Recenzja | Snow Surfers

Poszukiwanie ukrytej perełki część kolejna, tym razem drodzy Państwo wędrujemy do zimowych krain na terytorium Dreamcasta.

Lubię wszelkie sporty extreme na konsolach, ten ich arcade’owy charakter i beztroskie hasanie po odjechanych terenach. Przeszukując różne topki gier na DC zauważyłem, że na ogół są tam wszędzie te same gry i niestety nie do końca odpowiadają moim preferencją. Aż w końcu „gdzieś” natrafiłem na dziś prezentowany tytuł, który mnie od razu zaintrygował. Snowboard od doświadczonego w gatunku UEP Systems, w dodatku chyba pierwszy jaki wyszedł na tą generację konsol, ciekawa rzecz. Borsuk uruchomił ebay i już po jakimś czasie mogłem na makaronie śmigać po stokach.

Pełen nadziei i oczekiwań nie świadom tak do końca tego co zastanę (odnalazłem 2 osoby, które w ten tytuł grały i obie miały skrajnie inne zdanie) odpaliłem szpila i po obejrzeniu fajnego i klimatycznego intro ruszyłem w pierwszy z dwóch dostępnych trybów – free ride. SS (cóż za niefortunny skrót) jest tak jak opisywany przeze mnie 1080 Avalanche nastawiony w głównej mierze na wyścig, a tricki pełnią rolę urozmaicenia gry. Wyścig solo bo po trasie jedziesz sam, nie ma przeciwników, mierzysz się z czasem potrzebnym do dojechania do kolejnego punktu kontrolnego. Jeśli przed dojechaniem do checkpointa skończy się czas to wylatujesz z automatu, nie widząc nawet mety lub co gorsza będąc 2m od niej. Trochę z początku mnie to ruszyło bo jednak wyścig solo to jedynie w WRC lubię, ale nie ma co się zniechęcać. Przypadków w których podczas grania musiałem nieco zmienić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia było kilka, zacznijmy od podstaw, czyli systemu.

Here comes the trick point, get ready for it!

System jaki rządzi zjazdami jest nieco inaczej skonstruowany niż te z jakimi miałem do czynienia w 1080 Avalanche, czy SSX 3 i do tego trzeba też przywyknąć. Na początek kwestia robienia tricków. Są one przypisane pod 2 przyciski (R i B) i są 2 różne sytuacje w których się je robi. Najważniejsze są tzw. Trick Area, gdzie musisz je zrobić bo właśnie punkty z ewolucji na tych punktach liczą się do końcowego wyniku – i tylko te. Tych specjalnych miejsc, gdzie wyskakujesz by punktować jest dosłownie kilka na trasę (w tym ukryte w skrótach). Wszystkie sztuczki jakie robisz poza tymi z góry wyznaczonymi miejscami nie wchodzą do punktacji, jest sens je zatem robić? Wychodzi na to, że tak. Każdy trick zrobiony poza punktacją daje nam bonus 0,3 sekundy do czasu po przejechaniu checkpointu, więc jest szansa na poprawę wyniku.

Prócz tych dwóch czynników (czas i punktacja) na wynik końcowy składają się jeszcze dwa. Jednym z nich jest niszczenie obiektów. Ja odruchowo, gdy widziałem przeszkodę ją mijałem i dziwiłem się dlaczego na jednym z współczynników mam zero. Otóż w Snow Surfers chodzi o to by rozbijać przeszkody (wybrane oczywiście, nie wszystkie), a nie je omijać. Dając przycisk „Y” postać będzie trzymać gardę (nie można sterować) i ochoczo zniszczy nawet kilkumetrową rurę, czy skałę z lodu. Uwierzcie lub nie, dla mnie to nie było intuicyjne, ale jest wymagane jeśli chcesz zająć najlepsze miejsca. Ostatnim z klocków wpływającym na ostateczny wynik jest „miss”, szczerze mówiąc tak na 100% to do dziś nie wiem co oznacza, najprawdopodobniej dostaje się minusowe punkty za ominięcie skrótu. Jedna rzecz mnie tylko w zjazdach denerwowała i nie była to kwestia nawyków. To jak nasza postać reaguje na zderzenia z obiektami. Normalnie jakby te ludziki z kauczuku były, odbijają się od bandy zbyt mocno. Często jedziesz po wąskiej ścieżce, gdzie z jednej strony masz „ścianę”, a z drugiej przepaść. Dotknij ściany a na 99% wylądujesz w przepaści. Jak jedziesz w wąskim przesmyku pomiędzy dwoma ścianami to miałem tak, że postać się odbijała kilka razy od ściany do ściany niczym mocno zaprawiony amator bimbru. Rada na to jest jedna – posiłkuj się przyciskiem „X” przy zakrętach, dzięki niemu lepiej w nie wejdziesz, ale nie jest to lekarstwo na wszystkie bolączki.

Może jak ktoś miał do czynienia z wcześniejszymi grami UEP Systems (Cool Boarders 1 i 2) to jest to dla niego oczywiste (2 „rodzaje” tricków, rozbijanie obiektów, minusowe punkty za brak skrótów), ja nie grałem w gry tego deva, więc trudno mi się wypowiedzieć, ale dla mnie było to z początku dziwne. Dla Was już nie będzie, dzięki tej recenzji świat stał się lepszym miejscem!

Gdy już te sprawy mamy wyjaśnione można porozmawiać w końcu o mięsku, czyli trasach i wrażeniach po śmiganiu po nich. Same trasy są różnorodne, potrafią zaskoczyć, są wyposażone w skróty, umożliwiają dynamiczną jazdę. Na jednej trasie w pewnym momencie wjechałem na tory kolejowe, niemało się zdziwiłem gdy nagle zaczął mnie gonić pociąg! Raz zjeżdżamy szlakiem, wjeżdżamy w grotę lodową, a potem gdy z niej wyjedziemy to znajdziemy się w jakimś lodowcu, gdzie ze ścian wystają szkielety dinozaurów. Jazda bez trzymanki, która może, a nawet musi się podobać. W stylizowanym na alpejskie miasteczko stoku lawirowanie pomiędzy kamienicami jest problematyczne i kosztuje mnóstwo czasu, co zrobić? Wskocz na dach i po dachach wyjedź z terenu zurbanizowanego! Naprawdę można powiedzieć, że jest zawodowo i choć widziałem lepsze rzeczy to narzekać nie mogę. Problem z trasami jest jeden… jest ich 5. By przejść do kolejnej trasy chyba wystarczyło zająć 3 lokatę, tras jest 5 więc wyobraź sobie jak niewiele czasu potrzeba by zobaczyć napisy końcowe. Odpalając tą grę trzeba mieć na uwadze, że celem nie są napisy końcowe bo to formalność, tylko bycie pierwszym na wszystkich stokach. Ten cel już nie jest łatwy do zrealizowania, jak pisałem wcześniej trzeba szereg rzeczy zrobić, by punkciory na końcu dały zadowalający efekt, trzeba poznać na wylot trasę i system.

Bomb that cliff!

Jak zaczniesz kręcić najlepsze wyniki to odblokujesz również to i owo. Prócz dodatkowych desek i strojów do odblokowania są 2 postacie oraz 2 trasy. Postacie to w sumie taki prezent for fun bo jest nim bałwan zjeżdżający na dupolocie i kosmita. Z 2 tras niestety tylko jedną można nazwać pełnoprawną (baza wojskowa), bo ta druga to lekki żart. Nie zmienia to faktu, że zabawa się nam wydłuża i uwierzcie, że warto zgłębić trasy bo satysfakcji z pierwszego miejsca w każdej tabeli miałem sporo, choć nawet wtedy całość jakoś mega długa nie jest. I w tym momencie omówiliśmy tryb free ride jakie są kolejne? I tu jest problem bo nie było dla mnie nic więcej. Jest jeszcze jeden tryb przeznaczony do robienia tricków i koniec. Z tymi trybami w snowboardach mam lekki problem bo ograniczają się one do tego, że wrzucą gracza w duży halfpipe i rób sobie tricki. Dla mnie to nudy, wolę system w stylu serii Tony Hawk Pro Skater, gdzie tricki są powiązane z zadaniami. W Snow Surfers masz 2 plansze, oba to proste halfpipe’y, tylko jeden dłuższy od drugiego i tak się bujasz od lewej do prawej aż do mety, jak już wspominałem, dla mnie nudy. Wniosek jest niestety taki, że w tej grze jest strasznie mało zawartości, tak naprawdę jest to 6 bardzo fajnych tras i tyle.

Graficznie jest bardzo dobrze, należy pamiętać że jest 1999 rok! Zrezygnowano z przeciwników na trasie, więc pewnie trochę mocy obliczeniowej w zapasie zostało. Na trasie jak już mówiłem dużo się dzieje, są obiekty do zniszczenia, płynnie zmienia się sceneria, całe duże obiekty zwalają się na nas. Czasem tu i ówdzie lekkie dropy animacji zauważyłem, ale nie wpływało to na grę. Strefa audio jest natomiast dyskusyjna. Niby mamy fajne kawałki do odsłuchu, są zróżnicowane bo tu jakiś regge, tu jakiś electropląs, tu dance, jakaś techniawka, ale każda postać ma przypisany do siebie jeden kawałek! Dla mnie jest to głupie, zapewne chcieli kawałek dopasować do „osobowości” postaci, ale każda postać ma jakiś swój styl jazdy (skręty, tricki, szybkość itp.), mi pasowała optymalnie jedna i przez całą grę słuchałem jednego kawałka – masakra. Udałem się w opcje z nadzieją, że da się to jakoś zmienić, znalazłem jedynie zmianę głosu komentatora, zamiast standardowego męskiego jest do wyboru również kobiecy. W założeniu miał chyba być „sexy”, ale babka tak cicho gada, wręcz szepta i mało co słyszałem, dodatkowo się na stoku jakoś tak ospale zrobiło. Facet energicznie wrzeszczy i jakoś tak bardziej mi to pasowało do arkejdówki.

That’s not bad, but you can get better than that

Dostajemy zatem do dyspozycji bardzo fajną gierkę z pogranicza gatunków wyścigi/sporty extreme, z ładnymi i rozbudowanymi trasami i nieco innym, ale fajnym systemem (nie mylić z sterowaniem). Główny problem tej gry to jednak uboga zawartość, bo jak inaczej nazwać jeden tryb i sześć tras? Po (jakby na to nie patrzeć) wymaksowania tytułu nadal miałem wielki niedosyt. Od razu chciałbym skontrować wnioski jakby „to arcade, w tamtych czasach to wystarczyło, chłopie nie znasz się idź grać w rpg”. Nie gram od dziś, nie jest to pierwsza gra z tej tematyki w jaką gram i czytając recenzję „współczesną” tej gry jej autor miał takie same wnioski: mała zawartość i kłopoty ze sterowaniem (ehh te odbijanie się od bandy…), pierwsza gra UEP – Cool Boarders też była za to krytykowana, czyżby stare nawyki zbierały swe żniwo? Nie rozmija się to z tym co ja zaobserwowałem. Gra jest dziś przeznaczona dla fana gatunku, który chętnie da jej szansę i wgryzie się w system i trasy goniąc za najlepszym wynikiem (Ciwas, jak nie Ty to nikt!), taki gracz podobnie jak ja będzie miał sporo frajdy. Spodobają mu się trasy, przymknie oko na „głupie” audio (bo inaczej tego nazwać nie mogę) i odda się arcade’owemu szaleństwu (aż kupiłem sobie Cool Boarders 2 dla porównania). Cała reszta graczy niech skieruje swój wzrok w kierunku SSX 3 lub 1080 Avalanche na tej samej generacji bo one dadzą Wam „więcej i lepiej”.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Dreamcast/2016

3 słowa do gracza: Reasumując jednym stwierdzeniem – gra dla fanów, tylko i aż tyle.


Ciekawostki:

» Snow Surfers możecie znać pod inną nazwą, w USA ma tytuł Rippin’ Riders Snowboarding, a w Japonii  Cool Boarders Burrrn, mocno niezdecydowane te UEP Systems


Do posłuchania w trakcie lektury:

Snow Surfers – Dreaming (Jimmy’s Theme)


Posłowie, czyli update A.D. 2019:

Pisząc tą recenzję pierwszy raz zetknąłem się z produktem UEP Systems, dziś (czyli w roku 2019) mam już za sobą m.in. Cool Boarders 2 tej firmy i chciałbym uzupełnić tekst o kilka wniosków. Przede wszystkim wydaje mi się, że w porównaniu do CB2 cała rozgrywka została zubożona i nastąpił powrót do bardzo ubogiej w zawartość jedynki. CB2 rozbudowało pierwszą część m.in. dodając więcej tras (10), dodając do głównego turnieju dwufazowe etapy (pierwszy to tricki, a drugi dopiero wyścig) oraz innych zawodników na stoku. W Snow Surfers znów mamy redukcję liczby poziomów, areny z trickami zostały zmarginalizowane do poziomu opcjonalnej popierdółki, a na stoku podobnie jak w pierwszej części z 1996 roku jesteśmy sami. Owszem, trzeba oddać że jakościowo trasy zostały dopieszczone i są wyraźnie ciekawsze, ale generalnie rzecz ujmując produkcja z Dreamcasta wydaje się być zubożona w stosunku do poprzedniego tytułu UEP.

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox