Recenzja | The Kore Gang (Wii)

the Kore Gang Wii

Ahoj kamraci! Gotowi na kolejny połów zaginionych kaszalotów i ukrytych pereł gejmingu? Chwytajcie wiiloty, dziś wpływamy na wody Wii!

Co tu dużo gadać gdy trzeba by dużo gadać… znacie w ogóle taką gierę jak The Kore Gang? VGchartz nie ma w swojej bazie danych nt. sprzedaży lub produkcji tej gry, na howlongtobeat dwie osoby podały czas przejścia z czego jedną jestem ja, a na allegro jak już z biedą ją znajdziecie to na 99% będzie po niemiecku. Czto-to-to za dziwadło!?

Who are you!?

Znacie takie gry co wiecznie były robione i nie wiadomo było kiedy i na jaki system wyjdą – Duke Nukem: Forever, The Last Guardian, Too Human i wiele innych. O nich się mówiło latami i ich znacie, The Kore Gang było nawet pod tym aspektem w dupie od początku i niewielu mówiło o platformerze 3D zmierzającym na pierwszego Xboxa (swoją drogą genezę problemów platformerów na Xboxie szerzej opisałem w ramach Konsolidacji). Mieli wiecznie pod górkę, ale my dziś nie będziemy im kłód pod nogi rzucać. Zacznę jak każdy dobry marketingowiec od materiałów promocyjnych:

Co my tu zatem mamy, że zawracam Wam tym szpilem dupę? To że mam odchył na punkcie platformerów 3D zapewne już wiecie, ale mam też wobec nich większe wymagania bo jednak trochę tego otrzaskałem. Pierwsze co mnie wgniotło w sofę i zaskoczyło po odpaleniu gry to świetne animacje, które są wręcz na poziomie Pixara z tego okresu (biorąc poprawkę na to, że gramy na „lichym” Wii). Cudownie wykonane, wyreżyserowane, z dozą humoru które podobnie jak cała fabuła nadawałyby się na pełnometrażowy film. Gdyby wydano to w formie animacji zapewne dziś wielu by wspominało Kore Gang, a że to małonakładowa gierka na Wii… Fabuła to kompletne pomieszanie z poplątaniem, ale w wesołym i charyzmatycznym stylu. Otóż zagłada na ludzkość (oczywiście zaczyna się w Nowym Yorku) nie nadchodzi z kosmosu, tylko z wnętrza ziemi! Okazuje się że jest tam kilka dość mózgowych i powykręcanych ras, a wśród nich trzech popaprańców zwanych braćmi Krank. Naszym zadaniem jest odbić Dr. Samuelsena, który wpadł w ich ręce i zatrzymać olbrzymią machinę zmierzającą na NY skąd zaczną podbój ziemi… a przynajmniej jej nawierzchni, bo wnętrze to oni już mają.

I’m imprisoned down here, it’s kind of stinky and they got schedules!

Co prócz filmików mnie tu zainteresowało to postacie, dialogi i pogięty klimat. No po prostu ogląda/gra się w tą grę jakby się oglądało animację, płynnie i przyjemnie. Bracia Krank to chore szajbusy, nasz wybawca Dr Samuelsen to jakiś niedorozwinięty świr, wewnątrz tej dziwnej machiny podziemnej jest kilka pobocznych postaci które wskakują tylko na chwilę, ale zapamiętujesz je (mecha-taxi-gigant-małpa, czy superbohater na butle z gazem, którego musimy połatać gumą do żucia!), no podobało mi się to! I co jeszcze jest warte odnotowania to piosenki! Tak, piosenki! Bracia Krank będą śpiewać przed walką na swój sposób rozbrajając całkowicie, świetnie to zrealizowano. I nie zapomnijcie, że bracia Krank mają harmonogramy!

bracia Krank to popieprzone trio!

Rozpędziłem się… a gdzie gameplay! Cała idea za Kore Gang polega na połączeniu kilku postaci w jedną formę za pomocą specjalnego skafandra/mecha w którym siedzą. Po naciśnięciu przycisku C zmieniamy bohatera „u steru” i nabywamy jego umiejętności. Są łącznie 3 postacie: Pixie – nasza akrobatka posiadająca podwójny skok i umiejętność przyczepiania się za pomocą liny do obiektów/ścian, Madboy – przydatny do bitki, będzie okładał wrogów jak i rzucał przedmiotami, Rex – to pies do zadań specjalnych, powęszy, podsłucha i szybko się przemieści. By jednak bardziej zrozumieć gameplay należy omówić kwestie związane z wiilotem.

Wiilot to wynalazek którego ja osobiście uwielbiam, jestem wręcz zawiedziony jeśli w grze na Wii nie jest on zaimplementowany. Tutaj symbolicznie występuje przy Pixie – robi za wskaźnik dla naszej liny jaką wypuszczamy by się podciągnąć, musimy też mając go w pionie obracać w koło by się unosiła w powietrzu nad np. toksynami. Asem jednak w wykorzystaniu wiilota jest Rex – po pierwsze podsłuchamy rozmowy odległych wrogów szukając częstotliwości na jakiej nadają by zdobyć np. hasło do przejścia (podczas szukania częstotliwości kręcimy wiilotem, a gdy znajdziemy rozmowę słyszymy ją przez głośnik w pilocie a nie w TV!), drugim wartym odnotowania użyciem tego wynalazku jest otwieranie sejfu. Pobawimy się w kasiarza niczym Henryk Kwinto i będziemy precyzyjnie obracać wiilotem to w prawo, to w lewo by złamać szyfr, gdy ręka drgnie lub szarpniemy za mocno musimy zacząć od nowa. To są wszystko dodatki do głównego trzonu gry, ale czynią go odmiennym od standardowego skakania i zbierania znajdziek w innych przedstawicielach gatunku. Podkreślić należy, że ich wykorzystanie jest dobrze zbalansowane, to nie na siłę wepchane wszędzie minigierki, tylko fajne urozmaicenie.

wiilot i zabawa w kasiarza – przyjemne urozmaicenie

Chciałbym też chwilę popierdzielić o jako takim designie. Najogólniej rzecz biorąc przypomina to mix Psychonauts z Mushroom Men, czyli lekko psychodeliczny i mocno groteskowy klimat rodem z produkcji Tima Burtona. Z resztą popatrzcie w dziale ciekawostki nad jakimi projektami pracował wcześniej autor – tu nie ma mowy o przypadku. Może i nie wszystkim to pasuje, ale ja uwielbiam taki styl. Gra była długo robiona i pewnie część etapów pochodzi z recyklingu z zupełnie innego założenia na ten tytuł, ale twórcy sobie z tym poradzili. Przykładowo mamy etapy, które w ogóle nie wyglądają jak w podziemnej machinie wojennej, wyglądają jakby były na powierzchni. Jak to uzasadniono? Że bracia Krank polubili wizję świata na powierzchni i przystosowali pomieszczenia pod to, i tak np. gwiazdy i słońce są zawieszone na kablach ;). Etapów jest ponad 30, ale są stosunkowo krótkie i co za tym idzie małe. Każdy etap to mała powierzchnia zagospodarowana maksymalnie, przez co będziemy wspinać się też w górę lub przemieszczać po drobnych platformach. Wrogowie i bossowie? Powyginani i powykręcani, pourywali się z psychiatryka w MediEvilu, podoba mi się to! Muzyka to też zawiłe melodie, ale brawa szczególnie za podłożone głosy co na Wii normą nie było, no i te wspomniane wcześniej piosenki!

You must help me!

A podsumowanie to sobie pierdykniemy zaczynając od małych minusów. Co możemy do nich zaliczyć? Poziom trudności i czas gry. Gra trwa ok 6:30h więc niby mało, ale nie aż tak źle, poziom trudności jest minimalny, kilka razy zginąłem, ale generalnie idziemy jak po trupach do przodu. Czy to jakoś specjalnie przeszkadza? Mi nie, a wy sobie sami odpowiedzcie.

Ivan, bohater na LPG, takie rzeczy tylko tutaj ;)

Co było nadzwyczajne to to że czułem się jakbym oglądał fajną baję z gatunku tych od Pixara i innych Disneyów. Na serio ja te 6:30h w dwa dni ogoliłem grając jak na siebie bardzo dużo, wciągnęło mnie po same pachy! Piękne animacje, szybkie levele, mniejszy poziom trudności, dużo dialogów i fajne postacie sprawiły że miałem poczucie ciągłości i „jeszcze jednego etapu”. Jak ktoś lubi platformery i ma na stanie Wii to polecam już teraz zaopatrzyć się w swój egzemplarz, bo jak za rok jakiś znany zagraniczny jutjuber pokarze tego szpila światu to jego ceny poszybują w górę kilkukrotnie! A póki co to ja chyba 3 dyszki za niego dałem, niby jest okładka po niemiecku, ale ciężko znaleźć inną, w samej grze jest wszystko po engliszu więc nie bójcie żaby, że będą wam szprechać. No i co tak siedzisz? Jak lubisz takie gry to nie zwlekaj, ruszaj na wirtualne giełdy!

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Nintendo Wii/2019

3 słowa do gracza: Bardzo przyjemny i świetnie zrealizowany platformer w którego chce się grać i który potrafi rozbawić. Brać póki jest!


Ciekawostki:

» Gra była pierwotnie robiona z myślą o pierwszym Xboxie przez Klausa Lyngeleda, który opuścił dla niej Shiny Entertainment (Erthworm Jim, MDK, Wild 9 – czuć podobieństwa!) i założył Zoink. Od 2003 roku gdy zaczęły się prace zaczęły się również problemy bo pierwotny wydawca (CDV Software) przez kłopoty finansowe olał sprawę, po tym prace zawieszono. W 2006 roku Games Foundation otrzymało prawa do marki i przy współudziale niemieckiego Pixonauts i SnapDragon Games dokulało projekt do końca w 2010 roku po czym SnapDragon… zbankrutowało. Zawiłe to wszystko w cholerę, ile ludzi musiało się podłożyć by jakoś to wydać, a i tak na końcu klops. Podejrzewam, że większość kopii w Europie to te wyprodukowane na rynek Niemiecki, gdzie wydawcy mieli większe możliwości i wiedzę (okładki po angielsku to widziałem, ale głównie wersje US).  Podobna historia co z „naszym” Kao 3, gdzie Cenega skupiła się głównie na rynku Polskim by ciąć koszty, a jednocześnie mieć jakiś zysk.

» pełny tytuł gry brzmi: The Kore Gang: Outvasion from Inner Earth, wybaczcie, ale nie widziałem sensu w wpisywaniu go całego do tytułu wpisu ;)

» głównymi wrogami w grze są bracia Krank, po niemiecku słowo „krank” oznacza „chory”

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox