Recenzja | The Official Father Christmas, Sint Nicolaas, Santa Claus in Trobule [XMAS SPECIAL 2022 cz.1]

Niełatwe jest życie Mikołaja. Nie dość że samemu (bądź z małą pomocą Elfów) trzeba ogarnąć listę grzecznych i tych mniej grzecznych dzieci, to jeszcze trzeba pamiętać gdzie który mieszka oraz jaki dokładnie prezent chce.

Nawet nie wiecie jaka by była afera gdyby Jasiek spod piątki dostał iPhona 13 Mini zamiast najnowszej czternastki, a Hanka z przeciwnej ulicy zestaw klocków Lego zawierający pałac tej z Pięknej i Bestii zamiast tego z Krainy Lodu. Mało tego, nie dość że trzeba ogarnąć tę światową wielomilionową listę życzeń to jeszcze trzeba je dowieść w miejsce przeznaczenia – i to wszystko w jedną, jedyną noc w roku. No bez zaginania praw fizyki i czasoprzestrzeni jest to zadanie niemożliwe. Nic więc dziwnego że twórcy gier komputerowych postanowili stworzyć parę gier z brodatym staruszkiem w czerwonym kubraczku (którego wizerunek tak nawiasem mówiąc wykreował Coca-Cola do swoich reklam). W dzisiejszym świątecznym specjalu przedstawię Wam gry z Świętym Mikołajem w roli głównej.


The Official Father Christmas

Enigma Variations / Alternative Software – Commodore 64, Amstrad CPC, ZX Spectrum (1989)

Zręcznościowa

Recenzja dotyczy wersji na C64

Na początek jedyna oficjalna gra z Mikołajem w roli głównej (w końcu te „official” nie bez powodu jest w tytule) i zarazem jedna z najstarszych od twórców recenzowanego ładnych parę lat temu Count Duckuli. Wcielamy się jakby nie inaczej w czerwonego i naszym zadaniem jest uratowanie Świąt. Tylko jest jeden ogromny problem, któryś z jego Elfów nie wiedział że sanie Mikołaja a zwyczajne saneczki to dwie zupełnie inne rzeczy i po prostu je uszkodził. Co gorsze myślał że jak porozrzuca części to wielki M się nie kapnie i zwyczajnie jak niby nic będzie kontynuował swą pracę. Oczywiście gdy nastała Wigilia sprawa się wydała i nie pozostało nic innego jak pozbierać porozrzucane elementy, złożyć je do kupy i wyruszyć w podróż po świecie by rozdać prezenty. Pierwszy etap gry polegający na szukaniu elementów w losowych zakamarkach mapy składającej się z dwóch pięter jest łudząco podobna do mechaniki Punch & Judy, tam też zbieraliśmy, tyle że części do teatrzyku na plaży. Co śmieszne obydwie gry wyszły w tym samym roku i miały tego samego dystrybutora. Przypadek? Nie sądzę.

Czemu w domu Świętego Mikołaja jest tak wiele drabin? Pewnie on sam nie wie.

Największą zagadką w historii gier wideo jest pytanie dlaczego pomagierzy Mikołaja, czyli Elfy są głównymi przeciwnikami w tej grze? Czy aby nie są oni po to by… no nie wiem, pomagać w szukaniu elementów zamiast zadawać obrażenia? Jako że czerwony nie potrafi skakać będziemy musieli wspinać się i schodzić po drabinkach żeby uniknąć tych małych drani. Dobrze chociaż że kierowana przez nas postać jest nieśmiertelna, tyle że nie dość że tracimy trzymany przez nas element pojazdu i trzeba go szukać od nowa, to jeszcze tracimy cenny czas symbolizowany kwadracikiem u dołu ekranu, gdy się nam skończy dzieci nie dostają prezentów i cały świat jest nieszczęśliwy. A raczej tego nie chcemy, prawda? Po zmontowaniu naszych Turbo-Sań 9000 następuje etap drugi. Tym razem mamy wybrać jakie 6 rodzajów prezentów chcemy podarować. Do wyboru mamy pluszowego misia, lalkę, kijek do krykieta, zabawkowy pojazd, odtwarzacz kaset magnetofonowych, książkę, rolki, miniaturowy domek, pudełko z bliżej nieokreśloną zawartością a także… 8-bitowy komputer oraz telewizor. No ktoś musiałby być naprawdę wyjątkowo grzeczny by dostać TV wrzucony przez komin (o ile ten by się zmieścił).

