Recenzja | The Sims 2 (PC)

Jak mawia powiedzenie, raz w Simsy to nie gej. Ja na szczęście jako kobieta nie mam problemu z takimi żarcikami, jednak muszę się Wam do czegoś przyznać – był taki czas w moim życiu, jakoś od gimnazjum do liceum włącznie, gdy to właśnie kolejne części przygód symulowanych ludzików gościły na moim komputerze najczęściej. Owszem, uwielbiałam gry, które mogłam przejść, ale takie tasiemce jak Simsy czy FIFY również kradły mi sporo życia. Choć miałam styczność ze wszystkimi produktami z serii Willa Wrighta, to właśnie druga część jest tą, której ikonka nadal znajduje się na ekranie mojego laptopa. Co takiego sprawiło, że wsiąknęłam w ten świat na jakieś 15 lat? Czy to się leczy? I w końcu, na czym polega fenomen dziecka Maxis? Pewnie na żadne z tych pytań nie odpowiem w recenzji, ale spróbuję nakreślić, z czym to się je.

Najprościej mówiąc, The Sims 2 to symulator życia. Naszym pierwszym zadaniem jest wybór miejscowości, w której chcemy zagościć. Twórcy na starcie zapewnili nam trzy miejscówki, gdzie już znajduje się sporo osobliwości. Możemy wejść w fabułę zaproponowaną przez twórców lub rozpocząć zupełnie nowe życie, a cały ten powstały projekt puścić z dymem (z walcem). Otrzymujemy Miłowo, moje ulubione, gdzie dostajemy szansę pokierowania choćby słynną rodziną Ćwir. W Dzwinowie m.in. stykamy się z naukowcami, z których jeden zaszedł w ciążę z kosmitą, gdy porwało go UFO podczas oglądania gwiazd. Z kolei Werona w sposób nowoczesny ukazuje nam dzieje bodaj najsłynniejszej zakochanej pary, Romea i Julii. Oczywiście możemy zupełnie odmienić losy dramatu, zniszczyć związek i ocalić życie połowy miejscowości. Należy podkreślić, że możemy także sami stworzyć swój świat. Czasem korzystałam z tej opcji i w zależności od miejsca zamieszkania była to albo moja rodzinna Kuźmina, albo Lublin.

Przykładowa miejscówka

W zależności od uznania najpierw budujemy dom, który odpowiadać będzie naszym upodobaniom oraz grubości portfela, a potem tworzymy rodzinę. Może to być jakaś postać, którą podziwiamy, próba odtworzenia familii znanej z sitcomu czy stworzenie własnego alter ego. Na starcie otrzymujemy 20 tysięcy simoleonów, tamtejszej waluty, po czym możemy ruszyć na podbój świata. Kiedy przechodzimy do części grywalnej, znajdujemy sporo tego, co znamy z życia codziennego. Zaspokajanie podstawowych potrzeb z najniższej części piramidy Maslowa, spełnianie aspiracji (o czym jeszcze szerzej napiszę), zdobywanie pracy i zarabianie mamony na różne sposoby. Możemy spełniać nasze sadystyczne pragnienia poprzez murowanie simów, pozbawianie drabinek ich basenów czy choćby zmuszenie amatorów kulinarnych do gotowania i nie wyjęcia dania o czasie, ale umówmy się – nie o to tu chodzi. Jak podkreśla Mroczny Kosiarz, gdy ubijemy wszystkich domowników, gra jest symulatorem życia, a nie śmierci, zatem nie przyspieszajmy tego procesu.

Odwrotnie od podanego wyżej klucza, zacznę od tworzenia postaci. W odróżnieniu od prekursora serii, w dwójce mamy możliwość nie tylko stworzenia osoby dorosłej, starszej i potomka w wieku szkolnym. W familii musi znajdywać się przynajmniej jedna osoba dorosła, to fakt, ale oprócz niej można stworzyć małego berbecia, który dopiero raczkuje, dziecko w wieku szkolnym i nastolatka. Ten ostatni może sam mieszkać w domu bez żadnych reperkusji, jednak przy stwarzaniu rodzinki muszą być jakieś osoby starsze. Fajnym bajerem jest to, że podobnie jak w przypadku „naturalnego” zrodzenia potomstwa w grze, tak i podczas tworzenia można sprawić, by dziecko było podobne do rodziców. A zatem, wybieramy imię sima (nazwisko jest wspólne dla całej tworzonej ekipy), jego płeć, odcień skóry, tuszę (do wyboru opcje chudy, średni i gruby, nic pośredniego, ale na tym polu sporo zrobiła trzecia część). Mamy możliwość samodzielnej budowy twarzy w oparciu o całą masę opcji wyboru, możemy też skorzystać z gotowych modeli i je edytować. Do tego dochodzą fryzury i faktycznie czuć, że jest tego trochę. Z ubraniami wiadomo, decydujemy, co będziemy nosić na co dzień, a co na szczególne okazje. Jeśli zainwestujemy w szafę i ruszymy na shopping, będzie można też zmieniać image naszych bohaterów w trakcie rozgrywki.

Retro na Gazie w wydaniu simowym (ej on gra w SSX3! jest nawet pasek UBER -Nacz.Os. Rep)

Novum względem poprzedniczki jest możliwość wyboru aspiracji dla naszego sima od wieku nastoletniego wzwyż – kiedy gramy gotową rodziną, a nasze dziecko staje się nastolatkiem, możemy wybrać mu ją w specjalnym okienku. Na każdą z nich będzie składał się zestaw pragnień charakterystycznych dla osiągnięcia danego celu. Każde pragnienie, które spełniamy, wpływa pozytywnie na wskaźnik aspiracji i pozwala na wykorzystanie punktów, które za to przysługują. Z kolei spełnianie obaw sprawia, że życie naszego sima staje się w jego oczach mniej wartościowe i prowadzi do niekontrolowanego zachowania. A zatem mamy możliwość dążenia do zdobywania pieniędzy. Tutaj premiowane są przede wszystkim kolejne awanse oraz kupowanie drogich przedmiotów. Sim pragnący bogactwa może nawet chcieć wziąć ślub dla pieniędzy. Następnie mamy pragnienie popularności. Sim będzie dążył do rozwijania przyjaźni i chętnie organizował imprezy. Zasmuci go, jeżeli te okażą się niewypałem, a przyjaciele się od niego oddalą. Sim dążący do zdobywania wiedzy największe korzyści będzie czerpać z nieustannego rozwoju, a zwłaszcza opanowania do perfekcji jakiejś dziedziny nauki. Kolejne dwie aspiracje związane są z podejściem do związków. Jedne simy będą pragnąć założenia rodziny. Plusowane będzie rodzenie dzieci, posiadanie wnuków, śluby w rodzinie. Odwrotnie sprawa się ma wśród tych, którzy pragną romansów. Tam ślub i dzieci zdecydowanie obniżają punkty aspiracji, za to liczba rozkochanych w nas osób i partnerów łóżkowych – wręcz przeciwnie.

O budowie domu nie będę się mocno rozpisywać, bo – to co teraz powiem dla fanów serii zabrzmi jak herezja – zawsze był to dla mnie najbardziej uciążliwy moment, wolałam jak najszybciej zacząć sterować życiem moich podopiecznych. Kilka słów się jednak należy. Jeżeli planujemy budowę od zera, musimy zakupić pustą parcelę o odpowiednim rozmiarze. Następnie wcielamy się w Kasię Dowbor i oznajmiamy naszej radosnej gromadce, że wyremontujemy zbudujemy jej dom. Kiedy tego dokonamy, w trybie budowy otrzymujemy siatkę, na której tworzymy miejsce naszych marzeń. Maksymalnie możemy pozwolić sobie na dwa piętra. Po ogarnięciu zarysu budynku, sami decydujemy o jakości i deseniu podłogi, ścian oraz możemy wybrać odpowiedni dla nas dach (możliwe jest zamontowanie również niebywale popularnej obecnie fotowoltaiki). W trybie budowy możemy również zająć się ogrodem oraz legendarnym basenem.

Tryb budowy

Kiedy już wszystko stworzyliśmy niczym demiurg, możemy przejść do rozgrywki. Tutaj musimy się skupić na spełnianiu marzeń i unikaniu obaw, co został przedstawione przy okazji aspiracji, a także zapewnieniu podstawowych potrzeb – jedzenia, korzystania z toalety, dbania o higienę, snu, rozrywki, towarzystwa, a od nastolatków wzwyż również wystroju. Kiedy mieszkamy w miejscu, gdzie piętrzą się brudne naczynia i pojawiają karaluchy, poziom wystroju spadnie do tego stopnia, że sim nie weźmie się do pracy, póki nie posprząta. Jeżeli ogarniemy podopiecznym fajne lokum, powinni na spokojnie przetrwać, gdyż włączenie opcji „wolna wola” działa całkiem przyzwoicie. Jedyny problem, jaki mi się pojawił w tej dziedzinie, to simki w ciąży. Ze względu na przymus nakarmienia dwóch osób równocześnie, bardzo szybko rosła im potrzeba głodu. Jeżeli za długo traciło się ją z oczu i nie brało sterów w swoje ręce, mogła nawet umrzeć z głodu.

Nie ma co pisać więcej o sposobie życia. Generalnie ma to być symulacja na miarę naszej codziennej egzystencji, dlatego teraz wymienię kilka rzeczy ciekawych lub zabawnych, o których warto wspomnieć. Niekoniecznie będą ze sobą ściśle związane tematycznie, ale dotyczą już samego sedna rozgrywki. Kiedy nasi simowie robią coś znaczącego w swoim życiu, pojawia się krótki filmik, który możemy oglądać (da się wyłączyć to w opcjach). Nagrania pojawiają się przy okazji pierwszego pocałunku, pierwszego bara-bara, rodzenia dziecka czy porwania przez UFO. Nasi simowie mogą zalegać z płaceniem rachunków, zwłaszcza teraz, w dobie Polskiego Ładu, ale muszą liczyć się z tym, że czekają ich odwiedziny komornika. Ten przychodzi ze specjalnym urządzeniem i sam uiszcza sobie zadośćuczynienie, zabierając nam np. toaletę. Następna sprawa to praca. Mamy do wyboru kilka dziedzin, które nieco się rozrastają wraz z kolejnymi dodatkami. Co jakiś czas spotykają nas tam sytuacje, w których sami możemy dokonać wyboru, jak nasz sim ma postąpić. Co ciekawe, dla każdej z dwóch odpowiedzi przypadają dwa losowe skutki – czasem dostaniemy awans, punkt umiejętności czy podwyżkę, innym razem zostaniemy zdegradowani, zwolnieni lub nie otrzymamy zapłaty za dany dzień. Fajnym motywem są również wspomnienia. Nasz sim w odpowiedniej zakładce wspomina swoje awanse, romanse, powiększanie się rodziny i nowopoznanych ludzi. Pamięta także negatywne zdarzenia, jak czyjąś śmierć, rozstanie czy utratę pracy. Nie wpływa to na nic, ale fajnie czasem po wielu tygodniach grania zrobić sobie taki przegląd.

Nie ma to jak naturalny poród w domu, do tego na stojąco

 

Warto jeszcze wspomnieć o czymś, co jest absolutnym topem w serii, czyli udźwiękowieniu. Nasi simowie, tak jak i ludzie, komunikują się werbalnie. Czynią to za pomocą wspaniałego języka simlish. Czasami możemy domyślać się, co takiego chcą przekazać, kiedy nad ich głowami ukazuje się odpowiedni dymek. Simowie mogą także obgadywać innych dzięki opcji „plotkuj”, również wiemy co i o kim mówią. Jako że istnieją w simowym świecie, muzyka i programy telewizyjne również nadają w tym języku. Całkiem śmiesznie się tego słucha, kiedy zna się oryginalne utwory. A nasi simowie mają wysublimowany gust, słuchają i salsy, i R&B. Część utworów powstała na potrzeby gry, natomiast niektóre kawałki przerobiono na simlish. Oprócz tego w menu budowania, kupowania, tworzenia, itp. jest sporo utworów instrumentalnych, które umilają nam rozgrywkę.

 

Chociaż trzecia część wniosła absolutnie świetne cechy charakteru, które wydatnie wpływały na zachowania simów, jak również dawała możliwość przebywania na mieście bez ładowania nowego ekranu, a czwórka pozwoliła choćby na przebywanie w miejscu pracy sima, to właśnie druga część na stałe skradła moje serce i wolny czas. Jeżeli masz godzinkę wolną, nie odpalaj, zaczekaj do jakiegoś długiego weekendu czy innej okazji. Gra satysfakcjonująca, z całą masą dodatków (najbardziej polecam Na studiach, Zwierzaki oraz Cztery pory roku), formuła, która tak naprawdę nigdy się nie nudzi. Świetna muzyka, grafika daje radę, możliwość stworzenia dla siebie idealnego życia lub horroru dla niezbyt lubianych znajomych. Absolutny medal.

Retrometr

O Prezesowa 45 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.