Recenzja | Punch-Out!! (Wii)

Dzień dobry Towarzysze! Nie uwierzycie, ale ostatnio trochę przypadkowo znalazłem się w samym centrum świata boksu. Tak, dokładnie, byłem na wielkich galach i to nie jako zwyczajny kibic, który to zasiada sobie na trybunach w klimatyzowanych halach. O nie, ja dzięki staremu znajomemu, co to przed laty trenował niejakiego Ivana Drago, miałem okazję postać przy narożniku i z bardzo bliska obserwować, jak potężni faceci okładają się pięściami i z hukiem lądują na matach ringów. Tę niebywałą przygodę przeżyłem dzięki wydanemu w 2009 roku Punch-Out!! na Nintendo Wii.

Wielki powrót małego Maca

Na pewno mieliście okazję słyszeć choć raz o tym tytule, choć jego historia jest zaskakująco skromna. Seria Punch-Out!! pojawiła się początkowo na automatach w 1983 roku, gdzie z miejsca zaintrygowała wszystkich fanów nowych doznań. Dotarcie pod strzechy domów fanów boksu zajęło jej cztery lata, ale jak już to zrobiła, to wejście było nokautujące. Mężczyźni biegali po schodach i tłukli mięso z zamrażarek w ramach treningów przed kolejnymi pojedynkami na wirtualnych ringach, a kobiety odkrywały mniej krwawy obraz brutalnej dyscypliny. Zresztą, o tym, że to seria genialna, mogliście już przeczytać w materiale zbierającym najlepsze gry bokserskie na konsole wg Jany, więc nie będę się powtarzać, a tylko odeślę Was do tamtego obfitego w treść przeglądu. O dziwo, pomimo zachwytów nad miodnością i prezencją Punch-Outa!! powrócił on jeszcze tylko jeden raz w latach 90. XX wieku, w wersji na SNES-a, po czym zniknął gdzieś na długie lata. Wyczekiwali go posiadacze Nintendo 64, zastanawiali się, gdzie się podział także użytkownicy GameCube’ów. Little Mac jednak regenerował siły na odludnej wyspie na krańcu świata. Miał wrócić w glorii i chwale po ponad dekadzie przerwy, robiąc użytek z mocy Wii, a także jej ruchowych kontrolerów. Czy ktokolwiek o nim pamiętał i na to czekał?

powrót na ring po latach!

Poznałem Małego Maca na początku jego drogi. W boksie nic nie dostaje się za dawne zasługi, więc ambitny pięściarz musiał od początku zbudować swoją renomę i zasłużyć na biletowane występy na najbardziej prestiżowych galach. Nawiązał współpracę z dobrze znanym trenerem o pseudonimie Doc – fanatyku czekoladowych batonów o dość obfitej tuszy, który niezależnie od okazji zakładał czerwony dres – i zaczął trenować. Niestety mogłem tylko bezczynnie przyglądać się kolejnym ćwiczeniom i zakładać, że chłopak robi się silniejszy, bo jakichkolwiek mini-gier treningowych zabrakło. Drzewko rozwoju, a może statystyki opisujące poszczególne atrybuty, które można rozwijać pomiędzy starciami? Gdzie tam, w Punch-Out!! liczy się tylko refleks i opanowanie, a to sprawdza się na ringu.

Siła tkwi w prostocie

Wielu bokserów dobrze wie, że prostota może być potężnym atutem. Powie Wam to każdy, kto leżał na deskach i słyszał jak przez mgłę liczenie sędziego po mocnym prawym prostym zebranym na szczękę. W Punch-Out!! twórcy z Next Level Games postanowili nie kombinować i trzymać się schematów, które przed laty wpłynęły na sukces poprzednich odsłon cyklu. Dlatego odnaleźć się w tym świecie jako pięściarz jest łatwo, ale by marzyć o sukcesach potrzeba już wielogodzinnych, żmudnych treningów.

Różnica masy wydaje się znaczna, ale na ringach w Punch-Out!! dużo większe znaczenie ma spryt i refleks

Mechanika pojedynków opiera się na czterech rodzajach ataku oraz trzech manewrach obronnych. Możemy uderzać sierpowymi z lewej lub prawej oraz masakrować korpus oponenta, uderzeniami w brzuch. Kiedy z kolei rywal chce nam rozmasować wątrobę lub poprawić nos, mamy do wyboru trzy opcje. Możemy postawić gardę, uchylić się lub zejść z linii ciosu na lewo lub prawo. Oprócz tego Little Mac ma też unikalną zdolność wypuszczania potężnych ataków specjalnych, do których potrzebuje jednak specjalnych gwiazdek. Te zbiera za ciosy wymierzone w idealnym momencie, przerywające atak przeciwnika w ostatniej chwili lub karcące go za bezczelną popisówkę. Mordercza zagrywka może mieć  różną siłę, a jej moc zależy od liczby zebranych i zmagazynowanych gwiazdek, których mogą być nawet trzy. Cała trudność polega jednak na tym, że w czasie ich kolekcjonowania na koncie nie wolno dać się trafić, a o bezbłędność na ringu, przy takich emocjach, nie jest przecież łatwo. Wspomnieć muszę też o jeszcze jednej kwestii – wytrzymałości LittleMaca, która zobrazowana jest serduchem widniejącym nad paskiem zdrowia. Liczba na nim wskazuje liczbę dopuszczalnych zablokowanych lub spudłowanych ciosów – jeśli spadnie do zera, trzeba obowiązkowo uniknąć przynajmniej jednego ataku rywala, by nieco odnowić liczbę ciosów do wyprowadzenia.

I to cały arsenał bokserskich manewrów potrzebnych do podbijania ringów! Możecie nie wierzyć Towarzysze, ale wystarczy choćby jeden sparing, żebyście z miejsca pokochali te możliwości i zaczęli zagłębiać się w tajnikach boksu. Kolejne godziny poświęcicie na treningowe konfrontacje, szukając słabych punktów u blokujących Wam dalszy progres rywali, a także szlifując refleks, by niczym połączenie węża, tygrysa i pijanego wujka Staszka unikać ciosów oraz wyprowadzać zabójcze kontrataki.

Ale pewnie zastanawiacie się ciągle, kogo ja tam miałem okazję poznać, skoro byłem tak blisko ringu i świecących na nim gwiazd? Już opowiadam, ale ostrzegam, to trochę przerażająca historia…

Bokserskie sławy Punch-Outa!!

Kto z Was widział choć raz dowolną bitkę na poważnie i pojedynek na pięści kojarzy z czymś więcej niż sceną w Bridget Jones, ten dobrze wie, że boks to sport dla twardzieli. Nie ma pojedynku, w którym sportowiec nie przyjmuje na twarz i korpus przynajmniej kilkunastu ciosów. Wielu regularnie z impetem uderza o matę. To może odbić się na psychice i wymaga twardości fizycznej oraz żelaznych nerwów. Konsekwencje udziału w walkach widać już po kilku miesiącach, a po paru latach skutki są nieodwracalne.

Obserwowałem Little Maca pnącego się po kolejnych szczeblach rankingu i awansującego do kolejnych klas. W każdej czekali na niego zawodowcy i uwierzcie, wielu z nich nie chcielibyście spotkać w ciemnej alejce. Pierwsi przeciwnicy stanowią tylko wprowadzenie, ale też ostrzegają, co czeka Was za jakiś czas. Kilka sekund obserwacji zachowań bojącego się własnego cienia Glass Joe czy rozmowy z ogarniętym fobiami oraz mającym dziwne tiki nerwowe Van Kaiserem pokazują, jak mózg reaguje na fakt obijania czaszki rękawicami. Dalej jednak wcale nie robi się przyjemniej. Nie chcę psuć Wam całej zabawy, bo być może sami zechcecie poznać historię Little Maca i jego drogi na szczyt, ale mogę zdradzić parę szczegółów. Napotkacie na swojej drodze Kanadyjczyka, który ćwiczy z niedźwiedziami i opija się syropem klonowym. Irlandczyka, który uwielbia przyjmować ciosy, a kodeks reguł bokserski zjada sobie zamiast płatków, z piwem, na śniadanie. Reprezentanta Turcji, który chce być sławny, ale nie znosi tłumów i ma wyraźny problem z kontrolowaniem agresji. Dodatkowo pod wpływem stresu potrafi mu odbijać i zachowuje się jak byk, rzucając taranem na przeciwnika.

Cała ta plejada barwnych osobistości czeka na Little Maca i każdemu, kto zechce mu towarzyszyć w drodze na szczyt. Ale, ale, nie opowiedziałem Wam przecież jeszcze właśnie o całym tym systemie rankingowym w Punch-Out!!

Kariera boksera – od zera do czempiona

Pieczę nad całym bokserskim światkiem w Punch-Out!! sprawuje federacja WVBA (World Video Boxing Association), która organizuje gale i prowadzi klasyfikacje zawodników. Ci są podzieleni na trzy klasy, w zależności od reprezentowanego poziomu umiejętności. Sportowców rozpoczynających karierę czekają więc pojedynki organizowane na lokalnym szczeblu, w mało efektownych obiektach, na które przychodzi stosunkowo niewielu kibiców. Kto zdobędzie mistrzowski pas w Minor Circuit, pokonując czterech kolejnych przeciwników, ten zyskuje szansę walki z mocniejszymi rywalami w Major Circuit. Na najlepszych czeka z kolei turniej o charakterze globalnym, tzw. World Circuit, gdzie mierzy się elita ringu. Tak wygląda ścieżka, którą pokonał Little Mac i będzie musiał powtórzyć każdy, kto zechce pójść w jego ślady.

Dodatkowym smaczkiem w produkcji są proste, humorystyczne animacje wprowadzające kolejnych przeciwników. Kreska jest ładna, ale chciałoby się je zobaczyć w ruchu, a nie tylko jako pokaz slajdów. Mały minus

To jednak nie koniec. Kasa w budżecie federacji musi się zgadzać, a i sami zawodnicy muszą mieć na chleb i drogie samochody, więc regularnie organizowane są rewanże. Sam mistrz, kiedy sięgnie już po tytuł w World Circuit, musi przygotować się na długotrwałą i niezwykle trudną pracę związaną z jego skutecznym bronieniem przed zakusami chętnych. W przypadku Little Maca oznaczało to kolejne konfrontacje ze wszystkimi już pokonanymi pięściarzami, którzy na tę okazje zmienili czasami wizerunek, a na pewno przygotowali kilka nowych technik i zagrywek, by tym razem znaleźć sposób na zwycięstwo. Skala wyzwania błyskawicznie rośnie i tutaj przetrwać mogą już tylko najlepsi. Nie chcę nawet wspominać Wam, że po tej przeprawie bokser może jeszcze podjąć się wyzwania o skali przewyższającej wspinaczkę na Mount Everest w płetwach do nurkowania i samych slipkach. Tak, WVBA wie, jak wycisnąć maksimum z bokserów, którzy zapisali się do jej grona.

Każdy pojedynek tutaj trwa trzy rundy. Powiecie, że to niedużo, ale możecie mi wierzyć, że tyle wystarczy, by niektórzy bokserzy kilkukrotnie zaliczyli bolesny upadek na matę, a inni przyjęli na twarz i korpus ponad sto ciosów. Tempo starć jest naprawdę ogromne i co ciekawe, nikt tutaj nie bawi się w żadne klinczowanie, chowanie przez długie minuty za szczelną gardą i inne tańce po ringu.

Nokautujący cios na Nintendo Wii

W świecie boksu spędziłem z Punch-Out!! kilkanaście godzin i zapewniam towarzysze, że było to najbardziej intensywne doświadczenie sportowe od lat. Skala wyzwania jest naprawdę duża. Niejeden raz poświęcicie godzinę na przygotowanie się do kolejnego pojedynku w karierze, sparując z hologramem rywala, a dopiero po tym podejmiecie skuteczną próbę pokonania go w walce rankingowej. Spocicie się niezależnie od tego, którą metodę walki wybierzecie – czy w klasycznym sterowaniu rodem z dawnych odsłon, trzymając kontroler poziomo, czy sami machając rękami z Wiilotem i gruszką. Możecie też w pełni wejść w ten bokserski świat, dokładając jeszcze konieczność balansowania ciałem na Wii Balance Boardzie. Tak, to może być Wasza metoda na najbardziej morderczy trening fitness od lat!

Punch-Out!! stawia na miodność  i pozwala cieszyć się małymi rzeczami, jak potężna bomba sprzedana przeciwnikowi na twarz w walce o pas

Punch-Out!! na Wii to powrót zręcznościowego, utrzymanego w humorystycznym tonie boksu w najlepszym możliwym stylu. Gra przemiodna, przetrudna i przezabawna, która robi użytek z możliwości Wii, zachowując przy tym wszystkie atuty cechujące serię od XX wieku. Może mogłaby mieć nieco bardziej rozbudowaną otoczkę, choćby animacje zamiast pokazów slajdów prezentujących kolejnych rywali, ale twórcy skupili się tutaj na najważniejszym, a więc tym, co dzieje się na ringu. I cóż, przygotowali się na tyle dobrze, że to nokaut na posiadaczach Wii szukających pozycji z wysokiej półki. Polecam!

Retrometr

Tekst podesłał nam do centrali Towarzysz Brucevsky z Gralingradu


Ciekawostki:

» jednym z przeciwników w grze jest Rosjanin Soda Popinski, który podczas pojedynków regularnie popija regenerujące go napoje gazowane. W oryginale pięściarz nazywał się Vodka Drinkenski i wspierał się innymi trunkami, ale najwyraźniej w Nintendo uznali, że to nie jest najlepszy pomysł

» podczas pojedynków rywale regularnie rzucają komentarze w swoich językach. Można więc nasłuchać się francuskiego, hiszpańskiego, tureckiego czy japońskiego. Każdej z postaci głos podłożył inny aktor. Sympatyczna dbałość o detale

» to pierwszy Punch-Out!! z trybem wieloosobowym, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by posparować też z kimś bliskim lub przyjacielem