Recenzja | Pandemonium! (PSX, SEGA Saturn, PC)

Dziś opowiem Wam bajkę jak błazen palił fajkę…

Para wiejskich głupków i kuglarzy dobrała się do księgi czarów by rozświetlić trochę mrok nocy pokazem magicznych ogni. Wertując na szybko kolejne stronice wybrali następny czar „ten będzie dobry, dawaj!„. Nie należeli do zbyt bystrych… przywołali demona, który zeżarł całe miasteczko, co zrobić by odwrócić bieg wydarzeń? Z czarami sobie dali spokój, pora na coś mniej zawodnego, pora biec czym prędzej do maszyny życzeń! I tu wchodzimy na scenę my – pomożecie? Pomożemy! OK, wybierzcie swojego wiejskiego głupka i odkręćmy ten bajzel.

Myślę że Pandemonium! jest dość szeroko znane wśród graczy, a przynajmniej takie mam wrażenie. Ta produkcja z 1996 roku urzekała specyficzną grafiką i solidną mechaniką w dniu premiery, no i wyszła na wszystkie wiodące wtedy platformy. Twórcami są Toys for Bob, których dziś możecie kojarzyć z np. wskrzeszenia serii Crash Bandicoot, nie jestem pewien jak się oni przez tyle lat uchowali bez większych sukcesów, by w ostatnich latach produkować hity, jakiś fenomen ;). Prace rozpoczęły się jeszcze w 1994 roku, a w szczycie miało nad grą pracować do 30 pracowników, co jest całkiem sporym wynikiem, pamiętam że WipEout, czy MediEvil w podobnym okresie robiła ponoć ledwie garstka ludzi. Wydawcą zostaje Crystal Dynamics, który jest świeżo po względnym sukcesie Gexa, a kolejne części są już w drodze.

 

wygląd poziomów i bohaterów może się podobać, czasem psychodelia mocno atakuje gałki oczne

Zaczynając grę mamy do wyboru jedną z dwóch postaci, obydwie nieco się różnią, ale możemy je sobie dobrać pod konkretny poziom, gdyż przed rozpoczęciem levelu możemy ich dowolnie zmienić (w trakcie poziomu już nie). Ekscentryczny błazen Fargus ma specjalny atak, natomiast dupera Nikki double jump. Jako że podwójny skok to must have w platformerze, ja grałem non stop Nikki. Co wszyscy którzy grali w tego szpila wspominają i myślę jest najmocniejszym punktem gry to design poziomów. Mamy do czynienia z platformerem w tzw. 2,5D. Mechanika jest żywcem wyjęta z gier 2D i tak też się gra, to platformer 2D, ale grafika i tła są w 3D. Czasem mamy złudzenie jakby był to trójwymiar, co w połączeniu z baśniowym sztafażem przypomina saturnowskiego NiGHTS również z tego okresu. Barwy są mocno nasycone, jest pięknie i kolorowo, a momentami… psychodelicznie. Kraina grzybów i toksycznych odpadów wyglądają jakby były tworzone właśnie za pomocą takich substancji. Styl nieco „burtonowski”, później trochę Disneya, bardzo ładnie to wszystko wyszło, można być zachwyconym nawet dziś.

Gameplay w swym rdzeniu jest po prostu kolejnym platformerem 2D, jakich w tym czasie gracze po erze 16 bitów mieli za sobą mnóstwo. Dlatego postarano się go nieco urozmaicić, choć nieszczególnie to coś zmieniło, rewolucji nie ma. Tu i ówdzie będą małe odcinki w których zmienimy się w zwierzaka (żaba wysoko skacze, nosorożec taranuje, smok pali i lata), mamy czasem do zebrania power upy jak strzelanie (do jednej skuchy), czy czasową nieśmiertelność. Z pewnością nie sposób się nudzić, ale o innowacji mowy nie ma. Dla lubiących wyzwania dziś, a dawniej po prostu większości graczy których nie było stać na więcej gier autorzy rozbudowali mocno poziomy. Samo przejście na pałę to jedno, ale jeśli chcesz odblokować wszystkie bonusy i mieć 100% to szykuj się na spore wyzwania i dużo eksploracji. Choć to dość prostolinijny platformer 2D, to ukrytych miejsc w które da się doskoczyć kombinując jest sporo.

bossowie potrafią wytworzyć pewne złudzenie 3D

Krótko o bossach, których jest trzech. Są sprytnym wykorzystaniem grafiki 2,5D, przy nich chyba jest największe złudzenie trójwymiaru. Ich arena jest przestrzenna, zawsze zbudowany jest wokół niej okręg po którym się poruszamy przez co może się wydawać że wchodzimy w interakcję z tą przestrzenią. Bossowie są sporych rozmiarów i są fajnym urozmaiceniem, na każdego trzeba znaleźć „knif”, ale zawsze jest to związane z schematem „biegaj w lewo i prawo i czekaj na swój moment”. Sama gra wydaje mi się dość trudna z punktu widzenia dzisiejszego gracza, masz ograniczoną liczbę żyć, nie ma save w trakcie planszy, są jedynie passwordy pomiędzy nimi (gra nie obsługuje memorki). Ja grałem na malinie, więc sobie robiłem save na własnych warunkach, ale przechodzenie tego na konsoli znacznie wydłuży okres potrzebny na jej ukończenie. Z moim „oszustwem” dałem rady się zmieścić w okolicach 4 godzin na wszystko, ale bez zapisu w trakcie planszy pewnie potrzebowałbym 2x tyle czasu na uczenie się poziomów na pamięć. Szczególnie te ostatnie pewnie doprowadziłyby mnie do szału (goniące nas po planszy duszki, kule elektryczności na 1/4 ekranu i wiatry spychające po całej planszy… horror!).

Jak można określić Pandemonium! dziś? Trudno to jednoznacznie orzec, to zależy czego szukasz. To solidny platformer 2D z ładną grafiką i wystrojem poziomów. Ta gra jest dobrze wykonana, ma swoje momenty, ale w dniu premiery robiła zapewne większe wrażenie. Dziś traci nieco przez passwordy i właściwie brak jakichkolwiek innowacji i cech charakterystycznych tylko dla niej. Można ją porównać do morza często lepszych takich gier na 16 bitowce. Z drugiej strony to jej siła, prostota, staroszkolność bez udziwnień za to z ładną grafiką. Trzeba być świadomym że Pandemonium! wyszedł w czasie wielkich zmian, 2D było już piętnowane i uznawane za odchodzące do historii, a 3D wciąż nie było ogarnięte i wielu sobie nie radziło z implementacją trójwymiaru w mechanice, nie wspominając o grafice. Biorąc to pod uwagę Pandemonium! wybrał bezpieczny schemat łączenia tych światów i korzystania z nich tak by wyszedł tytuł grywalny i ładny, ta sztuka się udała. Niemniej jednak jeśli na PSX szukacie dobrego platformera 2,5D w tym stylu co Pandemonium! czy NiGHTS to skierujcie swe kroki wpierw w stronę Klonoa:Door to Phantomile

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation (PSX)/2022

3 słowa do gracza: solidny platformer 2D z ładną grafiką, nie oczekuj jednak jakiejkolwiek innowacji


Ciekawostki:

» gra po latach ukazała się najpierw na telefono-konsolę N-Gage, a później trafiła na iOS i android. Mają jednak wycięte część poziomów, w oryginale jest 18 plus bossowie, N-Gage ma tylko 11.

» Gex nieco odcisnął piętno na naszych bohaterach i jego śladem mieli oni mieć setki one’linerów na wzór Gexa. Jaszczur od Crystal Dynamics dzięki temu nabrał charakteru i przypodobał się również starszym odbiorcom. Niestety w Pandemonium nie zrealizowano tego koniec końców przez co postacie są przez niemal całą grę milczące.

» w Japonii gra ma nazwę Magical Hoppers, i została na ten rynek przemodelowana. Zmieniono bohaterów i fabułę, zmienia się również nieco paleta barw w poziomach na mniej psychodeliczną, jak dla mnie zmiany na minus.

ps. screeny to zdjęcia robione przeze mnie telefonem z TV, gra wygląda ładniej ;)

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64 i wszystko co wyzwala adrenalinę! Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, DC, Xbox