Recenzja | Scaler

scalerminiJako retrogracze często nie tylko gramy w hity określane jako must have, ale i babramy się w rzekach pełnych ekskrementów w poszukiwaniu czegoś wartościowego, czegoś o czym kroniki starych pism i teraźniejsze topki milczą. Na dzisiejszy okaz wpadłem przypadkowo, podczas jednych z wielu wypadów do borsuczej nory przeglądałem grzbiety gier i hmmm ty co to ten Scaler? – A ponoć dobry platformer, ale nie grałem. Mi nie trzeba 2x mówić, że coś jest dobrym platformerem, już tydzień później przybył listonosz z paczką. Zauważyłem, że o tej grze dziś się niewiele mówi, jakoś tak przepadła w dziejach wciśnięta pomiędzy gry z lombardów kupionych na kilo. Może trochę się przyczynię do wzrostu świadomości na jej temat.

Przygoda jaką nam tu serwują kręci się wokół dzieciaka ekoterrorysty walczącego o ochronę jaszczurek. Naraził się developerom, samorządowcom, budowlańcom i nie zdawał sobie sprawy, że to są… jaszczuroludzie… eee humanoidalne jaszczury… reptyliony… a kij z nazewnictwem, gra jest w świecie jaszczurów. Że kupy się nie trzyma? No nie, intro trwa może 3 minuty, widzisz jak nasz bohater zostaje wessany do portalu do „tego” świata i zmutowany w niebieskiego gada i to wszystko. Jednak na tym minusy się kończą czytelniku, intro szybko mija i wskakujemy w przygodę piekielnie dobrze wykonaną.

„It’s an egg from my world. What do you want with it!?”

By to najlepiej zobrazować – Scaler jest platformerem 3D bardzo podobnym gameplay’owo do pierwszego Jaka i Daxtera. Masz pozornie otwartą, dużą planszę do zaliczenia, choć idziesz jak po sznurku to masz kilka odnóg, które kończą się koniecznym do zdobycia jajem, często widzisz jakiś kawałek drogi, ale jeszcze tam nie zajdziesz, musisz najpierw przejść drogę X, ale zapożyczeń jest tutaj więcej. Jest element z serii Ratchet & Clank, pamiętacie grind na szynach? Zawsze mi się podobał, ale zawsze było go za mało, nie tutaj! Sporo jest tego grindu w przygodach niebieskiego gada, trasy bywają efektowne, trudne, dynamiczne i wymagające nie lada refleksu. Nie jest go ani za dużo, ani za mało, a do tego ma jeszcze inne zastosowanie. Nasz bohater ma umiejętność uwolnienia nagromadzonej energii, która robi za masowy paraliż i destrukcję. Tą energię gromadzimy właśnie podczas grindu, jaszczur się wtedy pocierając o gałęzie stopami elektryzuje. Będąc w temacie podglądania u najlepszych wspomnę, że niczym Gex mamy możliwość w wyznaczonych miejscach wdrapywać się na ściany, wtedy mamy ograniczone możliwości ruchu, ale idziemy do przodu po ścianach i sufitach przechodząc ponad gruntem nie do przejścia inną metodą. Koniec? Nie! Jest tutaj trochę walki, mamy prócz wspomnianej wcześniej bomby dwa ruchy: uderzenie jęzorem oraz szponami. Szpony to zwykłe ataki, jęzor natomiast załatwia małych przeciwników, średnich paraliżuje, na dużych się nie przydaje, jego dodatkową cechą jest to, że zbiera przedmioty na odległość. Gdzie tu zapożyczenie? No jeszcze nigdzie, ale! Często pojawiają się znane z slasherów chwilowe areny. Znane są np. z Devil May Cry, pojawia się nagle sztuczna ściana światła i nie wyjdziesz z danej powierzchni dopóki wszystkich przeciwników nie wybijesz.scaler1

Zapewne jakiś wielce szanowny recenzent, czy gracz kierujący się przy wyborze gry oceną na metacritic, by teraz zaczął moralizować jaka ta gra wtórna, jaka mało oryginalna, jaki wręcz plagiat! A ja mówię przewrotnie, że gówno prawda! Scaler bierze elementy z innych gier i wplątuje je w swoją koncepcję fenomenalnie. Po ścianach łazi się lepiej niż w Gexie, grindu jest więcej niż w R&C, gameplay jest bardziej urozmaicony niż w J&D (który swoja drogą pod względem rozgrywki też nie jest oryginalny). Gra się bardzo przyjemnie, poziom trudności nie jest wyżyłowany za sprawą dobrze zrobionych checkpointów, czas gry to tak na oko 8 godzin + kilka gdy robisz dodatkowy stuff, czyli zdrowo. Na 15 plansz 5 to bossareny. Zawsze narzekam na mało bossów bo przeważnie jest ich trzech, czy coś i nie raz jak w Spyro 2 wszystkich pokonuje się tak samo. Tutaj każdy szefo jest inny i świetnie wykonany, trochę powalczymy, trochę wykażemy się zręcznością, wyczaimy jego schemat działań itp.

„Now that set a really big chill down my spine”

Dobra bo wyjdzie na to, że tutaj wszystko jest pozbierane do kupy z innych gier. Jest kilka zagrań skrojonych przez samych twórców. Scaler potrafi się niczym kameleon wtapiać w otoczenie będąc chwilowo niewidocznym, nie jest to jednak wykorzystywane do jakiegoś wielkiego zakradania się na wrogów (choć też da się tak kombinować), bardziej chodzi o omijanie przeszkód. Są ukryte pod ziemią potwory lub rośliny, które nas od razu zżerają lub atakują gdy nas tylko widzą. Przed nimi trzeba się kryć i po prostu przejść niezauważonym bo nie da się ich zniszczyć. Są też ewolucje. Jest ich kilka, nasz bohater mutuje w inną formę otrzymując całkowicie nowe umiejętności (coś jak grzybki w Super Mario Galaxy 2… ups znów się czegoś doszukałem, a nie SMG wyszedł później ;)). W danej miejscowości możemy się zmienić tylko w określoną przez twórców formę, ale jest ich kilka i znacząco się różnią co wpływa na gameplay. A to zmieniasz się w kulę taranując przeszkody lub próbujesz zlatując na łeb na szyję nie spaść z toru, inna forma umożliwi strzelanie, jeszcze inna pływanie itp. Do tego mamy do dyspozycji system ulepszeń za tutejszą „walutę”. Za określoną sumkę zwiększysz siłę ciosu, liczbę wyładowań, długość kamuflażu, czy ilość żyć, ciekawe co? Mozolnego zbieractwa się nie musisz obawiać, wystarczy że na bieżąco niszczysz co się da i będzie Ciebie stać na wszystko.

scaler2

Jak już zostało napisane wszystko dzieje się w świecie jaszczurów, mamy sporo dziwnej roślinności, jakby olbrzymich porostów i zarośli emanujących toksycznymi barwami tęczy. Stworzono zadziwiająco dobrze pasujący do siebie ekosystem i jednocześnie urozmaicono go tak, że nie nudzi i cały czas się zmienia. Grafika jest cudowna, a grałem na PS2, gdy odpalisz to na Xboxie to zapewne będzie jeszcze lepiej. Docenisz to wszystko w jednym momencie – jest taka roślina, która gdy ją uderzysz zaczyna pylić mnóstwem zarodników. Ten pył sprawia że nasz bohater wpada w psychotropową jazdę, wszystkie barwy się zmieniają, klimat staje się senny, część platform znika by pojawiły się inne, bardzo niestabilne i prowadzące w zupełnie odrębne miejsca. W tym momencie cały czas unoszą się te pyłki, barwy są psychodeliczne, no cudownie to wygląda, taki klimat i takie zagrywki lubię! Trzymając się kwestii wykonania pochwalę również książeczkę do gry. Na serio ładnie zrobiona, jest w niej mapka, wszystkie ewolucje, przeciwnicy, skille itp., zaglądałem do niej często patrząc gdzie jestem lub co jeszcze zdobędę za mutację. Gdyby wszyscy tak podchodzili do tego (jakby nie patrzeć) elementu gry.

Tak zachwalam, ale może przejdę do pewnego mankamentu – muzyki. Nie drą ryja koty i nie będziesz wyłączać głosu, ale szczerze mówiąc nie ma melodyjki, która zapadła by mi w pamięci. Niby wszystko pasuje, nic nie przeszkadza, ale brakuje jajec. Pochwalić za to można głosy bohaterów, wszystkie kwestie są mówione i dobrze poprowadzone. Elementu, którego również nie pochwalę to zbyt czułego jak na mój gust sterowania kamerą, kursor przemieszcza się nieco zbyt szybko co podczas walki w zwarciu nieco komplikuje sytuację. Apogeum zdenerwowania na to sterowanie miałem podczas misji „celowniczkowych”, gdzie ta z pozoru drobna wada rośnie zastraszająco w siłę i kilka razy podchodziłem do jednego bossa (nie dość, że nie lubię celowniczków to jeszcze to…). Jednak można to uznać za kwestię gustu i niekoniecznie Wam musi to przeszkadzać.scaler3

Tak oto wciągła i zaskoczyła mnie totalnie gra o której wcześniej jak większość nie słyszałem. Mega pozytywna niespodzianka, owszem wiele elementów tej układanki ma rodowód gdzie indziej, ale czy to wada? Gdy są tak dobrze wkomponowane i zrealizowane jak tutaj to zdecydowanie nie! Gameplay jak można wnioskować po mojej wyliczance w recenzji jest zróżnicowany, cały czas żonglujemy wszystkimi umiejętnościami i nic nie jest nadmiernie eksploatowane. Gra się po prostu przyjemnie i bardzo żałuję, że nie doczekamy się raczej kontynuacji bo nic mi o takim czymś nie wiadomo (developer specjalizuje się w grach na licencjach i na nich skupia, choć wcześniej zrobił np. Jersey Devila na szaraku). Jedynym minusem jest ta nieszczęsna fabułka, po cholerę tam ten element ludzki to nie wiem, mogli pojechać całkowicie na fali jaszczurów. Postacie też niespecjalne, główny bohater miał być ewidentnie Daxterem, ale równie ewidentnie sobie z tym nie radzi. Intro i outro są i tyle o nich można powiedzieć. To rysa na szkle przez którą nie daję medalu. Mimo tego zapamiętaj jedno, to jedna z tych perełek, którą trzeba wyłowić bo nikt jej wcześniej należycie nie docenił. Gra na aukcjach chodzi po dyszkę, jak jesteś fanem platformerów to nie masz wymówki, musisz już teraz ją zamówić. I nie próbuj mi gadać, że jest inaczej.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Playstation 2/2016

3 słowa do gracza: Gra w cenie kilograma cebuli, a jakość wykonania z najwyższej półki. Atakuj ją śmiało


Ciekawostki:

» gra posiada dwa zakończenia, drugie zobaczysz gdy zbierzesz wszystkie 100 ukrytych gemów

» choć gra wyszła na Xboxa, PS2 i GameCube’a, to ta ostatnia wersja nie doczekała się regionu PAL

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox