Recenzja | Wallace & Gromit in Project Zoo

Wallace & Gromit zoo recenzjaWallace & Gromit bawią od wielu lat w swych artystycznie i oryginalnie stworzonych animacjach poklatkowych, a brytyjski humor doprawia te danie doskonale. Studio Aardman dało jednak zielone światło na wykorzystanie swych bohaterów w mniej klasyczny sposób.

Już wcześniej grałem w gry na licencji tego studia, szczególnie wspominam chwile z Chicken Run na PSX’a będący parodią Metal Gear Solid, ale parodią zrobioną ze smakiem i będącą sama w sobie również dobrym szpilem nawet jeśli odniesień do MGS’a ktoś nie skuma (są tu tacy?). Tym razem miałem okazję ograć szpila na licencji najbardziej znanej, czyli Wallace & Gromit. Jeśli ktoś tutaj jest niewtajemniczony i w ogóle nie kojarzy tych postaci niech koniecznie zapozna się z ich przygodami, bo nietuzinkowa to para.

„Wonder if we’ll get back and time for tea?”

Gra nie jest „grową” adaptacją jakiegokolwiek filmu, a jedynie wykorzystano tutaj uniwersum W&G, choć można ją uznać za kontynuację The Wrong Trousers (Wściekłe Gacie) ze względu na głównego antagonistę. Tak oto pewnego dnia podczas klasycznego angielskiego śniadania przypomina się naszym bohaterom, że dziś urodziny ich podopiecznego w Zoo – misia polarnego Archiego. Z zawiniętą w gazetę rybą jako prezent ruszają na spotkanie. Zoo jest jednak zamknięte, coś tu śmierdzi i oby nie była to ta ryba. Szybkie śledztwo i druzgocąca diagnoza – zły pingwin Feathers McGraw jest znów na wolności, a zwierzęta z Zoo włącznie z Archiem są w niebezpieczeństwie – pora dostać się do środka, jak? Za pomocą Pingwina Trojańskiego oczywiście!

Wallace & Gromit zoo recenzja

Będąc już na terenie Zoo zaczynamy grę, okazuje się że zwierzęta są zmuszane do ciężkiej pracy przy wydobyciu i obróbce diamentów i jednym z naszych zadań będzie je uratować, a w zamian często pomogą nam w pogoni za pingwinem. Gra jest typowym platformerem, będziemy głównie skakać po platformach, zbierać znajdźki i rozwiązywać proste łamigłówki. Sterujemy psem Gromitem, który jest zręczniejszym z tej dwójki, Wallace zawsze gdzieś z boku się plącze i czeka na swoją kolej. Do czego się zatem Wallace przyda? Za odpowiednie znajdźki zrobi nam na poczekaniu kolejny gadżet, naprawi maszynę czy przełącznik umożliwiający dalszą wędrówkę itp. Tak więc jest tutaj kooperacja pomiędzy obiema postaciami, ale bardzo ograniczona, jak z resztą w oryginale gdzie to Gromit odwala całą czarną robotę ;). W tej grze pod względem mechaniki nie ma jakiejś specjalnej filozofii, klasyka gatunku można powiedzieć. Przeskocz po platformach z punktu A do Z,  użyj przedmiotu Y na przedmiocie X, wybij falę przeciwników, znajdź poukrywane „dinksy” itp. czyli coś co widziałeś już dziesiątki razy.

Dlatego też gra zyskuje w oczach głównie miłośników licencji, którzy nie będą się nudzić ponieważ na każdym rogu czai się jakiś tekst, czy scenka utrzymana w konwencji studia Aardman. Nie jest to jakieś kino dla koneserów, ale humor jest wystarczająco dobry by wrzucić uśmiech na naszą starzejącą się twarz. Rozwaliło mnie jak w jednej pogoni za Feathersem McGraw dogoniliśmy go głównie dlatego, że musiał zrobić postój przy WC,  innym razem w olbrzymiej przeszklonej palmiarni Wallace będzie się zastanawiał głównie nad tym kto im tu szyby pucuje – takich charakterystycznych wtrąceń rodem z oryginału podanych mimochodem, a nie wprost w ekran jest dużo. Są też humorystyczne nawiązania do gier, będziemy z katonem na głowie unikać strażników (MGS), jedno starcie będzie stylizowane na Asteroids, a przed piramidą majów widnieje napis Hidden Temple of  Montyzooma (Montezuma’s Revenge ?), starszy gracz uśmiechnie się nieraz.

„More nuts and bolts lad… that’s what’s needed”

Gra jest pozbawiona przemocy toteż nasze bronie będą miały tu głównie zastosowanie w eksploracji, a nie w walce której nie ma za wiele. I tak pistolet na banany posłuży głównie jako włącznik zapadek, minigun na owsiankę rozrusza i „naoliwi” mechanizmy, a bazooka na rzepę (pozazdrościli Crashowi) zniszczy przeszkody na naszej drodze. To mi się w tej grze podobało, stawia na drobne zagadki, przeszukiwanie pomieszczeń i skakanie, walka jest tutaj zdecydowanie zepchnięta na dalszy plan.  Są oczywiście i bossowie, prócz klasyki „wyczaj schemat i zaatakuj”, będzie np. pościg połączony z schooterem, czy wspomniana wcześniej sekcja stylizowana na Asteroids. Szału nie ma, ale i nie mogę się jakoś specjalnie doczepić.

Wallace & Gromit zoo recenzja

Może technikalia na chwilkę. Sterowanie i kamera wydają mi się lekko skopane, działają nieco nieprecyzyjnie. Poziom trudności gry nie jest zbyt wysoki, toteż nie cierpimy z powodu nieprecyzyjności sterowania, ale da się od razu odczuć, że mogło być lepiej. Strona audio jest świetna, szczególnie podłożony głos Wallace’a, który w pojedynkę wszystko ciągnie bo przecież zgodnie z konwencją zwierzaki nie mówią. Głosu naszemu bohaterowi użyczył nie kto inny jak Peter Sallis odpowiedzialny za głos znany również z animacji, uwielbiam ten brytyjski akcent i słownictwo, żaden Amerykanin nie użyje słowa „lad” lub „chum”. Co do grafiki zaś, można powiedzieć że spokojnie oddaje ducha oryginału. Jasne, nie jest to ręcznie robiona animacja jak np. w Skullmonkeys, gdzie poszła masa gliny i artystycznej roboty, ale niewątpliwie dbano o detale i jak najmocniejsze odwzorowanie marki. Generalnie bardzo dużo jest tutaj animowanych wstawek, które potęgują klimat i napędzają akcję. Ja grałem na Xboxie, więc najmocniejszej z konsol tamtej generacji, ale na PS2 też spokojnie będzie to równie dobrze wyglądać. Niektóre levele są też ładnie wykonane i są bardzo fajnie rozbudowane w pionie, konstrukcje na jakie się będziemy wdrapywać bywają imponujące. Choć też kilka zwykłych „korytarzówek” bez polotu się znajdzie. Jest jeden bardzo fajny poziom zimowy, gdzie mamy dużą otwartą przestrzeń do dyspozycji i właściwie sami sobie dobieramy kolejność robienia zadań, nie mamy nic narzucone. Wiele poziomów jednak prowadzi nas po sznurku, ma co najwyżej ukryte sekretne levele.Wallace & Gromit zoo recenzja

W 2017 roku ograłem trzy gry na licencji i wszystkie się od siebie znacząco różniły, Treasure Planet był świetny technicznie, ale brakło magii licencji, Wacky Racers miał tej magii pod dostatkiem, ona się wręcz wylewała z ekranu, ale głupie decyzje w gameplay’u mi popsuły odbiór. W Wallace & Gromit in Project Zoo z kolei czuć ducha oryginału i jest technicznie dobry, ale żaden z tych aspektów nie jest rewelacyjny. Może i nie jest to wyborny platformer, nie był to też pełen gagów dla koneserów materiał fabularny, ale oba te składniki połączone razem okazały się wystarczająco dobre, by miło spędzić te kilka godzin w towarzystwie tej zakręconej pary. To pozycja typowo dla fanów, oni będą się bawić dobrze, reszta ma pod dostatkiem innych gier, ale polecę raz jeszcze zapoznanie się z dorobkiem studia Aardman bo animacje W&G to sztuka na wymarciu.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Xbox /2017

3 słowa do gracza: dobra gra, która powinna zadowolić fanów dorobku studia Aardman, dla reszty może się okazać zbyt sztampowym platformerem


Ciekawostki:

» użyczający głosu Wallace’owi aktor Peter Sallis zmarł w czerwcu 2017 roku, trudno sobie wyobrazić W&G bez niego

» Feathers McGraw pojawił się pierwszy raz w filmie z 1993 roku pt. The Wrong Trousers (Wściekłe Gacie)

» za odnalezienie poukrywanych znajdziek odblokujemy w grze filmik „making of” oraz urywki filmów The Wrong Trousers (Wściekłe Gacie) oraz  Cracking Contraptions (Wyśmienite wynalazki)

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox