Recenzja | Puzzle Kingdoms (PC)

Puzzle KingdomsGry logiczne jakoś tak zawsze (no dobrze, to zbyt odważne stwierdzenie – z reguły) kojarzą się z jakimiś popierdółkami, w które zagrywają się nasze matki na telefonach, koniecznie oddalonych od ich twarzy, by mogły wszystko dobrze widzieć. Upraszczając, pomijając królewską grę, jaką są szachy, zwykle chodzi o klikanie w kuleczki i klejnociki, by jak najszybciej się ich pozbyć z planszy. Tymczasem okazuje się, że do często banalnej rozgrywki udaje się dodać całkiem sensowną fabułę, zaś same akcje na planszy sprowadzić do walki z przeciwnikiem o jakieś konkretne dobro lub w przypadku, gdy ten (rywal) ma jakiś problem. Interes zwęszyło w tym Infinite Interactive, które na dobre zagościło w sercach i umysłach graczy świetnym Puzzle Quest: Challenge of the Warlords, po czym wydało nieco mniej udane Galactrix oraz powróciło na pełnej… parze z Kingdoms. To właśnie ten ostatni tytuł chciałabym w tym wpisie omówić, więc zapraszam do przeczytania recenzji.

Już na początku rozgrywki wybieramy naszą postać, przy czym jedyną formą customizacji jest płeć (ostrzegam piewców nowoczesności, do wyboru TYLKO dwie!) oraz imię. Następnie przedstawiona nam zostaje krótka historia, będąca pretekstem do napierniczania w klejnociki. Dla jasności, fabuła nie jest jakoś szczególnie porywająca. Otóż nasz stary dobry znajomy, Lord Bane, lub jakiś inny zły bóg sprowadził na świat chaos, śmierć i inne syfy, co w konsekwencji doprowadziło do wojen między poszczególnymi królestwami. Zadaniem naszego protagonisty jest przywrócenie pokoju, ale najpierw musi zdobyć sobie szacunek i sławę w poszczególnych miejscowościach. Innymi słowy, najeżdżamy na konkretne królestwo, walczymy z kim trzeba i w ten sposób przybliżamy się do ostatecznego zwycięstwa. Od razu mówię, że nasza pierwotnie wybrana postać służy tylko do wypowiadania kwestii w cut scenkach, ponieważ w rzeczywistości dostajemy na start bohatera, który będzie walczył, a wraz z rozwojem sami możemy sobie zwerbować innego.

Oszczędne i czytelne menu

Czas teraz na najlepszą część, czyli pojedynki. Każdy z walczących ma swoich wojowników albo chociaż jednego. W karcie postaci widzimy ile ma punktów życia, jaka jest ilość obrażeń, które może zadać oraz ile symboli musi uzbierać, by mieć możliwość ataku.  Otrzymujemy plansze składającą się z kwadratowych pól, część z nich ma wspomniane symbole (krzyż, listek, ogień, lód, księżyc, słońce i romb, każde w innym kolorze, by się nie pokićkało), część to kawałki kamieni (nic nie robią) oraz miecze (odpowiednik czaszek z jedynki). Na obrzeżach również symbole się znajdują – jeżeli klikniemy na któryś z nich, pojawi się na planszy, wpychając się w rząd, w którym się znajduje. Tym sposobem, wszystkie inne klocki przesuwają się o jedno pole. Jeżeli przynajmniej trzy znajdą się obok siebie (pion, poziom, literka l), znikają z planszy, zaś my otrzymujemy punkty do magii dla bohatera oraz dla naszych wojaków. Czytelniej przedstawię to na przykładzie. Kiedy nasz łucznik do wyprowadzenia ataku potrzebuje dwóch listków, musimy dwa razy doprowadzić do złączenia się trzech zielonych symboli lub raz czterech. Na karcie postaci ukaże się komunikat, że możemy zaatakować. Kosztuje nas to kolejkę bez ruchu, jednak w przypadku większości postaci zaatakowana zostanie pierwsza istota w szeregach przeciwnika. Jeżeli jesteśmy cierpliwi, możemy doprowadzić do zabójczych combosów. Gdy więcej postaci ma zapełnione symbole, każda z nich wyprowadza atak o większej sile. Kolejnym sposobem na zadanie bólu przeciwnikowi jest łączenie kwadratów z mieczami. Wówczas zadajemy obrażenia w zależności od poziomu ofensywy jaki posiadamy, ale nie mamy wyboru – dostaje pierwszy woj naszego przeciwnika. Do tego dochodzi jeszcze opcja rzucania czarów. Kiedy zbieramy symbole, które nie służą żadnemu z naszych, zapełnia się pasek magii naszej postaci. Kiedy osiągniemy odpowiednią, wskazaną jej ilość, możemy sami naszym bohaterem zadać ból i cierpienie przeciwnikowi, ale też uzdrowić naszych, zmienić bloki na planszy, itp.

W kampanii do dyspozycji mamy całkiem sporą mapę świata, która odkrywać nam się będzie wraz z naszymi osiągnięciami. Na każde królestwo składa się kilka mniejszych strażnic i z reguły końcowy boss. Do tego jeszcze dochodzą krypty, gdzie walki są opcjonalne, ale bardzo opłacalne. Możemy bowiem zdobyć doświadczenie, ale i pieniądze. Aby móc odblokować sobie możliwość dalszej eksploracji, musimy pokonywać wszystko, co znajduje się na naszej drodze. Z czasem także dostępne nam będą nowe postaci do walki. Oczywiście jak je odblokujemy będziemy je musieli też kupić. Początkowo dysponujemy wieśniakami, miecznikami i łucznikami, zaś na dalszych etapach będziemy mogli trzymać w drużynie też inne postaci, o których jeszcze wspomnę. Niestety, to co zaliczyć muszę na minus, to ograniczenia punktowe. Każda osoba/stwór liczy sobie konkretną ilość punktów, jeżeli ją przekroczymy, musimy wyrzucić kogoś z teamu. Zapewne ma to na celu wprowadzenie pewnego zrównoważenia pojedynków, ale przecież nie po to się rozwijamy, by stale grać ogórkami.

I cyk, po dwóch postaciach!

No właśnie, dochodzimy tutaj do pewnego urozmaicenia jakim są mini gierki. Jedna z nich jest konieczna do tego, by ruszyć dalej. Kiedy podbijemy królestwo, otrzymujemy dostęp do czegoś w rodzaju złożenia ofiary bogom. Wówczas ukazuje nam się plansza jaką znamy z gry, pozbawiona jedynie mieczy i kamiennych bloków, zaś naszym celem jest jej wyzerowanie. Na początku nie jest to takie trudne, ale później sami zobaczycie, że będziecie czekać na jakiś kolor niczym fani Tetrisa na długi klocek. Kiedy zadanie się powiedzie, możemy podbijać dalsze miejscowości. W pierwszym zdaniu akapitu użyłam jednak liczby mnogiej, ponieważ łącznie gierek jest trzy. Jeśli zależy nam na tym, by kogoś dokooptować do drużyny, otrzymujemy planszę dobrze nam znaną oraz wytyczne u góry ekranu. Musimy zdobyć konkretną ilość poszczególnych bloków w określonym czasie. Zniszczenie trzech takich samych klocków to jakby jeden punkt. W sumie spoko sprawa, ale strasznie irytuje licznik czasu, który co 5 sekund wali po oczach, żeby nas pospieszyć, nawet gdy mamy jeszcze spory zapas. Ostatnia z gier, moja ulubiona, to zdobywanie czarów i artefaktów. Znów znana nam plansza i zasady niemal takie jak przy wspomnianej modlitwie. Mamy wyzerować planszę, tyle że w określonej liczbie ruchów. Pomocą jest to, że kiedy pozbędziemy się danego koloru, on już nie wróci. Z gier można korzystać w czasie kampanii, ale też poza nią, czasem nawet więcej czasu spędzałam właśnie na mini grach niż samych pojedynkach.

Kogo zatem możemy zwerbować, kiedy już się przedrzemy przez całą masę nawalania w klocki? Możemy zdobyć rycerzy, leśnych łuczników, ludzi z toporami (nie wiedziałam, jak zrobić z tego jeden rzeczownik), ale i masę postaci magicznych, jak arbolet, wszelkiej maści smoki, lisze, pegazy. Każda z postaci ma określoną ilość obrony i ataku. Cyfra w serduszku wskazuje, ile razy może zostać trafiona nim zezgonuje, zaś ta obok ukazuje, jak duży będzie jej atak. Jeden woj atakuje zwykle jedną postać, stojącą na czele armii przeciwnika – czy ma ona 1 HP, czy 10, zawsze uderzy właśnie w nią. Wyjątkiem są wszelkiej maści łucznicy i inne katapulty, atakujące na odległość. To, kogo zaatakują, jest całkowicie losowe, co nieco deprymuje przy ważnych starciach. Z kolei niektóre smoki swoim atakiem obejmują wszystkich, którzy znajdują się w zakresie jego punktów ataku. Jeżeli np. nasz smok wyprowadza atak za 12 pkt, a pierwsza postać u przeciwnika ma 2HP, pozostałe 10 przechodzi na kolejnego stwora. Każdy ma swój styl walki, ja zwykle starałam się mieć w drużynie pegaza, rycerza i smoka (w zależności od ilości punktów i miejsca w fabule), ewentualnie minotaura, najwięcej udawało mi się wtedy ugrać.

Tak prezentują się nasze plansze

Kilka słów należy się jeszcze AI. Ogólnie można zaobserwować, że nasz przeciwnik ma konkretny algorytm działania. Zawsze próbuje zbijać bloki, nawet w sytuacji, gdy doprowadzi to do ataku ze strony gracza, gdyż miecze ułożą się odpowiednio dla niego. Często korzysta też z czarów, które zwykle pomagają nam w rozgrywce – dotyczy to głównie zmiany konkretnych bloków na inne. Jak już o czarach mówimy, jest ich całkiem sporo, a zdobyć je możemy w mini gierkach. Oprócz tych „zmieniających” mamy także ofensywne oraz lecznicze lub nawet wskrzeszające. Osobiście najczęściej korzystałam z dwóch ostatnich kategorii. Jeżeli już, bo faktycznie najlepiej mi się walczyło korzystając wyłącznie z usług „podopiecznych” oraz moich (wątpliwych) umiejętności taktycznych.

Co jeszcze oferuje nam Puzzle Kingdoms? Jeśli nie interesuje nas tryb fabularny i od razu chcemy się nawalać z przeciwnikami nawet najmocniejszą ekipą, możemy skorzystać z trybu multiplayer oraz quick battle. Szkoda, że multi tylko przed jednym komputerem, aż się prosiło o możliwość walki online. Nie wiem, czy to kwestia oszczędności, niedopracowania, czy może obawy, że będzie małe zainteresowanie i okaże się, że nikt w to nie gra. Jak wspomniałam, mamy można wybrać poziom drużyny, osobno naszej, osobno przeciwnika. To pozwala choćby na mierzenie się z silniejszymi lub słabszymi od siebie. AI stwierdza, kogo gdzie przyporządkuje, nie mamy możliwości, by samemu wybrać, czy chcemy korzystać z gryfów, czy innych ogrów. Należy jednak uznać, że faktycznie szanse są względnie wyrównane, gdy sięgniemy po ten sam poziom zaawansowania. Do wszystkiego dochodzą jeszcze mini gierki, możemy sobie w nie grać także poza głównym wątkiem i również możemy wybrać wersje dla początkujących i bardziej wprawionych graczy.

Jak dla mnie, najlepsza mini gierka w grze

Graficznie całość wygląda spoko, cut scenki są statyczne, ale da się je minąć (zgaduję, że większość tak robiła), pojedynki dynamiczne, a na planszy, co najważniejsze, wszystko czytelne. Bohaterowie, którymi dysponujemy, to tak trochę bieda-HoM&M III, w ogóle te frakcje mocno zalatywały momentami wspomnianym klasykiem. Generalnie do sfery wizualnej nie ma się co czepiać, ale też niczym nie zachwyca. Z kolei słowa uznania dla muzyki. Podobnie jak w Puzzle Quest soundtrack jest fantastycznie dobrany, melodie kojarzą się mocną ze średniowieczną muzyką (w dobrym tego słowa znaczeniu). Do tego odgłosy zadawanych ran. Kiedy jakiś człowiek zostaje ugodzony, słychać autentyczny jęk, stworzenia fantastyczne również wydają dźwięki brzmiące realistycznie. Nawet długa rozgrywka nie sprawi, że będziemy chcieli wyłączyć głos.

Wiem, że nie każdy jest fanem gier logicznych, sama należę do graczy, którzy lubią fabułę i możliwość współprzeżywania przygód z bohaterem, a pretekstowa historia przedstawiona w Puzzle Kingdoms temu nie służy. Mimo to rozgrywka jest naprawdę wciągająca i wyzwala w użytkowniku znany doskonale tryb „jeszcze jednej walki”. Nim się człowiek obróci, wita go poranek. Widać, że Infinite Interactive wydało grę tanio, bez jakiegoś super budżetu, o czym świadczy choćby ta pseudo fabuła, brak multiplayera online czy jakiejkolwiek lokalizacji. Owszem, da się dialogi zrozumieć, jednak nie ma ich znowu aż tyle, by nie można było ich przetłumaczyć. Do tego niefajny motyw z ograniczeniami punktowymi dla naszego królestwa. Serio, miałam duży problem przy ocenie gry, bo potrafię spędzać przy niej godziny, równocześnie dostrzegając masę wad. Grywalność na najwyższym poziomie, do tego bardzo niska cena – wyhaczyłam na Steamie za 6 zł z vatem – więc warto spróbować. Żeby w miarę zobiektywizować ocenę, daję mocne żółte światło, jeśli jednak nieskrępowana rozgrywka jest dla Was ważniejsza niż pomniejsze mankamenty, śmiało możecie podnieść ocenę do zieleni.

Retrometr

PS Recenzowałam wersję na PC, gra wyszła także na Nintendo DS oraz Wii, niestety nie mam tych konsol, więc nie byłam w stanie uczciwie dokonać porównania.

O Prezesowa 31 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.