronizowanie Barona i przywrócenie ładu w mieście. Razem planują odnalezienie reszty przyjaciół i odpłacenie Praxisowi pięknym za nadobne.

Gra wywołuje specyficzne pierwsze wrażenie. Nie jest to już lekka, kolorowa, niemal bajkowa produkcja, jaką była oryginalna odsłona serii. Gwałtowna zmiana charakteru zarówno lokacji, sposobu prowadzenia historii jak i samej rozgrywki potrafi solidnie wytrącić odbiorcę z rytmu. Jeszcze chwilę temu pluskaliśmy się w ciepłych wodach okalających wioskę Sandover, aby teraz zmagać się z brudem i nieprzyjemnością dystopicznego miasta Haven. Miasto jest wielkie, monumentalne i przytłacza swoją architekturą. Wszędzie latają… statki kosmiczne. Strażnicy Praxisa korzystają z nowoczesnej broni palnej. Co jest? Duet protagonistów szybko dowiaduje się, że przenieśli się nie tylko w miejscu, ale i czasie. I to sporo. jakii1

Koniec z głupim, bezcelowym skakaniem po półkach skalnych! Bierz w rękę gnata i rozgrzeszaj każdego, kto stanie ci na drodze! Tak pokrótce opisać można rewolucję, jakiej doczekała się seria. Kilka, podstawowych ataków Jaka zastąpiono również kilkoma, ale znacznie skuteczniejszymi… giwerami. Kolejne, lepsze pukawki odblokowują się wraz z postępem gry. Początkowo do dyspozycji mamy jedynie strzelbę o malutkim zasięgu i niskich obrażeniach. Później jednak dostępne stają się dwa ciekawe karabiny, z których jeden jest automatyczny. Ostatnią bronią, jaką przyjdzie nam powitać w naszym ekwipunku jest wyrzutnia pocisków elektrycznych, które łączą stojących w pobliżu siebie wrogów w łańcuchy, zadając im obrażenia. Wyrzutnia ta odblokowuje się pod koniec rozgrywki, a i z uwagi na jej dynamikę nie potrafiłem znaleźć dla niej żadnego zastosowania. Poza bronią palną, istnieje jeszcze jedna – „Dark Jak”. Faszerowany w więzieniu ciemnym eco protagonista potrafi w pewnych momentach nie wytrzymać presji psychicznej i wybuchnąć wściekłością, przeistaczając się w morderczą bestię. Jest on wtedy szaleńczo szybki i niebezpieczny. Niestety, z uwagi na charakter rozgrywki, która skupia się bardziej na walce z dystansu za pomocą broni palnej, Dark Jak średnio się sprawdza. Zanim dolecimy do jakiegoś przeciwnika, ten zdąży już nas zabić, bo nie jesteśmy w tej formie nieśmiertelni. Takie ulepszenie odblokowało mi się dopiero na samym końcu rozgrywki, kiedy tryb ten nie przydawał się już w ogóle. Produkcja ta przeistoczyła się zatem z gry zręcznościowej o prostych zasadach i założeniach w całkiem rozbudowaną grę akcji nastawioną przede wszystkim na strzelaniny.

Warto wspomnieć kilka słów na temat samej specyfiki produkcji. Gra podzielona jest na misje, które możemy wypełniać. Działa to na zasadzie „Jak Theft Auto” – na minimapce pojawia się nam ikona symbolizująca zleceniodawcę. Po udaniu się we wskazywane przez nią miejsce, uruchamiamy przerywnik filmowy w którym wyjaśniony zostanie nam cel misji. Następnie na mapce pojawiają nam się kolejne symbole, wskazujące cele lub lokacje, które będą tłem dla celów misji. Misje są bardzo zróżnicowane, aczkolwiek skupiają się przede wszystkim na wartkiej akcji. Schemat jest praktycznie niezmienny dla każdej z nich. Wygląda to na zasadzie „idź do punktu A, odeprzyj atak wroga, zbierz przedmiot B, zanieś go osobie C”. Mimo to nie zabrakło twórcom kreatywności na tym polu. Zadania zlecane nam są bardzo różne, od eskortowania członków ekipy, niszczenia jakichś strategicznych celów, po wyścigi na arenie, czy wsparcie ogniowe w różnego rodzaju ekspedycjach pozamiejskich. Każda z misji okraszona jest też bardzo fajnymi przerywnikami filmowymi, w których nie brakuje humoru i kolejny już raz pierwsze skrzypce gra tutaj genialnie spisany Daxter. Jego kwestie są po prostu mistrzowskie – zabawne, wyolbrzymione, przesadzone i kuriozalne – jest to idealne połączenie, obrazujące charakter wydrasicy. Niemy do tej pory Jak, zaczął właśnie mówić. I mówi dużo. Dwa lata więzienia wyprały go ze wszystkich emocji, poza złością. Jak jest bezlitosny, pewny siebie i nie waha się przed niczym. Bardzo dobrze odegrano jego kwestie – głos Jaka jest niski, zmęczony i mało przyjacielski.jakii3

Największą i rzucającą się w oczy najbardziej różnicą jest sam, oddany nam do dyspozycji obszar. Haven City, wielka metropolia, usiana drapaczami chmur i innymi molochami nowoczesnej architektury przypomina typowe miasto ludu uciśnionego – wszędzie wielkie transparenty Praxisa, sam Praxis deklamuje propagandowe slogany przez głośniki, na ulicach pełno jest patrolujących teren strażników. Wszystko jest szare, przybrudzone, przygnębiające i zrujnowane. Miasto na swój sposób tętni życiem, ale nie sprawia wrażenia, aby życie, którym tryska, było szczęśliwe. Teren gry jest naprawdę rozległy i, co istotne – otwarty dla gracza. Możemy pójść, gdzie tylko chcemy. Tylko kilka lokacji jest zamkniętych na początku rozgrywki ze względów fabularnych. Otworzymy je, gdy dobrniemy do pewnego etapu w historii gry i będziemy zmuszeni udać się w inne miejsca. Całość niestety psuje… nijakość tego miasta. Jest ono po prostu brzydkie, monotonne i szybko gasi ono ochotę na dalszą przygodę. Można było zrobić mniejszy teren gry, a znacznie bardziej zróżnicować ją pod względem contentu. Nie uświadczyłem już tej genialnej architektury poziomów i pięknych widoków, w które obfitował pierwowzór.

Kolejną nowością, ściśle związaną z nową architekturą lokacji, są pojazdy. Po mieście krąży pełno różnego rodzaju statków powietrznych, które latają sobie ponad uliczkami. Jest ich kilka typów, od zwyczajnego „ścigacza”, po statki osobowe. Niestety, element ten został skopany po całości. Nowe środki transportu cechuje beznadziejnie duża bezwładność, co w połączeniu z dużą prędkością skutkuje praktycznie zerowym poczuciem modelu prowadzenia tychże. Co gorsza – reszta użytkowników ruchu „powietrznego” zdaje się totalnie nie zwracać uwagi na to, że znajdujemy się w pobliżu. Są oni po prostu z góry zaprogramowani na ślepe podążanie po wytyczonych przez programistę ścieżkach. Jedynym warunkiem, na który zwracają oni uwagę, są przeszkody w postaci innych statków. Najbardziej irytującym elementem tej, wątpliwej jakości innowacji jest zachowanie pojazdów po zderzeniu z innymi. Kolizja powoduje zupełne zatrzymanie pojazdu, jego odchylenie od poziomu i całkowite wytracenie rytmu i pędu w jakim przemierzaliśmy miasto. A z uwagi na ślepych na nas NPC-ów, tych kraks będzie cała masa. Do samego końca rozgrywki nie potrafiłem prowadzić tych stateczków. Na naganę zasługuje również wytrzymałość tych pojazdów – większość eksploduje po kilku niewielkich uderzeniach, co w połączeniu z niektórymi misjami, gdzie każdy punkt życia Jaka jest na wagę złota, może doprowadzać do szewskiej pasji. Zdecydowanie wolałbym, gdyby tego elementu nie było w ogóle.jakii2Walki z przeciwnikami to chleb powszedni „Jaka II: Renegade”. Podczas gry przyjdzie nam stoczyć setki starć ze strażą miejską i innymi wrogami. Nie zostało to zrobione najlepiej – Jak automatycznie celuje przed siebie bronią. Nie ma celownika, znanego z np. Ratchet & Clank. Naszym zadaniem jest takie operowanie bohaterem, aby ten celował we wrogów. Jest to delikatnie wspomagane przez system gry, ale w kilku miejscach potrafiło irytować. Nienajlepszy jest też balans poziomu trudności w rozgrywce – niektóre z etapów były nieludzko trudne i ginąłem dziesiątki razy z powodu ułomności systemu celowania zaimplementowanego do tytułu. Kolejnym gwoździem do trumny tego aspektu gry jest, całkowicie skopany system punktów kontrolnych. Są one rozstawione tak idiotycznie, że przekracza to wszelkie, akceptowalne normy. Bardzo często ginie się z powodu idiotycznego celowania, głupiej pracy kamery lub po prostu niedociągnięcia w sterowaniu, w przypadku etapów „skakanych”. Boom – odradzasz się na samym początku etapu. W pewnym momencie, aby móc znowu spróbować skoku – i zginąć – musiałem powtarzać bite pięć minut gry. W trakcie tego powtarzanego segmentu można było bez trudu znaleźć co najmniej trzy miejsca, które dzieliłyby taki obszar na równe, spójne części. Jest to zdecydowanie najsłabsza strona tej gry i kilka razy byłem już bliski zaniechania dalszej rozgrywki, bo po prostu nie miałem siły kolejny raz powtarzać tych samych sekwencji.

Od strony wizualnej gra prezentuje się bardzo dobrze. Obsługuje ona tryb progresywny, co w połączeniu z odświeżaniem na poziomie sześćdziesięciu herców oferuje nam bardzo płynne sześćdziesiąt klatek na sekundę bez efektu smużenia. Jest to bardzo ważne z uwagi na dynamikę gry – przy tak szybkim tempie liczy się każda klatka animacji. Trudno jest mi wypowiedzieć się na temat, czy oprawa uległa poprawie względem pierwowzoru, bo miasto jest szare i brudne, co nie sprzyja ocenie całokształtu. Nie jest to jednak na pewno gra brzydka, czy też niedopracowana – tekstury są całkiem wyraźne, postaci są dobrze wymodelowane i ich ruchy oraz mimika twarzy nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Efekty broni palnych też prezentują się bardzo poprawnie i widok gęstej strzelaniny może cieszyć oko. Dźwiękowo natomiast gra nie powala już w mojej ocenie tak, jak robiła to część pierwsza. Zabrakło ciekawych ambientów, ciekawej ścieżki audio. Ciągle przygrywają nam dwie melodyjki – spokojna, podczas błądzenia po mieście i dynamiczna, wypełniająca starcia i pościgi straży miasta. Melodyjki te są bardzo proste i zwyczajnie nudzą po godzinie gry. Można było dodać więcej tego typu ścieżek, bo najwięcej czasu w grze spędzamy właśnie w Haven City, i przy jednej dostępnej melodyjce robi się to bardzo monotonne.


Jak II: Renegade to gra bardzo przyzwoita. Kontynuacja historii jest równie dobra, co poprzednio, a twórcy pokusili się nawet o kilka „plot-twistów”. Wizualnie i dźwiękowo gra stara się utrzymywać poziom pierwowzoru, z mniej lub bardziej udanym rezultatem. Zmiana formuły rozgrywki wywołała we mnie dwojakie wrażenia – gdy tak po prostu eksplorowałem sobie teren i wykonywałem misje, uważałem ją za plus, zaś po kolejnej śmierci, która była rezultatem idiotycznego systemu strzelania i fatalnie rozstawionych punktów kontrolnych miałem ochotę po prostu wyłączyć grę i nie grać w nią nigdy więcej. Czy utrzymano poziom poprzedniej części – to zależy. Zależy, co akurat będziemy robić w grze. Wiele rzeczy może sie podobać i nie, ale spowodowane jest to niedopracowaniem. W grze jako takich błędów nie stwierdziłem, ale pewne filary rozgrywki wymagałyby gruntownej przebudowy.

Retrometr

Od autora: zieleń, ale na pograniczu żółci. Jak II: Renegade całokształtem potrafi się podobać, ale niestety skopano bardzo istotne dla gameplay’u elementy rozgrywki, co negatywnie wpływa na odbiór całości. Nie mniej jednak – zdecydowanie jedna z najważniejszych pozycji na konsoli PlayStation™, obok której nie sposób przejść obojętnie.

Inne artykuły:

Moje Top 10 gier na NESa Moje życie, jako gracz, zaczęło się od otrzymania w wieku około 6-7 lat rodzimego Pegasusa. Lata później przygodę z kolekcjonowaniem również rozpoczął...
NZBBK | Lionheart Serdecznie Zapraszam wszystkich retrograczy (a w szczególności amigowców) do mojego nowego minicyklu "NieZapomniani Bohaterowie Bitmapowych Krain", w ...
Nora | 8-bitowe HITY #2 Witam wszystkich retro maniaków po dłuższej lub krótszej przerwie (nie wiem jak to Naczelny wrzuca…) (jak poprawię wszystkie Twoje błędy - Nacz.Os. Re...
O Makaveli 11 artykułów
Redaktor. Ulubione gatunki: Wszystko poza strategiami. Wyjadacz serii Gran Turismo. Lubi przyciąć od czasu do czasu w jakiegoś crapa, którego kupiło 5 osób, z czego trzy od razu wywaliło na śmietnik. Posiadane platformy: PS, PS2, PS3, PS4, DC, GCN, Wii

19 Komentarze

  1. Bardzo fajna recenzja. Ja swoją przygodę z tą serią zacząłem od części 3, którą uważam wprost za kapitalną. Ale miałem także okazję ograć pierwsze J&D, które wywołało u mnie dziwne wrażenie, bo wcześniej miałem do czynienia z poważną platformówko-strzelanką (Jak 3), a potem z czystym platformerem w kolorowych lokacjach (Jak & Daxter: The Precursor Legacy).

    Tak więc jak widać, będę musiał się wziąć za całą trylogię, bo o Jak II słyszałem, że jest mroczny, a tylko w tą część nie grałem :)

    • Trójkę właśnie na warsztacie mam i wstępnie zauważyłem, że naprawia i ulepsza wszystko, co było bolączką części drugiej. Po prostu chłopaki z Naughty Dog zobaczyli, co było złe przy ich pierwszym podejściu do tematyki gier „raczetopodobnych” i naprawili to w części drugiej. Podoba mi się również ten taki „Mad Maksowy” klimat części trzeciej. Recka niebawem (chyba, że któryś z tych huncwotów mnie uprzedzi!)

      • Mnie Jak 3 już kupiło demem gdzie można było pośmigać wozami po piasku i zabijać wielkie kroczące stwory. A gdy dopadłem do pełnej wersji, to się po prostu zakochałem w tej grze. Muzyka, klimat i miejscówki po prostu robiły wrażenie!

        Szykujesz reckę Jaka 3? Z chęcią ją przeczytam :)

        • Tak apropo wozideł w Jakach – polecam gorąco Jak X, moim zdaniem jeden z najlepszych cartracerów i mówię to z pełną świadomością. Mieszanka Rollcage z CTR, masa dopałek, wozów, trybów, plansz i kozacka fabuła z Daxterem w roli głównej (jak zwykle), może kiedyś szarpnę się na reckę bo mnie chwyciło. Już 2x przeszedłem tego Jaka i polecam, nie wiem dlaczego jest tak mało popularny, on miał nawet wtedy opcję wyścigów online.

          • Właśnie wielu ludzi, w tym sami Naughty Dogs mówią o tym, że Jak X to był niewypał – w The Last of Us: Left Behind jest nawet trofik „nikt nie jest idealny”, przyznawany za „zagranie” w Jak X na jednym z automatów – Ellie mówi, że gra jest „do kitu”. :P

            Nie mniej jednak – trzeba by było spróbować, chociaż ścigałki pokroju CTR, Mario Kart czy też właśnie Jak X nigdy mnie nie rajcowały. Ja jestem człowiek symulator i jedyne wyścigi, które cieszą moją duszę to solidne symulatory.

          • O tak, Jak X był super. Nawet po zagraniu w Jak 3 z kumplem myśleliśmy nad tym jakby to fajnie było gdyby ND zrobiło wyścigi coś jak CTR, ale z Jakiem. Po czasie się dowiedziałem o Jak X i normalnie eksplodowałem z radości :D A gdy zagrałem, to czułem, że ND w jakiś sposób mnie wysłuchało, bo przygotowali naprawdę kapitalne wyścigi. O tym też bym z chęcią przeczytał reckę na RnG :)

  2. JAK II RENEGADE

    Dla mnie najlepsza cześć całej trylogii.
    Zamiast platformera mamy action-adventure pełną gębą, dodano więcej mroku, strzelanie giwerami plus śmiganie pojazdami.

    Wreszcie jest lepsza fabuła, niezły główny zły i JAK ma więcej osobowości niż niemowa z jedynki. Ogólnie gra nabrała bardziej wyrazistego charakteru – jedynka pod tym wzgledem była dosyć miałka. Kto lubi typowe platformery może się zawieść zmianami w rozgrywce, jednak jak dla mnie wszystko wyszło tutaj na plus. I poziom trudności i długość i dodatkowe umiejętności postaci. Ode mnie medal.

    Moje oceny JAK TRILOGY:
    Jak 1 8/10, JAK II – 9+/10, JAK II 8+/10

    PS. Już się bałem, że Makavelli zgasi mojego faworyta – ale dał radę i recka bardzo fajna! Tym razem bęcków nie będzie. Good Job My New Friend!

    • Dlaczego miałbym gasić? Gra ma co prawda swoje niedociągnięcia i irytujące elementy, ale całokształtem jest po prostu bardzo porządną produkcją.

      Dzięki za opinie, do przeczytania kolejnym razem!

  3. A ja znowu mam całkiem odwrotnie bo najbardziej lubię jedynkę bo jest prawdziwym platformerem, a z dwóch pozostałych zdecydowanie wybieram część trzecią, więc wychodzi że Jak 2 jest moją najgorszą częścią. Moim zdaniem konwencja gry ala GTA nie sprawdziła się dobrze w tym świecie i latanie po mieście i wypełnianie podobnych zadań trochę mnie nudziło, natomiast w Jaku 3 trochę to poprawili i gra jest bardziej różnorodna jednak wspanialej jedyneczki nic nie przebije.
    Żeby nie było lubię wszystkie części, tak tylko lubie sobie czasem pomarudzić, posiadam wszystkie części na PS2 I kolekcje HD na ps3 i nawet kilka dni temu myślałem żeby zabrać się za dwójkę (jedynke mam zaliczoną) i ponabijać trochę pucharów, ale jak sobie przypomnę te cale miasto to najchętniej przeskoczył bym od razu do Jak 3.
    Co do recenzji to nie ma się do czego przyczepić, zresztą kim ja jestem żeby oceniać recki:)

  4. Moja pamięć chyba wyparła tak dziwne sterowanie pojazdami, bo choć parę hardcore misji pamiętam, to nie aż tak. Jak II platformerem też nie jest tylko action-adventure co mogło wprowadzić pewne zamieszanie jak ktoś startował od jedynki, ale czy to źle? Dla mnie to była mega przygoda, dobrze napisane postacie, humor, klimat, ogólnie podobało mi się tam wszystko. Troche poziom trudności momentami skakał, ale wiele gier tak ma (teraz przy Gex 3 w mythology network miałem chwile zwątpienia). Mam w kolekcji i dumnie stoi obok reszty Jaków ;)

  5. Ja, podobnie jak Musiel, zacząłem grać od 3 części, potem poszła druga a teraz w edycji hd na ps3 gram w część pierwszą, która jest zupełnie inna niż jej następcy. Co do gry opisywanej, pamiętam, że jak w nią grałem, to cieszyłem się że mam więcej Jaka do ogrania:) Świetna produkcja, która miała słabsze momenty głównie przez pojazdy (najgorsze misje to właśnie kierowanie nimi do jakiegoś celu na czas) i celowanie, którego praktycznie nie było. Co dziwne, pamiętam, że bardzo wkręciła mnie deskorolka, o której chyba nie wspomniałeś (albo padło mi na oczy i nie zauważyłem). Miło wspominam te etapy, w których trzeba było maksować punktacje różnymi trickami. Ogólnie rzecz biorąc Jaki i Ratchety to dla mnie wzorcowe produkcje pokazujące jak należy robić gry platformówko-action-adventure – świetna fabuła, ciekawe postacie no i miodny gameplay (który oczywiście można stale udoskonalać). Liczę, że ND powróci jeszcze kiedyś do tej produkcji, bo ma ona potencjał. Na początek może być remake 3 pierwszych części a potem może jakaś kontynuacja?

  6. Bardzo fajny tekst.
    Co do Jaka II to to nadal bardzo fajna gra choć już nie tak dobra jak rewelacyjna jedynka. W ogole wielka szkoda, ze ND w calej serii zmieniał zarówno klimat jak i gameplay nie mogąc sie do końca zdecydować co wydać. Tym nie mniej polecam samego Jaka II jak i całą trylogię

  7. To chodzi o to wiecie rozumiecie.

    Wyszła jedynka, eee, bleeee podobne do Crasha, bohater niemowa bez jajec jakiś, fabuła znikoma, taki Crash z otwartym światem, a myśmy chcieli od NG czegoś zupełnie nowego!

    To wyszła II i:
    Co to ma być? Przecież Jak to platformer, a tu jakieś pojazdy i strzelanie? Fabułę i więcej dialogów dodali. Po cholerę w platformerze? Zresztą dlaczego tyle mroku, skoro to platformer dla dzieci. Jedynka taka fajna, kolorowa była , platformowa. Nie rozumiem, po cholerę to było zmieniać , skoro się sprawdziło…

    Tak to działa… Autorzy wzięli sobie do serca krytykę jedynki, zrobili coś nowego, a okazało się, że teraz to gracze chcą jedynke bis… I ciul. Dupa blada.

    • Cytując powiedzenie, „jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził”. Ja mimo wszystko uważam jedynkę za lepszą grę, trójkę natomiast za faworyta całej serii. Dwójka jest dobrą grą, ale te nowości nie do końca były zrobione tak, jak należy, co oczywiście poprawiono w trójce, dając nam grę kompletną.

    • Pewnie tak to wyglądało Borsuku i w Jak 3 postanowili trochę połączyć cechy obu gier i wyszła z tego znakomita gra w którą zagrywałem się dniami i nocami. Mało tego, soundtracku do dziś słucham. Jest wprost fantastyczny :)

  8. Fajna recka, ale ale mocium panie. Zabierzcie ten spoiler. Dla mnie to był cholerny szok jak dowiedziałem się, gdzie się znalazłem. Jeśli ktoś to przeczyta przed zagraniem zostanie pozbawiony niezłego niuansu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*