Recenzje | Suzy Cube, Dinocide, Giana’s Return (PC, multi)

Witajcie w kolejnej indyczej fermie, w dzisiejszym programie udział biorą: biała jak kostka cukru babka, co szuka skarbu, anonimowy brodaty prehistoryczny jaskiniowiec w poszukiwaniu miłości oraz znana blond włosa piękność w nowej odsłonie. Przyjrzymy się platformówkowym indorom, które zamiast być oryginalne postanowiły czerpać garściami (czy tam łapami) ze sprawdzonych mechanik od przodowników gatunku – o jakich tytułach mowa oraz czy są warte spróbowania? Przekonacie się w tym oto tekście.


Suzy Cube

NorthernBytes Software (2018) – PC, Android, iOS

Platformówka

Jest gdzieś we wszechświecie pewna planeta – nie byle jaka – na której wszystko jest złożone z sześcianów i kwadratów. Drzewa, stworki, pieniądze, bałwany, budowle a nawet i słońce jest w kształcie kostki! Pewnej gwiaździstej nocy, w kostkowym królestwie, czas płynął jak zwykle powoli i spokojnie, aż tu niespodziewanie grupka pomarańczowych podejrzanych typów wykradła ze królewskiego skarbca pokaźne sumy kwadratowego złota. Na szczęście tak się złożyło, że w pobliżu była bohaterka Suzy Cube, która sama podejmuje się niebezpiecznej wyprawy od której zależą losy królestwa a może i całej planety (w końcu istnieje ryzyko podniesienia podatków by załatać dziurę finansową). Tak oto rozpoczyna się nasza wyprawa do dalekich krain.

Jak na platformówkę w 3D przystało będziemy skakać po platformach i po przeciwnikach, zbierać monetki za które dostajemy dodatkowe życie mając 100 sztuk na koncie, a także zbierać rozmaite transformacje pomagające nie raz w naszej wędrówce – brzmi znajomo, prawda? Co niektórzy pewnie zerknęli na screeny, więc wiedzą że mamy tu do czynienia z klonem Super Mario 3D Land oraz 3D World, tak bardzo podobnym, że gdyby nie śnieżnobiały wygląd postaci kierowanej przez nas oraz brak charakterystycznego „wahoo” to byśmy pomyśleli że to kolejna część o najsłynniejszym wąsatym hydrauliku świata. Ale jak to mówi starożytne chińskie przysłowie „Jak ściągać to od najlepszych”.

Graficznie tytuł prezentuje się przyzwoicie, choć bez fajerwerków – jest ładnie, kolorowo choć mogło być odrobinkę bardziej szczegółowo. Mimo to ten fakt nie przeszkadza podczas gry, bo prawie zawsze coś się dzieje – a to skaczemy po ruchomych platformach, a to zsuwamy się ze stoku tak jak w Mario64, a to wspinamy się po wieży która zalewa woda, a to goni nas lawina, a to w wybranych momentach przemierzamy krypty w 2,5D – jednym słowem, dzieje się. Nie można także  zarzucić braku różnorodności lokacji – pustynie, lasy, łąki, piramidy, jaskinie, plansze lodowe oraz lawowe – niby nic nowego, a jednak cieszy. Dźwiękowo jest po prostu w porządku – niby leci jakaś wesoła nuta, jednak bez rewelacji – troszkę daleko jej do Nintendowskich kawałków.

Warto jeszcze dodać że Suzy Cube oferuje masę poziomów oraz sporą ilość etapów ukrytych. Aby móc w nie zagrać trzeba zebrać odpowiednią ilość gwiazdek porozrzucanych po planszach, co ucieszy fanów eksploracji, a ci co lubią speedruny także się uradują, gdyż tytuł wspiera steamowe rankingi przejścia danego poziomu, bądź całej gry na czas.

Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić to do troszkę zbyt małej różnorodności bossów z którymi będziemy toczyć boje w przeciwieństwie do tych z grzybkowego królestwa. Na szczęście z „normalnymi” przeciwnikami sprawa ma się lepiej – w każdej krainie znajdziemy paru unikalnych typów do pokonania.

gameplay prosto z kanału LukegiX

Przechodząc do podsumowania: Suzy Kostka to kolorowa, wesoła platformówka 3D, która pomimo mobilnych korzeni (a jak wiadomo gra dobra i mobilna rzadko chodzą w parze) okazuje się naprawdę porządnym i wciągającym tytułem, utrzymany w duchu produkcji od wielkiego N. Chociaż trzeba zdać sobie sprawę że nie jest to poziom jaki przyzwyczaili nas Japończycy, więc śmiało mogę wystawić ocenę mocno zieloną.

Retrometr

Daleka kuzynka Mariana ma się równie dobrze co hit Nintendo


Dinocide

AtomicTorch Studio (2016) – PC

Platformówka

Jaskiniowcy w grach towarzyszą nam od bardzo dawna – może i nie od czasów prehistorycznych – bo wtedy nie było gier wideo. W większości przypadków wcielaliśmy się w napakowanego samca alfa, który miał za zadanie uwolnić bezbronną niewiastę z łap wielkiego i paskudnego brzydala, który na swój sposób starał się uniemożliwić nasze starania. A to z pomocą czarów zamienił w małpiszona, a to wysyłał wielkie bestie by nas pożarły, a to wrzucali w prototypowy środek transportu który nie przeszedł testów BHP. Jak widzicie, prehistoryczni nie mieli łatwego życia – nie inaczej jest w tym przypadku – toporek w dłoń i drogę!

Weedle, co ty tutaj robisz?

Jak wspomniałem we wstępie wcielamy się w anonimowego przedstawiciela gatunku homo sapiens, któremu porwano dziewoję. Do dyspozycji twórcy zaserwowali nam możliwość rzucania kamieniami, toporkami, strzałami a także możliwość ujeżdżania jednego z paru dinozaurów, żeby nie było za łatwo nasz heros jest ogromnym głodomorem i wystarczy tylko parę sekund bez kęsa owocu by umarł z głodu – brzmi znajomo? Owszem, moi państwo – tym razem mamy do czynienia z klonem kultowego Adventure Island.

Typowy dzień w czasach odległych – jaskiniowiec skacze po kanionie, a szkielet z sombrero pilnuje śliwki.

Tak samo jak w dwójce, trójce i w czwórce będziemy mieli mogli podróżować pieszo jak i na dinozaurach – z czego każdy z nich jest przeznaczony do innych zadań – czerwony chodzi po lawie, fioletowy szybciej pływa, żółty nie zakopuje się w ruchomych piaskach – jak widać identycznie jak w oryginale. Jedyną nowością jest oliwkowy bagienny oraz pewien sekretny dla wytrawnych łowców, który deklasuje konkurencję. Kolejną nowością jest powoli rosnący pasek staminy, od którego zależy czy będziemy mogli zaatakować czy nie, wywierając taktyczne podejście a nie mashowanie non stop ataku. A można na dwa sposoby – standardową bronią miotaną oraz atakiem specjalnym przypisanym do danego dinusia.

Kolejną zmianą w stosunku do NESowego klasyka jest lekkie zmniejszenie poziomu trudności. Teraz gdy podczas obrywania tracimy pasek głodu, przez co możemy sobie pozwolić na parę pomyłek, a nie paść od dowolnego obiektu. Oczywiście nie jest aż tak łatwo, gdyż jak zginiemy – ot choćby od wpadnięcia w przepaść – tracimy posiadany aktualnie przez nas ekwipunek. Czyli tak samo jak w oryginale musimy podejmować ciężką decyzję, czy zabrać zwierzaka na spacer, czy lepiej tym razem się wstrzymać.

Ognisty T-rex gotów do akcji!

Graficznie tytuł prezentuje się przyzwoicie – niby jest jakiś pixel art udający wielokrotnie przytaczaną 8-bitową pozycję, jednak mogło być lepiej – w szczególności tła.

Na to wygląda że mamy do czynienia z idealnym duchowym następcą, prawda? Otóż niestety nie, największym, zauważalnym minusem jest brak możliwości biegania, zmniejszając dynamikę rozgrywki. No i gdyby tak jeszcze dali by wpadającą w ucho nutę oraz była nieco dłuższa. Gdyby nie te trzy fakty to byłby naprawdę wyjątkowo dobry szpil wart polecania. W obecnym stanie jest to gra w którą można zagrać jak będzie na jakieś fajnej promocji za grosze, choć nie należy spodziewać się jakiś rewelacji. Jak to się mówi – nie chwal dnia przed zachodem słońca, więc i ocena jak najbardziej słoneczna.

Retrometr

Szału nie ma, mogło być lepiej.


