Recenzja | Spartan: Total Warrior (PlayStation 2, GameCube, Xbox)

Spartan Total Warrior recenzja

Nadszedł sądny dzień dla tysięcy rzymian, dzień w którym spartanin dobył miecza i postanowił zorganizować rzeźnię jakiej nawet antyczny świat nie widział.

Total War to seria gier strategicznych, która pozwala przejąć dowodzenie nad całymi armiami które ścierały się na naszym łez padole przez setki lat. Na konsolach takie gry na ogół nie wychodziły w ogóle lub jak wychodziły były nieco pokracznie portowane bo wiecie rozumiecie, na padzie to średnio się to sprawdza. I nadszedł dzień w którym Creative Assembly postanowiło uderzyć w konsolowe poletko, a że łebskie to chłopy to od razu pomiarkowali że tutaj walczy się inaczej toteż trzeba stworzyć koncepcję serii zupełnie na nowo. Co zatem wymyślono? Że będą bęcki! Slashery w tym momencie stały się już popularne, Dante z Devil May Cry przetarł szlaki, ale że tak na solo z rzymianinem? Nie godzi się… weźmy na solo całą armię rzymian! Tak by sam Obelix byłby dumny! Konsolowcy za sprawą serii Dynasty Warriors znają takie harce, więc nic nie stoi na przeszkodzie, mózgowcy opracowali rewelacyjny silnik, lekkoduchy obmyśliły postacie i tak oto nasz Spartan wkroczył na arenę zmagań antycznych armii.

pora rozpocząć batalię na niespotykaną wcześniej skalę!

And the Gods have chosen a warrior to fight back

Pomysł na zrobienie slashera o masowym rażeniu nie był jedynym skokiem w bok ekipy która na co dzień w swych grach twardo stąpa po ziemi. Popuszczono też wodze fantazji i pozwolono na to by odejść od ścisłych realiów historycznych. Dzięki temu dostaliśmy nie tylko „po prostu” konflikt Sparty z Rzymem, ale i liczne wątki mitologiczne, postacie historyczne które normalnie nie powinny się tu znaleźć są obok siebie (Tyberiusz, Archimedes, Leonidas), dziwne machiny wojenne, potwory i naszego głównego bohatera, wezwanego przez samego Aresa wojownika z piekła rodem. Będzie on u boku twardkich wybrańców Leonidasa uskuteczniał swą krucjatę przeciwko cesarzowi Tyberiuszowi. Do tego sam Ares będzie się nam kołatał po głowie od czasu do czasu podżegając do konfliktu i upustu naszej agresji. Niestety… nikt nie wpadł na to by dać naszemu bohaterowi imię, zawsze będzie to „Spartan” nigdy inaczej… głupie to, podobnie jak tani chwyt z amnezją i brakiem rodziny, więc pozwólcie że nadam mu imię, a zwać się odtąd będzie Klemens.

zwiastun z wczesnej wersji, różni się detalami od gry, ale obraz tego co nas czeka jest wyraźny

Jak zatem się możecie domyślić fabuła gra rolę trzeciorzędną, sprawdza się ona jedynie o tyle, o ile potrzebujcie usprawiedliwienia dokonania kolejnej rzezi. Właściwie tylko taką rolę ma tutaj historia, pierdulamentum scala poszczególne bitwy i akcje zbrojne w jako taką całość, nie jest czymś o czym będziesz rozmyślał, postacie są płytkie, a dialogi tak czerstwe że drażnią spojówki, a końcówka… niestety dodaję ją do listy najbardziej rozczarowujących w mojej historii gracza (listę uzupełniam sobie tutaj). No ale kto gra w masowego slashera dla wywodów filozoficznych jest sam sobie winny, gdyż o co innego tutaj chodzi, a więc pora przejść do najistotniejszych elementów.

A najistotniejszym elementem tej gry jest rzeźnia totalna! Bitka na setki jednostek w której jesteś bogiem wojny, twoja armia kontra armie rzymian, hordy barbarzyńców i sfory nieumarłych, a gdy nie masz armii przy boku? Trudno, trzeba samemu ich na klatę brać! To zaskakujące jak oddano ten cały chaos wojenny, jednocześnie stosując tutaj prawidła i jasny podział na strony konfliktu. Co więcej nie zawsze jest tak czarno-biało, czasem wchodzi trzecia strona konfliktu jak gladiatorzy w Rzymie. Ci harcownicy walą kogo popadnie byle był pod ręką, czy zarżną ciebie, czy legionistę jest im jedno, ale jednocześnie chronią siebie nawzajem. Jesteś w stanie sobie to wyobrazić? Kilkaset jednostek na ekranie, każdy pracuje żelazem a pośrodku tego wszystkiego TY. Nie myśl sobie jednak, że skoro to hurtowa wycinka to będziesz sobie ciął ludzi jak łany zboża. Przykładowo zabójcy starają się atakować z zaskoczenia i często stosują uniki, jest wielu żołdaków którzy zasłaniają się tarczą, nieumarli jeśli ich nie dobijesz wstaną znowu, a łucznicy zawsze mają swoją formację z tyłu lub na murach i wieżach. Starają się unikać walki w zwarciu, nawet jeśli walczysz kilka metrów obok nich to wolą odejść kilka kroków i dopiero wtedy szyć w Ciebie.

wokół ścierają się oddziały, ale na pojedynek 1vs1 zawsze jest miejsce jeśli znajdzie się godny przeciwnik

Tak więc udało się nie tylko stworzyć zawieruchę wielkiej bitwy, ale pomiędzy tym wszystkim jest miejsce na jakąś taktykę, a nawet pojedynki 1vs1 lub 1 vs zwarta grupka. Duża jest tutaj zasługa prostego, ale przemyślanego systemu walki oraz oręża. Ataki w skrócie dzielimy tak: atak na jednego wroga i atak obszarowy, ale idziemy dalej i wszystko się z tym łączy. Można tarczą ogłuszyć pojedynczo (wtedy tarcza spycha!) i obszarowo, z magią to samo, pojedynczy atak niszczący wroga lub jakiś obszarowy „pierdut”, jak zapełnisz pasek szału (a szybko się to robi) wyprowadzisz brutalny atak specjalny i tu również, albo pojedynczo komuś nastukasz, albo obszarowo mniej obrażeń ale za to całą grupę oponentów. Pod tą filozofię podpięto nawet łuk, jest jedna strzała lub kilka (uwaga bo mogą się skończyć szybko strzały). Jak masz podpalone strzały i razisz wieloma na raz to masz efekt jakbyś shotgunem wycinkę przez bar robił. Do tego dodaj unik i skok! Koleś zasłania się tarczą i tracisz czas? Wyskocz w górę i zaatakuj, a roztrzaskasz mu tarczę! Ufff cholera brzmi jakby to wszystko było skomplikowane i ogólnie wtf czy przycisków na padzie wystarczy!? Zapewniam że wystarczy, a system jest bardzo prosty, pamiętać należy jedynie o zasadzie: pojedynczy atak lub obszarowy, wszystko jest tej filozofii podporządkowane.

Panowie kupą a nie gęsiego bo czasu nie ma!

Przy tej rozróbie i wielu opcjach ataku dochodzi również oręż, ale na szczęście i tu nie przesadzono i jest może i skromnie, ale konkretnie. Blades of Athena to dwa miecze nastawione na ścinkę wrogów bezpośrednio wokół nas. Combo miecz + tarcza meduzy daje już jednak zupełnie inne możliwości, jego obszarowa magia to skarb, korzystałem z niej niemal przez całą grę, otóż promieniami z niebios zamienia w kamień po kolei wszystkich wrogów w zasięgu wzroku przez co są łatwym celem dla naszej hałastry rzezimieszków. Jest też dwuręczny młot, którego wyrywamy z martwych rąk wodza dunów Beowolfa, jak dla mnie był zbyt wolny, ale jak dupnie to ino roz i to na dużym obszarze! Ostatnia jest włócznia Achillesa, z którą szarżowałem na bossów, ponieważ ma długi zasięg i przy pojedynczym ataku wprowadza płomienie w wnętrzności wroga zabierając dużo energii. Łuk o którym wcześniej wspominałem dostępny jest cały czas i rządzi się nieco innymi prawami, jest raczej traktowany jako bonus, gdy zajdzie potrzeba ataku kogoś poza zasięgiem, a najczęściej… do aktywacji przycisków.

This day, you will fulfill your destiny as Spartans

Może przejdźmy na chwilę do aren na których te całe klepanie mord przez Klemensa i jego ekipę będzie miało miejsce, a są one godne skali tego konfliktu! Zaczynamy z grubej rury od oblężenia Sparty, machiny wojenne, oddziały wojaków, wydawane rozkazy, ochrona dowódców, eskorta saperów, co chwilę spada na nasze szeregi jakiś pocisk katapulty, normalnie strzał w mordę bez ostrzeżenia! Potem są równie ciekawe krajobrazy, wśród których odwiedzimy zapomniane ruiny Troi, okupowane Ateny w których wzniecimy bunt, czy (jakże by inaczej!) koloseum w sercu Rzymu.

bossowie zaskakują rozmachem i zawsze robią mocne wrażenie!

Mimo całej złożoności i spektakularności tego gargantuicznego spektaklu, samo machanie mieczem przez kilka godzin mogłoby nużyć, by nie powiedzieć, że z czasem być nudne. Starano się więc dodać nieco urozmaicenia, dostajemy co jakiś czas do wykonania zadania, nierzadko w trakcie bitwy. Tu będziemy musieli kogoś eskortować, tu ochronić, ominąć pułapki, przestawić wajchy, podłożyć i detonować ładunek wybuchowy itp. Bardzo ciekawym zbiorem tych czynności są misje w Atenach, ale nie chcę zbyt wiele zdradzać. Co do zróżnicowania… nie sposób nie wspomnieć o pojedynkach z bossami! To majstersztyk po prostu, niemal przy każdym piałem z zachwytu, a Hydra i Minotaur wpadają z miejsca do mojego hall of fame bossiorów. Nie chciałbym absolutnie nic tu zdradzać, nie oglądajcie jakiś longplayów itp. po prostu dajcie się im zaskoczyć bo to kurna szczyt! Bydlak jakiego widzicie na screenie powyżej to zaledwie pierwszy z nich. Takich walk oczekuję od gier akcji, adrenalina i widowiskowość w czystej postaci.

Warto odnotować również, że jest tu tylu wrogów, efektów, skryptów, tyle wszystkiego że się zesrać idzie, a zacięć zero! To jak ta gra płynnie chodzi to poezja, nic się nie doczytuje, nigdzie na nic nie czekamy, wszystko jest natychmiast o dyspozycji i się dzieje! Grałem na Xboxie, ale Borsuk melduje że na PS2 jest tak samo. Kosztem tej ilości i płynności poszła nieco jakość w las, bohaterowie mogliby lepiej wyglądać, są trochę ociosani toporkiem, a mimika twarzy niemal nie istnieje, ale coś kosztem czegoś, bierzemy to na klatę. Strefa audio w sumie jest jedynie solidnym rzemiosłem, mogło być lepiej, zarówno jeżeli chodzi o muzykę jak i głosy bohaterów (śladowa mimika + suche dialogi i tak zniweczyłyby całą pracę podkładających głos). Z drugiej strony odgłosy bitwy i żołdaków podkręcają imersję w bitwach.

no cóż, czasem trzeba zająć się robotą, a siekanie pozostawić w rękach innych

Transform from Warrior to Hero to Legend

W immersji pomaga również progres naszego Klemensa, zaczynamy właściwie jako na szybko rekrutowany parobek z gołą klatą (ale to Sparta, więc sześciopak oczywiście jest), a z czasem dostajemy kolejne uzbrojenie i pod koniec paradujemy w pełnej, złotej i lśniącej zbroi podszytej lamparcim futerkiem. Wiąże się z tym też nasz rozwój w statystykach, który jest jak wszystko tutaj, niby prosty, ale skuteczny. W akcyjniakach nie oczekuję pierdyliarda statsów po których mój heros zacznie się nawet inaczej wysławiać, chodzi przede wszystkim o klepanie ryjów i na tym trzeba się skupić. Tutaj mi się podobało nie tylko to że możesz rozwijać jedynie 3 cechy (pasek życia, siła ataku, siła i pasek magii), ale też to że okres rozwoju jest podzielony na 3 fazy – bazowa, bohaterska i legendarna. Z początku dodajesz do rozdania statsy (po każdej zakończonej misji) w w/w cechach i dość szybko osiągasz tam maxa, gdy to nastąpi postać zmienia się w herosa, dostaje kolejną pulę do rozwoju, gdy i tu osiągniesz limit zmieniasz się w legendę. Tutaj rozwój się zatrzymuje, w końcu jesteś kozakiem na dzielni i czuć moc! Tam gdzie z początku szarpiesz się z każdym żołdakiem teraz łuczników i podstawowych piechurów ścinasz jednym zamachem.

od podrzędnego żołdaka z gołą klatą po uzbrojoną po zęby legendę

Miłym dodatkiem jest też tryb w którym możemy przechodzić pojedyncze misje z fabularnej kampanii. Przyda się on graczom chcącym zgłębiać Arena Challenge Mode. Czym on jest? To tryb w którym na specjalnie przygotowanych arenach będziemy musieli odeprzeć kolejne fale wrogów. Łączy się z trybem fabularnym w ten sposób, że za odkryte tam znajdźki możesz na arenie stawiać po swojej stronie ołtarze z mocami, sojusznicze jednostki, czy power upy, dzięki czemu masz jatkę non stop mając własną armię do dyspozycji. To taka antyczna ustawka, ale w dobrym stylu.

Ze względu na zbliżony okres premiery i wpływy mitologii greckiej Spartan jest często porównywany do God of War, jest to jednak bardzo mylne porównanie, Klemens i Kratos grają w zupełnie innej dziedzinie. Kratos szlachtuje pojedynczych wrogów i nie stroni od elementów zręcznościowych, Spartan to przede wszystkim wielkie bitwy, które pasują do Dynasty Warriors i to jest bardziej odpowiedni tytuł do porównań. Fabuła i dialogi są jakie są, wystarczą by mieć pretekst do kolejnej akcji zbrojnej, a to one są główną atrakcją tej gry. Spektakularne walki z mitologicznymi stworzeniami, olbrzymie i dynamiczne bitwy z setkami jednostek, prosty, ale nie prostacki system walki, przemyślane bronie i płynna animacja sprawiają że chce się grać i polecać tego szpila co niniejszym czynię! NA PLASTERKI!

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Xbox /2020

3 słowa do gracza: pełnokrwisty i efektowny slasher z bitwami na wielką skalę


Ciekawostki:

» prace nad tytułem zaczęto od badania gruntu, czy taki tytuł na konsolach w ogóle jest możliwy technicznie. Na pierwszy ogień poszło demo w którym starano się zmieścić jak najwięcej jednostek na raz, tworzono je przez pół roku i udało się upchać 300 jednostek, widoczność na 750 metrów i 60 fps, jak nietrudno się domyślić, odtrąbiono sukces i dano zielone światło. Zaczęto kodować od PlayStation 2, potem dopiero portowano na mocniejszego Xboxa oraz na GameCube, dlatego nawet na czarnuli wszystko chodzi super. Czapki z głów przed jajogłowymi z Creative Assembly

» Takiej prawdziwej kontynuacji Spartan się nie doczekał nad czym wiele osób ubolewa, ale Creative Assembly stworzyło duchowego następcę. Wydany w 2008 roku na X360 i PS3 (po latach przeportowany na PC) Viking: Battle for Asgard miał być Spartanem w sztafażu mitologii nordyckiej. Brzmi obiecująco, wręcz niesamowicie, ale recenzje i opinie graczy pokazują, że eksperyment się raczej nie udał.

» skoro w tym roku SEGA obchodzi swoje 60 urodziny wypada wspomnieć że wydawcą Spartan: Total Warrior była SEGA właśnie

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox