Recenzja | Rocket Knight Adventures

Rocket Knight Adventures Sega recenzjaZarówno w latach 80tych jak i 90tych bardzo żywy był rycerski etos. Bohaterowie gier zawsze mieli do ratowania jakąś niewiastę z opałów. Nie ważne czy byłeś hydraulikiem, żółwiem, czy dżdżownicą, na końcu przygody czekał na Ciebie obowiązkowy, pełny ciepła i wdzięczności buziak od księżniczki. Dziś pod lupę bierzemy przygody najprawdziwszego rycerza – oposa, bo nawet w ciele malutkiego oposa może bić serce prawdziwego bohatera.

Rocket Knight Adventures to wydana ekskluzywnie w 1993 r. platformówka na Segę Mega Drive. Jej bohaterem jest zupełnie nowa postać – Sparkster, elita rakietowych rycerzy. Ci wyjątkowi wojownicy zostali powołani do ochrony „Klucza do pieczęci” – artefaktu niezbędnego do złamania czaru więżącego „Świńską Gwiazdę” („Pig Star„) czyli statku kosmicznego zdolnego do niszczenia planet… hmm… chyba z niczym mi się to nie kojarzy, a już na pewno nie z Gwiezdnymi Wojnami.

Na nieszczęście naszego dzielnego wojaka królestwo w którym rezyduje, popadło w straszliwą udrękę. Imperium Świń zniszczyło pokaźne jego włości i zdziesiątkowało oddziały rakietowych żołnierzy. Ponadto zdradziecki czarny rycerz – Axel Gear – wziął gwałtem na zakładnika księżniczkę Sherry, celem pozyskania w zamian”Klucza do Pieczęci” (hehe imię Axel już zawsze będzie mi się kojarzyło z Gliniarzem z Beverly Hills). Nadszedł czas bohaterskich czynów. Sparkster przyodział zbroję, naostrzył miecz, napełnił bak napędu rakietowego i ruszył na ratunek.

Rocket Knight Adventures Sega recenzja

Do naszej dyspozycji w eksterminacji świńskich zastępów, jak na rycerza przystało, mamy przede wszystkim miecz. Sparkster macha nim tak zaciekle, że każdy świst rzuca przed siebie falę uderzeniową. Dzięki temu, mimo że posługujemy się bronią białą, możemy atakować wrogów z bezpiecznej odległości. Jednak to do odważnych świat należy i jeśli podejdziemy do oponenta na odległość ostrza okaże się, że nasz oręż z bliska zadaje dużo większe obrażenia. Sprawdza się to znakomicie na bossach. Jest to moim zdaniem świetne rozwiązanie, gdyż gracz jest nagradzany za doskonalenie swego obycia z grą i fechtunku. No, ale czymże by był rakietowy rycerz bez swego rakietowego plecaka? Przytrzymując przycisk ataku ładujemy specjalny pasek naszego „jet packa„. Gdy naładujemy go po brzegi możemy wykorzystać go w dwojaki sposób. Albo po prostu puścić co wprawi naszego bohatera w wir czyniąc go niejako piłą tarczową niszczącą wszystko co odważy się do niego zbliżyć lub druga opcja to puścić przycisk wraz jakimś kierunkiem na krzyżaku. Spowoduje to, że nasz chojrak dosłownie wystrzeli jak rakieta nadziewając nieszczęśników na swój miecz niczym świniaki na rożen. Ten manewr nie służy tylko ofensywie, ale wykorzystywany jest też przy zmaganiach platformowych. Dzięki niemu będziemy mogli sięgnąć normalnie niedostępnych platform, rykoszetować między wąskimi korytarzami lub też po prostu przyspieszyć powolny spacer. Oswojenie się z naszym plecakowym odrzutowcem będzie esencjonalne i niezbędne w coraz to dalszych planszach.Rocket Knight Adventures Sega recenzja

Poziomy, które zwiedzimy, mają bardzo duży rozrzut tematyczny. Zaczynamy od spacerku po łące by następnie trafić do zamków, jaskiń, sterowców, tajnych baz, czy ostatecznie na statek kosmiczny. Każdy z poziomów ma swoje charakterystyczne ukształtowanie i przeciwności, które uprzykrzą nam życie. W zamku będziemy odbijali się od ścian wąskich korytarzy unikając ognia. W poziomie podwodnym będziemy manewrować między kolumnami najeżonymi kolcami, a na pokładzie sterowca trzeba będzie się mocno trzymać poręczy żeby zdmuchniętym przez wiatr nie spaść w otchłań. Przyjdzie nam też mknąć na drezynie i walczyć z ciuchcią. Mało tego, oprócz klasycznych plansz platformowych, czasem nasz bohater łyknie dopałkę, która wzmocni jego plecak i będziemy przemierzali niebo latając niczym w Gradiusie, do którego twórcy sami ochoczo nawiązują. Na nudę naprawdę nie można narzekać tym bardziej, że całość okraszona jest rozczulająca postacią Sparkstera i komizmem otoczenia (furorę na pewno zrobi tańcząca świnia robot). Trochę można by ponarzekać na małe zróżnicowanie pomniejszych wrogów, ale ilość bossów i mini bossów wynagradza to z nawiązką.

Od strony technicznej moim zdaniem Rocket Knight Adventures to najwyższa półka. Grafiką może spokojnie rywalizować nawet z produkcjami ze SNESa. Sprite’y postaci są świetnie wykonane, tak samo z resztą jak rozmaite tła i otaczające nas budowle. Doświadczymy też ciekawych efektów jak np. rozmycie/zakrzywienie obrazu spowodowane wysokimi, wulkanicznymi temperaturami, czy jego lustrzane odbicie w nękającej nas lawie. Taki sam efekt zaserwowało nam Konami przy okazji innego swojego hitu na Mega Drive’a – Castlevania: New Generation/Bloodlines. Maluje uśmiech na twarzy, czy też sadzi na niej banana, również dbałość o szczegóły. Gdy lecimy sobie bowiem w przestworzach i zniżamy się do poziomu wody, nasz rakietowy odrzut zostawia za sobą wzburzone fale. Audio również stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie wiem czy chciałoby się tych utworów słuchać poza grą, ale w trakcie rozgrywki bardzo umilają czas, a niektóre wgryzają się na tyle w podświadomość, że z chęcią nuci się je jeszcze trochę po odłożeniu pada. Wszelkie piski, grzmoty i wybuchy są co najmniej poprawne i satysfakcjonujące, więc nie ma się do czego przyczepić.Rocket Knight Adventures Sega recenzja

Reasumując Rocket Knight Adventures to naprawdę świetna gra, a moim zdaniem jedna z najlepszych na Mega Drive’a. Zarówno rozgrywka i walory graficzno – muzyczne stoją tu na najwyższym poziomie i żal jest przejść obok tej produkcji obojętnie. Dodatkowym atutem może być fakt, że jest całkiem łatwa. Niektóre rzeczy mogą wydawać się z początku trudne lub skomplikowane, ale gdy rozgryziemy strategię wszystko zaraz się rozwiąże. Przed ukończeniem produkcji za pierwszym podejściem powstrzymać nas może tylko ograniczona ilość żyć i kontynuacji, ale urok przygód Sparkstera przyciągnie nas nie raz przed ekran telewizora i zobaczymy w końcu napisy końcowe. Wszystkim gorąco polecam.

Retrometr

Ciekawostki

  • planowany był Rocket Knight Adventures na SNESa, ale nie został nigdy wydany. Można domniemywać, że rozpoczęte nad nim prace posłużyły do produkcji drugiej części gry – Sparkster. Tłumaczyłoby to fakt, dlaczego wersje na SNESa i SMD są tak odmienne.

  • Nasz rakietowy przyjaciel był na tyle popularny, że dorobił się nawet jednego zeszytowego komiksu autorstwa Nigela Kitchinga – człowieka, który stał również za przygodami jeża Sonica.

O Czarny Ivo 35 artykułów
Redaktor. Ulubione gatunki: platformówki, przygodówki (akcji), hack n’ slash, mordobicia i wszystko co dobre, czyli nie sportówki. Posiadane platformy: Pegasus, NES, SNES, Nintendo 64, GameCube, Switch, Sega Mega Drive, PSX, PS2, PS3, PS4, 3DS i Amiga 500.