Recenzja | Rayman 2: The Great Escape

r2miniBył taki czas kiedy wszyscy poszli za trendem i postanowili nie być już płascy. Z 2D na 3D przeskoczył Marian z Linkiem, kształtów również postanowił nabrać Gex. Rayman zawsze miał pod górkę – nie posiadał kolan, łokci, a nawet szyi. Pewnego dnia powiedział dość! i zabrał się za siebie. Nabrał masy i przeszedł tak jak reszta w trójwymiar, tak zaczęła się jego Wielka Ucieczka.

 

„You must escape, Rayman. You are our only hope!”

Po Raymanie z pierwszej odsłony właściwie nie zostało zbyt wiele. Seria nie poszła jedynie w trójwymiar, ale i zrobiła się na swój sposób poważniejsza i wręcz „filmowa”. Sama historia również nabrała ciekawej otoczki i nie razi tak banałem. Na świat napadli robo-piraci w statkach powietrznych pod przywództwem kapitana Razorbeard’a i masowo zniewalają mieszkańców. Sam Ray też siedzi w mamrze po nieudanej bitwie. Serce świata zostało rozbite, a tworzące je lumy rozpierzchły się po całej krainie. Jedynym ratunkiem może być wszechmocna istota imieniem Polokus, której duch znajduje się w odległym miejscu. By go zbudzić z wiecznego snu należy zebrać cztery maski, które są pilnowane przez strażników. Ale by to zrobić Ray musi najpierw uciec z pirackiego statku.

r21

To czym druga część przygód „luźnego” bohatera różni się jeszcze od poprzedniej, a właściwie to i od reszty ferajny z tego gatunku to spójność miejsca. Przeważnie w platformerach bywa tak, że zaczynamy w lesie, zaraz jesteśmy w Arktyce po czym przemierzamy pustynie, by zakończyć wszystko w jakimś zamku. Zero spójności, ale takimi regułami się to wszystko rządzi, dzięki temu zabiegowi twórcy starają się nie dopuścić do nudy i wprowadzić nowy element do gameplay’u. Tutaj takich absurdalnych wycieczek nie ma i co najważniejsze nie ma również nudy. Udało się stworzyć duży i spójny świat, który jest bardzo klimatyczny i jednocześnie różnorodny. Na odsłonie z PS2 świat jest w pewnym sensie otwarty, nie wybieramy poziomów tylko spacerując po krainie musimy odszukać kolejną cząstkę układanki. Ray musi zajrzeć do każdej dziury w poszukiwaniu kolejnego poziomu, a te są mocno zróżnicowane. Jest to magiczne miejsce pełne lasów, podziemnych korytarzy i ruin, w których przyjdzie nam też odwiedzić nie jeden latający statek piracki. Z takich miejscówek jak The Cave of Bad Dreams klimat aż się wylewa (mega klimatyczna miejscówa). R2 to nie tylko przygoda, ale i baśń, podróż pełna niespodzianek i uroku, którego nigdzie indziej nie uświadczysz, Michael Ancel wie co dobre. Szkoda, że już w kolejnej części z tego zrezygnowano, ale to temat na odrębną dyskusję.

Pomysły na poziomy i zróżnicowany gamepla’y mimo podobnej scenerii są tutaj kluczem do grywalnej gry. Jest tego wszystkiego sporo i co chwilę nas czymś twórcy zaskoczą. Zmiany są wprowadzane na różnych płaszczyznach, a to Ray nauczy się nowego skilla (np. zacznie wznosić się w powietrze), to spotka przyjaciela z unikalnymi zdolnościami (Globox też ma swoje 5 minut, a jak!), czy zmusi go do tego sytuacja (czasem trzeba będzie spiąć poślady i przyśpieszyć). Mamy jak na podtytuł przystało ucieczki, drobne puzzle, sporo platformowego skakania, znajdźki i oczywiście bossów. Ci są zrobieni z rozmachem, są sporych gabarytów i każdy potrzebuje innego podejścia do niego. W tym elemencie akurat nie zerwano z tradycyjną dla gatunku formułą, przy nich trzeba w staroszkolny sposób pokombinować bo siłą nic nie zdziałasz. I słusznie bo jak mawiał klasyk to jest słuszna koncepcja. Wszystko to jest przyprawione dobrym humorem. Plemię Teensies już na samym początku nieźle wchodzi w rolę. Choć wszystkiego dopełnia pewien handlarz robotami z tekstami typu: It can kill, crush, destroy, torture, pull ears…

„Be careful, the rest of your quest will be even harder!”

Przejdźmy na chwilę do technikaliów. O ile nie zauważyłem żadnych strasznych spadków animacji, a cała gra jest nienagannie wykonana tak nie jest to takie 3D jak np. w PSX’owej serii Spyro. Tu i ówdzie będziesz światkiem poruszających się bitmap. Liany, wodospady, jakieś detale z otoczenia itp. będą w dwóch wymiarach gdzieś podczepione i wpasowane w całość (wyjątkiem jest wersja z podtytułem Revolution na PS2). Bywa też że gubi nam się kamera, którą i tak nie zawsze możemy sterować, ale na szczęście nie zdarza się to często. To jednak nie jest nic wielkiego, gorszy jest jednak niezaprzeczalny fakt, że właściwie wszystkie wersje Rayman 2: The Great Escape się od siebie różnią. Niektóre detalami, inne mają dość sporą różnicę pomiędzy sobą. Ja przeszedłem R2 na PSX i PS2, wersja z szaraka pomimo kilku elementów na plus jest tą najgorszą. Kilka leveli okrojono, a kilka w całości usunięto, mamy do zebrania też kilkaset lumów mniej. Chyba uwagą z gatunku tych oczywistych jest też to, że wersja z psx ma najsłabszą grafikę. Czy wszystko jest w niej najgorsze? Nie i w tym tkwi cały chaos w poszczególnych wersjach R2, bo mimo tak wielu wad ta odsłona ma też coś czego lepiej wykonane wersje z np. Dreamcast’a nie mają. Dla mnie zalety są dwie – pierwsza to ta, że nasze postacie przez całą grę mówią i chodzi mi tu o podłożone głosy, a nie napisy. Na innych konsolach (prócz PS2) wydają z siebie skrzeczące i nic nie znaczące dźwięki. Druga to ta, że mamy możliwość zagrania w prototypową wersję R2, która była jeszcze w 2D (patrz ciekawostki). Gdybym miał doradzić tą jedną jedyną wersję, nie rzucając radami z dupy typu „chłopie zagraj we wszystkie bo tak tru gejmer robi” to poleciłbym część z czarnulki. Rayman Revolution jest tą najbardziej dopasioną i jest w niej najwięcej elementów, których nie ma nigdzie indziej, choć i tu widziałem narzekania, że np. wersja z DC chodzi od niej płynniej.

r23

By jednak tylko o tych złych elementach tej gry nie pisać wróćmy do dobrych, bo jest o czym opowiadać. Dość sporo miejsca poświęciłem na opis tego jaki ten tytuł jest magiczny i jaki klimat się z ekranu wylewa. Spójność miejsca, ciekawa historia, ale równie ważne jest dla mnie to jaka muzyka nam przygrywa. Tutaj zostałem chyba najbardziej połechtany, bo dla mnie to bardzo ważny element gry, sprawia że wszystko się razem spaja i nabiera ostatecznych szlifów. OST jest dość oryginalny i nie brzmi jak sklepany na jedno kopyto. Towarzyszy mu pewna aura tajemniczości, niepokoju i przygody (szczególnie ta w świątyniach), która świetnie pasuje do tej osobliwej krainy. Już sam kawałek przygrywający nam w menu głównym na starcie przygody jest fenomenalny. Głosy podłożone bohaterom też są skrojone na miarę (PSX nieco lepiej stoi niż PS2 moim zdaniem i nie rozumiem dlaczego tu i tu głos podkładały inne osoby), choć jak pisałem w poprzednim akapicie nie wszyscy po skończeniu gry je w ogóle usłyszą…

„Rayman…I’ve got some good news and some bad news”

Czy przypakowany Ray wbijający się z impetem w trzeci wymiar podjął słuszną decyzję? Zdecydowanie tak! Jak dla mnie była to dobra decyzja i bardzo brakuje mi jego przygód w trzecim wymiarze. Swoją drogą historia zatacza koło bo od dłuższego czasu Rayman jest na fali po powrocie właśnie do 2D. Mogliby podzielić to na dwa odrębne cykle niczym w Mario, osobna podseria w 2D i osobna w 3D. Wtedy każdy byłby zadowolony, a marka może by bardziej urosła w siłę. Z drugiej strony Michel Ancel powinien się w końcu sprężyć i dogadać z Ubi w sprawie dalszych części Beyond Good & Evil bo tutaj powoli mamy do czynienia z grą widmo, no ale my nie o tym. Czy to z powodów nie dogadania się z włodarzami, problemów natury technicznej, czy goniącego czasu i jakiś odrębnych wizji fakt jest jeden – poszczególne wersje R2 na różne platformy się między sobą różnią i to niekiedy bardzo znacząco. Ten chaos moim zdaniem należy odnotować na minus i choć złośliwcy mogą powiedzieć, że to dlatego że grałem najwięcej w wersję z psx’a (a więc tą najbardziej chaotyczną) to jestem nadal zdania, że jest to karygodny błąd. By w pełni się tą grą rozkoszować trzeba by chyba ją przejść co najmniej na dwóch różnych platformach, dysonans jest jak dla mnie zbyt duży, a kolejnych wersji wciąż przybywa (np. na przenośniakach Nintendo). Dodać należy również, że jest to stosunkowo prosta i krótka przygoda. Oczywiście biorąc standardy ówczesnych gier, a nie dzisiejszych pięciogodzinnych seansów (choć jak chcesz zebrać wszystkie lumy w R2 to spokojnie wydłużysz do kilkunastu godzin).

r22

Były złe wieści pora na podsumowanie tych dobrych. Ta gra to dla mnie przede wszystkim bardzo gęsty i magiczny klimat. OST, kreacja postaci i świata mocno z sobą współgrają i są na swój sposób bardzo unikalne. Ocena w moim mniemaniu mimo minusów nie może być mniejsza niż zielone światło zapalone przez Gazparka bo mamy tutaj do czynienia z produkcją wyjątkową, a że redakcja posypała głosami to i medal wytargaliśmy z szafy (choć tej z szaraka medalu bym nie dał). Nie można narzekać na nudę i brak pomysłu na siebie, nie odczuwałem również syndromu niewykorzystanego potencjału. Wszystko do siebie pasuje i zostało skonstruowane w bardzo przemyślany sposób. Widać, że Michel Ancel miał konkretną wizję tego co chciał stworzyć i według niej podążał. Tym bardziej doceniam ten wkład bo trzeba było przemodelować całkowicie serię nie zostawiając właściwie niczego z pierwowzoru. Ja już trzy razy przeszedłem R2 na PSX i jeden raz na PS2 i zrobię to ponownie, choć może na innej platformie? Reasumując – Ubi chcemy Raymana w 3D jak tylko Michel upora się z BG&E 2 i oby nastąpiło to jak najszybciej.

RetrometrS


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Playstation (PSX)/2014; Playstation 2 /2015

3 słowa do gracza: Tytuł bardzo magiczny, pokazujący jak w prawidłowy sposób przemodelować od nowa serię. Tylko należy się 2x zastanowić na jakiej konsoli w to zagrać…


Ciekawostki:

» Początkowo Rayman 2 miał być wydany w klasycznej dwuwymiarowej formie. Prawdopodobnie prezentacja na E3 pierwszego Crasha i ogólny zwrot w kierunku 3D skłonił Ubi do zmiany decyzji.

» Jeden z leveli z prototypowego Rayman 2 w 2D można ograć w wersji R2 na szaraka. Trzeba zdobyć minimum 90% lumsów i pokonać ostatniego bossa po czym będziemy mogli zagrać w w/w poziom.

» Na różnych platformach wydania różnią się pomiędzy sobą. Od banałów typu inne dialogi po poważniejsze rzeczy typu cięcie całych leveli na szaraku (przez co mamy mniej lumów do zebrania). Na PSOne i PS2 mamy dubbing, a w innych wersjach postacie mamroczą. Na szaraku pogramy w w/w prototypowy level, a na PS2 pokonamy dodatkowych bossów, czy kupimy za lumy umiejętności dla Raya. Na DC i PS2 mamy dodatkowe mini gierki itp. itd.

» Wciąż powstaje (czy kiedyś powstanie to zupełnie inna kwestia) fanowski projekt Rayman: Revenge of the Dark, który ma być osadzony pomiędzy pierwszą i drugą częścią. Zajawkę można obejrzeć tutaj


Do posłuchania w trakcie lektury:

Rayman 2 – menu theme

Rayman 2 – The Cave of Bad Dreams

Inne artykuły:

Recenzja | SOS: The Final Escape Studio Agetec, zrodzone z wielkiego japońskiego potentata elektronicznego ASCII, nie odniosło jeszcze wielkiego sukcesu w branży gier wideo. Właśnie s...
Recenzja | Super Mario Galaxy 2 Pierwszy SMG oczarował wszystkich i sprawił, że nawet niezainteresowani kupnem Wii gracze zaczęli spoglądać w kierunku niepozornej maszynki Big N. P...
Recenzja | Fighting Force Epoka 2D była bardzo łaskawa dla beat'em up'ów. Takie tytuły jak Punisher, Caddilac's and Dinosaurus, Asterix i wiele innych były wręcz oblegane w sal...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox

8 Comments

    • Mnie jedynka jakoś nie porwała, platformerów 2D moim zdaniem jest ogrom takich które są lepsze. Polecam od razu zagrać w R2 na PS2 lub w sumie na cokolwiek innego. Z raymanów 2D lepszym wyborem chyba będzie Origins niż klasyczna jedynka, a może ja się czepiam :P

      • Ale ja lubię po kolei ;)
        Rozejrzałem się po cenach na aukcjach – jest przystępnie. Zrobię tak – jedynkę kupię sobie na PSXa, dwójkę i trójkę na PS2. Ale to nie dziś, nie jutro (ostatnio kupiłem multum tytułów na PS3 – grania na pół roku, starczy mi). W nowym roku już postaram się ograć te tytuły. Albo, znając mnie, jeszcze później :)

      • Z Raymanem nigdy nie miałem jakiegoś większego kontaktu, natomiast pierwszą styczność miałem dopiero z trzecią odsłoną w okolicach premiery. Po latach postanowiłem sprawdzić jedyneczkę i nie powiem, żeby mi się nie spodobała, jednak jest to tytuł, w którym z każdym kolejnym poziomem wzrasta trudność (hardcorowe momenty)i właśnie przez ten czynnik jej nie ukończyłem. Jeśli Rep pamiętasz co nieco z gry, to utknąłem na levelu z ołówkami, gdzie trzeba było idealnie wykonać serię skoków przez tunele stworzone z zaostrzonych kredek – no kuźwa nie dałem rady, za dużo frustracji i gra poleciała w kąt czego nie lubię robić.

        Tutaj widzę nie jest tak źle, więc pewnikiem drugi Rayman przypadnie mi do gustu. Będę musiał kiedyś zabrać się za tę lukę w tej trylogii. Czyli co, teraz czekamy na reckę Hoodlum Havoc, która swoją drogą bardzo mnie urzekła swoją taką baśniowością (zupełnie jak przytaczany BG&E)?

        • Ray 2 dla mnie jest najlepszym z wszystkich, z kolei jedynka najgorsza więc wiem o c ci chodzi ;). Nigdy nie skończyłem i jakoś tak nie mam w planach. Co do tekstu o R3:HH na pewno się kiedyś pojawi, bo na to zasługuje. Ale jest tyle gier do ogrania i opisania, że nie wiem kiedy na niego czas przyjdzie ;)

  1. Szefie dobry wpis bez lizania dupy. Ja zaczynałem przygodęz Raymanem od PSXa i wtedy mnie oczarowała jedynka swoją kolorystyką. Dziś tak różowo nie jest — troszkęza wolna jak dla mnie. Dwójeczkętrachnąłem na PC i KAPITALNA była – wersja na PS2 będzie grana jak więcej zapomnę. Z nowszych (tu do Griftera) to polecam zarówno Ryaman Origins i Legends – kapitalne platformery 2D! Chyba tylko Donkey Returns jest lepszy, ale CHomik by mnie za to zdanie zabił…
    Rayman 3 także jest udany, ale chyba najsłabszy ze wszystkich pełnoprawnych częśći.
    Dla mnie:
    RLegends
    ROrigins
    R2
    R1
    R3
    Taka kolejność.

  2. Raymana wspominam dość lamersko w odniesieniu do mojej osoby. Gra naprawdę świetna ale na samym początku popełniłem śmiertelny grzech gracza – psując sobie całą radość z grania. Już pierwszego dnia (ver PC) zapodałem grze „czity” Nie pamiętam już dokładnie jakie ale na pewno znalazły się takie na nieskończone życie i co gorsza – transport do ostatniej lokacji i zakończenie gry pokonując bosa…
    Wstyd ;) Młodość rządzi się jednak swoimi prawami i wiele potrafi wybaczyć. Grę po czasie zaliczyłem normalnie bijąc się sam ze sobą w sprawie wspomnianych czitów ;]
    Trzecia część była już grzechu pozbawiona ;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*