Tak wyglądała Europa 40 lat temu…

Następnie wybrane prezenty malujemy je na żółto i łapiemy gdy te spadają z sufitu unikając białych podarunków. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało tak właśnie jest. I znowu pojawiają się pytania: dlaczego to my decydujemy o prezentach, a nie ci co piszą listy, dlaczego wszystkie elementy spadają z dachu budynku oraz czy ktokolwiek się zastanowił nad tym że zabawkowy samochodzik spadający z 3 metrów bezpośrednio na podłogę może się uszkodzić i czy nie lepiej wymyślić bardziej bezpieczną metodę pakowania zabawek?

Po zapakowaniu kosztowności przychodzi pora na najdłuższy i najważniejszy trzeci etap: tournée po całym świecie i rzucanie przesyłek do nadawcy. Oczywiście żeby nie było za łatwo to i tym razem pojawiają się wszelakie przeciwności losu żeby za wszelką cenę uniemożliwić tę ważną misję. Latając góra-dół niczym w shmupie ciskamy klawiszem FIRE by zrzucić załadunek omijając lecące niebieskie ptaki, chmury (te najczęściej będą kraść nasze prezenty) oraz niebezpiecznie blisko lecące samoloty. Podczas 4 minutowej podróży po kuli ziemskiej zwiedzimy wielopiętrowe srebrne wieżowce w Ameryce, murowane brązowe domy w Europie, szałasy między palmami w Afryce, Antarktydę pełną igloo oraz ostatni kontynent pełny żółtych domków i drzew, czyli Finlandię… zaraz, zaraz, przecie to nie jest kontynent, a po drugie już byliśmy w Europie. Dlaczego ten jeden, jedyny kraj wyodrębniono jako osobny poziom? Tego raczej się nie dowiemy, tak samo jak na pozostałe 6 pytań.

… a tak Afryka, przy okazji jedna z tamtejszych chmur kradnie nam prezent i weź teraz wytłumacz czemu jeden z mieszkańców nie dostał podarunku.

Ci co oczekiwali wielogodzinnej nieliniowej kampanii zawierającą masę elementów pobocznych muszę rozczarować, nie minie tak ze 5-7 minut i finito, Święta uratowane. Ładna kolorowa grafika (oczywiście jak na lata 80-te), świąteczne kawałki w tle, trzy odmienne style gry, no i miejscami miewa irytujące momenty. No czego by chcieć więcej?

Retrometr


Sint Nicolaas

Wiering Software – MS-DOS, PC (1998/2003)

Platformówka

Dziewięć lat później otrzymaliśmy ponowną okazję wcielić się w Mikołaja i po raz kolejny uratować święta, tym razem od twórców Mario and Luigi znanego bardziej przez niektórych jako MARIO.EXE wydanego na komputery z systemem MS-DOS. Zaraz po uruchomieniu gry ewidentnie widać podobieństwa do poprzedniej gry tego studia, tyle że zamiast włoskiego hydraulika skaczemy inną postacią, także w czerwonym stroju. A wszystko zaczęło się od pewnego spokojnego wieczoru, kiedy Sint Nicolaas (niderlandzka wersja Świętego Mikołaja) został okradziony. Na szczęście złodziej był na tyle nieroztropny że pogubił pudełka w trakcie ucieczki. Teraz wystarczy tylko je wszystkie zebrać i powrzucać do kominów, łatwizna co nie? I tu pojawiają się schody, a właściwie dachy, gdyż właśnie po nich będziemy skakać. Nad każdym kominem widnieją kolorowe prostokąty, a w nich numer. To pierwsze oznacza jakiego koloru prezent trzeba wrzucić, to drugie ile ciastek potrzeba by… no właśnie nie wiem po co Santa wrzuca słodycze do komina, ani to zdrowe, ani estetyczne, jeżeli macie jakiś pomysł piszcie w komentarzach.

Czym by była platformówka gdyby nie przepaście i przeciwnicy? Wiadomo, u dziurach Wam nie będę pisał, bo pewnie wiecie że jak się w nie spadnie to traci się życie, nic nowego w tej kwestii nie da się wymyśleć. Co innego o wrogach, a są nimi (znowu) ptaki. Tak, zwykłe, zwyczajne ptaki brązowe oraz seledynowe. A co one robią? A no kradną ciastka oraz pakunki oraz okazyjnie wlatują w biednego bohatera, jednak wystarczy na nie naskoczyć jak na Goombę i te spadają w dół, o ile w nie trafimy, a nie spadniemy w przepaść. W przeciwieństwie do poprzedniej gry ta jest 3 razy dłuższa, czyli tak na 15 minut. Nadal nie jest to zadowalający wynik, ale jak na tytuł darmowy można tę kwestię wybaczyć. Gdyby tylko gameplay był bardziej różnorodny.

Retrometr


Santa Claus in Trobule

Joymania Entertainment – PC (2002)

Platformówka

Wraz z końcem poprzedniego wieku i początkiem obecnego nadeszła nowa era – Era Trójwymiaru. Praktycznie każda gra wydana w tamtym okresie unikała bycia „płaską”. Dlatego też nowa gra z Mikusiem w roli głównej także wykorzystywała ultra nowoczesne 3D. Jednak grafika to nie wszystko, liczy się prze de wszystkim gameplay, czy dodatkowy wymiar polepszył, a może pogorszył sytuacje ? Nie zaskoczę Was w czyją rolę ponowie się wcielimy, zresztą jest to napisane w tytule, i tak, znowu ma kłopoty, i jeszcze raz tak – znowu pogubił prezenty, tym razem jeszcze więcej niż zwykle. W SCiT czeka na nas 10 poziomów, w których będziemy skakać po wszelakich latających platformach, drzewach, ślizgać się po lodzie, a także unikać ognia z lewitujących bloków.

Na początku będzie łatwo…

Co ciekawe w tutejszej grze zbieranie prezentów ma charakter opcjonalny. Na każdej planszy do złapania mamy 3 rodzaje prezentów: często występujące fioletowe, poukrywane żółte oraz ultra rzadkie kolorowe. Za zebranie wszystkich danego rodzaju uzyskujemy dodatkowe życie (a tych na starcie mamy jedynie 3), które jest na miarę złota, gdyż w mało której platformówce widziałem aż tyle przepaści i okazji do wpadnięcia w nie, może dlatego czerwony nauczył się podwójnego skoku. Należy pamiętać że jakikolwiek kontakt z przeszkodą lub wpadnięcie w czarną otchłań bez dna powoduje natychmiastową stratę życia i powrót do checkpointu, a gdy stracimy je wszystkie rozpoczynamy dany poziom od nowa.

Aż sam Mikołaj nie dowierzał że ma tędy podążać, no ale skoro strzałka wskazuje ten kierunek…

Przyznam że kuracja w 3D miała wpłynęła upiększającą. Jednak niech Was pozory nie zmylą. Jeżeli oczekiwaliście że kolorowe przygody Mikołaja z klimatycznym soundtrakiem w trójwymiarze będą miłą, spokojną platformówką to jesteście w błędzie. Dawno nie widziałem aż tak wymagającego platfomera. Nie dość że będziemy skakać bardzo dużo, to jeszcze głównie będziemy się zmagać z morderczymi ptakami… tak, znowu! co one mają do biednego Mikołaja? Czyżby widok worka i czerwonego stroju wzbudzał u nich agresję? Będziemy także omijać niezbyt rozgarnięte trolle chodzące po wytyczonej ścieżce oraz wyjątkowo niebezpieczne skaczące bałwany które chętnie wylądują na naszej głowie niczym Mario na Goombie. Pod koniec gry, a nawet i w połowie tytuł nie daje wytchnienia, podobnie jak w końcówce pierwszego Adventure Island dosłownie na każdym kroku czekać będzie jakiś element czyhający na życie czerwonego. Dlatego raczej odradziłbym ją najmłodszym.

„Nie no super, tylko parę przeszkód prze de mną” – pomyślał Mikołaj.

Tak mnie zastawania do kogo ten produkt był skierowany? Kolorowa miła otoczka wraz z miłym bohaterem sugerowała by że jest to gra familijna dla każdego, jednak po parudziesięciu minutach okazuje się że skierowana jest ona tylko dla wymiataczy. Kto by pomyślał, że gra z Mikołajem może być ciężka. Gameplaye na YouTubie sugerują że Santa Claus In Trouble bez częstego spoglądania na napis „koniec gry” można ukończyć w 50 minut. Jednak mimo wszystko polecam, bo widać że Niemcy (jak zwykle zresztą) się starali i naprawdę jestem pod wrażeniem że aż tak rozbudowany tytuł został wydany za darmo. A byłbym zapomniał, gra nie posiada jakiejkolwiek formy zapisu, więc przed uruchomieniem zarezerwujcie sobie te 2 – 3 godzinki wolnego czasu. Czy warto zagrać? Jasne że tak, dlatego ocena jak najbardziej choinkowa.

Retrometr


Dla tych co jedno wyzwanie za mało dodam ze wyszły jeszcze dwie płatne kontynuacje: Santa Claus in trouble… again / Święty Mikołaj w tarapatach 2 (dostępna od niedawna na steamie jako remaster) oraz wielkanocna przygoda: Rosso Rabbit in Trouble.

 

Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC