Recenzja | Pitfall 3D: Beyond the Jungle (PSX)

Recenzja | Pitfall 3D: Beyond the Jungle (PSX)

Pitfall to seria z wielką historią w tle, pierwsza część od Activision z lat 80siątych z pewnością przejdzie do historii gier, nazywana jest też czasem ojcem gatunku platformerów. Lata lecą, zmienia się technologia, a stary bohater musi iść na emeryturę bo kolana już nie te. Nie mógł go zastąpić nikt inny jak jego syn, który został przedstawiony światu w 16 bitowym szpilu Pitfall: The Mayan Adventure. Junior nie był w ciemię bity i wiedział że era płaskich bohaterów dobiega końca, pora przykoksić pomyślał, zastosował złotą regułę „dwie tabletki metki dla twej sylwetki” i zaprezentował się światu w 1996 roku na E3. Ciocia wiki donosi że robił wtedy spore wrażenie, problem w tym, że premiera się odwlekała i gdy w końcu Junior zawitał pod strzechy posiadaczy PSXów w 1998 roku… wiał już tylko trochę mniej laciem niż jego stary.

Idea za Pitfallem 3D była taka, by nadać mu formułę „korytarzową” z Crasha i dodać do niej nieco swobody z Mario64, dzięki czemu gracz będzie wiedział gdzie iść, ale jednocześnie pozostanie pewna doza dowolności w działaniu. W skrócie wyszło to tak, że zamiast prawdziwego 3D na miarę Mario mamy lekki izometryk, jest korytarzowo niczym w Jamraju, ale nierzadko mamy na starcie poziomu np. 3 odnogi i sobie wybieramy którą wybrać jako pierwszą, że niby „swoboda”. Na premierę to był lekki krok wstecz, ludziska w 1998 już grały w Gex 3D, Spyro i Banjo i coś takiego było passe. Przypomina mi to bliźniaczą sytuację z Pac-Man World, bardzo fajny to tytuł, ale w momencie premiery w drugiej fazie życia szaraka przypominał tytuły startowe swoim „2,5D” i nijak nie pasował już do młodzików.

Recenzja | Pitfall 3D: Beyond the Jungle (PSX)

niby 3D, choć nie do końca

Mamy więc tytuł kierowany do starszego odbiorcy, chcący czy niechcący zachwycić może głównie starą gwardię, a że to Retro na Gazie to takie rzeczy lubimy! Sama gra z początku puszcza oko do gracza obytego z klasyką, mamy „mordercze” doły chcące nas pożreć, skorpiony itp. Z czasem jednak wychodzą inne nawiązania do oldschoolu.

Przede wszystkim gra to rasowy platformer w pełnym tego słowa znaczeniu, przenoszący wprost ten gatunek z 8 i 16 bitów. Nie ma tu specjalnych zdolności, pojazdów, innych postaci, wymyślnych broni, mini gierek i szeregu innych rzeczy jakie na tej generacji zaadaptowały platformery podczas przejścia w trójwymiar. Nasz bohater niemal przez całą grę skacze. Skacze po linach, po platformach, po ruchomych platformach, po znikających platformach, po rażących prądem platformach i stosie innych platform! Cały czas skok-skok-skok mało biegania, nieco walki ale niewiele, niemal cały czas skok-skok-skok. I to nie byle jaki skok, pamiętajcie, to klasyka! Mamy tutaj skoki pixel perfect w grze 3D! Musisz idealnie trafić z wyskokiem, za blisko lub za daleko i lądujesz w dole i po życiu! No właśnie życia! Tu też oldschool, masz 5 żyć na start (mało w późniejszych etapach) i 2 kontynuacje! Co jak się skończą? GAME OVER STARY! To oldschool, czego się spodziewałeś? Nieskończonego continue? Odnawiania paska żyć po 5 sekundach? Na szczęście są tu i ówdzie save pointy to można wczytać level jak nie pójdzie, ufff.

Recenzja | Pitfall 3D: Beyond the Jungle (PSX)

skoki pixel perfect nierzadko w ciemno, jest czasem hardcore

Tak się rozkręciłem w tej lekkiej krytyce (lub jak kto woli, dla niektórych to może były plusy) i zapomniałem słów kilka o fabule. Jak się domyślacie Stanisław Lem za nią nie stoi, ani nikt inny jego pokroju, ale na platformera z serii Pitfall wystarczy. Otóż nasz bohater pewnego dnia podczas penetrowania ruin został przez urodziwą niewiastę sprowadzony do innego świata. W tym świecie jest niezły burdel, zła demonica niewoli ludzi, produkuje magiczne ciecze, a niewiasta która nas tu wezwała jak się okazało jest hen daleko u niej i to bynajmniej nie na herbatce i musimy ją wydostać przy okazji oswobadzając naród i niszcząc złą infrastrukturę. Co z fabuły zapamiętałem to przepiękne ekrany pomiędzy etapami, które są komiksem. Jak doczytałem odpowiada za nie niejaki Christian Gossett, który trudni się rzemiosłem i rzeczywiście zna się na rzeczy bo jego wstawki dodają klimatu i są rewelacyjnie narysowane.  Pochwalić muszę też muzykę, ponieważ przypomina ona Hollywood’skie produkcje typu Indiana Jones, co jest raczej oczywiste, gdyż Pitfall sporo czerpie z tej ikony. Bywają też nieco bardziej niepokojące nuty, gdy zajdziemy dalej w otchłań demonicznych struktur.

kino nowej przygody obudowane polygonami, motyw przewodni robi robotę

Sama grafika jaką możecie zobaczyć na screenach dupy nie urywa, jest przejrzysta i chyba tyle można o niej powiedzieć. Scenerie zmieniają się z klasycznych ruin i dżungli po coraz bardziej industrialne i mroczne konstrukcje. Momentami klimat robi się gęsty, jęki torturowanych niewolników, odgłos blachy po której skaczemy, ciemne tony, to zaprzeczenie kolorowego platformera dla dzieci.

By nie było za fajnie, należy napisać że te długie odwlekanie premiery raczej nie było spowodowane betatestami. Jeśli w grze, gdzie na każdym kroku oczekuje się od ciebie skoków pixel perfect masz bugi przy skokach to jest źle. Często ginąłem bo np. przeskoczyłem lub przeniknąłem strukturę podłoża, walka z ifrytami nie jest dobra, właściwie nie da się z nim wygrać nie tracąc życia bo musisz przyjąć od niego i innych ciosy na klatę, bardzo trudno jest cokolwiek wyminąć. Często nie szedłem w odnogi z bonusami by nie tracić niepotrzebnie żyć, pamiętajcie że tutaj można widzieć napis game over, więc nie ryzykuje się jeśli nie ma takiej potrzeby. Bossowie są niby fajni, bardzo efektowni i ładnie zaprojektowani, ale niestety mam wrażenie że przy walkach z nimi bugi z detekcją się nasilają.

Recenzja | Pitfall 3D: Beyond the Jungle (PSX)

komiksy pomiędzy etapami są świetne

Mimo narzekań i niewątpliwych minusów gry przebrnąłem do końca, przeszedłem przygody Juniora i muszę przyznać, że choć przez te ok. 9 godzin miałem momenty zwątpienia to ogólnie jestem zadowolony. Sytuacja podobnie jak z przytaczanym wcześniej Pac-Man World, niby odstaje od platformerów z tego roku technicznie, to już nie to i to czuć, ale jest to zarazem zaleta. Ja lubię ten klimat „wczesnego PSX’a”, gameplay prosty, grafika symboliczna, ale w tej prostocie jest metoda, trudno mi to wytłumaczyć, to trzeba lubić i czuć, a że większość tego bluesa nie czuje, to nie oczekuję, że przemówi do ciebie Beyond the Jungle. Jest łatwo dostępny, ale jednocześnie nie jest dla każdego.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation (PSX)/2021

3 słowa do gracza: średniak z klimatem dla fanów staroszkolnych platformerów, gra trudna ale na swój sposób satysfakcjonująca


Ciekawostki:

» nasz główny bohater jest cwaniakiem i zawadiaką, co chwilę rzuca „one-linerami”, głosu użyczył mu Bruce Campbell. Tak, to ten od Evil Dead.

» możesz pograć w pierwszą część jako bonus, z menu głównego wejdź do opcji „password” i wpisz CRANESBABY. Jest to przy okazji nawiązanie do twórcy oryginału (David Crane).

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64 i wszystko co wyzwala adrenalinę! Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, DC, Xbox