Recenzja | Spyro the Dragon

Spyro psx recenzjaKażdy zespół marzy o tym by mieć przynajmniej jedno mocne IP w kieszeni, które otworzy drzwi do dalszych komnat z rezydującymi tam sponsorami, fanatycznymi graczami i kolejnymi zdolnymi ludźmi zasilającymi drużynę. Insomniac jakoś specjalnie przedtem nie zawojował rynku, ale młody smok miał to wszystko zmienić.

Spyro the Dragon to platformer 3D, czyli gra z gatunku wtedy bardzo popularnego i pożądanego. Ma to swoje plusy bo popyt był spory, ale i minusy bo konkurenci nie byle jacy. Na szaraku głównym konkurentem wydawałby się z urzędu Crash, który z resztą był konkurencją umowną bo koneksje pomiędzy „psiakami” i „niewyspanymi” były większe niż mogłoby się wydawać. Fioletowy smok podążał jednak zupełnie innymi ścieżkami niż rudzielec. Tam gdzie jamraj przeciskał się wąskimi korytarzami, Spyro rozwijał skrzydła na wielką skalę. Postawiono na wielkie i otwarte tereny, nieliniowe, wypełnione skrytkami na modłę Gex’a i ferajny z obozu Nintendo, ale dodano element urozmaicający eksplorację – szybowanie. W tym tkwi siła całej gry i tym urzekła wszystkich graczy po premierze. Platformer z namiastką swobody znaną z dzisiejszych sandboxów. W PSX Extreme dano ocenę 10/10 i choć po latach zgredakcja uznała ją za niesłuszną (zwłaszcza w świetle tego co Insomniac zaprezentowało w kontynuacji) to jednak pokazuje ona jakie wrażenie gra robiła w momencie premiery.Spyro psx recenzjaNieco się zapędziłem, może wracamy do początku… przygodę zaczynamy w momencie, gdy wszystkie smoki w krainach zostają zamienione w kryształ przez Gnasty Gnorca. Fala jego popleczników stworzonych z smoczych skarbów zalała smocze domeny, z gadów nie oberwał jedynie Spyro bo był za mały i czar go nie sięgnął. Tyle musi ci graczu wystarczyć bo fabuły więcej tu nie ma – intro i outro i to skromne. Całość nieco uzupełniają uwalniane smoki, które zarzucą jakąś cząstkową informacją lub zapodają czerstwym sucharem, nie towarzyszy nam też żaden „przyjaciel”, który dodałby kolorytu. A wróć! Przyjaciel jeden jest, smocza ważka imieniem Sparx ciągle będzie z nami podążać. Choć nie wypowiada żadnej kwestii to jest wart poświęcenia mu kilku zdań. Sparx jest naszym wskaźnikiem zdrowia i pomagierem w zbieractwie jednocześnie. Jego kolor wskazuje ile ciosów nasz bohater da rade wytrzymać – złoty to 3 strzały, a gdy nie ma ważki to znaczy, że jesteśmy na jeden strzał. Można go regenerować poprzez palenie drobnej zwierzyny latającej tu i ówdzie z której wyskoczą motyle – źródło życiodajnej energii. Jak już mówiłem owad zbiera też w naszym otoczeniu wszystkie kryształy, a że jak w każdym szanującym się platformerze jest tego od cholery to jest to przydatny patent. Skupiamy się na grze, a nie na manewrowaniu po pomieszczeniu i podnoszeniu tałatajstwa. Sparx to rewelacyjny pomysł w moim mniemaniu, fajna jest też animacja gdy goni motyla i go pożera, co ciekawe w momencie pogoni owad nie zbiera kryształów co jest niby detalem, ale mnie takie rzeczy „kupują”.

I’d rather flame the fools! – Now you’re thinking

Wracamy do wątku poprzedniego, czyli otwartych światów i swobody w eksploracji (coś dziś równie swobodnie mi się myśli układają i nie trzymam się chronologii w tekście;). Fajne jest to, że nie musimy iść jak po sznurku i zaliczać z góry narzucone levele, w ramach świata wybierasz sobie do której planszy chcesz iść. Co więcej, nie musisz zaliczyć ich wszystkich by przejść dalej, nawet bossa krainy możesz od razu wyzwać, a potem wrócić. Generalnie do przejścia mamy 5 smoczych krain + ostatni świat Gnorca. Każda smocza domena składa się z: etapu-łącznika z portalami do reszty plansz w jej ramach i kolejnych domen; trzech leveli klasycznych w których trzeba przejść od punktu A do B po drodze skacząc i walcząc; areny z szefem (ciekawie zrobieni, choć zbyt prości) i jednego etapu latanego. Etap latany polega na sfajczeniu 4 kompletów różnych przeszkadzajek w danym czasie tak by nie spaść do wody. Czyli mamy 5 dużych światów podzielonych na 6 plansz + świat Gnorca, który odkryjcie sami. Dużo to czy mało? Wydaje się dużo i choć nie ma w grze (lub ja nie znalazłem) licznika to główna przygoda na oko powinna trwać ok 8 godzin, a jak wyciskasz ostatnie soki to przebijesz 10 godzin.Spyro psx recenzjaDobra jak wspomniałem o maksowaniu to pozwól, że pociągnę wątek. Jak każdy fan gatunku uwielbiam zbieractwo i tutaj również nie oparłem się zdobyciu wszystkiego. Do zebrania jest 14,000 gemów, do uwolnienia 80 smoków i do odzyskania 12 smoczych jaj. Gemy i smoki na ogół są pod Twoim nosem, gdy przechodzisz planszę… na ogół. Zawsze mała część z nich będzie ukryta i będzie wymagała lizania ścian oraz precyzyjnych skoków. I w to mi graj! To jest solą tej ziemi że tak powiem, każdą planszę trzeba gruntownie przebadać, szybowanie nie jest jedynie sloganem i często należy je wykorzystać, by się dostać do jakiejś z początku niedostępnej półki skalnej. Czasem skrytka ukryta jest zaraz za naszymi plecami, gdy rozpoczynamy etap! Są jeszcze złodzieje jaj, ale oni są perfidnymi gnojami (no musiałem to z siebie wyrzucić). Każdy z nich przed nami ucieka, a algorytm ma tak skonstruowany, że musimy go gonić na pełnym gazie lawirując często na krawędzi przepaści, do tego potrafią robić uniki w dokładnie ostatniej chwili, gdy już myślimy że nadzialiśmy gnide na rogi. No to ciągniemy dalej wątek korzystając z łańcucha przyczynowo-skutkowego i idąc za hasłem „na rogi” przechodzimy do wachlarza umiejętności (a jednak dziś będzie chronologicznie). Skilla nasz Spyro nie ma zbyt wielkiego, może ziać ogniem lub przywalić z dyńki, okazjonalnie w dosłownie kilku miejscach będzie miał zwiększoną siłę rażenia ognia. Wrogów dzielimy z tego względu na tych których byle co zniszczy, wielkich których trzeba spalić i opancerzonych, którym damy z byka. Po planszach czasem rozsiane są pasy przyśpieszające, biegnąć po nich rozpędzamy się i niszczymy wszystko na naszej drodze, ale ich główne zastosowanie to rozpęd i wybicie się w górę z impetem zwiększając zasięg naszego lotu.

I’d say the sky’s the limit!

Wrażenie jakie zrobił swego czasu Spyro na graczach wynikało również z grafiki. Te duże światy po których szybujemy wczytują się całe, chodzą płynnie i wyglądają obłędnie! Plansze są wielopoziomowe i jak już mówiłem mają poukrywane wewnątrz różne sekrety. Jest bardzo kolorowo, wrogowie za każdym razem wyglądają inaczej, nie ma mgieł i czarnego tła, a sam smok jest świetnie animowany – cóż chcieć więcej? Postacie mają podkładane głosy, ścieżka dźwiękowa jest niezła, choć może bez zachwytów. Czuć, że mamy do czynienia z pierwszą ligą, a nie tylko solidnym rzemiosłem, a przecież potem było już tylko lepiej. Dziadek szarak musiał się nieźle pocić, podobnie jak konkurenci.

Spyro psx recenzja

Gdzieś tam w łepetynie kołata mi się myśl „sumuj już człowieku, późno jest”, więc podejmuję się podsumowania tych wypocin. Spyro the Dragon to solidny platformer wciągający w swe czeluście bez reszty. Otwarte światy idące w parze z grafiką potrafią zachwycić i motywują do gruntownych eksploracji potrzebnej do osiągnięcia 120% na liczniku przejścia gry (więcej w ciekawostkach). Są jednak też mankamenty, gra to czysty platformer jadący tym samym schematem przez całą gre, smok ma 2 ataki, a plansze są w większości robione w podobny sposób (nie wprowadza się jakiś większych zmian w gameplay’u, brak też mini gierek wplecionych gdzieś w gre). Prostolinijność objawia się też tym, że Spyro jest w tym świecie właściwie sam, to schemat starego typu gier gdzie po prostu zrobiono bohatera i plansze, a Ty graj a nie zatrzymuj się na pogawędki. To wszystko zmieniono, doszlifowano i wprowadzono już w doskonałej kontynuacji, ale w pierwszej części jest jeszcze dość surowo. Mi to aż tak nie przeszkadzało, ale faktycznie jak się porówna oryginalną trylogię to rzuca się w oczy ten brak urozmaicenia i dopracowania. Gra jedzie cały czas na swojej najmocniejszej stronie – dużych planszach, to na nich się skupiono i to one zdominowały ten tytuł.

Mimo tych krytycznych uwag warto zagrać w pierwszą część Spyro, zdobyłem w niej 120% cały czas się dobrze bawiąc i szukając znajdziek, więc źle nie może być. Uważam również, że pierwowzór jest lepszy od 3 części, która moim zdaniem była nieco przekombinowana, wolałem właśnie tą prostotę niż kolorową ferajnę bez ładu i składu, choć najlepszą częścią pozostaje zrównoważona dwójka. Ojciec grać? Owszem! Fan gatunku nie będzie narzekać, podobnie jak miłośnicy szarakowych polygonów.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Playstation (PSX)/2015

3 słowa do gracza: Dobry, choć nieco surowy początek wspaniałej trylogii.


Ciekawostki:

» Najprawdopodobniej nazwa Spyro pochodzi od zbitki greckiego pyro (ogień) i łacińskiego spiro (oddech).

» Pierwotnie Spyro miał być zielony, ale za bardzo zlewał się z trawą.

» OST do Spyrosów na PSX stworzył Stewart Copeland, którego wielu pewnie kojarzy z kapeli The Police

» Można „przebić” licznik ukończenia gry i zdobyć 120%. Po znalezieniu wszystkiego wróć do świata Gnorca i wejdź do jego skarbca, tam czeka na Ciebie 2000 kryształów do zebrania

» Na płycie z grą umieszczone jest demo Crash Bandicoot 3: Warped i na odwrót – w CB3:W możemy zagrać w demo Spyro the Dragon


Do posłuchania w trakcie lektury:

Spyro The Dragon – Main Menu

Inne artykuły:

Recenzja | Psychonauts Wizerunek gier platformowych jest bardzo przybliżony na przestrzeni wszystkich przedstawicieli tego gatunku. O ile są to gry dobre, z uznanych przez g...
Akta retronagazie.eu | Gibkie umrzyki Witajcie krwawniki! Dziś w aktach dosłownie wyciągamy trupy z szafy, przed Wami specjalny odcinek na Halloween! Nie wiem jak Wy, ale zauważyłem że ...
Recenzja | Rayman 2: The Great Escape Był taki czas kiedy wszyscy poszli za trendem i postanowili nie być już płascy. Z 2D na 3D przeskoczył Marian z Linkiem, kształtów również postanowił ...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox

6 Komentarze

  1. Spyro lubiłem bardziej nawet od Crasha. Część druga totalnie mną owładnęła i prawie ją wymaksowałem. Trzecia mi już średnio podeszła i jakoś zmęczyć jej nie mogę. W jedynkę nie grałem, ale bezapelacyjnie mam zamiar. Nie wiem tylko czy lepiej wersję z PSN czy kolekcjonersko w pudełku, bo na allegro osiąga ostatnio strasznie durne ceny. Dobra recka ;-)

    • Ja 1 i 2 wymaksowałem z przyjemnością, ale 3 przeszedłem dla samego przejścia. Trohe zbyt udziwniona była i jeśli wolisz prostotę to jedynka ci przypasi.
      A durne ceny niestety nie tylko Spyro już osiąga, a dosłownie wszytkie gry, a z tego co widzę idzie kolejna fala i to nie tylko na PSXie. Jak to dobrze, że większość gier już mam.

  2. Szczerze? Nigdy nie grałem na poważnie w Spyro! Widziałem, fajne było, ale ja PS1 nabyłem dopiero jak miałem PS2 hehe. U kumpli widziałem i się rajcowałem, później było już za późno! Fajna recka Szefie! Smoczek jest cudny i wszystko wygląda cudnie jak na PS1. Polecam! RetroBorsuk!

  3. Zrobiłem na tej grze 120%,była śliczna, niektóre kryształki było trudno zdobyć. Pamiętam ze siedziałem z opisem w PSX extreme i ogarnąłem… Dobra recka!

    • Ja radziłem sobie bez opisu, ale przyznam że w jednym momencie skorzystałem z dobrodziejstw internetu bo za cholerę nie mogłem znaleźć tych kryształów. Lubię takie szwędanie się po planszach w poszukiwaniu znajdziek, więcej z gry się wtedy „wyciska” i dostrzega. No i te cholerne złodzieje jaj! Na stos z takimi!

  4. Zdarzyło mi się popełnić w życiu gracza kilka błędów. Jednym z nich był przypadek „Spyro” i nie ogranie tych tytułów „po bożemu”. W moje łapki wpadły kiedyś od wujaszka dwie części Spyro – dwójka i trójka – bez jedynki. Nigdzie dostać jej nie mogłem, więc w pewnym momencie olałem sprawę i ograłem te dwie części wyciskając z nich wszystko, co było do wyczyszczenia. I wtedy trafiła mi się pierwsza część…

    I cóż, byłem zwyczajnie rozczarowany – zamiast pomysłowych questów z późniejszych części, same zbieractwo. Po zgarnięciu kilku tysięcy gemów, w połowie gry miałem już tego serdecznie dość – chciałem odmiany, czegoś innego. Niestety czekało mnie do zebrania kolejnych kilka tysięcy gemów. Zieeeew.
    Tak, wiem – pozycja jest świetna i trudno cokolwiek jej zarzucić (to wzorowy platformer!!), to tylko i wyłącznie moja wina, że zabrałem się za to w złej kolejności i nie poczułem później już takiej frajdy.

    Dlatego od tamtej pory już nigdy nie rzucam się za późniejszą część jeśli nie dane mi było ograć wcześniejszej. Co więcej – staram się gry danego developera ogrywać po kolei (o ile oczywiście mam taką pozycję w planach).
    Chyba najbardziej lubię dwójkę.
    2>3>1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*