Recenzja | Serious Sam Pierwsze i Drugie Starcie

Dawno dawno temu, w niedalekiej przyszłości, a właściwie na początku XXI wieku ludzkość dokonała zaskakującego odkrycia – otóż w czasach starożytnych istniała pewna cywilizacja, dużo bardziej zaawansowana technologicznie. Jest rok 2104, świat został zaatakowany przez obcych z innego wymiaru, dowodzonych przez potężnego generała Mentala z planety Sirius, ludzkość nie miała z nimi szans… Po trwającej wiele lat wojnie zostało tylko paru nielicznych ocalałych, wszystkie planety w układzie Alfa Centuari i w Układzie Słonecznym zostały zniszczone… Tylko jedna osoba może uchronić los wszechświata od pewnej zguby… Jest patetycznie?! Ma być! Tym kimś jest Poważny Sam – człowiek legenda, weteran wielu wojen, starć, konfliktów zbrojnych z obcymi cywilizacjami. Jednakże siły wroga są na tyle mocne że nawet i ten najlepszy komandos nie będzie miał żadnych szans… Po wielu naradach przywódcy świata postanowili skorzystać z ostatniej szansy – tak zwanego „Zamku Czasu” – starożytnego artefaktu pozwalającego na podróż w czasie – do momentu kiedy siły wroga dopiero zaczęły budować swoją potęgę. Jednakże jest jeden problem, ów wehikuł czasu może pomieścić tylko jedną osobę. Wybór śmiałka do tej misji jest oczywisty… Tak rozpoczyna się początek, a właściwie środek opowieści o Serious Samie – FPSie który zaczynał jako demo technologiczne, a skończył jako jedna z ciekawszych serii strzelanin w historii gatunku, będący głównie hołdem dla retro shooterów pokroju Doom, Duke Nukem czy Quake. Tak więc zapraszam na prezentację  przygód Serious Sama w pigułce!

Stara dobra dwururka – idealne narzędzie na przerośnięte skorpiony (Pierwsze Starcie).

Na początek trochę historii: otóż autorzy gry, firma Croteam to chorwackie studio założone w 1993 roku, które z początku tworzyło gry piłkarskie na Amigę. Między innymi całkiem udaną podróbkę Sensible Soccer zatytułowaną Football Glory. Borsuk ponoć grał i było zbyt łatwe… W roku 1996 rozpoczęli oni pracę nad FPSem zatytułowanym In the Flesh tworzonym na silniku S-Cape3D, który z czasem wyewoluował w omawianego tutaj Poważnego Sama. Jego jednakże napędzał już nowszy silniczek zwany Serious Engine 1. W roku 2000 wydano więc demo technologiczne ukazujące możliwości nowego cacuszka Croteam, które posiadało możliwość niszczenia niektórych obiektów oraz mogło wygenerować setki przeciwników bez jakichkolwiek spowolnień. Tak naprawdę cały trik polegał na tym, że wrogowie pojawiali się dopiero gdy gracz wszedł w ściśle określone miejsce, gra nie wczytywała wszystkich zakapiorów jednocześnie. Prezentacja możliwości nowego engine’u spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem graczy jak i prasy branżowej i 21 marca 2001 powstała pierwsza część przygód naszego herosa – Sama „Serious” Stone, która co ciekawe zawiera zaledwie jedną trzecią planowanej zawartości! Więcej szczegółów na ten temat dowiecie się w najbliższej przyszłości…


SERIOUS SAM PIERWSZE STARCIE

(Serious Sam: The First Encounter)

CROTEAM (2001)

PC, XBOX

FIRST PERSON SHOOTER

Okładki w Poważnym Samie to szczyt kiczu i sztuki jednocześnie. Bomba!

W grze wcielamy się w tytułowego zakapiora, który by ocalić ludzkość pokonuje kolejne, nacierające nieustannie hordy przeciwników, od czasu do czasu rozwiązuje zagadki logiczne, a także walczy z bossami. Podczas naszej podróży Sam nie będzie sam, gdyż będzie mu towarzyszyć NETRICSA (NEuro-TRonically Implanted Combat Situation Analyser). A co to za cholera? Podręczny mikrokomputer będący swoistą encyklopedią aktywowaną poprzez dwukrotne kliknięcie prawego przycisku myszy. Możemy się w niej nieco dowiedzieć o pokonanych wcześniej przeciwnikach, obecnej lokacji oraz o zebranych broniach, co moim zdaniem jest świetnym pomysłem, gdyż dzięki temu możemy poznać słabe strony naszych wrogów. Przyda nam się to w opracowywaniu odpowiedniej taktyki walki, gdyż w przypadku takich hord przeciwników – będzie ona niezbędna…

Po uruchomieniu gry możemy uruchomić demo technologiczne by przekonać się jakie to efekty potrafi wygenerować silnik, a także rozegrać tryb treningu – czyli zagrać na mapce z dema gry, która jest lekko zmodyfikowaną wersją jednego z pełnoprawnych poziomów zwanego Karnak. Możemy dodatkowo rozegrać pojedynek ze znajomym, bądź ukończyć z nim całą grę zarówno w trybie podzielonego ekranu oraz przez sieć. Niestety w trybie multi nie ujrzycie jakichkolwiek cut-scenek podczas rozgrywki, a szkoda… I najważniejsze – możemy też sami rozpocząć główny tryb gry na jednym z pięciu poziomów trudności. Osobiście odradzam przechodzenie kampanii na pierwszym poziomie trudności „Turysta” – gdzie każde trafienie przez przeciwnika odbiera nam 1 HP, a co sekundę regeneruje się nam jeden punkt życia… Praktycznie nie da się wtedy zginąć.

Headshot niestety za wiele tutaj nie zdziała…

Czym byłby FPS gdyby nie było w nim fajnych pukawek, tak więc sprawdźmy jakie to narzędzia zagłady mamy do wyboru w tej części gry:

nóż wojskowy, którym wiele nie zdziałamy, nie wiem kto jest na tyle odważny że będzie atakował nożem 20 metrową bestię?,

rewolwer Schofield z nieskończoną amunicją przydatny jedynie na początku gry,

strzelbę i dwururkę – nieodłącznych towarzyszy praktycznie każdego shootera, przydatne na mniejsze i trochę większe stwory,

karabin maszynowy Thompson M1-A2 będąca kluczowym osiągnięciem egipskich inżynierów*,

minigun XM214-A, który bez problemu wykosi przed nami przeszkody, nawet z odległości kilometra,

wyrzutnia rakiet XPML21 – bo oczywiście co to byłby za FPS bez epickiej rakietnicy, przydatny na ogromne bestie,

granatnik MKIII zadający o 50% obrażeń więcej od rakiet, kosztem mniejszego zasięgu działania i szybkości pocisków,

– staroegipskie działo laserowe XL2** które wystrzeliwuje salwę potężnych, acz wolno lecących zielonych pocisków zagłady, uniwersalne narzędzie na każdego przeciwnika,

Działo SBC – wyrzutnia gigantycznych dwumetrowych kul armatnich, które albo zmiażdżą grupkę mniejszych przeciwników niczym kręgle, albo wywołają ogromną eksplozję o mocy salwy kilku rakiet. Jedna z najlepszych i najmocniejszych pukawek w historii gier!

To się nazywa gorący uścisk i ciepłe powitanie!

Jak zauważyliście nie będziemy narzekać na brak różnorodności dostępnego arsenału, a czy będzie go na czym użyć? Jak najbardziej, bestiariusz jest tutaj zróżnicowany i świetnie zaprojektowany! Zmierzymy się ze kościanymi stworami zwanymi Kleer, które będą biec w naszym kierunku i atakować pazurami, z byko-podobnymi bestiami walącymi nas po prostu z byka, z kroczącymi trzy metrowymi mechami strzelającymi rakietami i nie tylko… Spotkamy także bezgłowych kamikadze trzymających w rękach materiały wybuchowe, którzy z charakterystycznym okrzykiem bojowym „Aaaaa”  na ustach wysadzają się w naszym pobliżu…Mało? Co powiecie na starcie z gigantycznymi 20 metrowymi zielonymi stworami, skorpionami z wbudowanym działkami minigun w swoje ciało, a także różnorakimi latającymi, pływającymi, atakującymi nas z każdej strony potworami… Podsumowując należą się ogromne brawa dla Chorwatów w kwestii designu oraz różnorodności przeciwników i co ciekawe każdy z wrogów wydaje charakterystyczny dla siebie dźwięk w trakcie ataku. Wierzcie mi, w tak intensywnej jatce jaką tu spotkacie – będziecie polegać nie tylko na narządzie wzroku, ale i słuchu…

Jako że Serious Sam jest retro FPSem to i tu nie mogło zabraknąć całej masy poukrywanych sekretów, charakterystycznych dla starej szkoły tworzenia tych gier. Począwszy od dodatkowej energii bądź amunicji, po bardzo mocną broń, lub niespodzianki pokroju pułapki pełnej wrogów… Z ciekawszych sekretów warto wymienić easter egg w postaci Croteam Heads – czyli NPC z przerośniętymi głowami będącymi twórcami gry! Za każdego pokonanego stwora oraz odkryte sekrety dostajemy punkty niczym w grach z lat 80-tych i 90-tych – co jest dość nietypowym zabiegiem jak na trójwymiarowego shootera.

Naszą wycieczkę po starożytnym Egipcie rozpoczniemy w świątyni Hatshepshut***, by potem zwiedzić Grobowiec Ramzesa, Oazę, Karnak oraz Luxor. Tak więc będzie co zwiedzać, w krótkich przerwach pomiędzy masakrowaniem przeciwników, a rozwiązywaniem zagadek logicznych. Łącznie będzie na nas czekać aż 15 poziomów (w tym dwa ukryte – warto je odwiedzić bo są ciekawie zaprojektowane), które z początku będą trwały po 5 – 10 minut, by pod koniec przerodzić się w dwudziestominutowe nieustanne naparzanki z kreaturami. Niestety nie wszystkie poziomy są świetnie zaprojektowane, trafimy na jeden z lekka irytujący etap, w połowie gry – dziejący się w kanałach – pełen ciemnych sekcji podwodnych. Na szczęście etap ten trwa tylko 5 minut więc spokojnie możemy potem kontynuować siekanie wrogów z uśmiechem na ustach.

You shall not pass!

Naszą przygodę w pierwszej części zakończymy w Wielkiej Piramidzie, w której to zmierzymy się z całą masą przeciwników, wręcz legionem tego wrogiego ścierwa, by na koniec zmierzyć się z największym i najbardziej epickim bossem wszechczasów – Ugh Zanem III! Tylko mi tu nie googlować, to trzeba zobaczyć na własne oczy! Gość jest na tyle potężny, że nawet salwa setek rakiet i pocisków wybuchowych go nie powali, więc będzie trzeba opracować odpowiednią taktykę w tej nierównej walce. Po pokonaniu tego ogromnego drania nasz bohater wsiada do gigantycznego statku kosmicznego (w końcu monstrum jakoś musiało się w nim zmieścić) i leci na planetę Sirus by skopać cztery litery Mentalowi. I tutaj rozgrywka się kończy, a z naszym głównym arcyłotrem spotkamy się najpewniej w sequelu…

Oprawa graficzna wypada wyjątkowo dobrze jak na grę z 2001 roku, której to początki powstawania sięgają nawet 1998 roku, a co do oprawy muzycznej – bywa dynamiczna, czasem rodem z horrorów, a czasem epicko brzmiąca i do tego utrzymana głównie w stylu egipskim. Dla mnie to ogromny plus, moim zdaniem jest to najlepsza ścieżka dźwiękowa w historii serii o Serious Samie. Zresztą posłuchajcie:

Pierwsze Starcie – Utwór Dunes Fight

Podsumowując: Pierwszy Poważny Sam to masa czystej radości wynikającą z ciągłego opracowywania nowych taktyk na coraz liczniejsze i różnorodniejsze hordy wrogów, przez co pomimo, że większość czasu spędzimy na strzelaniu to gra nie pozwala się znudzić. Tytuł ten jest jedną z moich ulubionych gier, do której często wracam, tak więc polecam zagrać przynajmniej w tego szpila, ewentualnie pobrać demo gry w celu sprawdzenia czy jest to rozgrywka dla was. Jedynym minusem pierwszej części serii jest jej długość, gdyż tytuł można ukończyć w niecałe 4 godziny…

Warto zwiedzić Egipt z Samem!

Dla mnie gra na medal, ale jest jeszcze sequel…

Retrometr

* tak naprawdę Egipcjanie nie wymyślili tej broni.

** tej broni także nie wymyślili.

*** ta budowla akurat jest dziełem Egipcjan.


SERIOUS SAM DRUGIE STARCIE

(Serious Sam: The Second Encounter)

CROTEAM (2002)

PC, XBOX

FIRST PERSON SHOOTER

Kto ma największego w okolicy? Poważny Sam! Poważny Sam!

Dosłownie rok po ukazaniu się pierwszego starcia doczekaliśmy się kontynuacji, która jak to w sequelach bywa miała być dwa razy większą i dwa razy lepszą grą! A czy na pewno dwójka jest lepsza od jedynki? Przekonajmy się! Pierwsze co się rzuca w oczy to zmieniona sceneria, w której będziemy toczyć boje, otóż naszą przygodę rozpoczniemy po niefortunnym lądowaniu w Sierra Madre de Chiapas w południowej Ameryce, zwiedzając tamtejsze budowle i okoliczną dżunglę. Potem nieco poskaczemy po lewitujących platformach w Dolinie Jaguara, rozwalimy hordy przeciwników w Wężowym Ogrodzie, a na koniec pobawimy się nieco grawitacją i rozmaitymi pułapkami na poziomie The Pit. Zmierzymy się także z gigantycznym wiatrowym bossem i tak się kończy… pierwszy z trzech światów gry. Tak moich drodzy, tym razem przemierzymy nie jedną a trzy epoki historyczne. Łącznie czeka na nas 12 poziomów zwiedzania i walki, dużo dłuższych i bardziej rozbudowanych od poprzedniej części (tak na około 6 godzin grania). Etapy niekiedy posiadają rozbudowane sekcje platformowe, ponadto czasami będziemy mieli okazję zabawić się w Indianę Jonesa rozwiązując zagadki zręcznościowo-logiczne. Kolejną zauważalną różnicą jest większa liczba sekretów (pierwszy poziom posiada ich 12), które są czasem nieco zwariowane, jak chociażby ukryta budka telefoniczna w środku dżungli tysiąc lat przed jej wynalezieniem…

Aby otworzyć drzwi wystarczy tylko nacisnąć guzik ukrywając się w dziurach by nie zostać zmiażdżonym przez sufit. Bułka z masłem!

W drugim świecie zwiedzimy dziedzictwo kulturowe Babilończyków ubijając paru niemilców po drodze, skacząc po rozmaitych platformach, zaś w Atrium Słonia poślizgamy się po wypolerowanej podłodze. W Dziedzińcach Gilgamesza postrzelamy w ciasnych korytarzach pełnych pękającego gruntu, a w Wieży Babel zmierzymy się z gigantycznym robalem i przejdziemy do ostatniego najciekawszego, a zarazem najkrótszego świata – czyli składającego się z trzech poziomów średniowiecza. Odwiedzimy w nim nawiedzoną cytadelę, zimową wioskę z jaskinią pełną lawy oraz Wielką Katedrę będąca długim korytarzem wypełnionym tysiącem wrogów. Na samym końcu rozprawimy także z finałowym bossem – wielkim czarownikiem o imieniu Mordekai, który może i jest ciekawie zaprojektowany, ale daleko mu do finałowego bossa z jedynki.

W drugiej części przygód Sama dano nam do dyspozycji (oprócz znanego już arsenału) także nowe bronie:

– piłę motorową – która niczym w Doomie 2 zadaje całkiem niezłe obrażenia na bardzo krótkim dystansie,

– miotacz ognia – mocna broń podpalająca przeciwników o krótkim zasięgu działania,

– snajperkę o sile 1,5 rakiety (!) – idealną do zdejmowania przeciwników z dystansu oraz natrętów z powietrza,

– poważną bombę – niszcząca wszystko co nie jest bossem w promieniu 200 metrów. Wyjątkowo rzadka i efektywna broń, rzekłbym poważna zabawka.

W tej grze nawet bałwany będą chciały uśmiercić Sama…

Spotkamy także paru nowych przeciwników – stwora z dwoma rakietnicami, czerwonych Zorgów będącymi mocniejszą wersją bezgłowych z prequela, oraz postać rodem z horrorów, czyli dyniogłowego z piłą motorową. Ponadto podczas naszej przygody zmierzymy się z trzema nowymi bossami, o których wspomniałem wcześniej. Dodano także system power-upów dający na przykład: tymczasową nieśmiertelność, zwiększoną prędkość poruszania się, czy wzmacniacz obrażeń działający na zasadzie Quad Damage z serii Quake. Oprawa graficzna nie uległa zbytnio zmianie, jedynie dodano parę efektów specjalnych (wybuchy, światła) – w końcu gra powstała na tym samym silniku co część pierwsza. Czyli nadal jest co podziwiać, o ile będziemy świadomi że mamy do czynienia z 17 letnią grą, a co do muzyki – nadal jest dobra, aczkolwiek moim zdaniem brakuje jej epickości z poprzedniej części. Choć trzeba przyznać że zdarzają się wyjątki – podczas walki z bossami można posłuchać zagrzewającej do boju nuty.

Drugie Starcie – Kukulkan, The Wind God

Podsumowując: Drugie Starcie posiada tę samą zaletę co większość growych sequeli (druga Contra czy Gears of War) – niby mamy to samo, tyle że podano nam wszystkiego dwa razy więcej! Więcej broni, więcej spluw, więcej poziomów, jeszcze większe hordy wroga i jeszcze więcej bossów do ubicia. Po prostu zwielokrotniona frajda płynąca ze znanej i lubianej rozgrywki. Jedynie do czego mógłbym się przyczepić to fakt, że ścieżka dźwiękowa nie jest tak świetna jak u poprzedniczki. Jeżeli więc spodobało ci się Pierwsze Starcie, to Drugie także pochłonie cię bez reszty. No, przynajmniej dopóki go nie ukończysz!

2x więcej i 2x lepiej!

Retrometr


Obie gry doczekały się reedycji – od wersji w HD oraz VR w tytule, stworzonych na silniku Serious Engine 3, które moim osobistym zdaniem wypadają znacznie gorzej niż oryginał. Po prostu ciemne i poważne kolory zupełnie tu nie pasują… Wydano także ciekawą kompilację Serious Sam Classics: Revolution, która zawiera te oba kultowe tytuły zaprezentowane na starym klasycznym silniku i wprowadza osiągnięcia steam oraz tryb survival. Zawiera ona także trzy nowe sekretne bronie: XL4-P ‚Ghostbuster’ Beam Gun, będący potężnym działem laserowym zżerającym amunicję w błyskawicznym tempie, wyrzutnię min lądowych oraz potężne działo plazmowe. Po ukończeniu obu starć warto przyjrzeć się mapom oraz modom stworzonych przez fanów – może nie jest ich aż tyle co do Dooma II, jednak można znaleźć wśród nich całkiem ciekawe kąski. Jako, że trochę się rozpisałem to na chwilę kończymy opowieści o Poważnym Samie… W następnym wpisie o tym herosie przyjrzymy się dalszym jego przygodom, a także fanowskiej rekreacji wersji alpha tej gry.

Za pomocą miotacza ognia stopisz serca jego lód… (Drugie Starcie)

Na koniec ciekawostka: Wersja na Xboxa jest połączeniem pierwszego i drugiego starcia, wprowadza system combo będący mnożnikiem punktacji za szybkie pokonanie wrogów oraz posiada cutscenki w stylu Serious Sama II – czyli nie do końca poważne. A jaka była wasza przygoda z Poważnym Samem? Piszcie w komentarzach, przy okazji pochwalcie się rekordami. Pierwsze Starcie ukończyłem z wynikiem 7 541 300, natomiast drugie z punktacją 13 953 200. Jestem poważny czy nie?

Autor: LukegaX