Giana’s Return

Retroguru (2009) – PC, Linux, Mac, Amiga, Dreamcast, Gamecube, Wii, PSP

Platformówka

W odległych czasach komputerów 8-bitowych, kiedy to powstawała masa portów i klonów hitów z (przeważnie) automatów była sobie pewna dość popularna gra na Commodore C64 o dwóch dzielnych babkach poszukujących wielkiego kryształu w magicznej krainie. Miała ona problemy na tle prawnym od innego studia z wąsatym hydraulikiem na czele za to, że bezczelnie kopiowali z ich wielkiego hitu na NESa. Pewnie już wiecie o jaki tytuł chodzi: The Great Giana Sisters od Time Warp Productions, którą jakiś czas temu zrecenzował WojT i którą osobiście polecam. Jednak dziś nie będziemy wychwalali tego klasyka, a przyjrzymy się fanowskiej kontynuacji wydanej na naprawdę wyjątkowo pokaźną ilość urządzeń – czy naprawdę było warto? Przekonajmy się.

Ponownie wcielamy się w blondwłosą Gianę, która ponownie trafia do krainy snu, by ponownie się z niego wydostać i przy okazji przeżyć niezłą przygodę ratując siostrę. Tak jak w oryginale będziemy radośnie skakać po sowach, chodzących oczkach i innych niezbyt przyjaźnie nastawionych stworach, omijać wszelakie pułapki, zbierać diamenty – czyli w zasadzie nic nowego, prawda? Otóż nie! Tym razem przemierzymy nie jeden, nie dwa, bo aż 7 różnorodnych światów w ponad 50-ciu poziomach (prawie 2 razy więcej niż w jedynce!). Deszczowa polana, zimowe szczyty, podziemne jaskinie, u podnóża wulkanu, pustynie oraz bagna – ot platfomówkowy standard, ale jak te poziomy wyglądają! Nacieszymy oczy kroplami deszczu padające pod kątem pod wpływem wiatru, błyskające pioruny, falujące morza lawy, bądź wolno opadającymi płatkami śniegu. Szczerze powiedziawszy aż dziw bierze, że to „tylko” produkcja fanowska bijącą na głowę oficjalne wydania. Spójrzcie tylko na oficjalną kontynuację na Nintendo DSa oraz pecetowe wydanie Giana Sisters 2D, a potem na omawianą dziś grę – jest znacząca różnica, prawda? Tak jak w oryginale jesteśmy zasypywani masą ukrytych bonusów, teleportów przenoszących o parę etapów do przodu, w kwestii transformacji prawie bez zmian, no może poza paskiem energii naszej bohaterki, przez co możemy oberwać od pomniejszych sługusów parę razy. Jedynie czego w stosunku do oryginału nie uświadczycie to paru itemków: zegarka, bomby, truskawki i kropli wody.

Na końcu danego świata będzie czekał na nas boss, z którymi walczy się bardzo podobnie – skakaj po nim aż straci całe HP, unikając jego morderczych ciosów. Na początku na szczęście nie są zbyt trudni do pokonania (w szczególności ci pierwsi), więc w miarę szybko rozprawiamy z danym typem gdy się zbierze te parę żyć (gdy zginiemy stan życia przeciwnika pozostaje bez zmian)  i przechodzimy do dalszego skakania po platformach w bajecznej krainie. Tak pod koniec gry dają mocno do pieca – dwa strzały i nasza bohaterka traci kolejne wcielenia.

Warto także pochwalić za elastyczny system zapisu gry – możemy na dwa sposoby kontynuować rozgrywkę: klasycznie, wybierając continue, wczytując zapisany plik z ostatnim ukończonym levelem, albo wpisać hasło, by móc zacząć od ulubionego poziomu, bądź wybrany pominąć. Niestety mam złą wiadomość dla tych, co uwielbiają bić wszelakie rekordy – wczytanie jakiegokolwiek sejwa zeruje licznik punktów – więc trzeba przejść wszystko „na jednej blaszce”.

Czy powrót Giany godzien jest tytułu jakim obrosła poprzednia legenda? Jak najbardziej tak! Wspaniała grafika, całkiem niezła muzyka, masa poziomów, tona grywalności. Niestety średnie pojedynki z bossami – sami widzicie że jest prawie idealnie, choć niektóre levele mogliby zbalansować i urozmaicić. Ot mało znaczący szczegół do którego nie ma co się przyczepić, wszakże komodorowa odsłona nie raz dawała mocno w kość. I pomyśleć, że jest to produkcja darmowa. Jednym słowem porządny szpil – nic tylko pobrać i przeżyć kolejne niezapomniane chwilę z Gianą.

Retrometr

Fani oryginału będą wniebowzięci

O LukegaX 33 artykuły
Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC