Recenzja | MediEvil

medimini„Rzecz dotyczyć będzie historii królestwa Gallowmere, a dokładnie epizodu zwanego Pierwszym oddechem nieumarłych. Wtedy to wcześniej wygnany przez króla za uprawianie nekromancji i czarnej magii czarnoksiężnik Zarok powrócił z banicji. Nie przyszedł jednak błagać o przebaczenie, na czele demonicznej armii, pełny żądzy władzy i zemsty najechał spokojne Gallowmere. Król Peregrin wysłał do walki swoje wojsko, a na jej czele stanął dzielny Sir Daniel Fortesque, by jednak należycie przedstawić ów okres w dziejach należy wrócić do roku pańskiego 1286 i wcześniej wspomnianego dowódcy o którym ówcześni pisali tak:

Sir Daniel Fortesque jako najdzielniejszy z mężów często bywa na bankietach wydawanych przez jego Wielmożność. Jego opowieści o ubitych smokach i pokonanych wojach nie mają końca. Cóż to są za historyje! Doprawdy męstwo Sir Daniela nie ma sobie równych za co i wspaniałomyślny Król mianował go dowódcą Królewskich Oddziałów. Nawet najstarsi szlachcice nie pamiętają ci u nas wojny, ale gdy nadejdzie mogą być spokojni – Sir Fortesque nas uratuje”

Królewski Stolnik, 1285 

„… but then, history books are often known to lie”

Dzielny Sir Daniel Fortesque… jak dowodzą dzisiejsze badania postać co najmniej dwuznaczna. Sam jako autor owego tekstu pochodzę z rodu Fortesque, choć nie z linii z Gallowmere. W rodowych kronikach różnie się wypowiadano nt. linii z Gallowmere, dziś po setkach lat znamy jednak prawdziwą historię tej konkretnej postaci. Daniel był wielkim krasomówcą, a do tego odnajdywał się w dworskich bankietach i zauroczył sobą króla Peregrina i jego najbliższych. Gallowmere nie znało wojny, mianowanie złotoustego bywalca uroczystych kolacji dowódcą królewskich żołdaków miało charakter czysto honorowy. W 1286 roku jednak Zarok zajął Krainę Dyń i ruszył w stronę Zaczarowanego Lasu, by splugawić tą świętą ziemię. Tam rozegrała się wielka bitwa w której pokonano siły czarnoksiężnika i uwięziono cieniste demony pod uświęconą ziemią lasu. Oficjalna wieść niesie, że to Sir Dan zgładził niegodziwca i sam poległ od odniesionych ran. Prawda była jednak brutalna, bohater poległ już przy pierwszej szarży ugodzony strzałą w oko. Król jednak nie mógł wyjść na człowieka naiwnego, którego można omamić historyjkami, więc brnął w tą historię dalej przypisując zasługi Sir Danowi i gotując mu pochówek z honorami godnymi bohatera.

MediEvil recenzja PSX

W 1386 roku dawni bohaterowie byli już tylko historią, ale jeden osobnik nadal żył i planował dokończyć swe plany. Zarok kolejny raz wkroczył do śpiącego Gallowmere, kontrolując umysły mieszkańców i wskrzeszając nieumarłych do swej nowej armii. Wskrzesił jednak kogoś, kto miał coś do udowodnienia, choć jeszcze sobie z tego nie zdawał sprawy. Zachowały się zeznania światków  fali czarnej magii, która się tej nocy przetoczyła przez te ziemie:

„Bylimy w karczmie tej nocy Panie… wie Pan, spożywaliśmy to i owo bo zmęczeni bylimy. Nagle wszędzie słyszelimy szalone wrzaski i śmiechy. Wszyscy wybiegli tylko ja zostałem bo za ladą miałem coś do dokończenia. Coś mnie strzegło tej nocy mówie Panu. Ludziska postradali zmysły, łapali za siekiery i widły i latali po rynku. Chciałem uciec, ale widziałem zielony blask i pełno umrzyków wyłażących zza bramy cmentarnej. Wróciłem do karczmy, ale karczmarza nie było, zamknąłem się w piwniczce i tyle pamiętam…”

Oliver Barrel, 1386

The dead are to be honoured; not kept as the play things of alchemists!

Jak już się rzekło wskrzeszony został bohater z przypadku, który spoczywał sobie spokojnie w swej krypcie, był to nikt inny jak Sir Daniel Fortesque. Wiedziony przez instynkt i gargulcze łby szybko zacisnął swe skostniałe palce na rękojeści miecza i zaczął torować sobie drogę w pościgu za Zarokiem przez zastępy truposzów w rozległym cmentarzysku. Miał całemu światu coś do udowodnienia, lub po prostu nie miał nic lepszego do zrobienia… Faktem jest, że poruszał się dość żwawo jak na stuletniego szkieleta w pełnej zbroi, ale zachowały się wspominki o tym, że poruszał się również niezgrabnie. Często wiodła go bardziej intuicja niż umiejętności, po stylu walki również można było poznać, że nie był prawdziwym wojownikiem w poprzednim życiu. Często przyjmował razy i bił na oślep mieczem, był jednak nieumarłym, więc uchodziło mu to na sucho. Pozbawiony jednego oka, zapewne również wzrok miał ograniczony, zapiski średniowiecznych nekromantów dokładnie opisują jak widzi nieumarły. Wokół obiektów po których się poruszał widział jeno czarną przestrzeń i często widział jedynie kilkanaście metrów przed siebie. Natomiast kolory zieleni i jaskrawych obiektów były widoczne i groteskowe.

MediEvil recenzja PSX

Należy również scharakteryzować pokrótce Gallowmere tamtych czasów. Była to kraina pełna magii i tajemniczych zakątków. Wciąż wiedźmy skrycie odprawiały swe rytuały, pod powierzchnią czyhały uwięzione demony, nie brakowało nawiedzonych ruin i legendarnych stworów. Na obrzeżach miasta był tajemniczy ogród pełen zagadek, za którymi stał gmach dla obłąkanych. Rolnicy uprawiali dynię z której ten region do dziś słynie. Przemarsz Zaroka plugawiącego magią wszystko w około wywlókł z cienia wszystkie niegodziwe istoty i przemienił to co dobre w złe. O wpływie na umarłych i żywych już wspomniano, dodać należy, że w zbożu odnotowano buszowanie bliżej nie określonej zarazy napadającej na każdego, kto odważył się tam wkroczyć. Dynie opuściły ziemię i kroczyły za swym nowym Panem, strachy na wróble stały się postrachem ludzi. Zakład dla obłąkanych został przejęty przez pensjonariuszy, szubienice atakowały wisielcami, a po niebie znów kursowali podniebni upiorni piraci. Wszystko to spotkał na swej drodze wskrzeszony bohater z przypadku, który pamiętał zupełnie inne obyczaje.

By udowodnić przed bohaterami swą wartość musiał w każdej lokacji napełnić duszami pobitych kielich. Tylko zdobywając wszystkie mógł wkupić się w ich łaski i otrzymać magiczny oręż, jakże potrzebny w tych czasach. Różne rodzaje mieczy, kusz, tarcz, młot, sztylety, czy pioruny były jego jedynymi sprzymierzeńcami. W zwartej masie wrogów, czekali również na niego słudzy czarnoksiężnika o potężniejszej mocy, wymagający nie tylko siły, ale i sprytu. Demon uwięziony w witrażu składający się z szkła i olbrzymi dyni potwór, czy wilczy bracia to tylko część potężnych sił, które Sir Dan zgładził na swej drodze. Odniósł wiele ran nie tylko w pojedynkach, ale i przez swą niezdarność spadając z krawędzi i urwisk. Gleba była na szczęście w tych czasach wciąż bardzo żyzna i można było spotkać na swej drodze wyziewy z szczelin nazywane potocznie fontannami życia, gdzie każdy mógł się zregenerować poprzez inhalację. Przygoda ta jednak nie tylko samą walką stała, na co zachowały się liczne dowody:

„Wiedziałem, że Zarok będzie chciał mnie dopaść i że wie jaki artefakt posiadam, nic mu to nie dało! By zamaskować ślady pozbyłem się krucyfiksu w kościele, który odsłaniał magiczne przejście. Mówiłem już o tym jak nie wyjawiłem mu ani słowa na przesłuchaniu? Aha tak… Dzielny bohater Gallowmere jednak wpadł na to, zdobył formę odlewniczą, szlachetny kruszec i w kuźni odlał kolejny krucyfiks, który odsłonił tajemne przejście. Czy wspominałem już, że ja […]”

Burmistrz, 1387

„…only a true hero is worthy of a place in the Hall of Heroes”

Doprawdy urokliwy musiał to być zakątek ziemi, wciąż żywe baśnie kontrastowały z groteskowymi zastępami nieumarłych. Na dworach jeszcze długo pobrzmiewały utwory pełne smętnych, groźnych, ale na swój sposób magicznych i tajemniczych motywów. Do dziś zachowały się utwory Andrewa Barnabasa i Paula Arnolda w których głębi można się zaszyć i dać się pochłonąć mistyce jaka towarzyszyła tej epoce. W tej muzyce miesza się pompatyczność z kameralnością, ma się wrażenie że upiór z opery gra na zamglonym cmentarzysku utwory Vivaldiego. A w środku tego wszystkiego on – Sir Daniel Fortesque, postać dwuznaczna, niezgrabna, ale charyzmatyczna, która udowodniła swą wartość po stu latach. Cóż, lepiej późno niż wcale jak to mówią. A jak dziś doskonale wiemy, nie był to ostatni epizod w jego życiu pozagrobowym, ale o tym w kolejnej rozprawie.”

Sir William Fortesque, Londyn 1955

MediEvil recenzja PSXPo zapoznaniu się przez Was z tekstem „Pierwszy oddech nieumarłych. Rozprawa o dziejach Sir Daniela Fortesque” autorstwa Sir Willama Fortesque nie zostaje mi już wiele do dodania. Kto uwielbia dorobek Tima Burtona, brytyjski humor, europejskie baśnie i legendy, a do tego choć raz wsłuchał się w OST z MediEvila po prostu musi sięgnąć po ten tytuł. Niech was drobne niedoróbki i koślawy chód Sir Dana nie zniechęcą, bo pod tymi drobnostkami kryje się coś wielkiego, coś czego już nie znajdziesz nigdzie indziej.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Playstation (PSX)/2015

3 słowa do gracza: Nieco niezgrabny system sterowania nie jest w stanie przysłonić tego klimatu europejskich baśni, mnogości pomysłów i Burtonowskiego stylu. Gra jedyna w swoim rodzaju


Ciekawostki: 

» Sir Daniel Fortesque jest grywalną postacią w Everybody’s Golf 2 i PlayStation All-Stars Battle Royale. Nawiązania do MediEvila można również znaleźć w grach Wipeout Pure oraz Ghosthunter

» Zdobywając wszystkie kielichy odblokujemy dodatkową scenkę po zakończeniu gry

» Gra była robiona od 1995 roku przez Millennium Interactive (m.in. James Pond) pod roboczym tytułem Dead Man Dan. Po wykupieniu przez Sony, MI przemianowano na SCE Cambridge Studio. Przed wykupem planowano wydanie tytułu również na Saturna i PC

» Twórcy nie ukrywali, że gamplay był inspirowany Capcomowym Ghosts’n Goblins, a stylistyka Burtonowskim  The Nightmare Before Christmas

» Pierwotnie planowano do gry dorzucić poziom w którym bohaterem byłby robak mieszkający w czaszce Dana

» Ilość ludzi tworzących MediEvila była dość mała, łącznie na różnych etapach przewinęło się kilkanaście osób. Pamiątkowe zdjęcie można znaleźć tutaj.  

» Kilka pierwszych poziomów odtworzono w dzisiejszych szatach za pomocą edytora z Skyrima. Przeprowadziliśmy wywiad z twórcą, który można przeczytać tutaj.


Do posłuchania w trakcie lektury:

Medievil OST – Return to the Graveyard

Medievil OST – The Hilltop Mausoleum

Inne artykuły:

Prapremiera | Krótka Randka z LAURĄ Witam serdecznie i uroczyście wszelkich retrodziadków zakochanych w swoich ośmiobitowych maszynach! A w szczególności tych gagatków miłujących podobni...
Nora | Głębsze Zejście do Jaskiń Witam ponownie w moich skromnych progach! Kaski na łby, plecaki na grzbiet, kilofy w dłoń, latarnia w drugą i ruszamy! Wszyscy gotowi? Można zaczynać?...
Przegląd | Najlepsze gry bokserskie na konsole wg ... Witam serdecznie. Dzisiaj z moim przyjacielem JANĄ przyjrzymy się najlepszym grom bokserskim wydanym na poczciwe, starsze konsole. Czyli prawie jak ...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox

33 Komentarze

  1. Najpierw przeczytałem to: „Playstation (PSX)/2015”, a później to: „Gra była robiona od 1995 roku”. To „od” mnie jakoś tak nakierowało. Teraz dopiero widzę: „Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu”. Hmmm… co znaczy „rok ogrania tytułu”?

    • Rok w którym ja jako recenzent ostatnio ograłem tą grę (w grudniu dokładnie mówiąc). Na RnG staramy się oceniać nie tylko przez pryzmat czasów powstania, ale i tego jak się w to gra dziś, no bo w sumie niektóre gry się źle starzeją i wcale nie są takie dobre jak kiedyś np. przez mechanikę. Dlatego ja w swoich recenzjach dopisuję rok w jakim grałem, choć w sumie może to i niepotrzebne? W każdym razie do tej pory tak robiłem ;)

  2. Ciekawie ujęta perspektywa recenzji, świetnie się czytało. Z jednym się tylko nie zgodzę. Moim zdaniem za wadę gry uznałbym jednak toporne sterowanie. Jak na „platformówkę” (3D) to ten element kuleje i autorowi może nie przysłania genialności tej pozycji, jednak winien ostrzec potencjalnie nowych graczy (są jeszcze tacy?:D), że może im nie przypaść do gustu. Spróbowałem zagrać w zeszłym roku i to było moje pierwsze, acz jedyne negatywne odczucie.

    • Sterowanie jest słabe o czym wspomniałem i tu pełna zgoda, to najsłabszy element gry i trzeba do niego przywyknąć bo wpływa m.in. na sposób walki (chyba najlepiej biegać jak głupi i machać obszarowymi ;), a i spadniesz nie raz ze skarpy jak ciebie za bardzo ponisie fantazja. Mimo wszystko jak to zaakceptujesz to po 20 minutach jesteś już na prostej i gra się dobrze. Pod koniec to już mi w ogóle nie przeszkadzało.

      Z czym się nie zgodzę to nazwaniem MediEvila platformówką, nie mam pojęcia kto to wymyślił, żeby go nazwać platformerem. Skacze się tam? Może 3x w grze. Zbiera się tam tonę świecidełek? Nie. Ta gra nie ma w sobie nic z platformera, to po prostu przygoda-akcja. Troche kombinowania, troche siekania, skakania tyle co kot napłakał, w Vagrant Story więcej skakałem, a platformerem bym go nie nazwał. Ahh teraz widzę, że jednego taga nie dałem ;] Dzięki za opinię

  3. Wow repcio nawet nie wiedziałem, że to gostki od Jamesa Ponda wydali – no zobacz ile fajnych tytułów Plejstejszyn zawdziecza Amidze hehe.

    Recka na cholernie dobrym poziomie (lizanie siusiaka on).

    Medievil, gra na którą czekałem latami i już myślałem, że podzieli losy Deathtrap Dungeon, które też wychodziło dłuuuuugo i okazało sięklapą.

    Zgodzę siez Repkiem, ze to action-adventure pełną gębą a nie jakiś platformer. Sterowanie tylko chwile jest upierdliwe.

    Najlepsze to KLIMAT GnG oraz Burtona, jaja, bohater, niektóre zagadki i w ogóle niektóre pomysły hehe. Świetny tytuł, którego trzeciej części wypatruję od lat ale Sony ma w dupie swoich wiernych fanów i olewa stare, zapomniane postacie… Chyba go ściągnę do borsuczej bandy zjebów…

    Świetna gra. Polecam! Borsuk.

    • Klimat jest i to spory. Ciekawe jest to jak ta gra ewoluowała. Najpierw miał to być po prostu klon GnG ale w 3D, czyli coś co wiele lat potem dostaliśmy w Maximo. Ale w trakcie prac weszły inspiracje zeldami i dodano sporo zagadek. Ponoć przy 3 części chciano właśnie element zagadek jeszcze bardziej podkręcić, niestety SOny olało i markę i samo studio z UK, a dziś główny autor sam chciałby nad M3 pracować, ale podkreśla jednocześnie, że z Sony go obecnie nic nie łączy.

  4. Kategoryzowanie czegokolwiek zawsze będzie niesprawiedliwe, sam nie wiem czemu moje pierwsze skojarzenie było „platformówka”. Jak teraz pomyślę nad tym to chyba miałem na myśli „zręcznościówkę”. (Polska wikipedia stoi za platformówką, angielska action-adventure)

    • Bo media kłamią hehe. Nie wiem dlaczego przypięto tą łatkę MediEvilowi bo już od dawnych czasów spotykam się z tym określeniem, moim zdaniem błędnym.

  5. Cóż to była za gra, a w zasadzie to w dalszym ciągu jest. Oczywiście, w paru aspektach mocno się postarzała jak choćby wspomniane w recenzji sterowanie czy pozostawiające wiele do życzenia starcia z zombiakami i całą resztą diabelskich pomiotów. Ale kurczę, atmosfera, burton’owski klimat, humor oraz – co niezmiernie ważne – sam główny bohater, czyli sir Fortesque wytrzymują próbę czasu. Nawet więcej, według mnie minione lata nadały jej tj. grze pewnego rodzaju charakteru, którego w innych podobnych produkcjach cholernie ciężko odnaleźć. Bo co my tak naprawdę oprócz Medievil’a (łącznie z Resurrection) mamy? Ghosts’n Goblins w milionie różnych wersji (wraz ze świetnym remake’em na PSP), genialne Evil Twin: Cyprien’s Chronicles (gorąco polecam) oraz arcydzielną dylogię Maximo i… i to chyba wszystko…no, może jeszcze Psychonauts. Nie za wiele. Niestety.

    Tak czy siak. Całkiem zgrabnie osnuta historia, repip. O żywym, który był umarłym. O bohaterze, który był tchórzem. Brawo!

    • Dzięki za dobre słowo, to zawsze motywuje ;)

      Z gier o Burtonowskim klimacie, choć już platformery zwróciłbym uwagę na 40 winks, Jersey Devil (oba PSX) i recenzowane niedawno Grzyby na WIi, a także pierwszy Epic Mickey na Wii (na prawdę dobry, ale jak większosć tu wymienionych, niedoceniony szpil). Nie grałem, ale chyba też w tym klimacie są obie Alicje z porytym klimatem. Evil Twin: Cyprien’s Chronicles nie znałem i widać trzeba się tu doedukować, bo uwielbiam taką stylistykę, tego nigdy za wiele.

      • Właśnie, Mushroom Men! Wiedziałem, że zapomniałem o czymś wspomnieć hehe. Z kolei o 40 Winks i Jersey Devil na pierwsze PlayStation nie słyszałem. Może inaczej, tytuły kojarzę, ale nie miałem pojęcia, że bazują one na „burtonowskiej” stylistyce. Widocznie podobnie jak Ty tak i ja muszę zapisać się na jakieś kursy doszkalające czy inne korepetycje;) Odnośnie Evil Twin: Cyprien’s Chronicles:

        Według mnie to jedna z najciekawszych i najlepszych produkcji dostępnych w bibliotece Dreamcast’a (tak, tą właśnie wersję ogrywałem). Jasne, gra jak każda inna posiada swoje mniejsze bądź też większe przywary – potrafiąca napsuć sporo krwi kamera, ale dla samej choćby atmosfery i wykreowanego przez Ubisoft świata (trąci Alicją aż miło;) warto zainteresować się tą pozycją. Jakże niedocenianą i w gruncie rzeczy zapomnianą. Szczerze polecam, tym bardziej że edycję na PlayStation 2 można wyrwać za 15-30 zł.

    • Ja uważam, że każda gra, która posiada w sobie ten nieznany nikomu pierwiastek, co tworzy wokół siebie ten niezapomniany klimat z wiekiem staje się bardziej pożądaną dla starszego retro gracza. Ja myślę, że czuje podobnie co autor przy produkcjach typu FF 9 czy 8 co chyba też pokazałem przy swoich małych wypocinach na ich temat

  6. Medievil 1 – tylko i wyłącznie! Dwójka to już zwykłe popłuczyny po genialnej części pierwszej. W dwójce ulotnił się ten Burtonowski klimat, zamiast tego mieliśmy dziwne groteskowe poziomy i przeciwników. Odnoszę również wrażenie, że graficznie Medievil 1 stał wyżej. Tak chwalony przez Ciebie OST Medievila w dwójce jest cieniem genialnych dokonań muzyków. Dla mnie jedynka i dwójka to dwa różne światy (dosłownie i w przenośni), dwie rózne klasy i dwa rodzaje zabawy – świetna i przeciętna. Bo niestety kontynuacja do kolan nie dorasta oryginałowi.

    • Twardo, za jakiś czas opublikuje reckę M2, więc pewnie do dyskusji wrócimy. Jak M1 to bardziej adventure, a mniej action, tak M2 to bardziej action, mniej adventure i jak ten fakt zaakceptowałem to bawiłem się wybornie i stawiam M1 i M2 na równi, przy czym oba mają fatalne sterowanie.

      M1 to Burton z Miasteczka Halloween, M2 to Burton z Jeźdźca bez głowy i oba mają w sobie sporo brytyjskiego humoru. Każdy ma swoje zdanie, ja M2 polubiłem tak samo jak M1, choć nie da się ukryć, że są inne. I chyba to dobrze? SCE Cambridge to dev który nigdy nie odcinał kuponów, zawsze wyskakiwał z czymś nowym, może to ich zgubiło? Nie zbudowali trwałej marki, ale to opowieść na inną publicystykę ;)

  7. Nie jest to rzetelna recenzja, a dywagacja na temat „piękna” krainy i samego tytułu. Gra jest arcydziełem, to prawda, ale „recenzja” w tytule zobowiązuje to omówienia wszystkich aspektów gry, bez ciągłego silenia się na „poetycki” charakter wypowiedzi.

    • Ciężko mi polemizować, bo opisu czego tu brakuje? Grafika? Muzyka? Sterowanie? Bronie? Bossowie? Wszystko jest, tylko nie potraktowano czytelnika jak nastolatka z ery smartfonów, kóry jak nie ma szablonu to nie dowie się niczego. Takie formy pisania recenzji, ba! Nawet solucji w czasach PSXa były praktykowane w ogólnopolskiej prasie i tą tradycję uznajemy za wartościową, a eksperymenty formą będą częstsze. Gdyby retronagazie miało być wikipedią nikt by tego nie robił, bo i po co?

      • Doskonale udało Ci się odtworzyć klimat recenzji psx extreme. Więcej takich eksperymentów!:)

        -Toś mnie połechtał ;), będą recki i takie i „zwykłe” w zależności od tytułu (nacz.os.rep)

      • Recenzja…grafa ok, sterowanie do kitu, ale klimat bajkowy – do tego zobowiązuje sztywny tekst ? Precz z profanacja i starajmy się zmusić ludzi do myślenia. Za to cenię rng, że ma swój klimat a nie stoi zamknięte w sztywnych ramach

  8. MediEvil, gra, z którą walczę już od kilkunastu lat. Za pierwszym razem pokonało mnie to, że wersja ‚ekonomiczna’, w którą grałem była nagrana tylko do połowy.
    Gdy wróciłem do niej po wielu latach zostałem pokonany przez błędy programistów. Choć gra pozwala na uzupełnianie zapasów za zdobyte złoto, to nie dotyczy to dododatkowych fiolek zdrowia, co zmuszało mnie do częstych odwiedzin jednej planszy, aby podreperować braki.
    Jednak najgorsze w całej grze są elementy platformowe, podczas których złe ujęcia kamery kończą się upadkiem w przepaść. Problem dałoby się rozwiązać ustawieniem kamery za plecami Dana, tyle że nie zawsze tak się da.
    Poległem w planszy ze statkiem, ale jeszcze się nie poddaje. Jestem rozczarowany, ale do gry zamierzam jeszcze wrócić, choćby dla samego klimatu.

  9. OOOO panie, to teraz poleciano klasyką. Kto by powiedział że jeszcze te 16 lat temu podczas zacięcia się trzeba było kombinować papierowy poradnik który pomoże pchnąć grę do przodu. Żadnego internetu, zero jutuba. „łza się w oku kręci”, oj kręci.

    • Pamiętam że sam grałem z poradnikiem z PSX Fana, którego wydębiłem od kumpla, oj było „nie gram na kodach”, „nie gram z opisem”, a potem kółeczko na ławce i wymiana doświadczeń bo jeden coś wyczytał i wszyscy chcieli wiedzieć ;)

  10. Klimat to aż się wylewa z tej recenzji. Powiem szczerze, że dałbym piątaka więcej za PE, gdybym czytał takie wypociny. Poczułem się jak za starych dobrych czasów, kiedy to kupowałem wydania Fantastyki – a czytało się właśnie jak dobre opowiadanie heh. Co do samej gry to sir Danielo to dla mnie jedno z głównych skojarzeń z psxem tuż obok Crasha, Spyro i całej pozostałej ferajny. Grać grałem ale chyba tylko demko, które wciąż pewnie się gdzieś kurzy. Tima Burtona docenilem dopiero po latach co sprawi, że jak będzie okazja to po baśniowego rycerza sięgnę choć ceny pewnie mają wysoki pułap.
    Intryguje mnie jednak pomysł robaczka śmigającego po ciele truposza – swoją drogą to mógłby być ten mały nieszczęsny platformerowy dodatek, który autor tak tu słusznie wyplenia :)

  11. Dla numer jeden ery psx’a. Nie pamietam ile dokładnie razy przeszedłem wszystkie poziomy ale do dzisiaj mimo 30 lat na karku wracam do tej cudownej gry i przechodzę po raz kolejny. Polecam każdemu!

  12. Zacny szpil. W tym roku odpaliłem też remake w postaci przyciętego pod PSP „Resurrection’. Wciąż gra się fajnie, choć za kamerę powinni wybatożyć wszystkich. Z drugiej strony – kiedyś (oryginał) nikt aż tak nie narzekał, po prostu się grało. Aż Sonika furczał.

    Ponoć Danny ma wrócić – szkoda tylko, że w kolejnym chujowatym remake’u. Osobiście wypinam dupsko, by trzeci raz ogrywać tę samą grę tylko pod nowym tytułem i na innej platformie. A to nowej fabuły wymyślić się nie da? Lenie śmierdzące!

    • Kiedyś czytałem wywiad z „ojcem” MediEvila, który już od dłuższego czasu „nie robi w grach”. Twierdził, że baaardzo chętnie by zrobił 3 część i nastawił ją bardziej na eksplorację i zagadki niż sieczkę, ale Sony nie było zainteresowane. Dziś jak wiadomo Studio Cambridge pucuje kible w Sony, więc nie ma co liczyć na wielki powrót, a jedynie kotlet, miejmy nadzieję, że ładnie odgrzany i doprawiony.

      • A ja wierzę, że kiedyś doczekamy się MediEvil 3. Wielu mi mówiło, że Sony pogrzebało to IP i nie mam co liczyć na powrót Sir Daniela, a tu proszę! Dan powraca na swoje dwudziestolecie. :) Długo mu to zajęło, ale w końcu jest. Oby tylko gracze nie przeszli obojętnie koło tego tytułu, bo wstyd nie znać przygód Fortesque.

        • Nadzieja umiera ostatnia, taki M3 który nie byłby pustym sandboxem, ani tępą sieczką, który czerpałby z Europejskich baśni, brytyjskiego humoru i burtonowskiej stylistyki… nadzieja umiera ostatnia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*