Recenzja | TЯAPT (PS2)

Jeśli na przedramieniu Twojego dziecka jawi się dziwne, metaliczne znamię oplatające je całkowicie; wymyślny stygmat nie z tego świata, to wiedz, że coś się dzieje. Jeśli Twoje dziecko, córka dorastająca wykazuje zainteresowanie przerażającymi narzędziami tortur, ostrym jak brzytwa oprzyrządowaniem bądź lubuje się w czarnej magii, to wiedz, że tam się coś mocno burzy. Jeśli w końcu Twoja latorośl słyszy zalotny głos zachęcający do zabijania oraz składania ofiar z dusz człowieczych, to wiedz, że już sam szatan się nią interesuje i jest bardzo źle. Spotkałem kiedyś młodą dziewczynę, taką cichą, lękliwą, której sam diobeł namącił w niewinnej główce. Imię jej – Allura, grzmiąco odbijało się donośnym echem po zamkowych komnatach, nie ze względu na fakt, że była ona potomkinią samego Olafa, władcy królestwa Fronenberg, ale przede wszystkim z racji tego, iż chodziły słuchy jakoby zamordowała ona własnego ojca.

Wieści te, podle zresztą rozpuszczone przez macochę księżniczki, okazały się niesłuszne, lecz na tyle mocno zakorzeniły się w świadomości mieszkańców oraz służby dworskiej, że dziewczę stało się najbardziej poszukiwaną personą w całym królestwie. Wraz ze swoją służebnicą zmuszona była salwować się ucieczką do owianej złą sławą posiadłości, wprost w czorcią paszczę, gdzie sam piekielny pomiot za sprawą niecnego uroku zmienił Allurę w swą poddaną – królewna stała się nieludzkim Trapmasterem, poskromicielem bestialskich pułapek, czyhającym na okazję, by tylko wyszarpać dusze z bezlitośnie okaleczanych ciał prześladowców.

Ten okrutny fach na niewtajemniczonych może robić spore wrażenie, lecz w pewnych kręgach znany był już za czasów panowania pierwszego PlayStation. Trapt stanowi bowiem czwartą odsłonę cyklu znanego jako Deception, w którym to głównym założeniem jest planowanie i zastawianie sideł na kolejne ofiary. Jakakolwiek eksploracja zredukowana została tutaj do minimum kosztem unikalnej mechaniki muśniętej taktycznym akcentem.

Teatrem naszych działań jest wspomniana rezydencja wraz ze średniowiecznym zamczyskiem, a dokładniej kilka pokoi oraz izdebek, między którymi możemy nieskrępowanie przemieszczać się i swobodnie instalować zasadzki będące jedyną formą obrony naszej podopiecznej. Do dyspozycji dostajemy trzy kategorie pułapek – montowane na suficie, podłodze oraz ścianie, zaś każda z nich opisana jest liczbą zadawanych obrażeń; czasem jaki musi upłynąć, by móc ponownie z nich skorzystać oraz mnożnikiem Ark, wpływającym na ilość kasiury jaką otrzymamy za zabicie zbira.

Rozmieszczanie śmiertelnego osprzętu jest bardzo proste. Takie ostrze lub dupny morgernstern na łańcuchu są w stanie trącić i przewrócić na ofiarę marmurową kolumnę

To, gdzie rozmieścimy nasze śmiertelne maszynki zależy od naszego widzimisię, z zachowaniem zasady, by zwisający dynks nie był umieszczony bezpośrednio pod sprzęcichem osadzonym na podłożu. Kiedy już rozlokujemy nasz rynsztunek, należy zwabić wówczas ścigających nas delikwentów w jego okolice oznaczone poświatą o adekwatnym kolorze, po czym w odpowiednim momencie uruchomić mechanizm. Ważne jest tutaj zachowanie timingu, gdyż opryszki lubią wymijać newralgiczne spoty, a niektórzy nawet są odporni na działanie konkretnego typu wnyk. Skoro poznałeś podstawy to pora na mały showtime!

Zabawa jest bardzo przystępna, gdyż dany rodzaj pułapki przypisany jest pod konkretny klawisz geometryczny i koreluje z jego barwą oraz położeniem (trójkąt – strop, kwadrat – ściana, iks – parkiet), więc jesteś w stanie intuicyjnie aktywować swoje gadżety i z lubością oglądać jak męczennik zostaje ciachnięty lśniącym ostrzem, przygnieciony ogromnym kamulcem bądź przeszyty wskroś strzałą. A to tylko niewinny wstęp do bardziej wymyślnych tortur. Niemniej wnyki wykorzystywane pojedynczo skutecznie potrafią zaprosić do gry pewną dozę znużenia, monotonii, dlatego też kluczem do czerpania dużej frajdy jest możliwość łączenia dostępnych narzędzi w katorżnicze łańcuszki.

Co więcej, każda komnata posiada swoje przypisane, specjalne zasadzki tak zwane Devices stanowiące elementy otoczenia, a występujące między innymi pod postacią żyrandola, krzesła elektrycznego, żelaznej dziewicy lub kolczastego młyna, które również możesz wykorzystać do czesania combosów, dzięki czemu gameplay nabiera intensywniejszych rumieńców. Oj, piękniusie są akcje, kiedy wahadło odrzuca gostka na kilka metrów, wprost na trampolinę, po aktywacji której, ta wystrzeliwuje biedaka na świecznik. Jeśli umocowane na nim ogarki tlą się ciepłym ogniem, to płomienne jęzory żarliwie poliżą gagatka, podpalając go i trawiąc pozostałą resztkę paska energii. A co powiesz o sytuacji, gdzie nieszczęśnika porywa tęgi nabój kołkownicy, który z impetem przybija go do wiszącego obelisku, po czym truchło osuwa się na ziemię i zostaje tymże przygniecione? Jak dla mnie pychotka.

Różnorodność morderczych instrumentów jest dość okazała, aczkolwiek na początku dostajesz do dyspozycji wachlarz kilku podstawowych, natomiast kolejne musisz sobie stworzyć w zamian za otrzymywaną walutę Warl, której ilość jest zależna od punkcików Ark naliczanych zgodnie z coraz bardziej pokręconymi sekwencjami kaźni. Jedne z powodzeniem potrafią unieruchomić przeciwnika na kilka chwil jak choćby potrzask na niedźwiedzie, inne zaś posiadają dodatkowe atrybuty – warto tutaj mieć na uwadze również topografię pomieszczeń, bowiem taki magmowy głaz bez problemu stoczy się po schodach, z kolei elektryczna różdżka postawiona w kałuży usmaży każdego, kto tylko zamoczy w niej swoje śmierdzące serem stopy. Odpowiedni dobór pułapek potrafi zatem płynnie zadawać ciosy stalkerom, choć kiedy znajdziesz swój optymalny zestaw, istnieje duża szansa, że pozostały repertuar zasadzek pójdzie w zapomnienie.

Odkrywanie barbarzyńskich atrakcji jakie przygotowali dla Ciebie twórcy, poznawanie tego jak sprawdzają się w praniu poszczególne ustrojstwa, mimo to daje masę radochy, a że ponadto można zakupić parę sztuk kluczy otwierających nowe sale to i pula zwyrodniałych sprzętów ciutkę się powiększa. Zabrakło natomiast jakiegoś bonusowego urozmaicenia, chociażby prostych zagadek wplecionych w nasze poczynania, acz za pewną ich namiastkę można uznać nieszablonowe, mocarne finishery uruchamiane po uprzednim wykonaniu konkretnych czynności. Nie jest jednak powiedziane wprost gdzie, co i w jaki sposób należy zrobić, by aktywować jeden z ośmiu Dark Illusions, więc bez sugestii poradnika trudno jest je samemu odnaleźć.

Zegarmistrz śmierci purpurowy

Warto niemniej poszukać wskazówek, gdyż Mroczne Iluzje nie dość, że można łączyć ze zwykłymi pułapkami zwiększając zarazem znacznie liczbę damage’u, to przede wszystkim za ich pomocą ku własnej uciesze, w widowiskowy sposób unicestwisz gnębicieli. Trzeba jednak podkreślić, że wylew brutalności temu towarzyszący został ugrzeczniony oraz ukazany nieco stonowanie. Niby obecna jest ta potworność, lecz nie czuć w tym nutki pikanterii wieńczącej koszmarne męki. Owszem, sadystyczny uśmiech nie schodzi z uchachanej buźki, kiedy przykładowo oglądasz jak przyszły denat w szaleńczych pląsach miażdżony jest między trybami wielgachnej pozytywki w rytm wygrywanej melodii, ale jak nic, kulminacja tego przedstawienia, aż prosi się o gęste flaki wraz z latającymi frywolnie na lewo i prawo kikutami skąpanymi w czerwonej posoce. Tym bardziej, że średniowieczne igraszki rządziły się swoimi prawami.

W Trapt świetnie oddano ducha zamierzchłej epoki, który emanuje nie tylko z charakterystycznych dla tamtych czasów, różnorakich narzędzi tortur, ale także z designu poszczególnych pomieszczeń. Co rusz wieje tu surowym, gotyckim stylem, czy to od kapliczkowej komnaty z kolorowym witrażem na czele, czy to z zatęchłej dzwonnicy bądź kunsztownej, pałacowej komnaty tronowej. Aczkolwiek w tym wszystkim nie brakuje elementów fantasy, które jak mało co pasują do tego okresu. Leciwy wiek produkcji obszedł się z nią dość łaskawie, więc pod względem graficznym tytuł prezentuje się znośnie wraz z naturalnie oddanymi modelami postaci czy szczegółowym otoczeniem. Polowanie na łachmytów natomiast skutecznie uprzykrzyć potrafi kamera, która w trakcie jej ręcznego manewrowania ustawia się często pod dziwnymi kątami, szczególnie jeśli chcesz zachować dystans od oponenta. Pal licho, że zakłamuje to położenie dręczyciela względem zasadzki, ale głównie naraża Allurę na wpadnięcie we własną matnię. Tak, dziewka również może paść ofiarą Dark Illusions jak i zastawionych sideł.

Jeśli miałbym w kilku słowach przyrównać do czegoś dzieło ekipy odpowiedzialnej za takiego asa jak Project Zero, pewnikiem był by to Kevin sam w domu, ale taki bardziej przypakowany, na sterydach. To właśnie bazujący na filmowym motywie, oryginalny gameplay wespół z może nie wybitną, ale ciekawie poprowadzoną, absorbującą historią, przeplataną twistami fabularnymi najbardziej przykuwa do ekranu telewizora. Niestety rozgrywka z czasem robi się mocno repetytywna, zaś na domiar złego do głosu dochodzi ociężała dynamika gry. Powolne tempo z jakim porusza się bohaterka czy większość przeciwników (acz ich zwinność zależy od klasy – ot taki łotrzyk i złodziejaszek, jest szybszy od rycerza w zbroi czy mięśniaka z młotem), sprawia, iż łatwo jest wyminąć ich ataki, toteż Trapt nie stanowi większego wyzwania serwując nie za wysoki poziom trudności. Czy warto? Tak, bo jest to naprawdę dobra gra, jednak miej na uwadze, że należy ona do grona tych, które albo polubisz albo z miejsca odrzucisz. Przymykając oko na mankamenty, nawet dziś można przy niej świetnie się bawić.

Retrometr

Redaktor. Ulubione gatunki: przede wszystkim przygodowe/akcji z głównym nastawieniem na survival-horror. Poza tym wsio prócz niemal wszelakich rpgów (tutaj wyjątek stanowi action rpg), symulatorów i strategii. Lubię odpocząć przy wciągającej platformówce. Posiadane platformy: 3DS, PSP, PS2, PS3, PS4, C64, PC